Jakość prawa, czyli 500+ i komornik

Władza ustawodawcza to miejsce tworzenia prawa oraz kontroli władzy wykonawczej. We współczesnych państwach demokratycznych tworzenie prawa jest podstawowym zadaniem parlamentu, ale to nie jedyny organ władzy do tego upoważniony. Parlament jest jedynym organem upoważnionym do tworzenia najwyższych aktów prawnych – ustaw – na podstawie których ustala się inne akty prawne. W ten sposób parlament wpływa na zasady działania państwa i na życie obywateli. Czy nasi parlamentarzyści zawsze o tym pamiętają tworząc, niestety zbyt często, buble prawne? Jeden z przykładów takiej „niedoróbki” legislacyjnej pojawił się ostatnio w mediach w związku z implementacja programu „Rodzina 500+”.

Ostatnie tygodnie przyniosły informacje o sprawie matki szóstki dzieci, na której konto wpłynęło świadczenie „Rodzina 500+” w wysokości 3000 złotych. Niestety, zostało ono automatycznie zajęte przez komornika, który działał na podstawie obowiązującego prawa. Nie ma on bowiem prawa sprawdzać jakie jest źródło pochodzenia środków zaksięgowanych przez bank na koncie dłużnika. Obowiązuje zasada: co wpływa zostaje natychmiast zajęte na poczet zadłużenia.

Komornicy już w połowie marca zwracali uwagę na potencjalny problem. Nie spotkało się to z właściwym odzewem ze strony parlamentu. Czyżby znowu zadziałała zasada, że „jakoś to będzie”?

Jak wynika z obliczeń Grant Thornton (http://barometrprawa.pl/#boxaboutfirst), w 2015 r. w Polsce w życie weszły łącznie 29843 strony maszynopisu nowego prawa (ustaw, rozporządzeń). To o 16 proc. więcej, niż w 2014 roku. Produkcja prawa jest w Polsce najwyższa w historii, a przynajmniej od 1918 roku, odkąd publikowany jest Dziennik Ustaw. Przedsiębiorca, który chciałby śledzić zmiany w prawie, musiałby poświęcać na to 3h 59min każdego dnia roboczego.

Liczba stron aktów prawnych, które weszły w życie w poszczególnych latach

Liczba stron aktów prawnych, które weszły w życie w poszczególnych latach; źródło: Grant Thornton

Tomasz Wróblewski, partner zarządzający Grant Thornton, zauważa:

Zdajemy sobie sprawę z tego, że prawo musi być zmieniane, bo świat wokół nas się zmienia i system prawny musi za tymi zmianami nadążyć. Poza tym, w przepisach jest mnóstwo błędów i luk, więc trzeba te braki naprawiać, produkując nowe ustawy. Dlatego rozumiemy starania legislatorów by naprawiać polskie prawo i doceniamy ich dobre intencje. Jednak mamy przekonanie, że skala produkcji prawa w Polsce jest już zdecydowanie za duża i zwyczajnie wymknęła się polskiemu państwu spod kontroli. Niepokoi nie tylko ogromna skala produkcji prawa, ale też ogromne tempo, w jakim ten proces z roku na rok przyspiesza.

Polska ma obecnie najbardziej zmienne prawo ze wszystkich państw Unii Europejskiej. Jak wynika z obliczeń Grant Thornton, w latach 2012-2014 produkowała średnio w roku prawie 56-krotnie więcej przepisów niż Szwecja, 11-krotnie więcej niż Litwa i 2-krotnie więcej niż Węgry (szacunki dotyczą zarówno liczby jak i objętości tworzonych aktów prawnych – na podstawie tych dwóch czynników obliczony został specjalny wskaźnik zmienności prawa w krajach UE). Oznacza to, że w żadnym innym kraju unijnym rzeczywistość prawna dla obywateli i przedsiębiorców nie jest tak chwiejna i nieprzewidywalna jak w Polsce.

Wskaźnik zmienności prawa w UE (państwo o najbardziej stabilnym prawie = 1)

Wskaźnik zmienności prawa w UE (państwo o najbardziej stabilnym prawie = 1); źródło: Grant Thornton

Powstają szumne plany rozwoju, chcemy wydawać więcej na badania i rozwój, kreować championy polskiej gospodarki, stać się potęgą gospodarczą i w końcu wyjść z pułapki średniego rozwoju. Mówię: nie uda się bez uporządkowania podstawy działania biznesu, czyli dobrego i stabilnego prawa. To jest zadanie dla rządu i parlamentu. Resztę nasi przedsiębiorcy załatwią sami. Kropka.

Robert Dyrcz