Okazja puka do drzwi tylko raz

Bill Gates zauważył kiedyś słusznie: „Internet jest jak przypływ, zaleje wszystkie branże i zatopi tych, którzy nie nauczą się w nim pływać.”

Trudno powiedzieć kiedy ta wezbrana fala zaczęła docierać na rynek sztuki, ale symbolicznie za moment początkowy można uznać rok 2008, w którym została powołana do życia internetowa platforma aukcyjna „Artnet”, zaś za początek przesilenia z jakim mamy obecnie do czynienia rok 2014, gdy łączna liczba wyświetleń samej tylko platformy „Artsy” przekroczyła liczbę gości 80 największych targów sztuki na świecie razem wziętych. Dzisiaj „Artsy” posiada ponad 600 tysięcy zarejestrowanych użytkowników i jest jasne, że dystans ten będzie się tylko powiększał. Jest chyba jeszcze za wcześnie aby orzekać, które z pojawiających się ciągle platform handlujących sztuką wyjdą zwycięsko z rozgrywki o zajęcie jak najlepszej pozycji na globalnym rynku sztuki – może jeszcze być i tak, że ostatni będą tutaj pierwszymi. Można jednak z dużą dozą prawdopodobieństwa przewidywać w jakim kierunku potoczą się zmiany i co z tego może wynikać dla nas.

Pierwszym ze skutków będzie konsolidacja i związany z tym pomór małych galerii. Z reguły duże domy aukcyjne ustanawiają marże na pułapie ok. 25% przy transakcjach do poziomu 100 tysięcy dolarów, a powyżej tej sumy na pułapie ok. 12-15%. Mające proporcjonalnie wyższe koszty własne mniejsze przedsiębiorstwa zmuszone są niekiedy do pobierania jeszcze wyższych prowizji. Jeżeli prowizje w e-handlu oscylują około 3%, to możliwość wytrzymania takiej konkurencji przez tradycyjnie działające galerie jest wątpliwa. Będą musiały się dostosować do zmieniających się warunków.

Innym zjawiskiem będzie zmniejszenie się wpływów instytucji świata sztuki na rynek. Dzisiaj jest tak, że o tym co jest topową młodą sztuką, a co nią nie jest decyduje w zasadzie grono około 30 osób w rodzaju: Klausa Biesenbacha, Kathy Halbreich, Hansa-Ulricha Obrista. Sieć przynosi ze sobą oddolność. Prędzej czy później zajdzie zjawisko analogiczne do tego, które ma miejsce w świecie mody, gdzie rolę tych, którzy wyznaczają trendy stopniowo przejmują „ulubieńcy publiczności”, a nie osoby przez kogokolwiek do tego mianowane. Brak pośrednictwa pomiędzy artystą a klientem spowoduje spersonalizowanie relacji między jednym a drugim. Większe niż do tej pory znaczenie zacznie mieć osoba artysty i być może będziemy świadkami powrotu zjawiska malarza-idola w typie Salvadora Dalego.

Nastąpi umasowienie handlu sztuką. Niskokosztowy charakter e-handlu pozwoli objąć przedsiębiorcom dużo większą ilość transakcji niż przy tradycyjnym modelu działalności. Nie będzie już tak małej rzeczy aby nie opłacało się jej sprzedać. Andy Warhol zauważył kiedyś przytomnie, że „w Ameryce najbogatsi konsumenci w zasadzie kupują te same rzeczy, co biedni. Siedzisz przed telewizorem i pijesz Coca Colę, i wiesz, że prezydent pije colę, Liz Taylor pije colę, i myślisz sobie, że ty też możesz pić colę.” O ile można powątpiewać czy słuszne jest stwierdzenie, że „kupują w zasadzie te same”, to na pewno sam mechanizm opisywanych w ten sposób aspiracji jest trafny. Jeżeli więc, przyjmujemy za oczywistość, że jest niewiele osób, które mogą sobie pozwolić na kupno –dajmy na to – obrazów pędzla Rafaela, to nie wynika z tego, że grono osób mających aspirację aby nabywać sztukę jest wąskie w samo w sobie. Jak jest duże okaże się dopiero, gdy obrót sztuką zejdzie pod strzechy. Nie jest więc pytaniem czy handel sztuką w Internecie powiększy ten wart 63 mld $ rocznie biznes, tylko raczej o ile go powiększy.

Co z tego wszystkiego wynika dla nas? Generalne perspektywy przed polskim rynkiem sztuki w roku 2017 i w latach następnych nie są złe. Już dzisiaj jest on wart ponad 300 mln zł, a raporty analityków prognozują jego dalsze wzrastanie. Mając w pamięci ten fakt i zachowując urzędowy optymizm miejmy jednak na uwadze też to, że znajdujemy się pośrodku procesu, który w przeciągu kilku najbliższych lat wiele zmieni. Z polskiej perspektywy czas przetasowań na rynku sztuki może być okazją, zarówno dla artystów jak i dla przedsiębiorców, do nowego otwarcia i rozepchnięcia się nieco łokciami na mapie. Chińskie przysłowie mówi ponoć, że okazja ma zwyczaj pukać do drzwi tylko raz. Warto byłoby więc ją chwycić.

Łukasz Szostak