Poradnik polskiego wzywającego

Chcesz zdjąć spółkę z giełdy? Nic prostszego – daj niską cenę, ponarzekaj, ponarzekaj jeszcze trochę, a potem wyciśnij opornych.

„Jest pan rycerzem na białym koniu, ratującym biednych inwestorów przed koszmarem posiadania papierów pańskiej spółki” – mówię prezesowi i głównemu akcjonariuszowi pewnej firmy, obserwując jego twarz. Krzywi wargi w lekkim uśmiechu, nim ucieknie wzrokiem do przygotowanej przez PR-owców kartki z listą argumentów i wróci do nawijania makaronu na uszy. Mam deja vu, bo taka scenka powtarza się regularnie przy wezwaniach na akcje spółek, notowanych na warszawskiej giełdzie.

Każdy wzywający przedstawia się jako bohater, który sięga po ostatnie zaskórniaki, by chronić drobnych akcjonariuszy, swoją spółkę, pracowników i świat cały. Bo jest źle, będzie jeszcze gorzej, na giełdzie nikt tego nie rozumie, więc przyszła pora na rozstanie – wyskakujcie z akcji.

By ułatwić życie kolejnym potencjalnym wzywającym (na pewno ich nie zabraknie!) postanowiłem przygotować mały poradnik i pokazać, jak w kilku prostych krokach można zdjąć spółkę z warszawskiego parkietu.

 

 

Daj niską cenę

To jest elementarz wzywającego. Jeśli dałeś taką cenę, że wszyscy chętnie oddają ci akcje, to znaczy, że jesteś głupi i przepłacasz za własną spółkę, powinieneś więc w infamii wycofać się na zawsze z biznesu. Cena ma być tak niska, jak to możliwe. Niestety, przez głupie przepisy musisz dawać premię do średniej sześcio- i trzymiesięcznej na rynku, ale można to jakoś przeżyć – po prostu przez dłuższy czas nic nie rób, nie ogłaszaj żadnych planów, nie przeprowadzaj transakcji, co najwyżej wyolbrzymiaj ryzyka i czekaj, aż samo spadnie, a potem daj premię w wysokości na przykład jednego grosza. Tak robią najlepsi w biznesie, tak możesz zrobić i ty.

 

Ponarzekaj na własną spółkę

To krok, o którym nie możesz zapomnieć. Stworzyłeś spółkę, zarządzałeś nią przez lata i teraz chcesz odkupić jej akcje, więc zawsze i wszędzie przedstawiaj jej stan i perspektywy w jak najczarniejszych barwach. Co z tego, że to twoje dziecko i to ty ponosisz odpowiedzialność za jego rozwój, więc wszystkie błędy powinny spadać na twój kark. W prezentacjach wyników wybijaj tłustym drukiem najbardziej niekorzystne dane, a jeśli akurat nie możesz takich znaleźć, to rób korekty i korekty korekt, żeby nikt nie mógł porównać jabłek do jabłek i zauważyć, że twoja firma rozwija się w sposób stabilny i zrównoważony.

Jest źle! Będzie jeszcze gorzej! Marże niedługo spadną do zera! Szykują się horrendalne odpisy! Dywidendy nie należy spodziewać się przed 2150 rokiem! Taki właśnie przekaz powinien wędrować od ciebie na rynek. Pamiętaj, kupujesz spółkę na krawędzi, jesteś bohaterem, odbierającym od drobnych akcje prawie trupa. Powinni być ci wdzięczni.

 

Ponarzekaj na giełdę i inwestorów

Inwestorzy giełdowi dali ci miliony w ofercie publicznej, gdy obiecywałeś im złote góry, a potem przez lata uzyskiwałeś lepsze warunki finansowania dzięki statusowi spółki z GPW, ale to było dawno, nieprawda, najstarsi górale o tym nie pamiętają, więc ty też nie musisz.

Liczy się tylko to, co tu i teraz – a teraz te wygłodniałe sępy mają do ciebie pretensje, że nie wypłacasz dywidendy, nie robisz skupów akcji, nie dbasz o przejrzystość działania i generalnie zachowujesz się jak pan na folwarku. Podłość ludzka naprawdę nie zna granic! Idź do mediów i poskarż się na to, że kurs akcji twojej spółki jest w trendzie bocznym od stu lat, a jakby inwestorzy naprawdę w nią wierzyli, to powinien być na historycznych maksimach.

Poskarż się też na to, że wykonywanie obowiązków informacyjnych osłabia twoją pozycję konkurencyjną, presja na dywidendę psuje ci apetyt, ci okropni drobni mają perspektywę kwartalną, tymczasem ty myślisz o sobie i swojej spółce w kategoriach wieczności, a tak w ogóle to cała ta giełda to zawracanie głowy i wszyscy powinni z niej wyjść. Pamiętaj, brak sukcesów twojej spółki na parkiecie to nie twoja wina – to wina giełdy i tych okropnych drobnych.

 

Ponarzekaj na państwo

Po czym poznać polskiego bohatera narodowego? Po tym, że walczy z okupantem albo co najmniej z opresyjnym państwem. Ty też należysz do tej tradycji! Jako ciemiężony przedsiębiorca na pewno będziesz mógł liczyć na sympatię ogółu, więc szybko, znajdź w aparacie państwa kogoś, kto cię ciemięży, i poskarż się na to mediom.

Najlepiej, by była to skarbówka, domagająca się jakichś podatków za jakieś transakcje, których już nie pamiętasz, ale mogą być też ci okropni parlamentarzyści, którzy wprowadzają absurdalne przepisy, służące wyłącznie twoim konkurentom, a tobie jedynie utrudniające życie.

Bonusowe punkty należą ci się, jeśli narzekasz na polskie państwo, będąc oficjalnie przedsiębiorcą cypryjskim z siedzibą w Nikozji. Pamiętaj, etyka w biznesie jest dobra dla tych lamusów z działu CSR, ty jesteś CEO i nie tylko powinieneś, ale wręcz musisz być hipokrytą. To, że unikasz płacenia podatków w Polsce, nie odbiera ci prawa do krytykowania państwa.

 

Z krwawiącym sercem podnieś cenę

To krok nieprzyjemny, ale konieczny. Ile byś nie narzekał, na koniec dnia musisz dorzucić tych kilka procent do zaproponowanej na początku ceny, żeby zarządzający OFE i TFI mogli poczuć, że do czegoś się przydają i zasługują na premię. Wtedy chętniej oddadzą ci akcje.

 

???

PROFIT

 

I już, wezwanie zakończyło się sukcesem, bo nikt nie chciał dłużej kopać się z koniem i słuchać twoich narzekań. Teraz wyciśnij tylko tych drobnych, którzy zapomnieli, że mają akcje twojej spółki albo są fanatykami-pieniaczami i do końca życia będą cię oczerniać na forum Bankiera, i wreszcie możesz znowu żyć jako prywatny przedsiębiorca, bez GPW, bez KNF, bez natrętnych inwestorów, analityków i dziennikarzy. Już za chwileczkę czarne chmury się rozwieją i twoja spółka wreszcie będzie mogła dynamicznie rosnąć i hojnie dzielić się zyskiem tylko z tobą – a o to przecież chodziło.

 

 

Na koniec wyjaśnienie: poradnik jest oczywiście dziełem fantazji i przy jego tworzeniu wcale a wcale nie inspirowałem się wypowiedziami dla mediów członków zarządów takich spółek, jak TelForceOne, Integer, Komputronik, Graal, KCI, Farmacol czy Pelion. Za ten brak inspiracji bardzo dziękuję

Marcel Zatoński
Marcel Zatoński