Emerytura 500+

Generalnie nie uważam, żeby program 500+ był socjalnie logiczny. Nie uważam też, że rozsądnie wpłynie na zwiększenie dzietności w Polsce. Dostrzegam natomiast zupełnie inną jego wartość tam, gdzie rządzący nawet by się tego nie spodziewali.

Fot. Piotr Mecik / FORUM

Ta wartość zrodziła się wśród średnio zamożnych i najbogatszych. Tych samych, których rząd PiS namawiał do rezygnacji z 500 złotych na dziecko.

Wprowadzając program 500+ Prawo i Sprawiedliwość argumentowało, że większość tych pieniędzy wróci do gospodarki. Ekonomiści szacowali, że będzie to zaledwie od 30 do 50%. I wygląda na to, że mieli rację.

Średnio całkowity koszt wychowania dziecka to 190 tysięcy zł, dwójki – nawet 350 tysięcy złotych (źródło: uzasadnienie ustawy) więc pieniądze się przydadzą i w wielu rodzinach 500 zł z pewnością zostanie rozsądnie wydane. Do budżetu państwa część pieniędzy wróci między innymi w postaci podatku VAT od zakupionych towarów. Ale tych pieniędzy nie potrzebują i nie muszą wydawać najbogatsi. Będą je więc odkładać…. nawet przez 18 lat (jeśli program będzie kontynuowany).

Coraz częściej słyszę deklaracje, że ów 500 zł trafi na fundusz inwestycyjny, lokatę czy zwykłe konto w banku, nawet nisko dziś oprocentowane. Być może trafi na IKE czy IKZE, zwolnione z podatku Belki, tworzące tzw „parasol podatkowy”, a jeszcze w przypadku IKZE obniżające nasz dochód do opodatkowania czyli ostatecznie więc wpływy budżetowe. I to jest podwójnie zła wiadomość dla ministra finansów.

Dobra jednak jest taka, że 500+ może wpłynąć na budowanie skłonności Polaków do oszczędzania. Bo pieniądze w IKE czy IKZE, na przykład, są dziedziczone.

Kiedy 3 lat temu Platforma Obywatelska zdecydowała przekierować część obligacyjną OFE do ZUS, co potocznie nazwano „zabraniem pieniędzy z OFE”, wówczas i rząd i instytucje finansowe apelowały o dodatkowe odkładanie na emeryturę. Bo ta po prostu będzie niska. Jeszcze 10 lat temu średnio na 1 emeryta pracowały 2-3 młode osoby, dzisiaj ta proporcja się odwraca. Apele okazały się bezskuteczne, bo nasza skłonność do oszczędzania jest znikoma. To kwestia niskich zarobków, ubogiej wiedzy ekonomicznej, ale przede wszystkim jesteśmy narodem konsumentów, co z resztą od lat napędzało polską gospodarkę. Według Związku Banków Polskich ponad 52% Polaków w ogóle nie interesuje się długoterminowym oszczędzaniem. Jeśli już, to co 8-my trzyma pieniądze w skarpecie. Z programów systematycznego oszczędzania korzysta zaledwie 1%. Tendencję może odwrócić 500+, co w przyszłości okaże się zbawienne dla ZUS.

I na koniec, wsłuchując się w głos mojego pokolenia, śmiem twierdzić, że wsparcie finansowe z motywacją rodzenia dzieci niewiele ma wspólnego. O tym, jak i o wielu innych zjawiskach, decyduje środowisko. Najcześciej rodziny wielodzietne to właśnie te o niższych dochodach, a nie wsród betonowych yuppies z wielkich miast.
Komfortowy powrót do pracy to jeden z głównych czynników wpływających na decyzję o powiększeniu rodziny. Zapewnienie miejsc w żłobkach i przedszkolach czyli szeroko rozumiane, prorodzinnie ukierunkowane wsparcie przez państwo i pracodawcę.

Wreszcie, w przypadku kobiet przedsiebiorczych kwestia zabezpieczenia na wypadek urlopu macierzyńskiego. Dzisiejsze przepisy powoduja, ze jeśli kobieta nie zaplanuje ciąży biznesowo – dosłownie – czyli nie opłaci stosunkowo wysokiej składki na ZUS w wyprzedzeniem – na godne utrzymanie podczas urlopu macierzyńskiego nawet nie ma co liczyć.
Podsumowując – oto budowanie tradycyjnego modelu rodziny made in Poland.

Karolina Hytrek-Prosiecka
Karolina Hytrek-Prosiecka