Konieczność uwalnia od męki wyboru

Unia Europejska osłabiona kryzysem finansowym zmaga się z poważnym kryzysem imigracyjnym wywołanym konfliktami zbrojnymi na Bliskim Wschodzie. Opowiedzenie się Brytyjczyków w referendum za Brexitem (nawet jeśli do niego faktycznie nie dojdzie) zakończyło entuzjastyczne rozszerzanie Unii Europejskiej stanowiąc jeden z najważniejszych punktów zwrotnych w jej historii. Sytuacji nie poprawia niepewność w obszarze dalszego skutecznego funkcjonowania NATO co do przyszłego zaangażowania USA w zapewnianie bezpieczeństwa i stabilności w Europie. To ostatni moment na podjęcie przez UE reform, które uczynią ją organizmem skutecznie stawiającym czoło bieżącym i przyszłym wyzwaniom. W przeciwnym wypadku trudno oczekiwać zatrzymania procesu erozji idei zjednoczonej Europy i pogłębiana kryzysu tożsamości społeczeństw krajów europejskich. Niezbędna jest zmiana filozofii funkcjonowania modelu integracji europejskiej. W wyniku rozwoju struktur unijnych wytworzyła się nadklasa polityczna i biurokratyczna która tworzy prawo i steruje ogromnym organizmem społeczno-gospodarczym w zupełnym oderwaniu od rzeczywistości, pobierając kosmiczne, dla zwykłego obywatela UE, pensje i świadczenia. Jej alienacja od wyborców jest znacznie większa niż polityków krajowych będących bliżej wyborcy, który może łatwiej ocenić w kolejnych wyborach efekty ich pracy. Większość najważniejszych stanowisk w UE nie pochodzi z wyboru a obsadzane są w wyniku gry negocjacyjnej biurokratów i polityków. W tej sytuacji elita brukselskich salonów nie rozumie przyczyn pojawiających się problemów, a jedynie próbuje gasić pożary, które są tylko ich widocznym efektem. Bruksela przerażona wizją rozpadu budowanej mozolnie struktury nie jest w stanie dokonać właściwej analizy sytuacji oraz podjąć rozsądnych działań naprawczych. Stąd pomysły w stylu „więcej tego samego” czy zacieśniania integracji.

Fot. Pixaby

Polska będąc członkiem Unii Europejskiej stoi w wyniku Brexitu, kryzysu imigracyjnego i zagrożenia terrorystycznego, wobec wielu wyzwań które będą decydowały o jej przyszłości w nadchodzących dekadach. Niekwestionowanym dogmatem polskiej polityki powinno być działanie na rzecz utrzymania Unii Europejskiej, która pomimo wielu wad jest organizmem spajającym kontynent, zabezpieczającym pokojowe współistnienie należących do niej państw. Wspólny rynek i integracja europejska są jedynym rozwiązaniem aby Europa mogła sprostać gospodarczo USA, Chinom i innym dużym gospodarkom. Jednocześnie jako zjednoczony organizm łatwiej przeciwstawiać może się agresywnej polityce gospodarczej a ostatnio również militarnej Rosji.
Polska powinna aktywnie uczestniczyć w procesie ustalania reform, których pilnie wymaga Unia. Trudno oczekiwać, aby jej rola była porównywalna do Niemiec czy Francji. Zbyt duża jest dysproporcja potencjałów gospodarczych i politycznych. Nasz kraj mimo że dokonał wielkiego skoku rozwojowego to nadal jest graczem lżejszej kategorii. Aby odgrywać pierwszoplanową rolę w procesach unijnych niezbędne jest posiadanie wielkiej gospodarki oferującej partnerom zagranicznym wysokie technologie i własne produkty oraz będącej znaczącym eksporterem kapitału (jak Niemcy, w mniejszym stopniu Francja). Obok siły gospodarki znaczącym czynnikiem jest również posiadanie wysokiego potencjału militarnego zarówno w aspekcie sił zbrojnych jak i najwyższej klasy przemysłu obronnego (Francja). Żadnych z przytoczonych atrybutów nie posiada Polska, mająca rosnącą gospodarkę jednak będącą w dużej części podwykonawcą gospodarki Niemiec i innych krajów UE, dodatkowo uzależnioną od zagranicznego kapitału oraz technologii.

Nie oznacza to, że nasz kraj nie może odegrać znaczącej roli jednak do tego celu potrzebuje działania w większej grupie państw walczących o swoje interesy. Jako największy kraj w Europie Środkowo-Wschodniej może być inicjatorem działań oraz integratorem państw regionu (Litwa, Łotwa, Estonia, Czechy, Słowacja, Węgry, Rumunia, Bułgaria, być może Austria). Nie będzie to jednak pozycja dominująca. Na to Polska jest za słaba a interesy krajów regionu często sprzeczne. Na obecnym etapie sprzeciw wobec polityki imigracyjnej Niemiec jednoczy ww. kraje. Tu widać zdecydowaną koalicję. Jednak już w przypadku postrzegania problemu Rosji i jej agresywnych działań stanowiska zdecydowanie różnią się (np. Węgry optują za łagodzeniem sankcji i nie widzą w Rosji zagrożenia w takim stopniu jak Polska czy kraje nadbałtyckie). Region ten jest również mocno zróżnicowany gospodarczo tzn. więzi pomiędzy poszczególnymi krajami są stosunkowo słabe natomiast większość z nich podobnie jak Polska zależy w mniejszym lub większym stopniu od gospodarki Niemiec. Polskie władze chcąc odgrywać istotną rolę w procesie poprawy UE będą musiały uzyskiwać wsparcie innych rządów co ze względu na ww. warunki będzie zadaniem wymagającym wielu wysiłków dyplomatycznych i kompromisów. Będzie to zadanie trudne ale warto podjąć ten trud bo do wygrania lub przegrania jest bardzo dużo. Z punktu widzenia gospodarki kluczowym dla Polski jest utrzymanie dotychczasowych osiągnięć unijnych, w tym takich jak strefa wolnego handlu, swoboda przepływu kapitału, swoboda przepływu osób oraz dostęp do rynków pracy. To przede wszystkim te elementy stanowią o integracji gospodarczej unii oraz były oprócz znaczących funduszy pomocowych podstawą polskiego skoku gospodarczego po 2004 roku. W tym obszarze wydaje się, iż nasze stanowisko jest zbieżne ze stanowiskiem Niemiec i większości państw członkowskich. Nawet Wlk. Brytania po okresie buńczucznych zapowiedzi dotyczących planowanych dość radykalnych decyzji po opuszczeniu UE, zmiękczyła swoje stanowisko. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem przy założeniu faktycznego Brexitu (co wcale nie jest jeszcze przesądzone) będzie wypracowanie formuły współpracy z Wlk. Brytanią obejmującej maksymalne utrzymanie dotychczasowych zasad relacji gospodarczych przy jednoczesnej likwidacji zaangażowania politycznego. Proces dochodzenie do ostatecznych rozwiązań będzie długotrwały, obfitujący w zwroty i wolty w negocjacjach, co może krótkoterminowo niepokoić rynki finansowe i polityków. Priorytetem polskiej polityki powinno być utrzymanie dotychczasowego systemu wsparcia unijnego w ramach funduszy spójności i regionalnych oraz polityki rolnej, jak również zmniejszenie dolegliwości dla naszej gospodarki polityki klimatycznej UE.

Trudniejszym i bardziej złożonym problemem jest reorganizacja i usprawnienie systemu bezpieczeństwa UE. Oprócz problemu Brexitu i imigracyjnego mamy do czynienia z coraz częstszym podważaniem skuteczności a nawet sensu istnienia NATO. To bardzo groźne dla nas zjawiska. Nie powinien nas uśpić sukces szczytu NATO w Warszawie gdzie zapadły dość korzystne dla naszego regionu decyzje. Kluczowym będzie tu zaangażowanie i wola polityczna członków sojuszu do pełnej realizacji jego postanowień. Pomimo pozytywnych decyzji NATO nie powinniśmy tracić z oczu czynników ryzyka, w tym dyskusji w USA nt. intensywności zaangażowania w obronę europejskich sojuszników. Choć w głównym nurcie polityki amerykańskiej nie pojawiają się głosy o całkowitym wycofaniu i porzuceniu idei NATO (D. Trump to zauważalny, ale wciąż jeszcze wyjątek), to popularność zyskuje pogląd, że europejscy członkowie NATO powinni w większym stopniu przejąć odpowiedzialność za obronę kolektywną (wzrost nakładów na obronę jest warunkiem koniecznym, co znajduje odzwierciedlenie w ostatnich wypowiedziach kanclerz Merkel). USA coraz bardziej angażują się w rejonie Pacyfiku, co przy ograniczanym budżecie wojskowym powoduje niższe możliwości w Europie. Problemem jest również coraz bardziej widoczny brak spoistości Sojuszu. Brak jasno zdefiniowanego wroga (ZSRR), który silnie jednoczył różne kraje oraz dynamicznie zmieniające się warunki geopolityczne powodują, że np. Turcja gra swoją własną grę, której celem jest wzmocnienie pozycji mocarstwa regionalnego. Wzrost ambicji powoduje, że prowadzi ona niestabilną politykę (jeszcze kilka miesięcy temu stała na granicy wojny – przynajmniej w przekazie werbalnym – z Rosją by kilka tygodni temu zawiązać z nią ciepłe relacje by nie powiedzieć sojusz na Bliskim Wschodzie). Rośnie w Turcji również antyamerykańskie i antyzachodnie nastawienie. Turcja zamiast współpracować z sojusznikami z UE w procesie zapobiegania nielegalnej imigracji prowadzi wobec nich politykę quasi szantażu. Istotnym choć często niezauważanym zjawiskiem jest pojawianie się coraz częściej wypowiedzi poważnych choć nie najważniejszych polityków z krajów NATO, że w przypadku konfliktu zbrojnego na Wschodzie woleliby dać pierwszeństwo dyplomacji. To w świetle determinacji, cynizmu Rosji w agresji na Ukrainie jest kuriozalne i bardzo groźne bo podważa zaufanie do skuteczności NATO.

Brexit również przynosi duże straty w sferze bezpieczeństwa Polski. Wlk. Brytania w ramach UE reprezentowała jedno z najbardziej stanowczych stanowisk wobec agresywnych poczynań Rosji. Zmiana podejścia do Rosji przyspieszyła po zgonie Litwinienki stanowiącym policzek dla Wlk. Brytanii. Obecnie kraj ten jest jednym z największych krytyków Rosji i orędowników utrzymywania sankcji. Unia bez Wlk. Brytanii może stać się jeszcze bardziej spolegliwa wobec Władimira Putina, co w naturalny sposób nie jest korzystne dla nas. Polska powinna zdecydowanie angażować się w realizację idei wspólnej straży granicznej UE oraz wzmocnienie ochrony jej zewnętrznej granicy. To jeden z kluczowych warunków rozwiązania problemu niekontrolowanej imigracji. Jednak w kwestiach wojskowości i obrony przed agresją militarną należy stosować zasadę ograniczonego zaufania. Powinniśmy robić wszystko aby wzmacniać NATO oraz popierać inicjatywy zmierzające do utworzenia systemu bezpieczeństwa w ramach UE, jednak wydaje się, że idea wspólnej europejskiej armii jest odległa od realizacji. Być może uda się stworzyć relatywnie niewielki korpus szybkiego reagowania ale w horyzoncie najbliższych 5-10 lat stworzenie realnej siły militarnej zdolnej odgrywać decydującą rolę w konflikcie militarnym o dużym natężeniu wydaje się mrzonką. Innym problemem byłoby zapewnienie skutecznego wykorzystania tej siły na potencjalnym wschodnim teatrze działań. Ryzyko utknięcia w dyskusje polityczne i kolektywny proces decyzyjny jest zbyt duże. Polska powinna przede wszystkim wzmacniać swój potencjał obronny oraz bezwzględnie umacniać sojusz z USA. To jedyny kraj, który jest w stanie udzielić nam realnej pomocy. Ponadto w przypadku wojny to USA nadadzą ton działaniom NATO. Jeśli one pomogą to inni sojusznicy dołączą. Liczenie na odwrotną konfigurację to ryzykowna gra. Dla poprawy obronności krajów UE dobrym rozwiązaniem byłaby racjonalizacja wydatków obronnych. UE jako całość wydaje więcej na obronę niż Rosja jednak wydatki te są mało efektywne. Wprowadzenie wspólnych zakupów wystandaryzowanych typów uzbrojenia, prowadzenie wspólnych projektów zbrojeniowych w ramach przemysłu europejskiego itp. pomogłyby poprawić tę efektywność jednocześnie poprawiłyby interoperacyjność poszczególnych armii (podobny lub taki sam sprzęt ułatwia logistykę i wspólne działanie na polu walki). Wszelkie działania poprawiające współpracę i integrację systemów obronnych w ramach UE są wskazane jednak bez ograniczania własnych zdolności obronnych, w tym autonomii prowadzenia działań obronnych.

Sławomir Horbaczewski
Sławomir Horbaczewski