Odkupione grzechy bandyty (jednorękiego)

Rozróżnienie między dobrem i złem to nie tylko domena systemów etycznych. Właściwość ta przysługuje również rządowi, który w dodatku posiada moc uświęcania tego, co kiedyś było niemoralne. Pod warunkiem, że istnieje to pod jego skrzydłami.

Fot. Daniel Dmitriew / FORUM

Czy hazard jest zły? W wymiarze państwowym odpowiedź na to pytanie uzyskaliśmy dość jednoznacznie w 2009 roku – podczas uchwalania ustawy hazardowej. Ta realizowała przede wszystkim cel polityczny – miała zamazać negatywne wrażenie po wybuchu afery i udowodnić, że państwo nie zamierza bratać się z przestępcami. W jednym aspekcie jej efekt był bardzo widoczny – przynajmniej na papierze. Chodziło o wyrzucenie z barów i salonów automatów do gier i tzw. automatów o niskich wygranych – krótko mówiąc, jednorękich bandytów. Miały one zniknąć w 2016 roku (bowiem ustawa wstrzymała wydawanie nowych pozwoleń, a wydane wcześniej – sześcioletnie – sukcesywnie wygasały). Dlaczego? Bo automaty zostały uznane za hazard zły (w odróżnieniu np. od zmonopolizowanych dużo wcześniej gier liczbowych).

Warto wspomnieć, że do walki wyznaczono Służbę Celną, którą kierował wówczas sekretarz stanu w Ministerstwie Finansów – Jacek Kapica. W mojej prywatnej opinii człowiek, który hazard faktycznie uważa za zło, a nie potencjalne źródło dochodów budżetu państwa.

Efekt? W 2009 roku poza kasynami znajdowało się oficjalnie 60 779 automatów do gier i automatów o niskich wygranych. w 2010 roku było ich już tylko 26 793, a w 2015 – 1 178. Oczywiście przeciętny zjadacz chleba już intuicyjnie wątpi w prawdziwość tych danych (bo automaty z ulic wcale nie zniknęły). Odpowiedź znajdziemy w innych danych. W 2009 roku zatrzymano 1 748 automatów, na których urządzano nielegalne gry. W 2015 roku było ich 30 248 i… mniej więcej taką liczbą legalnych automatów będzie dysponować Totalizator Sportowy, który zajmie się realizacją państwowego monopolu w tym zakresie. Wszystko dzięki nowelizacji ustawy, która weszła w życie 1 kwietnia.

I tu możemy (w końcu) zająć się kwestią, o której mowa w tytule. Ustawa de facto sprawi, że na rynku pojawi się 35 tysięcy nowych automatów do gier. Czyli zniweczy efekty siedmioletniej walki – prowadzonej co prawda przez inny rząd, ale tłumaczonej dokładnie tak samo – zwalczaniem zagrożenia, jakim jest hazard. Różnica jest taka, że automaty, zamiast w źle kojarzących się, zaciemnionych salonach, teraz będą stały w jasnych i zapraszających do wejścia kolekturach. Dzięki temu prawy obywatel, dotychczas w zgodzie z sumieniem skreślający 6 liczb w Lotto, ale unikający podejrzanych miejsc, będzie mógł zasmakować tego, co przez lata kojarzyło się z najgorszą formą hazardu. Jednoręki bandyta został odkupiony prezydenckim podpisem pod nowelizacją ustawy. Oczywiście chodzi o rzesze Automatów Wybranych – tych, które znajdą się na uświęconej posadzce kolektury. Konia z rzędem temu, kto wyjaśni mi, w jaki sposób ma to zmniejszyć skalę uzależnienia.

Nie tylko automaty dostąpiły łaski. Podobnie ma się sprawa z internetowymi kasynami i pokerem, które przez lata były nielegalne (choć działały bez przeszkód). Rząd postanowił owe rozrywki namaścić. Tyle, że nie umożliwił uzyskania licencji prywatnym podmiotom, a objął je świętym monopolem państwa.

Chodzi oczywiście o błogosławione pieniądze. Wpływy z podatku od gier wynosiły w 2009 roku 1,58 mld zł. W 2015 roku było to 1,34 mld zł. Nowe przepisy mają zapewnić dodatkowe wpływy w wysokości 1,5 mld rocznie. To oczywiście sam podatek – bo przecież Totalizator Sportowy, który realizuje monopol, jest spółką skarbu państwa. Posiadającą moc zbawczą.

Mateusz Szymański
Mateusz Szymański