Polakom brakuje celu i woli działania

 Gospodarka w obecnej rzeczywistości politycznej i społecznej musi mieć cel. Wcześniej mieliśmy wstąpienie do UE, potem Euro 2012. Ocena realizacji tego celu to sprawa drugorzędna. Społeczeństwo, a szczególnie gospodarka musi mieć wyzwanie. Dobrobyt sam w sobie nie spełnia tych wymagań.

Polakom brakuje celu i woli działania

Każdy chce być bogaty. Od ponad 20 lat dążymy do tego, aby w Polsce zapanował dobrobyt. Ocena realizacji tego przedsięwzięcia jest bardzo trudna. Z jednej strony dokonaliśmy olbrzymiego skoku, ale z drugiej wciąż jesteśmy daleko w tyle za bogatymi państwami Europy Zachodniej. Polskie PKB jest tylko nieco wyższe niż PKB Bawarii – niemieckiego landu, w którym mieszka ponad trzykrotnie mniej ludzi. Słowem, w porównaniu do innych wciąż jesteśmy biedakami.

Oczywiście nie oznacza to, że nie dokonaliśmy olbrzymiego skoku cywilizacyjnego. Bardzo wielu Polaków zarabia całkiem przyzwoite pieniądze. Zbudowano tysiące kilometrów dróg i autostrad. Młodzież może jeździć po świecie. Ogólnie stwierdzenie, że kiedyś było lepiej jest nie tylko nieprawdziwe, ale też krzywdzące. Jest dużo lepiej. Samochód można kupić od ręki. Mieszkanie także. Nikt nie stoi w innych kolejkach niż do kasy. Problem w tym, że trzeba mieć pieniądze. Tych wciąż mamy mało. Dobrobyt i bogactwo to cel naturalny i indywidualny każdego człowieka (z nielicznymi wyjątkami). Komuniści próbowali wmówić społeczeństwu, że to cel ogólny.

Sukces gospodarczy to wynik gospodarczy

Nie da się zaplanować sukcesu gospodarczego, bo ten podlega grze rynkowej, która ze względu na swoją złożoność jest bardzo trudna do przewidzenia. Pod uwagę bierze się nie tylko kapitał, ziemię i pracę, ale także innowacje, kwestie polityczne, zdarzenia losowe w postaci katastrof, itp. Dlatego raczej potrzebny byłby strateg niż planista, ale to już temat innego wpisu. Z resztą opracowanie skutecznego modelu „tworzenia dobrobytu” to murowana nagroda Nobla.

Społeczeństwo prócz konieczności dążenia do ogólnego i indywidualnego dobrobytu, potrzebuje także innego głównego celu. Takiego, które jednoczyłoby nas jako naród. Wspólny mianownik dla każdego, co sprawiałoby, że czujemy się dumni z życia w tym, a nie innym miejscu. Kiedyś w Związku Radzieckim ludzie byli dumni z tego, że ich kraj jest potężny. Niektórzy z nostalgią wspominają te czasy. W Stanach Zjednoczonych obywatele są szczęśliwi i zadowoleni, że żyją w kraju demokratycznym i wolnym. Ile zostało im demokracji i wolności to sprawa drugorzędna.

Państwa ideowe i idei pozbawione

M.in. dlatego bogaci Amerykanie w postaci inwestora Warrena Buffeta czy aktora Will Smitha, nie mają problemów głoszeniem poglądów nawołujących to większej solidarności podatkowej bogatych z biednymi co dla nich osobiście oznacza zwiększenie tych obciążeń. Anglicy kochają swoją królową, a Hiszpanie swoich piłkarzy. Tak to już jest, że każdemu narodowi potrzebny jest wspólny mianownik spajający wszystkich w jednym narodowym przedsięwzięciu.

Polska niestety obecnie cierpi na deficyt celów. Jestem pewny, że gdyby taki został odpowiednio wybrany to pozytywnym skutkiem ubocznym, pochodną, byłby ogólny dobrobyt.

Na razie nie wiemy, co chcemy osiągnąć w najbliższej przyszłości. Po zorganizowaniu mistrzostw Europy w piłce nożnej pozostała nam pustka. Wiemy, że chcemy być bogaci. Wiemy też, że chcemy być silni i wolni. Marzymy o pięknych autostradach i drogach. Ale to tylko środki do czegoś więcej.

Powszechny marazm i malkontenctwo

Po powrocie z Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach, czuje pewnego rodzaju niesmak. Z moich rozmów z uczestnikami kongresu wynika jasno, że zarówno biznes jak i sektor bankowy nie wiedzą czego chcą. Naturalnie nie mówiąc o wysokiej stopie zwrotu z inwestycji. Jednym z tematów przewodnich była energetyka. Okazuje się, że nie mamy pomysłu i brakuje nam zdecydowania, aby podejmować trudne decyzje.

Wciąż rozmawiamy o tym, że potrzebne nam są elektronie jądrowe. Inni twierdzą, że nie i trzeba modernizować to co jest. Jeszcze inni mówią, że przyszłością są ogniwa słoneczne, itp. Słowem „misz masz” i brak jakichkolwiek decyzji. Z kolei gdy ktoś już jakąś podejmie, to okazuje się, że burdel organizacyjny jest tak wielki, że nikt nie wie kto ma jakie kompetencje. A czas leci i tracimy pieniądze – jeden z uczestników EKG powiedział mi wprost „uczmy się od Słowaków, chcą budować elektrownie atomową, to budują”.

Widać wyraźnie, że cierpimy na gadaninę o niczym, o pierdołach i malkontenctwo. I to na każdym poziomie – od przedszkola, przez korporacje, aż do polityki. Wszędzie to samo marnotrawstwo idei, pomysłów, czasu i pieniędzy. Gdy przychodzi co do czego, to sił starcza nam już tylko na asekuranctwo. A potrzebny jest wizjoner – ktoś pokroju Tesli, Steva Jobsa, czy Aleksandra Wielkiego. Brzmi głupio? Jeśli tak uważasz, to równocześnie musiałbyś przyznać, że Ci ludzie nigdy nie istnieli, nic nie osiągnęli i nie zmienili świata.

Wydaje mi się

Niewidzialna ręka celów, czyli wizjoner poszukiwany

Wydaje mi się i podkreślam, że tylko mi się wydaje, że nam Polakom potrzebne jest coś więcej. Realizacja wizji, która wybiłaby i wyróżniła nas z pośród setek innych państw. Idea musi być spektakularna. Nie mam pojęcia co to mogłoby być. Może wolna energia, może superszybkie koleje, może metro w każdym dużym mieście, a może wolność podatkowa, tolerancja, katolicyzm, cokolwiek. Po prostu brakuje nam wspólnego mianownika, z którym większość by się zgadzała i większość by dążyła.

Osobiście uważam, że niegłupim pomysłem jest mieszkalnictwo – pracujemy wspólnie na to, aby każdy obywatel wkraczający w dorosłe życie mógł dostać mieszkanie. Inny, ciekawy pomysł, to wydłużenie życia – „chcemy znaleźć lekarstwo na raka”. Takich projektów jest mnóstwo, tylko trzeba się na coś zdecydować. Nie da się chwycić wszystkich srok za ogon i nie da się wiecznie małpować od innych. Chcesz wiedzieć, co to jest spektakularność? Czytaj książki, np. Diunę gdzie myślą przewodnią jest ekologiczna transmutacją pustynnej planety w krainę pełną roślinności.

To tylko przykład, ale wszystko sprowadza się do fundamentalnego pytania, co zostawimy swoim dzieciom? Ekologia to może być zły pomysł, bo powszechnie wiadomo, że ekolodzy to naciągacze i szarlatani. Niemniej na razie dzieciom pozostawiamy tylko górę długów i wstyd za to, że nie zrobiliśmy nic, aby ich od tego uchronić.

 

Łukasz Piechowiak
Łukasz Piechowiak