Monopol nie rodzi innowacji

Przepisy blokują naturalne mechanizmy konkurencji na rynku odpadów.

Narzucenie szczegółowych sposobów działania branży odpadowej nie jest tym, czym jest określenie ram w jakich ma się ona poruszać. Pozytywny wpływ na ich rozwój i aktywizacje innowacyjności będą mieć cele do osiągnięcia. Kompromisowe rozwiązania w temacie in-house, nam przedsiębiorcom nie pomagają, bo dając gminom możliwość zlecania usług bezprzetargowo, hamują naturalne mechanizmy konkurencji.

Może to w jakimś stopniu wymusi konieczność unowocześniania istniejących już np. instalacji typu RIPOK, ale nigdy nie będzie inspirować do zmian w takim zakresie, w jakim może być to podjęte przez prywatnych przedsiębiorców. Wdrażanie nowych rozwiązań jest bowiem dla nich „być, albo nie być”. Monopolizacja nie jest klimatem dobrym dla innowacyjności. Narzucanie sposobu dokonywania zbiórki odpadów i ich obróbki nie inicjuje poszukiwań rozwiązań tańszych, szybszych i bardziej efektywnych. Brak standardów i jasnych celów w miejsce szczegółowych instrukcji jest rozwiązaniem połowicznym, na „tu i teraz”, a my potrzebujemy rozwiązań na przyszłość. Obarczanie odpowiedzialnością mieszkańców za jakość selektywnej zbiórki to także krok w ślepą uliczkę, bo nie jesteśmy jeszcze tak sprawni i zdyscyplinowani. Niedawna propozycja Ministerstwa Środowiska o nowym sposobie zbierania i segregacji odpadów komunalnych nie rozwiązuje problemu, nawet jeśli mieszkańcy karnie zaakceptują i się zastosują.

Jeśli chcemy wymagać, to musimy też uczyć i wspierać, a tego w  społecznych działaniach wciąż u nas za mało. Czy wprowadzenie ujednoliconego dla całego kraju systemu podziału śmieci na 5 różnych frakcji (szkło, papier, też tektura, metale, tworzywa sztuczne, w tym opakowania wielomateriałowe, a także odpady ulegające biodegradacji) ma także ułatwić prowadzenie kampanii edukacyjnej?

Karkołomność przyjętych rozwiązań in-house nie gwarantuje, że zapewnimy branży odpadowej pole do rozwoju, zwłaszcza tej z poza dużych ośrodków miejskich. To nie ministerstwa, ale polskie firmy powinny określać nowe sposoby na radzenie sobie z problemami i błędami przerabianymi już przez kraje Europy Zachodniej. W wielu działających RIPOK-ach tak naprawdę nadal segregacja odpadów opiera się na pracy ludzkich rąk, a sama instalacja wymaga unowocześnień. Taki stan rzeczy nie jest rozwiązaniem na lata. Odgórne sterowanie przekreśla szanse na rozwój elastycznego systemu dostosowującego się do potrzeb każdego z regionów Polski. To ma przełożenie na los zastosowanych rozwiązań np. spalarni, które z powodu braku odpadów będą generować koszty czy technologii OZE.

W czerwcu br. kilka ekologicznych organizacji pozarządowych złożyło swój wniosek w kwestiach dotyczących gospodarki odpadowej i planów wdrożenia circular economy. I mnie się te pomysły podobają.

Wśród propozycji znalazł się takie postulaty jak odejście od tworzenia RIPOK i PRIPOK, a po roku 2020 odejście także od obowiązku dostarczania do nich zmieszanych/resztkowych odpadów komunalnych. Zamiast tego proponują oni, by pozostawić gminom swobodny wybór instalacji spełniającej kryteria BAT i pozwalającą na osiągnięcie poziomu odzysku i recyklingu odpadów. I to jest krok we właściwym kierunku. Zgodne też z proponowanymi rozwiązaniami unijnymi, które zakładają odchodzenie od wskazywania konkretnych lub dominujących metod przetwarzania i  unieszkodliwiania odpadów na rzecz ich wyboru właśnie w oparciu o kryteria BAT. Wtedy będzie realniejsze wprowadzenie także zasady „płać za tyle, ile wytwarzasz” i zwiększenie kary dla tych, którzy odpadów nie segregują.

Tego czego nam jeszcze brakuje to konsekwencja i ściślejsza kontrola, tego co i jak się dzieje w branży odpadowej. Dobrym rozwiązaniem zaproponowanym przez ekologów jest idea obowiązkowego raportowania do centralnej bazy danych takich produktów i opakować, które ze względu na skład chemiczny czy właściwości nie poddają się recyklingowi. To uruchomienie mechanizmów typowych dla circular economy, gdzie troska o odzysk surowców zaczyna się na etapie projektowania i  produkcji produktu i opakowań. Informacje o ilości i pochodzeniu tego typu materiałów na rynku dają szansę na wywieranie wpływu na ich przeprojektowanie lub całkowite wycofanie z rynku. To jak proponują ekolodzy, i mają rację, będzie możliwe poprzez wprowadzenie dodatkowych opłat produktowych.

Dlatego tak bardzo są nam potrzebne standardy, które nie tylko pomogą realizować unijne kryteria, ale też będą paliwem dla rozwoju branży odpadowej i każdej innej, której produkty trafiają do śmietnika. Celem powinno być też to, żeby jak najdłużej utrzymywać produkt na rynku i produkować tak, żeby przetwarzanie ich było możliwe w jak najszerszym zakresie. Wyższe standardy generują usprawnienia technologiczne, a nam jest w gospodarce odpadami potrzebna rewolucja technologiczna.

Polskim przedsiębiorcom, ekologom, projektantom, inżynierom nie brakuje pomysłowości, znają się na tym czym się zajmują i warto czasem słuchać ich propozycji. Ziemia Polska jest tego przykładem i takich firm jest wiele, ale muszą mieć warunki do rozwoju i nie bać się, że ktoś będzie decydował za nich jak np. z masy odpadów biodegradowalnych wyprodukować produkt podnoszący jakość gleb. Niech każdy będzie specjalistą w swoim zakresie.

 

Autor: Michał Paca – prezes Ziemia Polska Sp. z o.o., autor bloga www.sortowniaopinii.pl

Michał Paca
Michał Paca