Kiedy krzywa Laffera nie działa?

Krzywa Laffera to bardzo interesujący model, który ostatnio służy do wytykania rządzącym, że ich polityka podatkowa jest błędna, bo podnosząc podatki w rzeczywistości prowadzą do obniżenia wpływów budżetowych i rozrostu szarej strefy. Wysokie podatki są złe i co do tego nie ma wątpliwości. Niemniej warto się zastanowić, czy spadek wpływów do budżetu wynika z prawidłowości opisywanej przez krzywą Laffera i czy osoby, które tak często się nią posługują – rzeczywiście rozumieją o co chodzi.

Naprawdę nie chce mi się wierzyć, że urzędnicy pracujący w resortach odpowiedzialnych za dochody państwa nigdy nie słyszeli o tzw. Krzywej Laffera. Ogólnie zawarta w niej prawidłowość znana jest od wieków. Za jej oficjalne źródło podaje się pracę arabskiego uczonego żyjącego w XIV wieku w Tunisie – niejakiego Ibn Chalduna. W swoim dziele Muqaddimah poświęcił sporo miejsca na temat rozważań dotyczących wartości pracy oraz konsekwencji jej opodatkowania.

Wynika z niego jasno, że centralna władza mimo wszystko cywilizuje społeczeństwo, ale również kosztuje. Splendor, luksus i działalność klasy rządzącej jest kosztowny, co często mniej rozważnych władców zmusza do wyższego opodatkowania poddanych nie dając im nic w zamian. To z kolei zniechęca ich do świadczenia efektywnej pracy – tym samym zmniejszając dochody państwa. Nierozważny władca zwykle terrorem zmuszał ludzi do uiszczania podatków w ustalonej przez niego wysokości.

Ranne zwierzę jest najbardziej niebezpieczne. Tak samo podburzony i uciskany lud w końcu obraca się przeciwko władcy a to w konsekwencji prędzej czy później prowadzi do jego obalenia. Prosta lekcja dotycząca podatków sprowadza się do stwierdzenia – podatki muszą być proste, akceptowalne i nieuchronne, a ich poziom proporcjonalny do świadczonych przez państwo usług.

Gdzie jest punkt krytyczny?

Krzywa Laffera wyjaśnia, że w pewnych warunkach gospodarczych – zwiększenie stawki podatkowej niekoniecznie prowadzi do wzrostu dochodów do budżetu. Przekroczenie punktu krytycznego zwykle powoduje ucieczkę ludzi do szarej strefy lub zaprzestania pracy, gdyż korzyści z jej wykonywania są mniejsze od przykrości jaką wywołuje.

Kłopot w tym, że nie ma uniwersalnych wartości, które są pewnymi znacznikami mówiącymi o tym, że punkt krytyczny został osiągnięty. W pewnych warunkach stopa podatkowa w wysokości 10% będzie wywoływać spadek dochodu do budżetu państwa, a w innych nawet 90% będzie powodować jego wzrost. Wiele zależy od kultury, zamożności społeczeństwa, dyscypliny władzy oraz przedmiotu opodatkowania.

Trudno jest też dokładnie przewidzieć gdzie znajduje się punkt krytyczny. Jego lokalizację można oszacować, ale bardzo trudno określić dokładne położenie. O złym wyregulowaniu fiskalnym dowiadujemy się z reguły po fakcie (ex post), gdy dochody zaczynają spadać.

Ponadto krzywa Laffera nie musi mieć regularnego charakteru i spadek/wzrost jednej daniny może wpływać na inne. Zwiększając podatek zawarty w cenie żarówek, a zmniejszając podatek zawarty w cenach świec, świetlówek i innych może spowodować wzrost sprzedaży tych drugich (jest to paskudny sposób na regulowanie rynku – korzysta się z niego, gdy władza chce wykończyć jedną grupę, a drugą faworyzować). Niestety niektórzy nie uwzględniając wzrostu ceny żarówek mogą być święcie przekonani, że zwiększone wpływy z tytułu sprzedaży świetlówek wynikają z obniżenia zawartego w nich podatku i podpierać ten wywód argumentem w postaci krzywej Laffera!  W tym kontekście widać, że jest to nonsens.

Co więcej – punkt krytyczny też może się zmienić w czasie m.in. na skutek dobrej lub złej koniunktury w gospodarce. Przy bardzo dużym wzroście gospodarczym, gdy ludzie się bogacą znacznie szybciej – mogą być bardziej skłonni do opłacania wyższych podatków na niektóre cele np. ochrona zdrowia. Istotne jest to, by za wzrostem podatku szły realne i efektywne działania zmierzające w kierunku realizacji obiecanego przez władzę celu. To zachęca, a raczej nie zniechęca obywateli do uiszczania danin publicznych.

Spadek dochodów może być tylko pozornie związany ze zbyt wysoką stawką podatku

Krzywa Laffera w prosty sposób wyjaśnia tylko jedną przyczynę spadku dochodów do budżetu w efekcie zmiany tylko jednego czynnika! Nie uwzględnia jednak całego szeregu innych przyczyn, które w określonych przypadkach mogą mieć większe znaczenie vide przykład żarówek. Ale można znaleźć inne.

Np. dobra, które zakończyły już swój żywot lub zwyczajnie są wypierane przez nowocześniejsze technologie. Nawet gdyby stawka VAT-u na korzystanie z telegrafów byłaby dwukrotnie niższa od tej stosowanej do usług telefonii komórkowej to dochody z „telegrafów” wcale by nie wzrosły, bo zwyczajnie nikt z nich i tak nie będzie korzystać.

Gdy nagle pojawią się latające samochody na wodę to (prawdopodobnie woda zostanie obłożona akcyzą) nawet zmniejszenie podatków zawartych w cenie benzyny nie uchroni rządu przed spadkiem dochodów z jej sprzedaży. I też nie będzie trafionym w tym wypadku argument rozrostu szarej strefy, bo ta będzie miała takie same problemy z konkurencją jak legalni producenci. I proszę tego nie rozumieć jako moje poparcie do wysokiej akcyzy na paliwo – uważam, że jej obecna wartość to błąd i zbrodnia, a państwo zacznie się rozwijać dynamicznie tylko wtedy, gdy transport będzie tani.

Inny przykład: zbyt wysokie opodatkowanie piwa w teorii powoduje to, że ludzie sami zaczynają warzyć złocisty eliksir lub nabywają go w szarej strefie. Jednak istnieje też spora rzesza osób, które z piwa rezygnują nie z powodu ceny, ale np. zmiany preferencji i nagle pod wpływem reklam w telewizji – wybierają wino.

Dochody z tytułu akcyzy na papierosy maleją nie tylko z powodu ich wysokiej ceny, ale także mody na niepalenie, pojawienie się e-papierosów, itp. Sprowadzanie wszystkiego do prostej relacji zawartej w Krzywej Laffera to zbyt duże nadużycie. Proszę mnie dobrze zrozumieć – ma ona zastosowanie tylko w ograniczonym obszarze, co również nie uprawnia do negacji opisywanej przez nią zjawiska. Po prostu trzeba być ostrożnym w interpretacji.

Nie ma dochodu, nie ma podatk

Łukasz PIechowiak
Sprawdź moje komentarze na Blogbank.pl i Facebooku.

Niemniej krzywa Laffera dotyczy głównie podatku dochodowego. Tu też trzeba zwracać szczególną uwagę na koniunkturę gospodarczą, sytuację społeczną i szczelność systemu podatkowego oraz systemu redystrybucji dochodów z podatków. Naturalnie ja zawsze stoję na stanowisku, że niskie podatki są lepsze od wysokich, ale nie w każdym wypadku spadku dochodów do budżetu, który nastąpił w rok po zwiększeniu stawki podatkowej– należy używać argumentu wynikającego z krzywej Laffera.

Dochody obywateli mogły zmaleć z powodu koniunktury lub katastrofy naturalnej i nawet jeśli bez szemrania płaciliby wyższe podatki, to mogą zwyczajnie nie mieć z czego. Nie ma dochodu to nie ma podatku dochodowego – no chyba, że mamy pogłówne, ale to jest właśnie jego największa wada. Wtedy krzywa Laffera nie działa. Ceteris paribus model jest skuteczny, ale życie nie jest ceteris paribus. Do jego opisu bardziej pasuje łacina podwórkowa.

Zasada Shelforda

Obawiam się, że za kilka lat nawet dzieci w przedszkolu będą się powoływać na krzywą Laffera  jak na prawdę objawioną. Niektórzy boleśnie się zdziwią, gdy nagle okaże się, że opisywana przez nią prawidłowość ma bardzo ograniczone zastosowanie. Dobrze by było uczyć dzieci w przedszkolu ekonomii, ale pierwsza i najtrudniejsza lekcja sprowadza się do komunikatu, że nic nie jest takie jak się na początku wydaje.

Krzywa Laffera jest bardzo pomocna w opisywaniu wielu zjawisk, ale nie wszystkich. W biologii funkcjonuje coś takiego jak zasada Shelforda, która jest bardzo podobna do krzywej Laffera, ale owe podobieństwo jest niewystarczające do formułowania bezwzględnie działającego prawa ekonomicznego.


Dlatego proszę Państwa, proszę uważać, gdy ktoś zbyt często powołuje się na krzywą Laffera, bo w mojej opinii oznacza to, że taka osoba znacząco upraszcza obraz sytuacji.

P.S

Jestem zwolennikiem niskich podatków. Nie popieram żadnej opcji politycznej. Nie lubię, gdy ekonomię traktuje się jak prostytutkę i nagina jej prawa i prawidłowości do realizacji swoich celów.

Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl

Łukasz Piechowiak
Łukasz Piechowiak