Ktoś tu nie mówi całej prawdy?

Na świecie kryzys, szczyt UE, dziwna reakcja rynków (o tym więcej na stronach Xelion i Stooq.pl), a ja chcę pisać o wieku emerytalnym… Tak, trzeba wrócić do expose premiera i do zawartego w nim postulatu wydłużenia wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn do 67 roku życia. Czas goni, bo 1. grudnia premier bardzo wyraźnie zapowiedział przyjęcie propozycji rządowych bez uwzględniania zastrzeżeń płynących z różnych źródeł (również od koalicjanta). Potwierdził to Władysław Kosiniak-Kamysz, nowy minister pracy i polityki społecznej. Podobno Sejm ma odpowiednie ustawy przyjąć w styczniu. 

Z tego wynika, że społeczeństwo będzie zaskoczone, a dyskusji praktycznie nie będzie. Nie może jej być, bo decyzje będą podejmowane szybko i do tego na przełomie roku, czyli wtedy, kiedy wielu Polaków myśli o czymś zupełnie innym. Uważam, że tak być nie powinno. To, czy przyjmie się ustawy w styczniu, czy w listopadzie nie ma najmniejszego znaczenia skoro mają zacząć działać dopiero od 2013 roku. 

Nic też nie pomoże w postrzeganiu Polski przez rynki finansowe. Po miesiącu (może nawet wcześniej) nie będzie to już miało żadnego znaczenia. Poza tym okaże się zapewne, że wersji rządowej nie da się przyjąć, zaczną się przetargi łagodzenie, a to wręcz pogorszy sytuację. Zdecydowanie lepiej byłoby przyjąć jakieś rozwiązanie wtedy, kiedy rynki finansowe zwrócą na nas wzrok. Do tego czasu należałoby podtrzymywać wersję rządową i prowadzić konsultacje. 

Bez względu na powody uważam, że tak istotne dla społeczeństwa zmiany powinny być poprzedzone poważną dyskusją. Nie specjalizuję się w systemach emerytalnych, ale jestem myślącym logicznie Polakiem i to takim, który ma szansę się wypowiedzieć. Zakładam też, że mój tekst będzie rzucaniem grochem o ścianę. Uważam jednak, że dla czystości sumienia wypowiedzieć się trzeba, szczególnie, że analityczny umysł w prezentowanych (na razie nie jest tego dużo) poglądach znajduje wiele nieścisłości. Postaram się je tutaj przedstawić. 

Czy wydłużać wiek emerytalny? 

Na początek dwie uwagi. Po pierwsze – tytuł wpisu wyjaśni się na końcu tekstu. Po drugie ja też uważam, że wiek emerytalny trzeba wydłużać. Z prostego powodu i niekoniecznie dlatego, że nie wydłużenie zrujnuje finanse państwa. Przede wszystkim dlatego, że żyjemy dłużej, a skoro tak to stosunek ilości lat spędzonych na emeryturze do całkowitej długości życia nie powinny się drastycznie zmniejszać. 

Nie należy słuchać demagogów, którzy podają średni wiek życia w Polsce i twierdzą, że na przykład dla mężczyzny, czas życia na emeryturze to tylko 4 lata (po zmianach). Tak, średnia życia mężczyzny to nieco ponad 71 lat, ale takiego, który już dożył do obecnego wieku emerytalnego (65 lat) jest o około 9 lat dłuższa. Po prostu część ludzi umiera przed emeryturą. Podobno co 6 lat średnia życia w okresie emerytalnym wydłuża się o jeden rok. To bardzo dużo, ale to też jest demagogia – nie da się życia wydłużać w nieskończoność. Z pewnością jednak żyjemy dłużej. Problem więc nie jest w tym, czy wydłużać wiek emerytalny, ale jak to zrobić. 

Najprościej oczywiście zrobić to tak jak to przedstawiono w expose premiera. Wydłużyć stopniowo wszystkim i nie zawracać sobie głowy bardziej skomplikowanymi rozwiązaniami. Można przecież wykorzystać opinie ekonomistów i dziennikarzy zgadzających się na takie banalne rozwiązanie. Są nawet tacy, którzy żądają, żeby wydłużanie wieku emerytalnego zdecydowanie (dwukrotnie) przyśpieszyć. Sposób z expose spodoba się rynkom, ale zdecydowanie nie spodoba się społeczeństwu (80 procent jest przeciw). Uważam, że byłaby to błędna decyzja świadcząca o lekceważeniu społeczeństwa i o niechęci władzy do włożenia pracy w bardziej skomplikowane, ale zdecydowanie również bardziej „strawne” dla Polaków rozwiązania. 

Czy wydłużenie wieku emerytalnego zwiększy bezrobocie? 

Zdania są różne. Nie tylko związkowcy twierdzą, że bezrobocie wzrośnie. Tak mówią też niektórzy ekonomiści specjalizujący się w rynku pracy (na przykład prof. Elżbieta Kryńska). Jeśli pamięta się o tym, że w Polsce około 70 procent ludzi w wieku 50 + nie ma pracy, to wydaje się oczywistym, że wydłużenie wieku emerytalnego musi zwiększyć bezrobocie albo wśród młodych albo wśród starszych.

Są jednak i inne poglądy. Agnieszka Chłoń-Domińczak, była wiceminister pracy i polityki społecznej, twierdzi, że doświadczenia państw, w których wydłużono wiek emerytalny daje prawo do twierdzenia, że im więcej starszych ludzi pracuje tym więcej młodych znajduje pracę. Obawiam się, że wiem skąd taki wniosek. Badanie musiały być przeprowadzane w okresach ożywienia gospodarczego, kiedy popyt na pracę rośnie w obu grupach. Była to więc zapewne prosta koincydencja, a nie zasada. 

Podobny błąd popełnia Władysław Kosiniak-Kamysz, nowy minister pracy i polityki społecznej. Twierdzi on, że ma dowód na to, że dłuższa aktywność starszych osób nie zwiększy bezrobocia. Dowodem tym mam być wzrost zatrudnienia osób starszych po tym jak rząd w 2009 roku wygasił część przywilejów emerytalnych  (pomostówki). Powód znowu był prosty – w 2009 roku rozpoczęło się ożywienie gospodarcze, które trwa do tej pory. 

Ciekawe są poglądy profesora Marka Góry, twórcy reformy emerytalnej. Twierdzi on, że „nie pracy brakuje, ale pieniędzy na zapłacenia za pracę” jak również, że „pracy będzie zawsze tyle ile trzeba”. Trudno się z tym zgodzić. Wydaje się bowiem oczywiste, że jeśli (sztucznie, bo przez przedłużenie wieku emerytalnego) rośnie podaż pracy, a popyt z tego powodu się nie zmieni to stopa bezrobocia musi rosnąć. Może też spadać koszt pracy.

Twierdzi się też, że w przyszłości ludzi młodych będzie mniej niż obecnie, więc pracodawcy będą zmuszeni do zatrudniania osób starszych. Na pozór jest to doskonałe wytłumaczenie tego, dlaczego stopa bezrobocia nie będzie rosła. Tylko na pozór. Po pierwsze nie wiemy jak będzie wyglądał przyrost naturalny (zakładamy przecież, że państwo stworzy warunki do zwiększenia dzietności). Po drugie trudno sobie wyobrazić w wielu zawodach 67. letnich pracowników fizycznych. Po trzecie można w ciemno założyć, że pod presją przedsiębiorców nastąpi zwiększenie imigracji, a pracownicy ze Wschodu będą dużo tańsi niż starsi wiekiem Polacy. Poza tym przecież pracy może ubywać choćby z powodu postępu technicznego i przenoszenia miejsc pracy do miejsc, gdzie jest ona bardzo tania. 

Czy są warunki do wydłużenia wieku do 67. roku życia?  

W przypadku mężczyzn w zasadzie są. Nie przekonuje mnie jednak powoływanie się na inne kraje Europy Zachodniej, które wydłużają wiek emerytalny. U nas system ochrony zdrowia, profilaktyki jest w dużo gorszym stanie niż we Francji czy w Niemczech. Mężczyzna 67. letni może być oczywiście bardzo zdrowy, ale z całą pewnością więcej jest tych z problemami zdrowotnymi. Przedsiębiorcy zdecydowanie będą woleli przyjąć młodego i już doświadczonego 30. latka niż 67. latka. 

Nieporozumieniem jest według mnie wydłużanie wieku emerytalnego kobiet aż do 67. roku życia. W Polsce kobiety pracują na więcej niż jednym etacie – bo daleko nam jeszcze do super-partnerskich układów Zachodu. Poza tym nasza infrastruktura (żłobki, przedszkola, a raczej ich brak) obciąża przede wszystkim kobiety. Dodatkowym czynnikiem jest to, że młode kobiety często korzystają z instytucji babci. Szczególnie w Polsce, (patrz wyżej) ta funkcja jest bardzo istotna. Wydłużenie o 7 lat wieku emerytalnego kobiet tę instytucję praktycznie niszczy, bo wtedy, kiedy młoda kobieta potrzebuje pomocy może jej nie otrzymać. Potrzebuje jej często nie na stałe, a od czasu do czasu, czego babciom jest trudno odmówić. 

 Argumentem mającym obalić te tezy jest to, że można teraz zarejestrować babcię, jako nianię i państwo będzie za nią odprowadzało składki (oczywiście od płacy minimalnej). To wbrew pozorom wcale nie jest takie proste. Po pierwsze chodzi o dzieci do lat trzech. Kobieta w wieku 60. lat (babcia) musiałaby więc odejść z pracy, zająć się dzieckiem i po trzech latach (w wieku 63 lat) znowu szukać pracy. Życzę powodzenia. Poza tym musiałaby płacić podatek dochodowy (nawet gdyby rodzice dziecka nic jej nie płacili). 

Uważam, że wiek emerytalny kobiet powinien być u nas niższy niż mężczyzn. Z powodów czysto finansowych (o tym poniżej) nie twierdzę, że powinien wynosić 60. lat. Powinien być wyższy o parę lat (nie o szczegóły tu chodzi, a o zasadę). Propozycja PSL mówiącego o obniżeniu wieku emerytalnego w zależności od ilości dzieci wydaje mi się warta rozważenia. Nie musiałoby to być 3 lata – to zapewne za dużo, ale 1-2 lat za dziecko od drugiego w górę (z opłacaniem składki przez państwo do ustawowego wieku emerytalnego). 

Czy pokolenie powojenne też musi pracować dłużej? 

W expose zaproponowano, żeby wydłużanie wieku było stopniowe (od 2013 roku, co 4 miesiące dodawałby się jeden miesiąc dłuższej pracy). Podobnie było w Niemczech, ale tam odpowiednią ustawę przyjęto w 2007 roku, a wiek przedłużać się będzie od 2012 roku. Poza tym Niemcy nie objęli tymi regulacjami ludzi, którzy w 2007 roku mieli już 60 lat. Uważam, że w Polsce również należy ustanowić wiek, powyżej którego wydłużenie wielu emerytalnego nie będzie dokonywane. Wbrew pozorom nie piszę tego we własnym interesie. Jeśli zdrowie pozwoli to będę pracował tak długo jak długo będę mógł, nie zwracając uwagi na ustawowy wiek emerytalny.  

Piszę w interesie mojego pokolenia. Wśród niego już teraz tylko 30 procent ma zatrudnienie. Narzucanie im dłuższej (nie)pracy jest wręcz nieprzyzwoite. Poza tym mężczyzna, który ma do emerytury na przykład trzy lata będzie miał wydłużony okres pracy o około jedną czwartą (w zależności od daty urodzenia). Czterdziestolatek będzie miał wydłużony czas pracy o osiem procent. Ten pierwszy mógł już nawet sobie zaplanować, co będzie robił na emeryturze i teraz będzie musiał szybko zmieniać plany. 

W końcu pamiętać też trzeba, że moje pokolenie większość swojego życia spędziło w PRL-u. Ludzie z tego pokolenie nie znają języków (w większości i z pewnością nie po dwa jak to jest obecnie normą), a ich wykształcenie dalekie jest od obowiązującego obecnie ideału. Przez kilkadziesiąt lat realnego socjalizmu nie nabrali oni elastyczności, która obecnie jest też normą. Ciągła zmiana nie jest w nich „wbudowana” tak jak jest wbudowana w młodszych Polaków. Dzięki temu pokoleniu udało się przejść z socjalizmu do kapitalizmu. Czy musi ono za to teraz (do tego tak późno) znowu zapłacić? 

Jak to jest z tym bankructwem systemu? 

Już wyżej widać było, że nie do końca mówi się nam prawdę. Przyszedł jednak czas na wyraźniejsze postawienie tytułowego pytania. Politycy i ekonomiści mówią nam, że trzeba wydłużyć wiek emerytalny, bo w przyszłości system się załamie. Przypominam, że nowy system emerytalny został wprowadzony w 1999 roku. Wtedy to naukowcy i politycy mówili jednym głosem – to jest konieczne, bo inaczej system się załamie. 

Z systemu o zdefiniowanej emeryturze przeszliśmy wtedy na system zdefiniowanej składki. Zgodziliśmy się (zdaje się, że większość w pełni nieświadomie), że zamiast stopy zastąpienia około 60 procent (procent emerytury w stosunku do wynagrodzenia) będziemy otrzymywali około 30 procent. Być może było to konieczne, chociaż (tu pewności nie mam, bo specjalistą nie jestem) w wielu krajach UE nadal obowiązuje system zdefiniowanej emerytury, gdzie świadczenie emerytalne zależne jest od ilości lat pracy i średniego wynagrodzenia z pewnego okresu pracy.

To, że państwa ze zdefiniowanym świadczeniem przesuwają w górę wiek emerytalny to rozumiem. Dlaczego jednak my to robimy skoro już raz zrezygnowaliśmy z połowy emerytury? Przecież twierdzono (i nadal się tak twierdzi), że „system dwu filarowy charakteryzuje odporność na starzenie się społeczeństwa” (http://www.pzu.pl/produkty/otwarty-fundusz-emerytalny-pzu). I nie jest to jedyna strona, na której się tak twierdzi. Poza tym twórca nowego systemu emerytalnego, profesor Marek Góra, na stronie http://www.igte.com.pl/sysemeryt/syseme.htm#bm  (pkt. 15) twierdzi, że „Nowy system oparty jest w całości na indywidualnych kontach emerytalnych. Dzięki temu system automatycznie dostosowuje wielkość strumienia wydatków do wielkości strumienia swoich dochodów. Taki system – w przeciwieństwie do starego systemu – nie grozi bankructwem.”. 

Wydaje się, że są dwie możliwości. Albo wtedy świadomie wprowadzono nas w błąd (w co nie wierzę) albo naukowcy i politycy pomylili się. Jeśli się pomylili to może właściwe byłoby wyjście przed szereg, pokłonienie się po japońsku i przeproszenie społeczeństwa? Ale jest jeszcze jeden problem. Skoro wtedy się pomylili to skąd pewność, że i teraz się nie mylą? Dlaczego jeśli już raz zdecydowaliśmy się na bolesne zmiany musimy to robić jeszcze raz? 

Skąd ten pomysł? 

Załóżmy przez chwilę, że naukowcy i politycy mieli 12 laty temu rację i tak naprawdę bankructwo systemowi nie grozi. Alternatywnie: grozi, ale nie jest to nic pewnego. Jeśli tak to dlaczego już teraz politycy ryzykują gniew elektoratu (zaręczam, że nie zapomni on o tym co mu zrobiono do czasu następnych wyborów)? 

Zapewne po pierwsze dlatego, żeby usatysfakcjonować rynki finansowe. Po to, żeby nie wystawać nadmiernie negatywnie w gronie tych państw, które wiek emerytalny podwyższają. To jednak jest zbyt skromny powód, chociaż z pewnością istotny. Znacznie zwiększa determinację polityków to, że emerytury będą bardziej niż skromne. Odchodzące w wieku 60 lat  kobiety będą cierpiały biedę. To jest już wynik działania systemu zdefiniowanej składki. Jeśli zarabiałaś niewiele lub płaciłaś jedynie minimalne składki to uzbierałaś niewiele, a przewidywany okres życia po przejściu emeryturę to ponad 20 lat. Uzbierany kapitał podzielony przez ilość lat da po prostu grosze. Nie da się za to przeżyć. 

Nieznacznie jedynie poprawiać tę sytuację będzie waloryzacja. Mówi się, że jej wielkość zależy od inflacji i tego ile zarabia się w gospodarce. To też nie do końca prawda. Wielkość inflacji rzeczywiście będzie podnosiła nam świadczenia. Jednak jak pisze w swoim opracowaniu FOR (http://www.igte.com.pl/warto/Jak_dziala_nowy_system_emerytalny_i_co_warto_w_nim_zmienic.pdf): „Składki gromadzone w I filarze są waloryzowane corocznie o inflację oraz o realne tempo wzrostu przypisu składek ubezpieczeniowych. Przypis składek to kwota, jaka corocznie trafia do ZUS z tytułu ubezpieczeń społecznych.” i dalej: „Niezależnie od przyszłej dynamiki wynagrodzeń, niski wzrost zatrudnienia przyczyni się do obniżenia tempa waloryzacji składek gromadzonych na indywidualnych kontach emerytalnych w ZUS.”. 

Emerytury będą głodowe. To w zasadzie politycy nam mówią, ale obawiają się, że nie to działa na wyobraźnię. Politycy boją się, że wtedy, kiedy na emeryturę zacznie przechodzić więcej osób to zacznie się poważny problem. Przypominam, że nowy system obejmuje osoby urodzone po 1 stycznia 1949 roku. Kobiety już teraz otrzymują świadczenia emerytalne w nowym systemie, bo część z nich ukończyła 60 lat. Mężczyźni zaczną je otrzymywać w tym systemie od 2014 roku. Stąd to wydłużanie wieku od 2013 roku. Im większa będzie ilość emerytów z nowego systemu tym większy będzie nacisk polityczny na zmianę zasad. Ponieważ żyjemy w demokracji to w końcu będzie tak duży, że trzeba będzie emerytom dopłacać z budżetu. Stąd według mnie ten pomysł z wydłużeniem wieku. 

Czy nie ma innych metod na zwiększenie wpływów ZUS? 

Załóżmy, że rozumiemy polityków i ekonomistów i wpływy do ZUS muszą być większe. Zarówno te indywidualne jak i te zbiorcze. Potrafię to zaakceptować. Uważam jednak, że jeśli chodzi o indywidualne oszczędności to bardziej sensowne byłoby dawanie zachęt dla dłuższej pracy tym, którzy tę pracę mają. Ideałem byłoby dążenie do sytuacji szwedzkiej, gdzie ludzi całkiem dobrowolnie pracują mając dobrze ponad siedemdziesiąt lat. 

Załóżmy jednak, że z jakichś powodów nie potrafimy tego zrobić. Odważne założenie, bo tak naprawdę nawet nie próbujemy. Gdzie jest kampania pokazująca, jak bardzo głodowe będą emerytury, jeśli zrezygnuje się z pracy w ustawowym, obecnie obowiązującym wieku emerytalnym? Można przecież zaproponować system (podobno obowiązuje w Niemczech), w którym na kilka lat przed ustawowym wiekiem emerytalnym można odejść na emeryturę, ale świadczenie jest zmniejszane o 0,3 proc. za każdy miesiąc poniżej tego wieku. Ludzi bardziej bolą straty niż cieszą zyski (to udowodnione), więc taki system z pewnością bardzo zwiększyłby chęć do pracy. 

Można też (według tej samej filozofii) zaproponować poważne ograniczenia w dorabianiu do emerytury. W tej akurat sprawie zgadzam się z osobami twierdzącymi, że emerytura nie powinna być dodatkiem do pensji. Powinna być świadczeniem zamiast pensji, jeśli już nie chcemy albo nie możemy pracować. Można by wtedy jeszcze dorabiać, ale w bardzo ograniczonym zakresie. 

Jeśli zaś chodzi o całkowite wpływy do ZUS to możliwości jest mnóstwo. Powinno się jeszcze bardziej ograniczyć przywileje emerytalne. Powinno się też wprowadzić nakaz odprowadzania składek od „umów śmieciowych”. Konieczne jest zrezygnowanie z systemu, w którym przedsiębiorca (często zresztą niebędący żadnym przedsiębiorcą tylko osobą zmuszoną do samozatrudnienia) odprowadza minimalną składkę. Powinno się płacić tak jak płaci się na etacie. Zdecydowanie zmniejszyłoby to przy okazji problem, którym jest zatrudnianie na umowy śmieciowe. 

Oczywiście podniósłby się pewnych gronach płacz, bo to znaczyłoby, że więcej trzeba odprowadzać do kasy ZUS. Jednak, jeśli mamy w Polsce problemy, to chyba powinniśmy solidarnie uczestniczyć w ich rozwiązywaniu? Przeciwnicy tego pomysłu mówiliby o wzroście szarej strefy. O tym zresztą mówi się przy każdej okazji nic nie robiąc w celu zmniejszenia tej strefy. Sposobów na jej zmniejszenie jest mnóstwo. Ja zalecałbym to, co robią Szwedzi zwalczając prostytucję – karzą klienta. 

Potrzebna jest dyskusja 

Powtarzam, że jeśli chodzi o rynek pracy i system emerytalny, ja specjalistą nie jestem. Będę jednak zapewne emerytem, a jako analityk widzę liczne niespójności i nieprawdy w tym co mówią politycy i ekonomiści. Dlatego też zachęcam po pierwsze do wymiany poglądów, a po drugie do powstrzymania się od błyskawicznego uchwalenie nowego prawa. Tak poważna zmiana powinna być zrobiona niekoniecznie wtedy, kiedy poprze ją większość, ale z pewnością wtedy, kiedy większość zrozumie, o co w niej chodzi. 

 

Zapraszam na zaprzyjaźniony ze mną portal: http://studioopinii.pl/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

(komentarz pojawi się po zatwierdzeniu)

Piotr Kuczyński
Piotr Kuczyński