Młody Polaku, oddaj nam pieniądze i radź sobie sam

Gdy po raz pierwszy usłyszałem słowa Pani Prezes ZUS nakłaniające młodych Polaków do oszczędzania, ucieszyłem się, że w końcu poruszono ten ważny temat. Później jednak dotarło do mnie, że radość ta była przedwczesna.

– Jeżeli młodzi ludzie chcą mieć godne życie na emeryturze, to muszą dodatkowo samodzielnie oszczędzać – ostrzegała w piątek na antenie RMF FM prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. profesor Gertruda Uścińska. Pełna zgoda, podstawowym scenariuszem dla młodych ludzi powinna być nie emerytura od państwa (tę można traktować jako opcję), a emerytura z własnych zgromadzonych środków. Droga do niej prowadzi przez oszczędności (chyba, że wygramy w totka, bądź odziedziczymy fortunę) i ich umiejętne inwestowanie/przechowywanie. Młodych nieświadomych wagi oszczędności należy edukować, by później nie obudzili się z ręką w przysłowiowym nocniku.

Dla Ciebie nie starczy…

Powyższe słowa warto zapamiętać jednak przede wszystkim z innego powodu. Padły one z ust prezes ZUS, instytucji, która ewentualnie w przyszłości miałaby państwową emeryturę wypłacać. Ciężko nie odczytać tego jako wyraźniego sygnału – młody człowieku, niestety, dla Ciebie pieniędzy z tej piramidy już nie starczy. Do tej pory ZUS wydawał się rękami i nogami bronić przed przyznaniem, że pieniędzy może w końcu zabraknąć, słowa prezes są więc pewnym wyłomem w tej strategii. Nie wiem jakie intencje kierowały panią Uścińską, ale chwała jej za to, że zdecydowała się podzielić z nami tą jakże istotną wiedzą. Aż przypominają się słynne słowa profesora Gwiazdowskiego: „Byłem przez półtora roku przewodniczącym rady nadzorczej ZUS i wiem co tam jest. Tam nic nie ma!”.

Na rynku akcyjnym tego typu sygnały nazywa się „insajdami” – osoba ze środka firmy zdradza informację, która odbiega od oficjalnej linii spółki i jest ważna z punktu widzenia iwestora/klienta/konkurenta. W tym przypadku na informacji korzystają młodzi, którzy wiedzą, że na emeryture po prostu muszą oszczędzić sobie sami.

Problem polega jednak na tym, że holding, do którego należy ZUS (ów holding nazywamy państwem), poważnie proces budowania oszczędności utrudnia. Na konto legalnie pracującego na umowę o pracę młodego Polaka trafia niecałe 60 proc. tego, co wygospodarować musi na jego wynagrodzenie pracodawca. Resztę inkasuje państwo.

Oczywiście za część tych pieniędzy państwo udostępnia (przymusowo) pracownikowi pewne  usługi (np. służbę zdrowia). Największą jednak kwotowo część sumy zabieranej z wynagrodzenia przez państwo stanowi tzw. składka emerytalna. Trafia na nią mniej więcej równowartość 13 proc. kwoty, trafiającej do kieszeni pracownika. Teoretycznie pieniądze te mają zapewnić mu spokój na starość. Teoretycznie, bo „insajdy” z ZUS-u mówią co innego.

Niczym chłop pańszczyźniany

A warto jeszcze raz podkreślić, że pieniądze odbierane Polakom w ramach składki emerytalnej nie są małe. Licząc dla średniej krajowej bez żadnych procentów składanych, waloryzacji, czy inflacji, gdyby wspomnianą składkę emerytalną odkładać na osobnym koncie, po 40 latach pracy (start w wieku 25 i praca do wieku emerytalnego, czyli 65 lat) uzbierałoby się 193 tysiące złotych. To 5,5 roku życia, gdybyśmy miesiąc w miesiąc wypłacali stamtąd równowartość dzisiejszej średniej krajowej netto. Dobry początek, prawda? Szczególnie, że mężczyzna miałby już wówczas w wieku 70,5 lat (połowa mężczyzn nie dożywa obecnie 76. roku życia). To oczywiście wyliczenia czysto teoretyczne, ich celem jest tylko i wyłącznie pokazanie jak duże pieniądze trafiają z naszych kieszeni do ZUS-u.

Dochodzi więc do pewnego paradoksu. Z ZUS-u płynie do młodego Polaka sygnał, by ten na ZUS nie liczył i oszczędzał sam. W międzyczasie ten sam ZUS pobiera od owego młodego Polaka środki, przez co utrudnia mu oszczędzanie. Młodego Polaka można więc porównać do chłopa pańszczyźnianego. Najpierw musi on odpracować na rzecz obecnego systemu i tam odłożyć wypracowane złotówki, by dopiero później, poobijany i zmęczony (z mniejszymi środkami), próbować coś dla siebie wycisnąć z własnego poletka. Młody Polaku, oddaj ZUS-owi pieniądze na emerytury, a o swoją własną zadbaj sobie sam – tak niestety wygląda drugie dno przytoczonych na początku artykułu słów.

Adam Torchała
Adam Torchała