Polacy ostro zareagowali na prośbę Morawieckiego

Polskim imigrantom na Wyspach nie spodobał się apel wicepremiera. I trudno im się dziwić.

Wielka Brytania Fot. Pixaby

W zeszłą niedzielę, w telewizji Sky News, minister Mateusz Morawiecki poprosił Polaków, żeby wrócili do kraju. Ale reakcja Polaków na tę prośbę nie pozostawiła złudzeń… – większość z nas – na stałe żyjąca i pracująca w Wielkiej Brytanii, ani myśli wracać do kraju. Wiceminister Mateusz Morawiecki nieraz już apelował do nas, żebyśmy wrócili do kraju, ponieważ Polska czeka na nas rzekomo z otwartymi rękami, a rząd PiS robi wszystko, żeby życie Polaków uczynić lepszym i łatwiejszym. Ale chyba po raz pierwszy w głosie Morawieckiego usłyszałam niemal błagalny ton.

– Wszystkie młode pary z dziećmi, proszę, wróćcie do Polski – mówił na antenie Sky News wiceminister, który na poparcie swojego apelu przekonywał, że w Polsce jest niski poziom bezrobocia, a rząd PiS przygotował odpowiedzialny plan rozwoju oraz wiele zmienił w systemie socjalnym.

Na reakcję Polaków nie trzeba było długo czekać, a raczej oczywiste było, w jakim pójdzie ona kierunku. Na prośbę Morawieckiego zareagowaliśmy w większości w sposób prześmiewczy, a w wielu wypadkach nawet i wrogo. Cóż, jeśli rząd myśli, że zaczniemy masowo wracać do kraju z powodu uruchomienia programu 500+, to znacząco się pomylił. Wielka Brytania oferuje nam o wiele więcej, niż wsparcie finansowe na wychowanie dzieci (jak to nazywa rząd – zachętę do rodzenia), bo na Wyspach żyje się nie tylko łatwiej pod względem ekonomicznym, ale też po prostu swobodniej. Aby potwierdzić tę tezę nie trzeba się długo zastanawiać – wystarczy sobie porównać, jaki w Wielkiej Brytanii jest na przykład stosunek urzędników lub policji do obywatela, a jaki jest on w Polsce. Ale skupmy się najpierw na kwestiach czysto ekonomicznych, bo argumenty za pozostaniem w Wielkiej Brytanii można sypać jak z rękawa. Kwota wolna od podatku, która wynosi w UK £11 000 (ok. 58 000 zł), bije na głowę kwotę wolną w Polsce, która od 1 stycznia 2017 r. wynosi co prawda 6 600 zł, ale sprzyja ona jedynie osobom pracującym na 1/4 etatu, ponieważ dla osób zarabiających rocznie od 11 000 do 85 528 zł oscyluje ona wokół dotychczasowej kwoty 3091 zł, a najbardziej przedsiębiorczym osobom, zarabiającym powyżej 127 tys. (niewiele ponad 10 tys. zł brutto miesięcznie!) nie przysługuje ona w ogóle. Dalej w kolejności są m. in. proludzkie progi podatkowe, niskie stawki podatku VAT, atrakcyjne stawki National Insurance Contributions, przyjazna jurysdykcja do prowadzenia biznesu, niski stopień biurokracji, wysokie stawki za godzinę pracy i krótszy standardowy czas pracy.

Każdy Polak wie, że na Wyspach, do kwoty £32 000, płaci się podatek w wysokości 20 proc., a stawki podatku VAT wynoszą kolejno 20 proc., 5 proc. i 0 proc. Z kolei składki National Insurance Contributions (które są odpowiednikiem składek ZUS – owskich), są progresywne, co oznacza, że ich wysokość zależy od uzyskiwanego dochodu, a nie, jak to ma miejsce w Polsce, są stałą daniną, niezależną od uzyskiwanego dochodu.

Nie do porównania jest też sytuacja osób najmniej zarabiających, które w Polsce, na pełnym etacie i z płacą minimalną, ledwo wiążą koniec z końcem, a w UK nie muszą się martwić o zaspokojenie podstawowych potrzeb. W Polsce płaca minimalna wynosi od 1 stycznia 2017 r. 2000 zł brutto, co, przyjmując standardowy, 40-godzinny tydzień pracy, daje ok. 12 zł za godzinę (ok. £2,40). W Wielkiej Brytanii z kolei, gdzie standardowy tydzień pracy ma 37,5 godziny, płaca minimalna (National Minimum Wage) wzrosła dzięki reformie poprzedniego ministra skarbu George’a Osborne’a do poziomu £7.20 za godzinę pracy, a docelowo, do 2020 r., ma ona osiągnąć £9. A przecież siła nabywcza funta jest znacznie większa, niż złotego, co oznacza, że koszty utrzymania i wyżywienia są realnie znacznie niższe w UK niż w Polsce.

Wroga i prześmiewcza reakcja Polaków na prośbę ministra Morawieckiego nie sprowadziła się jednak tylko do kwestii ekonomicznych. Wielu Polaków w UK dostrzega, że sytuacja polityczna nad Wisłą nie zmierza w dobrym kierunku.

Dodajmy też, że choć program 500+ został przyjęty przez Polaków nad Wisłą entuzjastycznie, to już inne działania rządu w zakresie polityki rodzinnej są rozczarowujące. Przede wszystkim ministerstwo zdrowia wycofało się z refundacji procedury in vitro, w wyniku której od lipca 2013 r. urodziło się blisko ok. 4 tys. dzieci, a blisko 20 tys. par poddanych zostało leczeniu. Dodatkowo też minister Konstanty Radziwiłł wycofał się na wniosek Naczelnej Rady Lekarskiej z programu „Rodzić po Ludzku”, który wyznaczał nowoczesne standardy opieki okołoporodowej.

Po przeanalizowaniu faktów, „Proszę wróćcie” ministra Morawieckiego brzmi zatem nieco niepoważnie. Większość Polaków nadal będzie raczej motywowana dobrobytem swojej rodziny, niż patriotyczną miłością ojczyzny, a to oznacza, że większość wybierze wygodniejsze i bardziej spokojne życie w Wielkiej Brytanii. 

Agnieszka Moryc
Agnieszka Moryc