Państwo a frankowy rachunek

Niedawno NBP wydał opinię do opracowanego przez Kancelarię Prezydenta projektu tzw. „ustawy spreadowej”. To obiektywizujący dyskusję głos.

switzerland-1236383_960_720

Eksperci banku centralnego zwrócili m.in. uwagę na niespójności prezydenckiej koncepcji zwrotu spreadów (były sprzeczne z prawem, czy nie były?). Przedstawili też swoje propozycje dotyczące wartości referencyjnych ważnych dla projektowanego rozwiązania (np. wyznaczanie limitu kwoty kredytu, którego ma dotyczyć zwrot spreadów oraz granicy określającej, które spready kwalifikują się do zwrotu, a które nie). Nie mniej ważne jest to, że NBP ocenił wyliczone przez Kancelarię koszty zwrotu spreadów po stronie banków (3,6-4 mld zł) jako nawet dwukrotnie zaniżone.

Dwa kroki w przód, dwa wstecz

Tymczasem równolegle z projektem prezydenckim na pierwsze czytanie w Sejmie czeka projekt zgłoszony pół roku temu przez klub parlamentarny Kukiz’15. O ile prezydencki projekt „ustawy spreadowej” wyciszył część kontrowersji wokół sprawy, o tyle propozycja Kukiz’15 te kontrowersje podsyca. Właściwie lokuje się ona tam, gdzie propozycja prezydencka była na samym początku – w obu osią jest przewalutowanie, przy czym w projekcie Kukiz’15 mamy do czynienia z radykalizacją stanowiska w tej sprawie (postuluje się tu przewalutowanie po kursie zaciągnięcia kredytu).

W kontekście ewolucji, jaką przeszła propozycja prezydencka, projekt Kukiz’15 jest więc krokiem wstecz. Można przypuszczać, że jeśli niedoszacowane są koszty zwrotu spreadów, to z dużym prawdopodobieństwem trzeba założyć, że niedoszacowane będą też koszty przewalutowania według koncepcji Kukiz’15. Tymczasem, zgodnie z różnymi szacunkami, mogą one wynieść po stronie banków nawet 57 mld zł (tak wynika z opinii KNF opublikowanej na stronie internetowej Sejmu RP 31 sierpnia).

Dobry czas na mediacje

O ile „wędrująca” w dobrą stronę propozycja prezydencka, która ogranicza skalę interwencji państwa w sprawie kredytów walutowych, będzie sprzyjać wychodzeniu z frankowej choroby, o tyle projekt Kukiz’15 ma petryfikujące ją właściwości – sprawi, że będzie uporczywa. Albo, alternatywnie, w scenariuszu zakładającym realizację projektu, doprowadzi do tego, że po kuracji pojawią się ogniska innej choroby, dotykającej dużo większą populację. Ciągnąc dalej tę medyczną analogię, gdyby nie przeszkadzać, to można założyć, że już widoczne procesy, wzmocnione realizacją prezydenckiego projektu w ostatniej formule, stopniowo doprowadziłyby nas do stanu ozdrowieńczego – a potem do całkowitego wyzdrowienia. Nowych kredytów frankowych już się nie udziela, te już udzielone będą stopniowo spłacane. Banki zaczynają negocjować z dłużnikami i będą miały swoje dodatkowe powody, by pójść na ustępstwa (zapowiadane większe wymogi kapitałowe i podwyższone wagi ryzyka). W ferworze tej swoistej batalii za mało mówi się o tym, że kredyty walutowe to ryzyko nie tylko dla pożyczających pieniądze, ale także dla samych banków (warto przypomnieć, że część środowiska bankowego była zdystansowana do kredytów walutowych, ale naciski polityczne i akcje typu „Chcemy ryzykować” zrobiły swoje). Rzadko wspomina się też o tym, że niektóre z banków przez franka musiały się dokapitalizować, żeby sprostać wymogom i utrzymać się na rynku.

Ponad podziałami

Zdrowy system bankowy jest nam potrzebny. W porównaniu do innych gospodarek w Polsce nie jest on wcale przerośnięty, a dodatkowo – mimo zastrzeżeń związanych z pazernością tego sektora – badania pokazują, że per saldo korzyści wygrywają z patologiami (z którymi oczywiście trzeba walczyć). Warto pamiętać, że w sondażu CBOS z kwietnia tego roku 54% badanych odpowiedziało „nie” na pytanie, czy państwo powinno ustawowo pomóc osobom, które zaciągnęły kredyty we frankach („tak” odpowiedziało 36%, a tylko 12% – „zdecydowanie tak”). Jeśli państwo faktycznie chce pomóc posiadaczom kredytów frankowych, to ma zdrowe, niebudzące kontrowersji rozwiązanie: szukać takich posunięć w polityce makroekonomicznej, które wzmocnią złotówkę. Wygrają wszyscy: i ci, którzy zadłużyli się w obcych walutach i ci, którzy pożyczyli w złotówkach, wreszcie także ci, którzy nie mają żadnych finansowych zobowiązań.

Andrzej Cwynar