PiS czyści spółki

Zmieniając ustawę podatkową, PiS daje menedżerom alternatywę – odejdziecie natychmiast, zachowując finansowe apanaże, albo zwolnimy was na znacznie gorszych warunkach. Personalne tsunami nadciąga.

PiS czyści spółki


Niczym pendolino przez parlament przeleciała ustawa o dodatkowym opodatkowaniu menedżerów spółek skarbu państwa. Tempo zrozumiałe, bo zmiany podatkowe trzeba opublikować w dzienniku ustaw do najbliższego poniedziałku. Nie kupuję argumentów pomysłodawców ustawy. Argument, że w ten sposób rząd/sejmowa większość będą walczyli z nierównościami dochodów, jest i smutne, i zabawne. Smutne – bo wykorzystywanie realnych problemów społecznych do uzasadniania decyzji z zupełnie innego świata świadczy o populizmie, a zabawne – bo z zasady słuchanie polityków, którzy górnolotnymi zdaniami uzasadniają rozwiązywanie całkiem przyziemnych problemów, po prostu zawsze mnie bawiło.

Kilka tygodni temu zbierałem się do napisania komentarza, w którym zamierzałem puścić wodze fantazji w kwestii nadzoru nad spółkami skarbu państwa. Coś w duchu odpowiedzialności, może nawet szacunku do pracy, ciągłości w zarządzaniu majątkiem, którego stan, według niemałego grona członków PiS, jest opłakany, ale także z pełnym zrozumieniem, że w ostatnich wyborach parlamentarnych wyborcy zmienili „właścicieli” majątku i mają prawo do właścicielskich decyzji, a więc także doboru kadr. Po zmianach w podatkach uznałem jednak ten komentarz za zbędny. Ułożyła mi się w głowie pewna historia i jej poświęcę kilka zdań — chodzi o prawdziwy kadrowy majstersztyk.

Przez najbliższe tygodnie przez spółki skarbu państwa przetoczy się personalne tsunami. Tak odczytuję intencje rządowej większości, podszyte sprzedawaną w różny sposób i w różnych sytuacjach, wprost lub nie, ideologią. Sprowadza się ona do zdania – rozpoczynamy budowę nowej Polski i nie będziemy tego robić z osobami, które były aktywne przez ostatnie lata, które nie są z naszego środowiska. „Jeśli zmiana, która się dokonuje właśnie w Polsce, jest prawdziwa, może warto zastanowić się nad sensem udziału w życiu publicznym osób z poprzedniego systemu” – pytał retorycznie i niedawno płk Kwiatkowski, nowy szef jednej z służb wywiadowczych. Mimo że dotyczyło to kwestii związanych z bezpieczeństwem państwa, można to odnieść także do biznesu. Biznesu, który pod okiem PiS ma pomagać w realizowaniu celów gospodarczych państwa.

Wprowadzając 70-procentowe opodatkowanie odpraw i zakazów konkurencyjnych wykraczających poza odpowiednio 3 i 6 miesięcy PiS mówi wprost: weźcie w dłoń kalkulatory i policzcie, ile stracicie – kilkadziesiąt, kilkaset tysięcy? Co więcej — w tle są przecież oczekiwania, że te osoby i tak zostaną zwolnione przez nowe rady nadzorcze. Wtedy kalkulator nawet nie jest potrzebny. Wynik takiego równania jest oczywisty. Dlatego właśnie ze spółek, w których skarb państwa ma większość (np. PKP, PGNiG, PGE) za chwilę, czyli do końca roku (1 stycznia wejdą w życie nowelizacja ustawy podatkowej), odejdzie kilkudziesięciu menedżerów. Zmiany w podatkach nie dotyczą tylko zarządów, ale osób które związane są z pracodawcą kontraktem menedżerskim. A tych jest mnóstwo.

To jednak będzie tylko pół tsunami. Drugie nadejdzie ze strony spółek, w których skarb państwa ma mniej niż 50 proc. udziałów (np. KGHM, PZU, Orlen). Nie ma jakiegokolwiek powodu, aby politycy inaczej potraktowali menedżerów z firm, gdzie mają tak samo mocne wpływy, a nieco mniej akcji. Pewnie potrwa to dłużej, bo tu skarb musi skorzysta ze swoich właścicielskich uprawnień, wymieni rady nadzorcze, a te spełnią swoje kodeksowe obowiązki. Pisząc te słowa, nie znam jednak przebiegu rozmów nowego ministra skarbu z urzędnikami, którzy są już w nadzorach spółek…

Marcin Goralewski
Marcin Goralewski