Firmy w ręce pracowników!

„Akcjonariat pracowniczy jako odpowiedź na spadek zapotrzebowania na pracę” — tytuł slajdu niezbyt atrakcyjny, nudny, trąci myszką. Z prezentacji, jak o „Planie na rzecz odpowiedzialnego rozwoju” wicepremiera Morawieckiego, czyli planie Morawieckiego, mówią złośliwi – jednak jeden z najciekawszych. Z niezbyt jasnego piktogramu można wywnioskować, że w ramach „dobrej zmiany” rząd chciałby przepisami prawnopodatkowymi istotnie wpłynąć na właścicielski krajobraz polskiego biznesu. Rzecz sprowadza się do znanych i testowanych od lat na świecie rozwiązań (amerykańskie ESOP), umożliwiających wymierny udział pracowników firmy w jej sukcesach (i porażkach) – do zamiany pracownika na pracownika-udziałowca. A przynajmniej do stworzenia takiej możliwości.

FOT MAREK WISNIEWSKI

Pierwsze skojarzenia nie są dobre, bo nie wątpię, że pojawią się komentarze odnoszące ten pomysł do minionego systemu i socjalistycznych eksperymentów. Jesteśmy przyzwyczajeni do systemu, który pracowników zamienia się w niemą masę, czasami dając im nieprzyjazną twarz związkowców, najczęściej tych ze Śląska, kapitał zaś najczęściej buduje się przez import z zagranicy. Doświadczyliśmy także nieudanych prób z prywatyzacją pracowniczą (zakończony sprzedażą akcji na rzecz inwestora z realnym kapitałem). Wyjątkowo źle kojarzy się program powszechnej prywatyzacji oraz – to już przykład z ostatnich lat –  akcjonariat  obywatelski, solidarnie liczący straty po giełdowych przecenach.

Teraz może być inaczej. Krótko o możliwościach i mechanizmie. Korzystając z zachęt podatkowych, przedsiębiorstwo mogłoby przeznaczyć część zysku na sfinansowanie zakupu swoich akcji przez pracowników. Pracownicy otrzymują papiery, ale nie mogą nimi swobodnie dysponować. Stają się udziałowcami firmy, a firma pozyskuje od nich kapitał, który wcześniej wypracowała. Nowymi akcjami zarządza specjalistyczna firma, która reprezentuje pracowników w relacjach z resztą udziałowców. Inwestycja jest długoterminowa, pracownicy mogą sprzedać papiery np. dopiero odchodząc na emeryturę.

1

Zalety? Wady? Firma otrzymuje tani kapitał na inwestycje. Nie zadłuża się, nie rozwadnia  akcjonariatu, narażając się np. na wrogie przejęcie. Zyskuje stabilizację właścicielską oraz udziałowców, z którymi powinna mieć wspólne cele. Być może będzie musiała je przeorientować – wypracowywanie zysków (choć nadal ważne dla całego grona udziałowców) będzie musiało być równoważone bezpieczeństwem, zachowawczością prowadzenia biznesu, czyli utrzymaniem miejsc pracy. A może odwrotnie — wśród pracowników, którzy staną się współudziałowcami firmy, wzrośnie skłonność do podejmowania decyzji: złych dla nich, ale dobrych dla firmy (ciekawe, jak w takich firmach odnajdą się związki zawodowe).

Pracownicy zyskują kapitał, co można podciągnąć pod realizację innych celów planu Morawieckiego – zwiększenia zamożności Polaków. Pracownicy otrzymują akcje, ale nie mogą ich sprzedać pod bramą zakładu (jak to bywało z 15-procentową transzą akcji dla pracowników prywatyzowanej firmy). To kapitał, który przez dłuższy czas ma przynosić im profity (dywidenda, wzrost wartości, ostateczna sprzedaż udziałów), zabezpieczyć ich przyszłość. Zalety wydają się oczywiste – pracownicy, związani z firmą nie tylko comiesięcznym przelewem, powinni mocniej się z nią identyfikować i bardziej angażować w pracę. Firmy mogły dotychczas korzystać – i często w przypadku kluczowych pracowników korzystały – z tzw. opcji menedżerskich. Teraz mogą związać ze sobą nie tylko najwyższy szczebel menedżerski. Z takiego rozwiązania szczególnie zadowoleni mogą być właściciele firm rodzinnych – będą mogli korzystnie „przekazać” firmę pracownikom, często związanym z nią nie krócej niż założyciel.

Kto traci? Na pewno branża finansowa, inwestycyjna. Firmy, w których udział pracowników w akcjonariacie będzie znaczący, nie będą atrakcyjnym celem dla funduszy inwestycyjnych. Tracą dotychczasowi właściciele firmy – muszą podzielić się zyskami z większą grupą udziałowców. W końcu stracić mogą także sami pracownicy – w przypadku bankructwa mogą zostać z niczym.

PS. Nie wiem, kiedy, i czy w ogóle, slajd „Akcjonariat pracowniczy jako odpowiedź na spadek zapotrzebowania na pracę” zamieni się w konkret.

Marcin Goralewski
Marcin Goralewski