Franck Ribery, Frank Underwood i frank szwajcarski

Co łączy trójkę moich bohaterów – Francka, Franka i franka? Przez jednych są uwielbiani, przez innych znienawidzeni. Dużo się o nich mówi i pisze. I nie należą do grona „zwyczajnych”.

Franck Ribery to jeden z największych talentów piłkarskich na świecie. Francuz potrafi samodzielnie wygrać mecz dla swojej drużyny, pokazać niesamowite sztuczki techniczne i pociągnąć za sobą zespół. Wychowywany raczej z dala od przepychów paryskiego rue Saint-Honoré, w dzieciństwie ofiara poważnego wypadku samochodowego (do dziś pozostała mu po tym wydarzeniu duża blizna na twarzy), dał radę wspiąć się na szczyty. Ale znany jest też z aroganckich odzywek, buty i trudnego charakteru. Wielu fanów nie zapomni mu, że był jednym z prowodyrów strajku zawodników na mistrzostwach świata w Afryce Południowej przed ostatnim meczem fazy grupowej. Reprezentacja Francji, obrońcy tytułu mistrzowskiego, ośmieszyła się, zdobywając 1 punkt w całych rozgrywkach i odpadając z turnieju na samym jego początku. Ribery za swoje zachowanie został ukarany przez francuską federację piłkarską.

Frank Underwood, fikcyjna postać zagrana genialnie przez Kevina Spacey (czemu nie ma Oskarów za seriale?!), to bohater jednego z najpopularniejszych seriali ostatnich lat „House of Cards”. Absolwent Harvardu, potomek amerykańskich patriotów i polityk na szczytach władzy, uwielbiany przez tłumy, wynoszony na piedestały, pokazywany jako wzór do naśladowania. A za drzwiami politycznych gabinetów – wierny wyznawca ideałów Nicollo Machiavelliego. Gotowy do największych łajdactw i poświęcenia wszystkich i wszystkiego dla osiągnięcia swoich celów. Zimny, wyrachowany, bezwzględny. Na jego potknięcia czeka wielu, niech tylko przyjdzie odpowiedni moment…

I wreszcie nasz ostatni bohater – frank szwajcarski. Jeszcze parę lat temu był wychwalany pod niebiosa. Zbawca polskiego rynku budownictwa mieszkaniowego, gwiazda polskiej bankowości. Od roku znienawidzony, opluwany, wróg publiczny kilkuset tysięcy kredytobiorców. Na ustach (a jakże!) polityków z prawa i z lewa oraz na sztandarach stowarzyszenia „Stop Bankowemu Bezprawiu”.

Moja ocena ostatniego z trzech herosów też nie jest jednoznaczna. Jako frankowy kredytobiorca (tak, tak, dom się sam nie wybudował) częściej niż zwykle zaglądam do tabel kursowych i wyciągu bankowego. W ramach oszczędności stałem się nawet regularnym użytkownikiem jednego z internetowych kantorów walutowych. Z drugiej strony, pracuję w sektorze usług biznesowych, który w znacznej mierze obsługuje zagranicznych klientów. Drogi frank (albo tani złoty, jak kto woli) oznacza, że eksport usług staje się bardziej opłacalny. A liczba serwisów wykonywanych na rzecz szwajcarskich firm rośnie. Szczególnie widoczne jest to w usługach dla rynków finansowych. Tylko dwaj helweccy giganci bankowości – Credit Suisse i UBS – w ciągu ostatnich kilku lat stworzyli w Polsce ponad 7 tys. miejsc pracy. Jestem przekonany, że pozytywna zmiana kursu CHF/PLN będzie dla nich i dla wielu innych firm dodatkowym bodźcem do inwestowania w naszym kraju.

No cóż, jak widać niełatwo jest być celebrytą, a Franki/franki nie są tu wyjątkami. Zresztą wystarczy wejść na forum pod dowolnym artykułem o frankowiczach. Tam dopiero emocje sięgają zenitu!

Marek Grodziński
Marek Grodziński