Niedzielny handel na razie odetchnął

Tzw. dobra zmiana musi przyjąć do wiadomości gorzką dla niej prawdę, że Polska jest państwem członkowskim Unii Europejskiej.

FOT. iStock

Już był w ogródku, już witał się z gąską, kiedy skok robiąc wpadł w beczkę wkopaną… Przedstawiona przez Adama Mickiewicza wpadka chytrego lisa idealnie opisuje sytuację obywatelskiego (naprawdę — związkowego) projektu ustawy o ograniczeniu niedzielnego handlu. Przedłożone do drugiego czytania na trwającym posiedzeniu Sejmu i szybkiego przegłosowania sprawozdanie Komisji Polityki Społecznej i Rodziny przewidziało wejście ustawy w życie 1 stycznia 2018 r. Punkt spadł jednak z porządku obrad ze względu na opinię Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Resort zauważył, że przepisy rozciągające ograniczenia również na handel internetowy mają charakter transgraniczny, dlatego ustawa wymaga notyfikowania w Komisji Europejskiej (KE). Procedura może potrwać rok, zatem nawet gdyby opinia unijnej centrali była pozytywna (a nie będzie), to można by myśleć o wejściu ustawy w życie najwcześniej 1 stycznia 2019 r.

Na pewno lepsze jest wyjaśnianie wątpliwości zawczasu niż kompromitowanie kraju zawieszaniem ustawy podpisanej i ogłoszonej. Przypomnę, że po interwencji KE właśnie tak stało się z ustawą wprowadzającą selektywny podatek handlowy. Po tamtej wpadce nawet tzw. dobra zmiana musi czasem przyjąć do wiadomości gorzką dla niej prawdę, że Polska jest państwem członkowskim Unii Europejskiej. Zdeterminowane PiS rzecz jasna może wycofać sprawozdanie komisji i przyjąć nowe, z pominięciem zakwestionowanych przepisów internetowych. Jednak czas płynie i data 1 stycznia 2018 r. dla ewentualnej wersji zmienionej wydaje się niemożliwa do utrzymania. Przy czym tego typu ustawa absolutnie nie musi wchodzić w życie z początkiem roku, termin można wpisać dowolny — powinno zostać jednak zachowane przyzwoite vacatio legis.

Można się zatem spodziewać powrotu sprawozdania w innej wersji, z wejściem w życie odłożonym np. do… 31 kwietnia. To nie pomyłka, dotychczasowa niechlujność podkomisji i komisji absolutnie takiego błędnego zapisu nie wyklucza. Dowodem niech będzie drobiazg legislacyjno-językowy. Do godziny 14 ma zostać ograniczony handel w dwa wyjątkowe dni przedświąteczne — jeden to 24 grudnia, a drugim jest sobota poprzedzająca „dzień Wielkiej Nocy”. Językoznawcy traktują równorzędnie formy „Wielkanocy” lub „Wielkiejnocy”, z trudem dopuszczając także „Wielkiej Nocy”. W konkordacie z 1993 r. między Stolicą Apostolską i Rzecząpospolitą Polską została jednak ustalona wersja „dzień Wielkanocy” i przez szacunek dla owej ratyfikowanej umowy międzynarodowej właśnie tamta forma powinna zostać przekopiowana do ustawy handlowej. Ale do szacunku dla konkordatu tzw. dobra zmiana nie ma głowy…

Już słyszę komentarz: „oj tam, oj tam, jesteś szczególarz i się czepiasz”. Fakt, to nazewniczy drobiazg, grube merytoryczne błędy oraz absurdy wersji przyjętej przez komisję celnie punktuje branża handlowa. Generalnie do fatalnego wyjściowego projektu obywatelskiego oraz losów jego obróbki w Sejmie doskonale pasuje opinia pewnego górala, którą usłyszałem w maju 1986 r. po wybuchu reaktora w Czarnobylu. Filozoficznie podsumował cały dorobek radzieckiej myśli naukowo-technicznej słowami: „Wicie, bo to nie umio, a sie biero”.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski