Podatkowy raj na Wyspach Brytyjskich

Słowo „wyspa” łatwo może być skojarzone z rajem. Do wiązania tych słów skłaniają nas nie tylko reklamujące wyjazdy na „rajskie wyspy” katalogi biur podróży, ale także kwestia rajów podatkowych, które nierzadko bywają zlokalizowane na znanych tylko z nazwy wyspach. W Europie za swego rodzaju podatkowy raj dla korporacji uchodzi Irlandia, a więc również wyspa. Teraz o swoim położeniu przypomnieli sobie pozostali mieszkańcy brytyjskiego archipelagu.

e71ec66d97fa69-645-377-0-56-1500-877

Theresa May, premier Wielkiej Brytanii, zapowiedziała zamiar obniżenia podatków dla przedsiębiorców. Stawka CIT-u spaść ma grubo poniżej 15% i ma być najniższa wśród 20 najbardziej rozwiniętych gospodarek świata.

To jeden z elementów programu, który ma powstrzymać odpływ firm z Wielkiej Brytanii po ewentualnym zrealizowaniu się brexitowego scenariusza. Wiele z nich – m.in. finansowi giganci z City – zapowiedziało bowiem, że wraz z wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, oni wyjdą z Wielkiej Brytanii. Kraj ten stanie się bowiem dla nich mniej atrakcyjny – m.in. za sprawą otoczenia prawnego – niż inne państwa pozostające w UE.

Wydaje się, że Brytyjczycy wstępują na drogę, która powinna być naturalną konsekwencją Brexitu. To właśnie niższymi podatkami, prostszą administracją i bardziej klarownymi zasadami wyspy powinny zachęcać przedsiębiorców do pozostania na wyspach. W ten sposób Wielka Brytania może utrzymać, bądź nawet zwiększyć swoją atrakcyjność, jako miejsce do prowadzenia biznesu. Zapowiedzi May wydają się być krokiem właśnie w tę stronę. Problemu dla tego typu strategii nie powinien stanowić nawet fakt, że tuż obok znajduje się kusząca w podobny sposób, lecz pozostająca w strukturach UE Irlandia. Wielka Brytania to bowiem kraj zupełnie innego kalibru.

Cios, czy nauka dla Polski?

Drogę tę doceniono nawet w naszym Ministerstwie Finansów. Jeden z wiceministrów miał przyznać w rozmowie z dziennikarzem RMF FM, że takiego scenariusza – niskich brytyjskich podatków – w resorcie obawiają się najbardziej. Obawy rządu budzą dwie kwestie. Po pierwsze, że niskie podatki zachęcą polskie firmy do ucieczki na wyspy. Po drugie zaś, że Polacy, którzy emigrowali do Wielkiej Brytanii, będą mieli mniejszą motywację by wrócić. W wizji ministerstwa Wielka Brytania miałaby się stać kolejnym podatkowym rajem, do którego ucieka kapitał.

W Polsce zresztą rząd także pochylił się nad CIT-em, który obniżono małym przedsiębiorcom. Skoro jednak obniżki podatków mają przynieść Wielkiej Brytanii takie korzyści, a nam takie straty, to czemu by nie kontynuować obniżania podatków także w Polsce? Tymczasem – oprócz CIT-u – do tej pory rząd Beaty Szydło słynie raczej z podnoszenia lub nakładania nowych podatków, niż z ich obniżania. Nowe podatki sektorowe oraz podwyżka VAT są pierwszymi z brzegu przykładami pokazującymi kierunek, w którym obecnie idzie polityka fiskalna w Polsce. Podobnie może być w Stanach Zjednoczonych, gdzie Donald Trump wprawdzie zapowiedział niższą stawkę dla przedsiębiorców, z drugiej jednak strony wśród jego obietnic znalazły się liczne utrudnienia z cłami na czele.

Inna sprawa, że sama stawka podatku często jest jedynie frazesem. Dla przedsiębiorcy ważne jest to, ile podatku zapłaci w rzeczywistości, a procent ten często ma niewiele wspólnego ze wspomnianą stawką. Dlatego też ciężko po kilku ledwie zapowiedziach Theresy May stwierdzić, czy Wielka Brytania rzeczywiście chce pretendować do bycia podatkowym rajem wśród największych gospodarek, czy temat CIT-u to jedynie polityczna zagrywka, która niewiele zmieni.

Adam Torchała
Adam Torchała