Odwet prezydenta wobec wojującego ministra

Żaden prezydent nie akceptuje sprowadzenia go do roli jedynie notariusza, automatycznie podpisującego wnioski ministra.

Pytanie retoryczne – czy dwaj skonfliktowani ludzie mogą sprawnie współkierować armią państwa NATO?

Zgodnie z art. 134 Konstytucji RP prezydent jest najwyższym zwierzchnikiem sił zbrojnych, w czasie pokoju sprawując to zwierzchnictwo za pośrednictwem ministra obrony narodowej. Szczegóły ich współdziałania określają ustawy, ale obu organom czasami w ich ryzach za ciasno. Na przykład w sierpniu 2008 r. prezydent Lech Kaczyński jako zwierzchnik armii wydał bezpośrednio dowódcy Tupolewa 154M polecenie lotu do wojennego Tbilisi (zamiast planowo do Azerbejdżanu), ale się dowiedział, że głowę państwa konstytucyjnie obowiązuje droga służbowa — czyli zwrócenie się do ministra, który może uruchomić szefa sztabu generalnego, dalej dowódcę sił powietrznych, dowódcę 36. specpułku… Zależność w odwrotną stronę najbardziej jaskrawie wychodzi przy nominacjach na najwyższe stanowiska dowódcze oraz stopnie generałów/admirałów. Niezależnie od relacji politycznych z rządem, żaden prezydent nie akceptuje sprowadzenia go do roli jedynie notariusza, automatycznie podpisującego wnioski ministra.W dziejach III RP już niejeden raz w tej delikatnej kwestii zgrzytało. Zwłaszcza wtedy, gdy na stronie MON pojawiała się lista kandydatów z sugestią, że zgłoszone znaczy zatwierdzone. Ale nawet w warunkach ostrego konfliktu politycznego, np. Aleksandra Kwaśniewskiego z rządem Jerzego Buzka czy Lecha Kaczyńskiego z rządem Donalda Tuska — prezydenci podpisywali uzgodnione nominacje z kontrasygnatą premierów. Dlatego tak zdumiewają konflikty personalne wewnątrz obozu tzw. dobrej zmiany. Przypomnę, że już 11 listopada 2016 r. nominacje generalskie/ admiralskie zostały odwołane i przeniesione sztucznie na 29 listopada, bo prezydent i minister nie zdążyli z uzgodnieniami. Ale był to pikuś wobec sytuacji obecnej. Decyzja Andrzeja Dudy o zatrzymaniu przed Świętem Wojska Polskiego całej listy aż 46 wniosków zszokowała Antoniego Macierewicza. Ba, nawet samego Jarosława Kaczyńskiego… Osobiście obstawiałem, że prezydent przed 15 sierpnia ostro przytnie awanse pupili ministra, ale kilkanaście nominacji jednak przejdzie. Skoro nowi dowódcy objęli etaty generalskie/admiralskie, to zwłaszcza na stanowiskach liniowych wężyki należą im się z mocy ustawy. Jednak minister prowadzi wobec prezydenta coraz bardziej otwartą wojnę, której symbolem stało się niedawno zawieszenie przez kontrwywiad dostępu do informacji niejawnych gen. bryg. Jarosławowi Kraszewskiemu, czyli wojskowej prawej ręce prezydenta w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Przez ręce właśnie tego generała przechodzą wszelkie wnioski nominacyjne — i tak koło paranoi na szczytach państwa się domyka.

Ta niepojęta wewnętrzna wojna kompromituje Rzeczpospolitą Polską i obniża nasze narodowe bezpieczeństwo. Gdyby nie owa drobna okoliczność, starcie Andrzeja Dudy z Antonim Macierewiczem samo w sobie zasługiwałoby na potraktowanie przysłowiem „nie moje małpy, nie mój cyrk”. Niestety, oba wojujące cywilne organy dowódcze umocowane są w przypomnianym artykule Konstytucji RP — tak niechcianej przez obecnych władców, ale wciąż obowiązującej.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski