„In house”, MBP i odwrót z obranej drogi.

Czy możemy się spodziewać zmiany kierunku działania Ministerstwa Środowiska i intensyfikacji inwestycji w nowe rozwiązania? Po ogłoszonym 22.01.br. przez ministra środowiska, prof. Jana Szyszko audytu wewnętrznego w resorcie środowisk lista zaniedbań jest długa:

przetargi

  • Zaniechania w zakresie eliminowania szarej strefy w gospodarce odpadami, przy równoczesnym osłabieniu Inspekcji Ochrony Środowiska, jako organu ustawowo powołanego do przeprowadzania kontroli.
  • Rezygnacja z wprowadzenia podstawowego narzędzia służącego do wykrywania nieprawidłowości w obrocie odpadami, jakim jest monitorowanie przemieszczania masy odpadów, miało doprowadzić do uszczuplenia wpływów do budżetu państwa o kwotę blisko 2 mld rocznie (szacunki Krajowej Izby Gospodarczej).
  • Zaniechanie rozwiązania problemu zwrotu opłat za brak sieci recyklingu pojazdów wycofanych z eksploatacji, co ma grozić roszczeniami wobec Skarbu Państwa na sumę kilkuset milionów złotych.
  • Brak wiarygodnych i spójnych danych w zakresie wytwarzania i odbioru oraz przetwarzania odpadów.
  • Rozpoczęcie postępowania przetargowego na bazę danych odpadowych bez wdrożonych rozporządzeń skutkujące łamaniem procedur postępowania.
  • Błędne i nieskuteczne wprowadzanie systemu gospodarowania odpadami konfliktujące społeczeństwo i powodujące wzrost kosztów obywateli.

Możemy się spodziewać, że podjęte zostaną działania naprawcze, a brak wdrażania nowych przepisów odnośnie np. MBP będzie tego sygnałem. O tym jednak nieco dalej.

Wiele dyskusji wzbudziła ostatnio zmiana dotycząca organizacji przetargów na wywóz śmieci.

Samorządy walczą o to, żeby mogły swoim spółkom i zakładom budżetowym, zlecać zbiórkę i przetwarzanie odpadów bez przetargu. To jest walka o tzw. „in house” i pominięcie procedury przetargowej w tej dziedzinie, jaką jest zbieranie zmieszanych odpadów komunalnych. Co prawda obowiązujące przepisy ustawy są takie, że przetarg musi zostać zorganizowany, ale tego właśnie nie chcą samorządowcy. Przeciwni temu są zaś przedsiębiorcy, co wydaje się być zupełnie zrozumiałe. To jest walka o wpływy, pieniądze i władzę. W bardzo wielu przypadkach normą jest to, że firmy wygrywające przetargi, mają zagwarantowane wynagrodzenie za świadczone usługi w postaci wypłacanego im przez gminy ryczałtu. Konsekwencja takich rozwiązań jest mnożenie się zjawisk patologicznych tak jak np. „znikanie odpadów” na polskim rynku odpadowym. Zakładane prognozy, jeszcze sprzed wprowadzenia ustawy „śmieciowej”, przewidywały, że w Polsce będzie ok. 12 mln ton zmieszanych odpadów komunalnych. Okazało się jednak, że po roku funkcjonowania nowych przepisów, tych odpadów jest najwyżej 10 mln ton, a najmniej tych odpadów w przeliczeniu na mieszkańca zbiera się w gminach, gdzie właśnie gmina płaci co miesiąc ryczałtową stawkę firmie odbierającej zmieszane odpady komunalne.

Normą więc staje się że, nikt nie jest motywowany do tego, żeby legalnie gospodarować odpadami. W takim systemie i przedsiębiorcy i gminie zależy na tym, żeby było jak najtaniej, czyli de facto zależy im na tym, by te odpady po prostu zniknęły. Efekt jest taki, że śmieci zamiast ubywać jest coraz więcej i to tam, gdzie ich być nie powinno czyli w lasach, rowach czy opuszczonych wyrobiskach. Potwierdzają to zeszłoroczne kontrole NIK. Paradoksalnie przed wejściem ustawy odbywało się to w sposób niezorganizowany, a obecnie niemalże zorganizowany.

W porę zauważono, że podjęte zmiany prawne nie doprowadziły do uzdrowienia sytuacji, a nawet ją skomplikowały, dlatego pojawiły się pomysły na nowelizację. W jej ramach gminy miały obowiązek rozdzielania procedur przetargowych na wywóz i zagospodarowanie odpadów komunalny. Niestety, ten przepis nie jest obligatoryjny, a takim być powinien. Z jednego prostego powodu. Rozdzielenie zbierania i przetwarzania odpadów daje bardzo prostą możliwość rozliczania się za tonę zebranych odpadów. Takie rozwiązanie z automatu eliminuje pokusę zaniżania ilości odpadów przez firmy zbierające te odpady. Dopiero wtedy możemy się spodziewać, że dzikie wysypiska znikną.

W momencie kiedy konkretna firma będzie dostawała pieniądze dokładnie za to ile tych odpadów przywiezie do zakładu przetwarzania, nie będzie miała pokusy, żeby oddać je „byle komu”. Każda bowiem działanie firmy będzie udokumentowane.

Nie powinno zatem dziwić stanowisko resortu, który wyraźnie zmienia kierunek działań w obszarze gospodarki odpadami. Weźmy inną sprawę. Do 23 stycznia 2016 r. obowiązywało rozporządzenie z  2012 r., które określało wymagania dotyczące prowadzenia procesów mechaniczno-biologicznego i  przetwarzania zmieszanych odpadów komunalnych. Ale straciło ono swoją ważność. Kwestie te miały regulować przepisy przyjęte z kolei 10 listopada 2015 r., ale te, choć mogłyby obowiązywać już od 1 stycznia br. nie zostały nawet opublikowane w Dzienniku Ustaw. Wielu zaskoczyła decyzja Ministerstwa Środowiska, o braku nowych przepisów i odrzuceniu tych z listopada.

I w samą porę, ponieważ MBP nie należy do najlepszych dostępnych technik (BAT), według wytycznych których przetwarzanie odpadów w instalacji MBP powinno się odbywać m.in. z zastosowaniem w pełni zamkniętych bioreaktorów. Niektórzy ostrzegają przed chaosem na naszym rynku gospodarki odpadami, ponieważ BAT nie jest obowiązującym aktem prawnym w Polsce i nie zastąpi brakującego rozporządzenia. Według mnie pewne mechanizmy o znamionach „wolnej amerykanki” już niestety na dobre zadomowiły się w polskim systemie gospodarki odpadami, stąd dalsze inwestowanie i kolejne zmiany przepisów dotyczących instalacji MBP, nie wspominając o spalarniach, nie będą na nie lekarstwem. Czas zacząć inwestować w lepsze i tańsze rozwiązania. Unia Europejska prowadzi obecnie prace nad rewizją dokumentu ws. BAT, a ich celem jest m.in. dostosowanie BAT do aktualnych warunków gospodarki odpadami. Zwłaszcza, że negatywne opinie KE na temat BMP już znamy. Konkluzje BAT będą obowiązywać we wszystkich krajach członkowskich UE, zatem może warto poczekać na nie i dopiero wtedy dokonywać zmian w przepisać. Pierwszy projekt dokumentu ma być opracowany już w połowie 2016 r.

W efekcie, uważam, że czas na kolejny prosty ruch. Weryfikacja tego jak działają zakłady MBP powinna przestać należeć do „akredytowanych laboratoriów”, które wynajmują firmy, którym firmy wskazują skąd ma być pobierana próbka. Te badania i pobór próbek, bez żadnego wstępnego powiadamiania, powinna należeć do Inspektorów Ochrony Środowiska. Tylko wtedy będziemy mieli jasność jak i czy w ogóle nasze MBPy działają.

Post Scriptum:

Otrzymałem po publikacji mojego wpisu pt. „Pozorne zwycięstwo nad smogiem” pewną propozycje rozwiązań problemu smogu w Krakowie. Dziękuję Panu Piotrowi Rokowi za podzielenie się swoją wizją, ale przyznam, że to śmiała idea. Co do zasady nie wspieram walki z objawami, tylko likwidację przyczyn. Cokolwiek wydajemy powinno być skierowane na redukcję emisji. Jak tylko znajdziemy sposób, żeby można jednak było dalej zanieczyszczać, stracimy motywację do walki z przyczynami.

Michał Paca
Michał Paca