Już tak blisko, że wciąż daleko

Do obyczajów politycznych na szczytach państwa wpisały się piątkowe belwederskie rozmowy prezydenta Andrzeja Dudy z prezesem Jarosławem Kaczyńskim.

Przyjmowanie przez konstytucyjną głowę państwa partyjnego naczelnika państwa stało się już nową świecką tradycją. Jednak została ona zawieszona — po czwartym oficjalnym spotkaniu 20 października odbyło się dwa dni później jeszcze dyskretne piąte i od tej pory cisza.Fot. Forum

Przyjmowanie przez konstytucyjną głowę państwa partyjnego naczelnika państwa stało się już nową świecką tradycją. Jednak została ona zawieszona — po czwartym oficjalnym spotkaniu 20 października odbyło się dwa dni później jeszcze dyskretne piąte i od tej pory cisza. Zmiana formuły była dla obu wysokich nieukładających się stron wygodniejsza wizerunkowo, albowiem ich rzecznicy nie musieli wymyślać pustych formuł, które miały przykryć bardzo niewygodną prawdę, iż w strategicznych szczegółach nie ma mowy o porozumieniu. Dlatego do obecnej sytuacji nadal pasuje przypomniany poniżej tytuł, którym opatrzyłem komentarz po trzecim spotkaniu.

Formalne przeniesienie rozmów na niższy poziom obaliło doktrynę prezesa PiS. Jeszcze niedawno Jarosław Kaczyński uważał, że tylko rozmowy bez pośredników, w cztery oczy, zdyscyplinują niepokornego podopiecznego i przywrócą prezydenta na łono tzw. dobrej zmiany. Jednak w sprawie zmian w sądownictwie Andrzej Duda okazuje się już nie tak plastyczny i dyspozycyjny, jak na początku kadencji choćby w rozgrywce o Trybunał Konstytucyjny. Zatem czas upływa, a Sąd Najwyższy i Krajowa Rada Sądownictwa (KRS) funkcjonują wciąż poza zasięgiem rządzącej partii. Przypomnę, że zgodnie z ustawami błyskawicznie uchwalonymi w lipcu, a następnie zawetowanymi przez prezydenta — obie instytucje miały zostać przejęte dosłownie w kilka tygodni.

Merytorycznie stanowiska obu spotykających się stron przez październik się nie zmieniły. Andrzej Duda twardo trzyma się lipcowej idei, aby 15-osobowa część sędziowska nowej KRS wybierana była przez Sejm większością 3/5 głosów. Wymusiłoby to znalezienie personalnego kompromisu Prawa i Sprawiedliwości z prawdziwą opozycją, czyli Platformą Obywatelską, Nowoczesną i Polskim Stronnictwem Ludowym, bo głosy samego klubu Kukiz ’15 nie wystarczą. Przypomnę, że KRS odgrywa kluczową rolę w doborze kadr sędziowskich. Notabene w ostatnich dniach przypomniała o sobie, negatywnie opiniując — z powodów ponoć formalnych — dużą grupę kandydatów na asesorów.

Nierozwiązywalny pozostaje problem hipotetycznego pata w Sejmie. Można sobie wyobrazić, że wśród 10 tys. polskich sędziów rzeczywiście nie uda się znaleźć piętnastki sprawiedliwych, akceptowalnych przez wszystkie skonfliktowane partie. PiS z góry to zakłada, dlatego kombinuje różne formuły, aby jednak zagwarantować sobie w KRS przewagę „swojaków”, analogicznie do trybu przejęcia Trybunału Konstytucyjnego. Tymczasem Andrzej Duda chciałby dotrzymać publicznej obietnicy i uzasadnienia swojego lipcowego weta. Dlatego być może zniecierpliwiony Jarosław Kaczyński podejmie decyzję o rozdzieleniu ustaw i skierowaniu do pierwszego czytania tylko tej o Sądzie Najwyższym, w zasadzie już dogadanej. Natomiast nowelizacja ustawy o KRS może trafić na razie do sejmowej zamrażarki.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski