Franki: Polak, Węgier dwa bratanki

Brexit dołożył się z nową presją na wszystkich szukających rozwiązania problemu frankowego w Polsce. Decyzyjny pośpiech jest tu jednak niewskazany, co nie znaczy, że problem nie jest istotny. Decyzje szybko podejmowali Chorwaci, wcześniej energicznie zabrali się za nie także Węgrzy, choć ze względu na różnego rodzaju przeszkody zrobili to w ciągu kilku lat na raty. Trzeba jednak przyznać, że mieli przy tym sporo szczęścia, ponieważ problem został rozwiązany tuż przed krytyczną dla sprawy i niespodziewaną decyzją szwajcarskiego banku centralnego uwalniającego kurs franka na początku 2015 r.

Udało im się kupić franki po starej cenie | Dyskusja.biz

Wszystko jest względne

Wigor, z jakim władze Chorwacji i Węgier ruszyły z pomocą kredytobiorcom frankowym, ma swoje uzasadnienie, w tym polityczne. Wolałbym stronić od politycznego uwikłania problemu, nie jest to jednak możliwe. Zacznę natomiast od liczb i panoramicznego obrazu zagadnienia a także zgodnie z chronologią – czyli od Węgier. Porównanie rynku frankowego w Polsce i na Węgrzech uwidacznia różnice w skali problemu.

W wartościach absolutnych jest ona podobna, ponieważ dotyczy(ł) on podobnej liczby kredytobiorców. Jednak Węgry są państwem o znacznie mniejszej liczbie mieszkańców, a zatem w ujęciu względnym problem frankowy był na Węgrzech znacznie poważniejszy. Dodatkowo oficjalne węgierskie statystyki informowały w pewnym momencie o tym, że ze spłatą zobowiązań frankowych o przynajmniej trzy miesiące spóźnia się około 20% dłużników. W Polsce taka sytuacja nigdy nie miała miejsca – z tegorocznego marcowego monitoringu BIK wynika, że 95% kredytobiorców spłaca takie zobowiązania terminowo.

Kto ma lepiej, kto ma gorzej

W kontekście kredytów frankowych także przypadek Chorwacji różni się od polskiego, mimo podobieństwa na pierwszy rzut oka – liczba kredytobiorców frankowych w relacji do liczby mieszkańców jest w obu krajach podobna a obie waluty, złoty i kuna, doświadczyły pomiędzy 2008 r. a 2015 r. podobnej zmiany kursu w stosunku do franka.

Kluczowa różnica polega natomiast na tym, że chorwacka gospodarka jest w znacznie gorszej sytuacji od polskiej – dotyczy to zwłaszcza dynamiki zmian PKB (stagnacja) i powiązanej z nią sytuacji na rynku pracy (bezrobocie w okolicach 17-18%). Mówiąc krótko, znaczy to tyle, że przeciętnemu Chorwatowi trudniej jest spłacać kredyt, w tym walutowy, niż statystycznemu kredytobiorcy w Polsce. W kontekście przyjętego w Chorwacji rozwiązania, i dla obiektywnego naszkicowania mapy problemu, warto też wspomnieć o gorszej sytuacji sektora bankowego w Chorwacji z porównaniu z Polską, do czego jeszcze wrócę.

Te fakty są ważne dla zrozumienia energii, z jaką rządy Chorwacji i Węgier przystąpiły do działań pomocowych dla tzw. „frankowiczów”. Jej źródłem, przynajmniej częściowo, jest silniejsza niż w Polsce presja społeczna, wynikająca z trudniejszej sytuacji gospodarczej, która dołożyła się do presji politycznej (decyzje w Chorwacji zapadały tuż przed wyborami). Uwarunkowania polityczne na Węgrzech są powszechnie znane więc nie ma potrzeby, by pisać tu o nich.

Jak to zrobiono na Węgrzech…

To właśnie na Węgrzech impet działań ratunkowych adresowanych do zadłużonych w szwajcarskiej walucie był wyjątkowo duży. Przypomnę tutaj te najważniejsze. Rozpoczęto w pierwszej połowie 2011 r. od wynegocjowanego przez rząd z bankami czasowego zamrożenia kursu franka (tylko dla zainteresowanych dłużników), by nie dopuścić do narastania problemu. Jednocześnie, podobnie jak w Polsce za sprawą rekomendacji S, zaostrzono warunki udzielania kredytów walutowych. Druga odsłona rządowej inicjatywy miała miejsce kilka miesięcy później, kiedy banki zgodziły się na rozwiązanie polegające na otwarciu trzymiesięcznego okna dla wcześniejszej, jednorazowej spłaty kredytu po zamrożonym wcześniej kursie.

Ważne jest przy tym to, że pakiet przyjętych rozwiązań przewidywał możliwość zaciągnięcia przez „frankowiczów” gwarantowanych przez państwo kredytów forintowych. Dostępne dane mówią o tym, że z propozycji tej skorzystało ok. 20% uprawnionych. Definitywnego rozwiązania problemu kredytów frankowych rząd Victora Orbána dokonał na przełomie 2014 i 2015 r.

Ustalono wtedy, że wszystkie kredyty walutowe – za wyjątkiem tych, których posiadacze za pomocą oświadczenia poinformują o tym, że nie są tym zainteresowani – zostaną administracyjnie przewalutowane na forinty. Kluczowe przy tym jest to, że konwersji dokonano po ówczesnym kursie (z listopada 2014 r.), co było pewnym zaskoczeniem w kontekście pierwotnie bardzo radykalnych postulatów węgierskiego rządu, z delegalizacją kredytów walutowych włącznie.

… a jak w Chorwacji

Działania rządu chorwackiego na tamtejszej scenie frankowej trwały krócej i w zasadzie na dobre zaczęły się wtedy, kiedy skończyły się one na Węgrzech – czyli po sławetnej decyzji Szwajcarskiego Banku Narodowego. Najpierw bardzo szybko czasowo zamrożono kurs franka na poziomie sprzed decyzji (styczeń 2015), następnie we wrześniu tego samego roku zrobiono to samo, co na Węgrzech – przewalutowano kredyty frankowe. Dokonano tego jednak na zupełnie innych zasadach. Po pierwsze, kredyty frankowe zostały zamienione nie na kredyty w kunie, ale w euro (co uzasadniono niekorzystną dla kredytobiorców wartością stawki ZIBOR 3M). Po drugie, w odróżnieniu od Węgier kredyty przeliczono po kursie historycznym z dnia zaciągnięcia kredytu – a zatem w sposób łaskawy dla dłużników, ale nie dla banków.

Andrzej Cwynar
Andrzej Cwynar