PiS psuje swój flagowy projekt

Wydatki na politykę społeczną należą w Polsce do najniższych w Unii Europejskiej. Dotyczy to również polityki rodzinnej. Politycy wszystkich partii wiele mówią o pomocy dla rodzin, tymczasem w praktyce jest ona minimalna. Dlatego też cieszy, że rząd chce zwiększyć wydatki na świadczenia rodzinne.

fot. Adam Chelstowki/FORUM

fot. Adam Chelstowki/FORUM

Nie oznacza to jednak, że wszelkie programy polityki rodzinnej są godne pochwały, a flagowa propozycja PiS-u 500+ nie powinna budzić wątpliwości. Można je mieć i to wcale nie z pozycji liberalnych, a raczej socjaldemokratycznych. PiS nie ma całościowej wizji polityki społecznej, a jedynie jedno rozwiązanie, które obejmie tylko część rodzin. Na dodatek rząd robi wiele, aby nawet tę propozycję zepsuć.

Jeżeli rząd chciałby faktycznie stworzyć zintegrowany system polityki rodzinnej, powinien podwyższyć podatki i przedstawić całe spektrum działań na rzecz poprawy jakości życia Polaków i Polek. Tymczasem Beata Szydło uparcie powtarza, że docelowo chce obniżyć obciążenia fiskalne, co oznacza, że wprowadzenie nowych świadczeń będzie się wiązało z daleko idącymi cięciami budżetowymi. Jeżeli więc podatki i wydatki nie mają być zwiększane, stajemy przed wyborem, jakie świadczenia są najbardziej pilne. W obecnej sytuacji dla większości osób wychowujących dzieci kluczową rolę odgrywają: wyższe płace, stabilne zatrudnienie (wraz z gwarancją powrotu na rynek pracy po urlopie macierzyńskim), bezpłatny dostęp do opieki żłobkowej i przedszkolnej oraz perspektywa zdobycia mieszkania. Na wszystkich tych obszarach rząd nie ma na razie wiele do zaoferowania, a odnośnie opieki przedszkolnej po zniesieniu obowiązku szkolnego dla sześciolatków można nawet spodziewać się pogorszenia sytuacji. Ostatecznie polityka nowego rządu może doprowadzić głównie do dezaktywizacji zawodowej kobiet – mają zajmować się dziećmi, wcześnie przechodzić na emeryturę i pełnić tradycyjne role w rodzinie.

Mimo to nowe świadczenie wydaje się niezłym pomysłem – wszak pensje opiekunów nie rosną, gdy rodzi się dziecko. Niestety rząd zdążył już zepsuć flagowy pomysł PiS z kampanii wyborczej. Pierwotnie miało to być świadczenie uniwersalne – teraz już wiemy, że nie obejmie ono zdecydowanej większości opiekunów z jednym dzieckiem. Na pierwsze dziecko jest bowiem niskie kryterium dochodowe – wystarczy, że matka samotnie wychowująca dziecko będzie zarabiać 1650 zł i już świadczenia nie otrzyma. A to przecież decyzja o pierwszym dziecku często jest najtrudniejsza. Czy rząd zakłada, że kobiety będą rodziły pierwsze dziecko, aby móc otrzymać środki na drugie i trzecie? W krajach rozwiniętych większość świadczeń ma charakter uniwersalny. Nierówności są niwelowane przez wysoce progresywne podatki, natomiast świadczenia otrzymują wszyscy. To system prosty, przejrzysty, niestygmatyzujący i budujący powszechne poparcie dla państwa. Tymczasem w Polsce większość świadczeń ma charakter selektywny i przez to stygmatyzujący. Dotyczy to też 500+. Pod tym względem bardzo szkodliwy jest apel wicepremiera Mateusza Morawieckiego, aby osoby lepiej zarabiające nie zgłaszały się po 500 zł. Najpierw rząd chwali się wprowadzeniem rewolucyjnego rozwiązania, a potem naciska na ludzi, aby z niego nie korzystali. W efekcie pobieranie nowego świadczenia dla nikogo nie będzie komfortowe. Bogaci będą unikać etykietki złych obywateli, którzy pozbawiają budżet środków. Biedni będą się wstydzić składania wniosku, aby nie mieć stygmatu tych, którzy są zdani na pomoc państwa. Wreszcie większości osób z jednym dzieckiem świadczenie po prostu nie będzie się należało.

Piotr Szumlewicz
Piotr Szumlewicz