Polacy: oszczędni w oszczędzaniu

Nie wszyscy wiedzą, że za japońskim sukcesem gospodarczym stoją oszczędności. Co więcej, nie te spontaniczne, ale „wymodelowane” przez państwo, które nawet nie tyle skłoniło, co w pewnym sensie wymusiło na obywatelach odkładanie pieniędzy. Przegrana po II wojnie światowej Japonia, odcięta od światowych rynków finansowych, musiała zmobilizować kapitał we własnych granicach. A że przy danym dochodzie więcej oszczędności, to mniej konsumpcji – postawiono jednocześnie na eksport. Okazało się to wtedy prostą, ale skuteczną receptą na sukces, i to globalny. Niedługo potem przyszły czasy, gdy na pytanie o najbardziej znany amerykański samochód, odpowiadano: Toyota.

FOT. cegoh/Pixabay

Banki górą

Krajowe badania zgodnie pokazują, że w ogóle nie oszczędza co czwarty Polak. Mierzone udziałem w PKB, oszczędności w Polsce nie są duże – wynoszą ok. 65% naszego globalnego dochodu – jednak w ostatnich miesiącach szybko rosły. Powinno nam zależeć, żeby rosły jeszcze szybciej, dzięki „rozmnażaniu się pieniądza” – w końcu od tego mamy rynek finansowy. Badania pokazują jednak, że Polacy często wybierają konserwatywne sposoby oszczędzania. Z sondażu Instytutu Badań Opinii RMF wynika, że nawet co piąta oszczędzana złotówka może w ogóle nie trafiać na rynek finansowy – jest bezproduktywnie trzymana w domu (http://www.rmf24.pl/ekonomia/news-jak-oszczedzaja-polacy-poznajcie-wyniki-naszego-sondazu,nId,2258595). W warunkach deflacji przynajmniej się na tym nie traci, ale wiele wskazuje na to, że z deflacją niedługo się pożegnamy. 55% to środki gromadzone na różnego rodzaju rachunkach w bankach. To dużo więcej niż na lokatach (dla porównania: 36%). Generalnie, lokaty są zyskowniejsze, jednak w niektórych bankach oprocentowanie środków na rachunkach oszczędnościowych przekracza wysokość oprocentowania na najlepszych lokatach w innych. Jeśli mówimy o oszczędzaniu, to właściwie powinniśmy brać pod uwagę jeszcze tylko jedną klasę instrumentów finansowych – skarbowe papiery wartościowe. Wszystko inne należałoby potraktować jak inwestowanie a nie oszczędzanie. Oczywiście granica między jednym a drugim jest płynna, przyjmuje się jednak, że oszczędzanie wiąże się z gwarancją zwrotu kapitału. Rynkowe doniesienia z lipca mówią o dużym wzroście zainteresowania właśnie obligacjami skarbowymi. To zrozumiałe w sytuacji, gdy w tym samym miesiącu średnie oprocentowanie lokat osiągnęło historyczne minimum dochodząc do poziomu stopy referencyjnej NBP.

Stres i nuda

Warto jednak wyjść na chwilę poza wspomnianą granicę nakreśloną przez umowną definicję oszczędzania, i zastanowić się nad przyczynami relatywnie niskiego udziału Polaków w rynku finansowym zarówno poprzez oszczędności, jak i poprzez inwestycje. O tym, że Polakom brakuje nie tylko zmysłu oszczędnościowego, ale także wigoru inwestycyjnego, też wiadomo – zarówno z badań, jak i z podstawowych statystyk gospodarczych. Są przynajmniej dwie przyczyny takiego stanu rzeczy. Po pierwsze, to tkwi w nas. Inwestowanie to subtelna gra wymagająca wprawnego posługiwania się dwoma podstawowymi kartami – pierwsza to oczekiwana rentowność, druga – spodziewane ryzyko. Niby tak niewiele, a jednak opanowanie zasad tej gry to sztuka wymagająca wiedzy i umiejętności (np. analitycznych). Wszystkie badania pokazują natomiast, że kompetencje finansowe są u nas na niskim poziomie. Decyzje finansowe są dodatkowo odbierane jako stresogenne, a sama tematyka finansowa – nudna. Skutek: migamy się od edukacji i w ten sposób sami wykluczamy się finansowo, co widać – choćby w wynikach badania Instytutu RMF.

Niskie stopy, słaba giełda

Druga przyczyna jest poza nami. Rynek finansowy można opisywać za pomocą różnych parametrów, jednak z punktu widzenia destynacji tego, co oszczędziliśmy, kluczowe są stopy zwrotu. Pozornie, na rynku bankowym ostatnie lata wyglądały pod tym względem kiepsko, co się wiązało z tendencją do zbliżania stóp procentowych banków centralnych na całym świecie do zera. Jednak niskiemu oprocentowaniu środków gromadzonych w bankach towarzyszyła deflacja – zatem realnie na rachunkach i lokatach bankowych można było zarobić więcej niż wynikało z nominalnych stóp oprocentowania. Znowu, pewnie nie wszyscy o tym wiedzieli – badania pokazują, że wielu Polaków ma problem odróżnieniem procentu od punktu procentowego, marży od prowizji bankowej i oprocentowania nominalnego od realnego (http://mrso.pl/raport.html). Co do inwestowania, to w ostatnich miesiącach inwestorzy raczej giełdę opuszczali niż na nią wkraczali. Jej atrakcyjność wyraźnie spadła, zarówno w rezultacie zmian w systemie emerytalnym, jak i podwyższonej niepewności, która doprowadziła do istotnego odpływu kapitału z GPW w Warszawie w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Mówi się o tym, że może to być pierwszy rok w historii polskiej giełdy, liczonej od 1991 r., w którym spadnie liczba notowanych na niej spółek. Dziwne to czasy: ból głowy mają nie tylko ci bez pieniędzy, ale także ci, którzy są w stanie je odłożyć.

Andrzej Cwynar
Andrzej Cwynar