Dyskusja.biz

Krótki komentarz na początek roku

Pierwsze dwa tygodnie 2017 roku (piszę o dwóch tygodniach, bo w tym okresie byłem na urlopie) nie wniosły prawie nic nowego do obrazu rynków. Szczególnie dotyczy to rynku akcji w USA i w Europie. Tekst jest w dużej mierze powtórzeniem moich codziennych komentarzy, ale daje pole do podjęcia dyskusji na temat przyszłości.

Na rynkach, po kończącej rok realizacji zysków, wszystko wróciło do poprzedniego stanu, a indeks DJIA nadal stał pod poziomem 20.000 pkt., o czym ciągle informowały media. Można powiedzieć, że „rajd Trumpa” uległ zawieszeniu. To wcale nie znaczy, że się zakończył, ale indeksy zabrnęły bardzo wysoko, wyceny są stanowczo zbyt wysokie, a w mediach pojawia się coraz więcej komentarzy powątpiewających z realizacją choćby części zapowiedzi Trumpa, które mogłyby już w 2017 pomóc gospodarce.

Teoretycznie plusem dla byków jest to, że w piątek 13.01 rozpoczął się sezon raportów kwartalnych amerykańskich spółek. Tym razem nie rozpoczęła go Alcoa, bo spółka podzieliła się na dwie części i ta, która zachowała nazwę publikować będzie 24.01. W piątek 13.01 raporty opublikowały trzy duże banki, ale reakcja na te (oczywiście lepsze od oczekiwań) wyniki niespecjalnie pomogła indeksom. Gdyby nie to, że była to sesja przed trzydniowym weekendem, to można by było powiedzieć, że dobre wyniki są już w cenach, a to nie byłby „byczy” sygnał.

Dość interesująco wyglądała sytuacja na rynkach walutowych i surowcowych. Kurs EUR/USD korygował ostatnie spadki, ale nie było to nic przełomowego – prosta korekta, która może się zakończyć po posiedzeniu ECB albo w wyniku kolejnego tweetu Trumpa. Interesujące jest zachowanie chińskiego juana. Na początku roku działania rządu chińskiego usiłującego powstrzymać zbyt duże osłabienie juana, które mogłoby doprowadzi do lawinowej ucieczki kapitałów z Chin, doprowadziły do solidnego spadku kursu USD/CNY.

Była to też przygrywka przed inauguracja D. Trumpa – trudno będzie teraz powiedzieć, że Chiny sztucznie osłabiają swoją walutę. Pytanie tylko na jak długo ta akcja wystarczy, bo publikowane 7. każdego miesiąca dane o rezerwach walutowych Chin – nieznacznie jedynie przekraczają 3 bln USD (przez rok zniknął 1 bln USD). Indeks Shanghai Composite zachowuje się bardzo źle i najwyraźniej ma zamiar przełamać linie trendu wzrostowego.

Na rynku surowcowym ropa WTI ciągle trzymała się w wąskim paśmie 51-55 USD. Gracze czekają na to, czy naprawdę kraje OPEC i nie-OPEC ograniczą wydobycie tak, żeby miało to wpływ na zachowanie ceny surowca. Mówi się też o kolejnym cięciu wydobycia w maja (wg mnie to jest bardzo mało prawdopodobne). Doskonale zachowywały się złoto i miedź. Nawet słabe dane o chińskim eksporcie nie zaszkodziły surowcom. Pomagały dobre odczyty PMI w Europie i w USA. Miedź wróciła do trendu wzrostowego, a złoto na razie jedynie umocniło wsparcie na 1.100 USD. Wzrost do 1.200 USD za uncję jest tylko korektą spadków.

W trwającym jeszcze tygodniu wydarzeniem było przemówienie premier Theresy May w sprawie Brexitu oraz inauguracja Donalda Trumpa. Jeśli chodzi o pierwszą sprawę to według mnie to wielkomocarstwowe wystąpienie premier niezbyt już liczącego się na tle nowych potęg kraju było bardzo nieprzekonywujące. Premier zdecydowanie mówiła nie do wszystkich Europejczyków, ale do własnych obywateli. Przedstawiała twarde stanowisko (nie będzie żadnego częściowego członkostwa w UE, będzie kontrolowanie imigracji, nie będzie uczestnictwa w unii celnej z UE, czyli nie będzie uczestnictwa w jednolitym rynku UE), ale zmiękczane miłymi i nic nieznaczącymi słowami skierowanymi do Unii Europejskiej.

Wiadomo było jednak, że cokolwiek by Theresa May nie powiedziała to i tak w trakcie negocjacji z UE z pewnością stanowisko rządu brytyjskiego będzie podlegało zmianom. Ten proces potrwa wiele lat i wiele jeszcze zwrotów akcji zobaczymy. Dużym plusem dla rynków było to, że ostateczna umowa między Wlk. Brytanią a Unią Europejską zostanie poddana głosowaniu w parlamencie UK.

Chwilowy wpływ na rynki miały też kolejne wypowiedzi prezydenta elekta Donald Trumpa. We wtorek w wywiadzie dla Washington Post powiedział, że będzie zwalczał wysokie ceny leków i zastąpi Obamacare nowym programem ochrony zdrowia. To zaszkodziło sektorowi biotechnologicznemu i farmaceutycznemu. W wywiadzie dla Wall Street Journal powiedział, że silny dolar szkodzi konkurencyjności firm amerykańskich – nic nowego, ale zaszkodził tym dolarowi.

Można się spodziewać, że przez 4 lata kadencji (o ile tyle naród USA wytrzyma) będzie takich wypowiedzi i nagłych zwrotów rynku dużo więcej. Z napięciem będziemy czekali na to, co powie w piętek po inauguracji i co będzie się działo w przyszłym tygodniu, kiedy zacznie prawdziwe urzędowanie.

W Warszawie indeksy zachowywały się lepiej niż ich amerykańskie odpowiedniki. Nie było w tym niczego dziwnego, bo przecież nasz rynek blue chipów jest bardzo niedowartościowany. WIG20 uderzył już w pierwszych 2. tygodniach roku prawie w poziom 2.050 pkt. (zabrakło pięciu punktów), o którym to poziomie (minimum) pisałem od 6. grudnia, kiedy to indeks opuścił kanał trendu bocznego. Kontynuował hossę MWIG40.

Na naszym rynku walutowym złoty wracał powoli do roli silnej waluty – spadały kursy głównych walut korygują poprzednie zwyżki z czwartego kwartału 2016 roku. Pomagał złotemu wzrost kursu EUR/USD. Kurs USD/PLN przełamie poziom 4,11 PLN, dzięki czemu na wykresie powstała formacja podwójnego szczytu zapowiadająca spadek przynajmniej do 3,95 PLN – formacja zostałaby anulowana, gdyby kurs wrócił wyraźnie nad 4,11 PLN.

Nie zaszkodziły piątkowe (13.01) opinie agencji ratingowych Moody’s (nie robiła nowej oceny ratingu) oraz Fitch (agencja podtrzymała zarówno rating jak i jego perspektywę). Zresztą po zachowaniu złotego przed 13.01 widać było, że takie właśnie będą decyzje agencji. Zarówno agencje jak i Komisja Europejska nie wypowiedziały się na temat problematycznego przyjęcia przez Sejm budżetu państwa (najwyraźniej sprzeczne opinie utworzyły szum, który nie pozwolił na zajęcie jednoznacznego stanowiska), co też złotemu pomagało.

Co będzie się działo w bliskiej przyszłości na rynkach? Kierunek pokaże Wall Street, a jej z kolei pomoże w tym prezydent Trump. Jeśli szybko nie dostarczy inwestorom powodów do kupowania akcji (a najpewniej nie dostarczy, bo podjęcie ważnych decyzji w systemie amerykańskim wcale nie jest proste – nie da się ich podjąć głosowaniem i podpisywaniem w nocy….).

Ten zawód powinien doprowadzić do zejścia indeksów w dół, co doprowadziłoby do utworzenia na indeksie DJIA formacji podwójnego szczytu (przełamanie 19.715 pkt.), a to dałoby sygnał do dłuższej korekty. To oczywiście teoria, którą pan Trump może bardzo mocno zaburzyć, bo naprawdę nie sposób przewidzieć co i kiedy powie i zrobi.