Never ending story

Za problem kredytów walutowych, w tym zwłaszcza frankowych, w jakimś stopniu jest odpowiedzialna wspomniana finansowa ignorancja Polaków

FOT. Bloomberg

Tak się złożyło, że w czasie briefingu dla mediów na temat propozycji zespołu eksperckiego ws. prezydenckiego projektu tzw. ustawy frankowej razem z własnym zespołem pracowałem nad artykułem podsumowującym pierwsze w Polsce naukowe badania świadomości, wiedzy, umiejętności, postaw i zachowań pożyczkowych – czyli tego, co w j. angielskim nazywa się „debt literacy” i jest trudno przetłumaczalne na j. polski. Piszę o tym, ponieważ wątek ignorancji finansowej Polaków stał się, przynajmniej ja tak to odebrałem, swoistym leitmotivem narracji budowanej wokół prezentacji ekspertów.

Nie będę dyskutował z jej szczegółami – mam z pewnością mniejsze możliwości obliczeniowe niż NBP, KNF, czy nawet kilkuosobowy zespół ekspertów (właściwie mógłbym dodać, że także dlatego, że szczegółów było  na razie niewiele). Zwrócę jednak uwagę na to, co uderzyło mnie w ramowej koncepcji rozwiązania: na jego wewnętrzną sprzeczność. Można postawić hipotezę, że za problem kredytów walutowych, w tym zwłaszcza frankowych, w jakimś stopniu jest odpowiedzialna wspomniana finansowa ignorancja Polaków. Nie ma jednak badań, które by to potwierdzały. To wciąż tylko hipoteza, choć oczywiście z szansą na pozytywne zweryfikowanie. Faktem jest natomiast, że ignorancja finansowa Polaków – w tym pożyczkowa – jest duża. Sam ją badałem z zespołem. Na pocieszenie: nawet w najbardziej zaawansowanych gospodarczo krajach nie jest dużo lepiej. Jednak nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że jeśli Polacy wiedzą na temat finansów tak zatrważająco mało i mają tak duży problem z elementarnym rachunkiem wartości pieniądza w czasie, to jak mają wybrać z czterech zaproponowanych wariantów „kursu sprawiedliwego”? Znowu ktoś im będzie musiał to wyjaśnić. Znowu pewnie będą robić to banki, które kredytów udzieliły. Znowu za jakiś czas ktoś postawi je pod pręgierzem, bo wyjaśniły nie tak jak trzeba. Boję się, że szykujemy sobie never ending story.

Boję się czegoś jeszcze. I to jest nawet straszniejsza wizja. A co jeśli przyznanie, że za „frankowym kryzysem” stoi finansowa ignorancja obywateli stanie się precedensem? Co jeśli wypuszczony w ten sposób z butelki dżin za każdym razem, kiedy ktoś będzie chciał unieważnić niekorzystną dla niego decyzję, rozwój wypadków, kontrakt, będzie kusił, by powiedzieć: „nie wiedziałem”? Boję się, że czeka nas efekt kubka gorącej kawy, na którym musi być napisane, że ta kawa jednak jest gorąca. Straszna wizja, bo źle świadcząca albo o naszej kondycji intelektualnej, albo o naszych kwalifikacjach moralnych. Na szczęście cały czas z prawnego punktu widzenia ignorantia legis non excusat.

Na koniec krótko o tym, jak na frankową szachownicę może wpłynąć – w kontekście projektu ustawy – Brexit. W tej nowej rzeczywistości trzeba sobie uświadomić, że w warunkach anormalnie rozchwianego rynku walutowego decyzje mające skutki dla wyceny złotego wobec innych dewiz mogą oznaczać koszty już nie tylko dla banków i kredytobiorców, ale także dla budżetu państwa – czyli nas wszystkich (pewnie nawet bez Brexitu nie uniknęlibyśmy tego). Dług publiczny Polski to w części dług zagraniczny w obcych walutach. Trzeba przy tym pamiętać, że złoty należy, niestety, do ulubionych walut spekulantów.

Andrzej Cwynar
Andrzej Cwynar