Narodowy, czyli niczyj – z pozdrowieniami z Kuby

Zacznę nietypowo. Jakiej marki jest telewizor w moim hotelowym pokoju na odległej Kubie? Changchong. I nie jest to żart   W ogóle jest tu sporo chińskich produktów. Oprócz tych małych, dostępnych na straganach, jeździmy przykładowo chińskim autobusem. No ale do rzeczy. Przyjechałem tu oczywiście w celach wypoczynkowych. Przy okazji jednak podpatruję, jak funkcjonuje gospodarka kubańska w warunkach skrajnego komunizmu. Od ponad 55 lat Fidel i jego przyjaciele kontrolują tę piękną wyspę. Jest więc co podpatrywać.

Po pierwsze – są 2 waluty: dla lokalsów i turystów

Ceny dla tych pierwszych są niskie, przynajmniej z naszej perspektywy. Ale jeśli zarabia się równowartość 20-30 USD miesięcznie, nie mogą być inne. Są kartki, które dobrze pamiętamy z lat 1980. Sklepy dla Kubańczyków są puste, pojedyncze produkty zajmują niewielką część półek. Z drugiej strony jest świat turystów, wolny rynek. Dostęp praktycznie do każdego produktu. Ceny porównywalne do naszych, czasami nawet wyższe, szczególnie w przypadku towarów z importu.

Po drugie – funkcjonują jakby 2 gospodarki: państwowa (często nazywana narodową) i prywatna. Dwa odrębne światy. Najłatwiej odczuć to po hotelach. Z jednej strony są wielkie państwowe molochy, z drugiej – niewielkie prywatne kwatery, prowadzone najczęściej przez ich właścicieli. W tych pierwszych niby wszystko jest ok. Przykładowo – niby wybór jedzenia spory. Ale jak przyjrzymy się bardziej szczegółowo, to trudno z tego coś wybrać do konsumpcji. W pokojach też niby ok, ale to albo toaleta nie działa, jak powinna, albo z prysznica leci tylko zimna woda. Na kwaterach prywatnych z kolei może skromniej, bez jakiegoś przepychu. Ale właściciele bardzo mili. Jedzenia może nie tak dużo, ale za to smacznie. Z reguły w pokojach wszystko działa.

Po trzecie – mimo ekonomicznego zacofania i licznych niedogodności, Kubańczycy są sympatyczni i zadowoleni z życia. Gdy się z nimi rozmawia, większość popiera Fidela! Wcale nie mają dość komuny. Skąd wynika to zadowolenie Kubańczyków? Może z bardziej optymistycznego spojrzenia na świat. Muzyka, taniec i śpiew są częścią ich życia. Ponadto znaczna część Kubańczyków oprócz państwowej pensji, dorabia sobie. Głównie w turystyce, czyli tam, gdzie są pieniądze przywiezione przez turystów. Teraz liczą na nowy rozdział w relacjach ze Stanami. Marzy im się, aby zaczęli przyjeżdżać Amerykanie. Mają najbliżej i są bogaci.

Jakie wnioski z tych krótkich obserwacji płyną dla nas?

I optymistyczne i pesymistyczne. Zacznę od tych drugich. Wszystko, co państwowe, czyli narodowe, działa tu siermiężnie. Dotyczy to i hoteli, i przedsiębiorstw, i zwykłych restauracji. Narodowe znaczy niczyje. Pracownik udaje, że pracuje. Państwo udaje, że płaci. Bezrobocia oficjalnie nie ma, ale ci, którzy żyją tylko z państwowej pensji klepią biedę.

Nie inaczej jest / będzie u nas. Te wielkie hasła o narodowych czempionach czy potrzebie większego udziału w gospodarce będą hamować rozwój naszej gospodarki. Wszystkim naszym politykom i ludziom nauki, którzy w ostatnich latach coraz bardziej masowo głoszą takie i podobne hasła, rekomenduję przyjazd na Kubę. Oczywiście, tutaj mamy komunę już od ponad 55 lat, więc pewnie zobaczyć można skrajną wersję do czego może doprowadzić system komunistyczny i rozbudowany aparat państwowy w gospodarce.

Ale i mam optymistyczne przemyślenia. Mimo tych 55 lat komuny, wśród Kubańczyków duch wolności gospodarczej nie zaginął. Wielu z nich próbuje być drobnymi przedsiębiorcami – otwiera niewielkie restauracje, oferuje pokoje do wynajęcia, zajmuje się handlem itd. Próbuje normalnie żyć w tych trudnych, czasami absurdalnych (jak w filmach Barei) warunkach. I to nauczka dla nas. Pomimo dążności naszych polityków do tworzenia różnego rodzaju państwowych molochów, realizowania projektów „w interesie naszego kraju”, repolonizacji banków, wprowadzania podatków, które rzekomo mają pomóc polskim podmiotom (SKOK-om, drobnemu handlowi) itd., jestem pewien, że duch przedsiębiorczości w Polakach nie zaginie. Szkoda tylko, że będziemy rozwijać się wolniej i przy wyższych kosztach, które zapłaci zarówno nasze państwo, jak i sami Polacy.

 

Sebastian Buczek
Sebastian Buczek