Porażka Republikanów nie musi kończyć hossy

Ostatnie zawirowania na rynkach sprowokowały mnie do małego komentarza. W Warszawie rozpoczętą 20.03 korektę na rynku akcji widać wyraźniej, ale i na Wall Street przecena we wtorek 21.03 doprowadziła do ponad jednoprocentowych spadków indeksów, czego ten rynek nie widział od pięciu miesięcy.

Oczywiście, rynek w Stanach też dojrzał do jakiejś korekty. Warto odnotować, że uśredniony wskaźnik C/Z spółek w indeksie S&P 500 mierzony za ostatnie 12. miesięcy przekracza 26, a prognozowany w tym roku ma spaść do 19 (z tym, że wiadomo jak to jest z prognozami…). Usprawiedliwiona wartość to okolice 15. Nie znaczy to, że indeksy nie mogą dalej rosnąć – nie ma wysokości poziomów, które dałoby się w hossie przewidzieć, bo chciwość ludzka jest nie do zmierzenia.

Oficjalnym powodem korekty było to, że nie udało się w Izbie Reprezentantów przyjąć ustawy o ochronie zdrowia (Trumpcare), która miała zastąpić Obamacare. W tej izbie przewaga Republikanów jest miażdżąca, więc teoretycznie nawet przy sprzeciwie wszystkich Demokratów (tak właśnie głosowali) ustawa Trumpa powinna zostać przepchnięta.

Głosowania miało mieć miejsce na pół godziny przed zakończeniem sesji w piątek 24.03. Nie odbyło się, bo Republikanie wycofali ustawę. Nic dziwnego, bo po pierwsze nie mieli wystarczającej liczby głosów, a po drugie poparcie sondażowe dla ich ustawy lokowało się w okolicach 20-30%, ponad 50% Amerykanów sprzeciwiało się jej przyjęciu. Niewielka część Republikanów zbuntowała się dlatego, że ustawa była źle oceniana przez Amerykanów – przede wszystkim zbuntowali się dlatego, że ustawa była zbyt hojna (sic!).

Z całą pewnością nie pomogło Trumpowi to, co dzieje się w sondażach. Wystarczy spojrzeć tutaj: http://www.realclearpolitics.com/epolls/other/president_trump_job_approval-6179.html , żeby zobaczyć, że poparcie dla Trumpa lokuje się w okolicach 40%, a dezaprobaty powyżej 50%. żaden z ostatnich prezydentów, w tym okresie swojej prezydentury, nie miał tak niskich notowań. A sondaże, które dzisiaj (27.03) rano widziałem miały miejsce przed klęską w Kongresie…

Czy ustawa zdrowotna jest tak bardzo ważna dla koniunktury gospodarczej w USA? Niespecjalnie. Dużo ważniejsze jest obniżenie podatków, deregulacja rynków finansowych i zasilenie infrastruktury bilionem dolarów. Dlatego też brak głosowania w Izbie Reprezentantów Trumpcare według mnie nie jest bardzo dla rynków istotny (mimo tego, że w komentarzach twierdzi się inaczej). Posłużył do doprowadzenia do korekty i do zasiania wątpliwości co do możliwości przeprowadzenia przez Kongres pomysłów Donalda Trumpa, ale był to według mnie tylko pretekst.

Zupełnie inaczej będzie wyglądała sytuacja przy głosowaniu w sprawie podatków, zniesienie regulacji w sektorze finansowym, czy zasilenia gospodarki bilionem dolarów. Tutaj podziały w izbie Reprezentantów będą biegły zupełnie inaczej. Trump olbrzymią cześć swoich pomysłów zapewne przeprowadzi. Może mieć problemy z zasileniem infrastruktury, bo konserwatyści w ramach Partii Republikańskiej mogą nie zgodzić się na dalsze zadłużanie USA. O tym jednak przekonamy się zapewne dopiero w końcu roku.

Sekretarz skarbu Steven Mnuchin (dawniej w Goldman Sachs) w piątek powiedział, że podatki, deregulacja i bilion w infrastrukturę spowodują, iż rynki finansowe będą wyglądały na niedowartościowane. Może się w krótkim terminie nie mylić (potem brak podatków może doprowadzić do pięknej katastrofy mimo tego, że USA panują nad dolarem).

Czy w takiej sytuacji długotrwała korekta na rynku akcji jest możliwa? Według mnie nie jest. Oczywiście pod warunkiem, że szybko pojawią się ustawy podatkowe i zostaną dobrze przez rynki przyjęta. I drugie oczywiście: o ile poparcie dla Donalda Trumpa nie spadnie poniżej np.30%, bo wtedy mało kto będzie chciał popierać prezydenta – wybory do Izby Reprezentantów odbywają się co dwa lata…

Reasumując: rozpoczęła się korekta, która wcale nie musi zakończyć hossy, ale dopóki administracja Trumpa przynajmniej nie opublikuje, a potem nie doprowadzi do przyjęcia przez Kongres swoich propozycji podatkowych (podobno chce przyjąć w lipcu) to rynki będą nerwowe.

Piszę ten tekścik po tym jak rano napisałem (najlepiej cytować samego siebie ;-): „Dzisiaj początek sesji powinien być spadkowy (tak zareagowała Azja i kontrakty na amerykańskie indeksy), ale uważam, że może to być okazja do kupna, bo zakładam, że w USA przeceny nie będzie. Owszem, sesja na Wall Street może rozpocząć się spadkami, ale rynki będą nadal liczyły na reformę podatkową, więc kupujący spadki powinni się dość szybko zjawić.”.

Na razie (godzina 11:50) sytuacja zdaje się potwierdzać tę diagnozę, bo na rynkach europejskich spadki są już znikome. Zobaczymy jak do tego podejdzie Wall Street, ale jedno jest pewne: wszystko nadal zależy od Trumpa i jego zdolności do przeprowadzania przez Kongres swoich pomysłów.

 

 

 

Przejdź do najnowszego ↓ Komentarze:

  1. Prawie nie komentuje dziś – czyżby jakaś bomba się szykowała 😛
    A tu ciekawe rzeczy się dzieją – Euro z USD na poziomach końca roku 2017 ( wg prognoz ;). Ropa w trędzie
    Moodys podnosi prognozy a giełdy spadają.
    Jak żyć …

  2. Coś takiego doprowadzi do nieśmiertelności.
    http://www.bankier.pl/wiadomosc/Elon-Musk-zaklada-nowy-biznes-Chce-polaczyc-mozg-z-komputerem-7507502.html
    Prawdopodobnie można by też w inny sposób. Na przykład tą drogą.
    http://tylkonauka.pl/wiadomosc/naukowcy-przetestuja-na-czlowieku-lek-odwracajacy-procesy-starzenia-ktory-posluzy-w-walce
    Jednak elektronika idzie szybko do przodu. Wdrażanie leków jest bardzo powolne. Kiedyś opracują technologię leczenia starzenia, odmładzania. Ale elektronika będzie szybsza.

    Postarajcie się nie umrzeć przez najbliższych 25 lat i być może pożyjecie kilka miliardów lat. Więc dobre odżywianie, ruch 3*30*130 każdego tygodnia, medytacja, optymizm, nie przemęczać się, wolniej samochodem. Będzie pięknie.

  3. P. Piotrze: bardzo trafna uwaga na koniec wystąpienia w TVN24BiŚ – rzeczywiście może się tak zdarzyć, że w ciągu 2 lat morderczych negocjacji Brytyjczyków z Europą zmieni się rząd. I wtedy w rozpisanym przez ten rząd referendum uznają, że właściwie to nie chcieli wychodzić, tylko tak jakoś się porobiło 🙂
    Wszyscy odetchną, tony papieru pójdą na przemiał, pensje negocjatorów (i inne wydatki) wliczy się w koszty demokracji. Witaj, Brytanio.

    [Tak może być, ale oceniam prawdopodobieństwo na maksimum 30%. PK]

  4. @ Ogif
    Ad. drugi link: masz tego pełno na Allegro pod nazwą NADH. Byłabym jednak ostrożna.

  5. @ Dorota # 4

    Jestem zwolennikiem pierwszego linka 😉 Wyjaśniłem czemu.
    W ogóle nie wierzę w biologiczną nieśmiertelność. Radykalne wydłużenie życia biologicznego prawdopodobnie będzie możliwe, ale leki powstrzymujące starzenie lub odmładzające nie zapobiegną wypadkom lub morderstwom. Więc nieśmiertelność tylko robotyczna. Za to bez chorób i innych słabości biologicznych jak skomplikowane odżywianie, brzydkie wydalanie, sporo czasu na higienę itd.

    Nie wiem co znalazłaś na Allegro, ale chyba nic mądrego. Jeszcze nie ma technologii biologicznych odwracających starzenie. Dopiero są wstępne pomysły, udanie testowane na myszach. Może do 2050 roku zdążą coś sensownego opracować, ale wtedy już nie będzie potrzebne, ponieważ transfer umysłu do robotycznego ciała będzie atrakcyjniejszy.

  6. „Morawiecki: mamy szansę być w jądrze cyklonu rozwoju gospodarczego świata”

    Fantazja, zdaje się, ze cyklon nie ma jądra, ewentualnie oko i lepiej je omijac…

    M

  7. @ CHF

    Banal w uproszczeniu. Nowa ustawa o kredycie hipotecznych nakazuje udzielania kredytow w walucie w ktorej dochody uzyskuje kredytobiorca. Czyli Polacy beda pozyczali od Polakow, i Polacy beda Polakom budowali mieszkania. Interes sie kreci w granicach kraju. Czyli mieszkania beda budowane, jesli beda krajowe moce budowlane.

    Bo frankowicze pozyczali od Europejczykow, i europejskie korpo budowalo mieszkania. Liczac ze w razie plajty obywateli rzad wyskoczy np. z lasow panstowywch (<= to juz moje crisis-fiction).

    Poza tym polecam wyguglanie poltorejminutowego filmiku "Margaret Thacher 1990 euro". (<= ile bledow jest w tym zdaniu?)

  8. @Megavox 8

    Oko cyklonu… tu wiatr jest słaby lub wręcz cichnie. Brak na tym obszarze również opadów.
    Był kiedyś dowcip o mrówce w oku zada słonia, można było się zdążyć skryć przed powtórką …;)

  9. @ jacek, 11
    A wszystkiemu winne neoliby. To jest jakieś skrzywienie umysłowe, co tutaj prezentujesz. Z prawidłowych obserwacji wyciągnąć absurdalne wnioski.

  10. @_dorota

    „A wszystkiemu winne neoliby.”

    WSZYSTKIEMU? Bynajmniej. TYLKO temu, co skutecznie zostało wprowadzone przez nich! Niczemu więcej.

    Co czego się właściwie odnosisz? Do tego zdania:
    „But today European Neoliberal elites are working to create mini-multicultural empires within the borders of each West European state.”
    Coś tutaj jest twoim zdaniem nieprawdą???

    Czy to nie jest śmieszne, gdy neoliberalna elita WYPIERA się własnej polityki i jej skutków? Zaraz, zaraz, a czy Regan z Thatcher, cały ten konsensus waszyngtoński, to nie jest przypadkiem jakieś krypto-lewactwo??

    Powinienem właśnie TO nazwać: „jakieś skrzywienie umysłowe” i „absurdalne wnioski”.

  11. @ogif
    Ogif…. Dlaczego chcesz zostac wektorem informacji?
    Takim wiecznym ale czy szczesliwym?
    Gdy ciebie zdygitalizuja nie bedziesz roznil sie od obrazka w jpg czy szalonego BitCoina….
    no moze wieksza pojemnoscia zajmowana na dyskach serwerow!
    Czy nie przeraza Ciebie mysl, ze Wielki Informatyk skopiuje zbior wektorow informacji zarchiwizowanych w folderze pod nazwa „ogif” a potem napusci na Ciebie agenta Smitha?
    Lub co gorsza wymieni Ciebie na Lepszy poprawiony MODEL?

    @Doris
    Wyglada na to, ze Sztuczna Inteligencja RF skonczyla z Festiwalem wzrostow!
    Rozpoznaje w obecnych ruchach wojne manewrowa! Zabraklo Kasy na pompe czy Bajtow informacji w elektronicznych mozgach?
    Takie zachowanie przy malych obrotach oznacza pojscie bokiem lub jesli sie pokusza na zmiane trendu na kilka tygodni; np zejscie w dol do okolic 20 kwietnia aby zaczac wspinaczke pod wyniki kwartalne.

  12. Panie Piotrze czy nie zmienił Pan zdania w kwestii przyjęcia przez Polskę waluty euro i czy nie uważa Pan że ten proces powinien rozpocząć się niezwłocznie ?. Potrzeba zmiany opinii wynika moim zdaniem z klarującej się europy „dwóch prędkości” gdzie można przypuszczać przesunie się ośrodek decyzyjny i główny motor rozwojowy choćby z racji tego że kraje te wypracowują 90% przychodów całej unijnej gospodarki. Czy nie niepokoi Pana ostatnie tempo umacniania się złotówki co jak wiemy nie służy eksportowi ale też jasno obrazuje łatwość kołysania kursem ?. I na koniec czy nie uważa Pan że zachodzi konieczność mówienia o nieuchronności przyjęcia euro bez oglądania się na opinię rządzących będących nieprzychylnych temu projektowi , tłumacząc ustami analityków i ekonomistów że brak waluty euro z chwilą gdy Europa wyjdzie z wyborczej traumy a rządy w niej utrzyma proeuropejska większość stanie się dla Polski przyczynkiem do degradacji na wielu poziomach w tym oczywiście politycznym ale też ekonomicznym i społecznym. ?. Oczywiście tylko wtedy kiedy zgadza się Pan z tym że takie zagrożenia w ogóle istnieją .

  13. @Jarek #15

    Twoje pytanie może nie być całkowicie zrozumiałe dla niektórych czytelników forum, więc postanowiłem im pomóc i przetłumaczyć na potoczny język polski niektóre sformułowania z twojego tekstu. Mam nadzieję, że to tłumaczenie pozwoli lepiej i precyzyjnie oddać sens twojego pytania. 🙂 🙂

    „w kwestii przyjęcia przez Polskę waluty euro” – w kwestii rezygnacji z własnej polityki gospodarczej
    „ośrodek decyzyjny” – zespół niewybieralnej kasty biurokratów nie mających żadnego demokratycznego mandatu
    „tempo umacniania się złotówki” – przejściowa zmiana kursu wymiany waluty
    „nie służy eksportowi” – zmniejsza zyski wąskiej grupy zainteresowanych
    „obrazuje łatwość kołysania kursem” – pokazuje bierność państwa w zakresie kontroli przepływów kapitału
    „konieczność mówienia o nieuchronności przyjęcia euro” – konieczność podjęcia działań propagandowych i dezinformacji społeczeństwa
    „bez oglądania się na opinię rządzących” – wymuszenia wbrew opiniom ekspertów ekonomicznych i wbrew interesom kraju
    „będących nieprzychylnych temu projektowi” – ujawniających katastrofalne skutki ekonomiczne i społeczne proponowanych działań
    „tłumacząc ustami analityków i ekonomistów” – podstawiając fake news za pomocą przekupnych figurantów
    „brak waluty euro” – własny pieniądz i polityka ekonomiczna w interesie społeczeństwa
    „gdy Europa wyjdzie z wyborczej traumy” – gdy neoliberalne elity biurokratycznej kasty już spacyfikują ferment społeczny
    „rządy w niej utrzyma proeuropejska większość” – rządy przejmą narzuceni reprezentanci grupy interesów
    „przyczynkiem do degradacji na wielu poziomach” – przyczynkiem do uwolnienia się od ekonomicznego wyzysku
    „ekonomicznym i społecznym” – w zakresie debilnej polityki austerity oraz jej katastrofalnego wpływu na utrzymanie bezrobocia, niskiego wzrostu i biedy
    „takie zagrożenia w ogóle istnieją” – wiedza o skutkach tej polityki rujnującej EU nie powinna w ogóle dotrzeć do społeczeństwa

  14. #16 jacek

    :))))))

    wszyscy

    Czy ktoś może mi wyjaśnić jakie czynniki powodują, że korona czeska jest tak mocna w stosunku do euro. Jest taka jakby euro w Polsce kosztowało 2,9 zł.
    Ciekawe czy dożyje czasów że to złotówka będzie tak mocna, byłoby pięknie.
    Chyba nie jest to zasługa wyłącznie Skody bo mimo świetnej sprzedaży to jednak komponenty chyba sprowadzają.

  15. @ jacek, 13
    Chodzi mi o to, że powszechnie (jak widać tutaj też) używa się określenia „neoliberał” jako epitetu. Nie kryje się za tym żadna treść. Pisząc „neoliberalne elity” używasz pojęcia, które nie ma desygnatu w rzeczywistości.

    Ułatwiając robotniczym masom dostęp do kredytów hipotecznych przez całkowite luzowanie regulacji a potem uspołeczniając straty (przy sprywatyzowanych już zyskach) elity działały socjalistycznie, nie liberalnie. „Socjalistyczne elity” – tak powinno to brzmieć zgodnie z rzeczywistością.

    Temat ten był zresztą wałkowany do upadłego tutaj swego czasu. Nie chce mi się powtarzać dyskusji.

  16. @ _dorota,

    „Pisząc „neoliberalne elity” używasz pojęcia, które nie ma desygnatu w rzeczywistości.”

    LB jest naszym ulubionym denotatem 😉

    „Ułatwiając robotniczym masom dostęp do kredytów hipotecznych przez całkowite luzowanie regulacji a potem uspołeczniając straty (przy sprywatyzowanych już zyskach) elity działały socjalistycznie, nie liberalnie. „Socjalistyczne elity” – tak powinno to brzmieć zgodnie z rzeczywistością.”

    Od kiedy uspołecznianie strat i hasło TBTF jest socjalistyczne? Mozesz rozwinąć ta mysl?

    Pozdr M

  17. # Brexit
    Patrzyłam wczoraj na dyskusję w parlamencie brytyjskim i jestem trochę zaskoczona, że można popełniać samobójstwo w tak radosny sposób 🙂
    Dezintegracja GB to niemal pewnik. Mniejsza o Szkocję (bo oni oddzielą się pokojowo), ale z Irlandią Północną będzie kłopot.

    A wszystko po to, żeby wywalić polskiego hydraulika (podobno już mają nieobsadzone budowy).

  18. @ 19
    LB to po prostu liberał. Przedrostek „neo” jest używany nieprecyzyjnie i ideologicznie. Jako obelga.

    No to rozwijam: istotą ostatniego (jak na razie) kryzysu było specyficzne wyłączenie odpowiedzialności biznesowej. Elity zadziałały na zasadzie: nasze zyski są wyłącznie nasze (jak w kapitalizmie), ale nasze straty należą się ogółowi społeczeństwa (jak w socjalizmie). Sami sobie zgotowali socjalizm na wypadek bankructwa (co nie przeszkadza zresztą w ciągłym wzroście płac wyższej kadry zarządzającej). Lud został w to rozwiązanie wciągnięty ułatwieniem konsumpcji.

    PS. LB to jest chyba jednak desygnat, nie denotat:
    http://sjp.pl/denotat

  19. @_dorota #18

    „Chodzi mi o to, że powszechnie (jak widać tutaj też) używa się określenia „neoliberał” jako epitetu. Nie kryje się za tym żadna treść. Pisząc „neoliberalne elity” używasz pojęcia, które nie ma desygnatu w rzeczywistości.”

    Żyjesz w równoległym świecie bajek. Neoliebralizm twoim zdaniem „nie ma desygnatu w rzeczywistości”??? To może Skłodowska także była kobietą? :))
    https://en.wikipedia.org/wiki/Neoliberalism
    Zapytanie Google: 3,380,000 wyników co to jest neoliberalizm
    Masz naprawdę monstrualny tupet, żeby twierdzić, że za pojęciem neoliberalizmu „nie kryje się żadna treść”.

    .
    „Ułatwiając robotniczym masom dostęp do kredytów hipotecznych przez całkowite luzowanie regulacji a potem uspołeczniając straty (przy sprywatyzowanych już zyskach) elity działały socjalistycznie, nie liberalnie. „Socjalistyczne elity” – tak powinno to brzmieć zgodnie z rzeczywistością.”

    Nonsens, kompletnie plączesz przyczyny i skutki. W twoim przypadku nie może być mowy o nieświadomości czy niewiedzy, więc bez wątpliwości, zwyczajnie tutaj kłamiesz. Odejście od socjaldemokratycznej wizji państwa i zwrot w kierunku neoliberalizmu (patrz konsensus waszyngtoński) oznaczał ograniczenie roli państwa, a w polityce finansowej REZYGNACJĘ z polityki aktywnego utrzymywania pełnego zatrudnienia, co przełożyło się na zablokowanie wzrostu płac, zmniejszenie roli związków, ograniczenie presji płacowej – a to wszystko W CELU zmniejszenia roli płacy w przychodach 90% populacji z jednej strony, a zwiększenia roli zysków KAPITAŁOWYCH z drugiej. Oczywiście zamiast wzrostu płac, społeczeństwo miało zwiększyć swoje zadłużenie. Łopatologicznie pisząc: neoliberałowie zaplanowali i wprowadzili przejście od „długu” publicznego, do długu prywatnego, jako źródła podaży pieniądza, oczywiście dla dobra RF, ewidentnie kosztem plebsu!

    Nie ma najmniejszego znaczenia, jak same siebie nazywały te „elity”, skoro realizowały NEOLIBERALNY plan. Mogły się nawet nazywać „komunistami”, ale nie zmienia to jednak faktu, że forsowały prywatyzację i WZROST długu prywatnego. A TO JEST NEOLIBERALNY PROGRAM.

    Szczytem bezczelności z twojej strony jest podawanie przykładu na celowe zadłużanie plebsu, wpychanego w łapy banksterki przez obcinanie płac i świadczeń z jednej strony, a machinacje przy zdolności kredytowej i zwykłe oszustwa z drugiej, jako mające cokolwiek wspólnego z socjalizmem. To jest raczej jego dokładne przeciwieństwo.

  20. @_dorota #22
    „Przedrostek „neo” jest używany nieprecyzyjnie i ideologicznie. Jako obelga.”

    Nie zgadzam się. Pojęcie „neoliberał” NIE JEST żadną obelgą.

    Określa konkretne przekonania i realizowany konsekwentnie program gospodarczy. NIC WIĘCEJ. Jeżeli dla Ciebie to jest „obelga”, to jest to tylko twój problem. Równie dobrze możemy sugerować, że pojecie „socjalista” to obelga. Bzdura.

    .
    „[…] Lud został w to rozwiązanie wciągnięty ułatwieniem konsumpcji.”

    „UŁATWIENIEM konsumpcji”??? Bezrobocie, stagnacja płac, wciskanie oszukańczych kredytów, Ty nazywasz „UŁATWIENIEM”?? Gdzie ty żyjesz? To „wciąganie” odbywa się za pomocą pały i przymusu. Tutaj nawet zwrot „oszukańczo wepchnięto” nie oddaje całej rzeczywistości.

  21. Dla _doroty, krótki przykład, jak „Lud został w to rozwiązanie wciągnięty ułatwieniem konsumpcji.”
    Po drodze nieco mordowania, ale kto by się wgryzał.
    Chile.
    https://books.google.pl/books?id=f9-iuqN5s4gC&pg=PA39&lpg=PA39&dq=chile+neoliberal+revolution&source=bl&ots=V6i8UK4L_g&sig=vQkiyIgS5HjwLA7uXunJ3DIiOq8&hl=pl&sa=X&ved=0ahUKEwjN_MC1i_7SAhWCdpoKHa5ZB3Y4ChDoAQgZMAA#v=onepage&q=chile%20neoliberal%20revolution&f=false

    Nieco o historii ideologii, której „nie ma”:
    https://www.sok.bz/web/media/video/ABriefHistoryNeoliberalism.pdf

  22. „No to rozwijam: istotą ostatniego (jak na razie) kryzysu było specyficzne wyłączenie odpowiedzialności biznesowej. Elity zadziałały na zasadzie: nasze zyski są wyłącznie nasze (jak w kapitalizmie), ale nasze straty należą się ogółowi społeczeństwa (jak w socjalizmie).”

    Strasznie to pokrętne i nielogiczne, taki rozbiór na 2 części nie ma żadnego sensu. To byli ci sami ludzie. Nadal nie rozumiem, jaka jest podstawa do tego by ludzi, którzy wywołali kryzys i okradli społeczeństwo, nazywać socjalistami.

    Uspołecznienie strat było wynikiem szantażu TBTF i ratunkiem przed większą, kosztowniejsza katastrofa, w pewnym sensie było nieuniknioną konsekwencją braku odpowiednich regulacji, wynikiem neoliberalnej polityki a nie wynikiem socjalistycznych działań czy przekonań.
    Z pewnością socjalizm nie odnosi się do uspołeczniania tylko jednej części.

    Stosując Twoją logikę mógłbym twierdzić, ze socjaliści uspołeczniali wypracowane w PRL zyski i tak im dobrze szło, ze na koniec PRL zbankrutował – oczywiście zbankrutował kapitalistycznie, bo zabrakło kasy. Stąd możemy twierdzić, ze do bankructwa PRL doprowadziły kapitalistyczne elity 🙂.

    „LB to po prostu liberał. Przedrostek „neo” jest używany nieprecyzyjnie i ideologicznie. Jako obelga.”

    A czy Ty przypadkiem nie używałaś w podobny sposób „lewactwa” przy okazji innych dyskusji np. nt. imigrantów?

    „PS. LB to jest chyba jednak desygnat, nie denotat”

    Desygnat i denotat to synonimy.

    M

  23. @ jacek, Magnavox

    Prowadziliśmy tę dyskusję już wiele razy… Gdyby naprawdę rządziła jakakolwiek odmiana liberalizmu, to nie byłoby bailoutu banków (co najmniej ta różnica, na wcześniejszych etapach również).
    Neoliberalizm stał się wygodnym chłopcem do bicia w sytuacji, gdy trzeba było uzasadnić masywne wydatki budżetowe. A lewicowo skonotowane media zawsze chętnie użyją tego akurat słowa-wytrychu.

    Panowie, wiosna idzie i czas zacząć przygotowywać święta. Nie wiem, jak Wy, ale ja mam jako baba ten przywilej, że mogę się dzięki temu uchylić od powtórnego mielenia tematu 🙂

    PS. Nie spotkałam książki, która by rzetelnie opisywała powyższy temat, bez ideologicznego skrzywienia. Może Ogif by coś podpowiedział, bo Wam nie ufam 🙂
    PS 2. Desygnat i denotat to podobno nie to samo, ale to bez znaczenia.

    [Pani Doroto, jutro o 12:30 red. Katarzyna Karpa-Świderek zaprosiła mnie do debaty, a ponieważ ją lubię to nie odmówiłem, ale temat jest …. hm… dziwny: czy kobiety powinny dostawać wolne dni (płatne jak rozumie) podczas…. menstruacji. Ma Pani jakieś zdanie na ten temat? Inni Forumowicze? Nie żartuję – podobno są takie pomysły w kilku krajach. PK]

  24. @_dorota #27

    „Neoliberalizm stał się wygodnym chłopcem do bicia w sytuacji, gdy trzeba było uzasadnić masywne wydatki budżetowe. A lewicowo skonotowane media zawsze chętnie użyją tego akurat słowa-wytrychu.”

    .
    To już jest jakaś paranoja. Jakiego słowa na określenie neoliberalizmu mamy używać, jeżeli nie właśnie tego: NEOLIBERALIZM. I gdzie ty widzisz te „masywne” wydatki budżetowe, „uzasadniane neoliberalizmem”??? W debilnej polityce austerity?? To co Ty tutaj robisz ze zwykłym słowem „neoliberalizm” to jakieś Orwelowskie czary nowomowy, zakłamywanie sensu prostych słów i odwracanie ich znaczenia.

  25. @ PK, 29
    Współczuję, że wystąpi Pan w pogadance na tak badziewny temat 🙂 (typowy zapełniacz programu).

    Temat jest trudny, nie tylko dlatego, że intymny. Po pierwsze: menstruacja nie jest chorobą; w większości przypadków wystarczy po prostu trochę się oszczędzać fizycznie. Jeżeli menstruacja sprawia większe problemy, to powinien zająć się tym lekarz (to może być objaw dysfunkcji czy choroby) – ale to inny temat. Mówimy o sytuacji „nie chorobowej”.

    W zasadzie (szczególnie w przypadku kobiet pracujących fizycznie) takie kwestie powinny rozstrzygać się w granicach kultury osobistej przełożonych i samych kobiet. Oczywiście to jest sytuacja idealna, nie występująca w praktyce. Praktyka jest taka, że u nas kobiety wykonują często prace fizyczne przekraczające ich wytrzymałość nie tylko w „te” dni, ale generalnie. Więc dla pracownic np. handlu ta dyskusja to jest czysta abstrakcja.

    Dla warunków polskich można by wprowadzić nieco większą ochronę zdrowotną kobiet w miejscu pracy w postaci np. 2-3 dni dodatkowych urlopu „na żądanie” (niekoniecznie płatnego). I przede wszystkim: egzekwować kodeks pracy. Tylko i aż tyle 🙂

    Widać po tym temacie, jak bardzo rozmijamy się z zachodnią Europą. Tam jakieś feministyczne zachcianki – dosyć wątpliwe, bo naprawdę kobieta może nie chcieć ogłaszać światu, że akurat menstruuje (dlatego jeśli już, to taki urlop „niededykowany”, opisany ogólnie). U nas – ciężarne pracownice Biedronki pracujące przy rozładunku palet. Nie chciałabym usłyszeć zdania tych pań o urlopie menstruacyjnym, choć pierwszą reakcją byłby wybuch śmiechu…

    [Moja żona też twierdzi, że niepotrzebnie o tym się mówi, chociaż jak przeczytałem tekst z linku podanego przez Magnavoxa to nieco zmieniłem zdanie nt. wartości takiej dyskusji. „Badziewna”? Kwestia gustu – nieco dziwna to fakt, ale skoro się o tym na świecie mówi to nie ma sensu unikać zabierania zdania. PK]

  26. @16
    No cóż przetłumaczyłeś mój tekst na język zrozumiały jedynie dla siebie i „pewnych kręgów”. Nie dotrzesz z tym przekładem dalej niż do zwolenników PKu. A nie oto mi chodziło . Chcę wywołać dyskusję która przypomni że skoro cały czas zakładamy że dotacje z unijnej kasy wypłacane w euro będą płynąć oraz to że większość naszego eksportu lokujemy w strefie euro to zamiast martwić się kursem wymiany i nim kuglować oszczędzimy sobie kosztów przyjmując tę walutę jako własną .
    Zabawne dla części i nośne kwantyfikatory typu ” kasta” „katastrofalne skutki” „neoliberał” często obecne na ustach ludzi mających nadzieję że rzeczywistość można zaklinać byle jakim słowem , nie zmieniają faktu że 90% przychodu UE przypada na strefę euro a 80% naszego eksportu rolnego i 40 % przemysłowego lokowane jest również w tej strefie walutowej . Umacniająca się złotówka gwałtownie pogarsza rentowność wielu branż . To są fakty , reszta to „fake news” .

  27. Jeśli Liberalizm to nurt polityczny i społeczny, którego podstawowym założeniem jest idea wolności jednostki i istnieje szacunek dla zasad moralnych i politycznych, to teoria ta jest słuszna i spójna.

    Jeśli zasady moralne i polityczne są łamane np. przez polityków…czy to jest liberalizm…jako podstawa ?
    Innymi równie ważnymi przesłankami filozofii liberalizmu jest prawo człowieka do wolnego, konkurencyjnego rynku oraz niezależności gospodarczej 😉 którą politycy często „odbierają do siebie”…
    Liberalizm to teoria skupiająca się na indywidualizmie, negująca jednocześnie kolektywizm.
    Nie należy przeciwstawiać się nowościom, należy mieć otwarty i elastyczny umysł.
    Powinna zachowana być wiara w siłę ludzkiego rozumu. Obowiązuje tu zakaz poświęcenia ludzkiej wolności w zamian za rozwój ekonomiczny…
    Jedną z podstawowych zasad, wywodzących się z teorii liberalizmu, jest ukształtowany przez Monteskiusza pogląd dotyczący konieczności rozdzielenia władzy wykonawczej, ustawodawczej oraz sądowniczej jako warunek absolutnie niezbędny do zachowania prawa jednostki do wolności i jednocześnie ten stan gwarantujący.

    Frederiko Bastiat pisał też o tym…

    Polska tego warunku nie spełnia od dziesięcioleci… 😉

    Niestety Neoliberalizm jako pogląd społeczno-gospodarczy, którego założeniem jest wolność jednostki (jednostek U WŁADZY) przede wszystkim w aspekcie ekonomicznym, JEST politycznym socjalizmem.

    Przykładem UE ?;)

    Neoliberałowie skupiają się na wymiarze ekonomicznym państwa (wzrost podatków), oraz zadłużania się jego obywateli, zaniedbując kwestie związane z prawami i wolnościami osobistymi.
    To jest różnicą w porównaniu z założeniami liberalizmu.
    Każdy z poglądów ma swoich zwolenników, przeciwników oraz przedstawicieli.
    Jedną z cech demokracji jest możliwość wyboru, także pod względem zapatrywań politycznych i ekonomicznych, trzeciej drogi nikt nie wymyślił jeszcze…kapitalizm lub socjalizm jak napisałby George Orwell
    :))))
    Lecz czemu w życiu szukamy książki wyobraźni Orwella…jako przewodnika stada…?

  28. @ menstruancja

    Wiekszosc ssakow wyraznie sygnalizuje dni plodne. U czlowieka ukrycie tego faktu powodowalo wieksza dzietnosc i w konsekwencji ta cecha zanikla. Urlop menstruacyjny (i magiczny kalendarzyk) uniewazni to ewolucyjne dostosowanie i obwiesci wszem i wobec, kiedy u konkretnego osobnika przypadajaja dni plodne. Wiec jezeli ewolucja jest prawdziwa, to kobiety idace na urlop menstruacyjny beda mialy mniej dzieci. I ich geny…

  29. @ Jarek „skoro cały czas zakładamy że dotacje z unijnej kasy wypłacane w euro będą płynąć oraz to że większość naszego eksportu lokujemy w strefie euro to zamiast martwić się kursem wymiany i nim kuglować oszczędzimy sobie kosztów przyjmując tę walutę jako własną”

    Czym sie martwisz? Ze kurs po ustaniu dotacji poleci na leb? I dlatego mamy przyjmowac euro? Jezeli kurs poleci np. na skutek ruchow zachodnich kapitalistow, to Polacy zamiast kupowac w Chinach/Bundesrepublik beda kupowac krajowe, a rownoczesnie do polskich firm zapukaja klienci z Pekinu/Berlina. Czyz to nie piekne?

  30. 35@
    Dla czego mamy przyjmować euro ?. Jeżeli pragniemy być we wspólnej europie po 2020 roku to to jest konieczność . Europa gdy przetrawi obecne kryzys , musi się konsolidować aby przygotować się na kolejny nieunikniony kryzys .
    Konsolidacja będzie przebiegała wzdłuż strefy euro , być może nie całej a jedynie jej zdrowszej części . Ale na pewno ci którzy są poza strefą stracą jakikolwiek wpływ na to co się w UE będzie działo . Więcej , uważam że wskutek narastającego zniechęcenia wobec polityki krajów wschodniej europy nastąpi proces ulatniania się europy z tych państw . Ograniczenie dopłat lub zupełna z nich rezygnacja , likwidacja funduszy strukturalnych , przywrócenie pozwoleń, limitów to tylko chwila i wola polityczna . Hipotetyczne duże osłabienie złotówki to wzrost naszego zadłużenia poza wszelkie rozsądne granice , wzrost cen benzyny ropy i gazu a za nim wzrost cen wszystkiego i upadek konkurencyjności naszej gospodarki . Zbytnie umocnienie złotówki to katastrofa dla eksportu z podobnym skutkiem . Nie ma dla nas dobrej przyszłości bez euro .

  31. @Jarek #32

    Nie traktuj mojego „tłumaczenia” ze śmiertelną powagą, raczej jako polemikę zabarwioną humorem.

    Mówiąc całkiem serio, to moim zdaniem zupełnie nie doceniasz powagi rozważanej kwestii rezygnacji z własnego pieniądza, Złotego. Drobne niedogodności związane z koniecznością uwzględnienia wahań kursu wymiany są NICZYM, są jedynie nieistotnym z ekonomicznego punktu widzenia drobiazgiem, w porównaniu z realnymi konsekwencjami przyjęcia CUDZEJ waluty.

    Nie ma nic bardziej istotnego dla twojego dobrobytu niż polityka gospodarcza. Ona determinuje w 100% twoją przyszłość. Rezygnacja z własnego pieniądza oznacza praktyczne oddanie w CUDZE RĘCE polityki gospodarczej. W naszym przypadku polityka gospodarcza zostałaby scedowana na EBC, KE, a ta polityka jest prowadzona (bo musi tak być) w interesie hegemona, czyli Niemiec. Po prostu NIE DA SIĘ prowadzić jednej polityki „optymalnej” dla wielu, całkowicie odmiennych państw. To NIE JEST kwestia złej woli, tego się po prostu technicznie NIE DA zrobić.

    Już to napisałem, że z mojego punktu widzenia, o wiele lepsza byłaby całkowita rezygnacja z własnej państwowości i przyłączenie kraju do Niemiec. Piszę to całkowicie poważnie, uważam, że Niemcy bardziej zadbałyby o nasze (wtedy wspólne) sprawy, jako swojego kolejnego landu, niż tylko przejmując kontrolę nad pieniądzem, traktując nas jak kolonialnie zależne niby-państwo, realizujące ich politykę, nie ponosząc z kolei odpowiedzialności za konsekwencje swoich wymuszeń (bo to nie ich obywatele). Pamiętaj o Grecji – tak się to teraz kończy, bez złudzeń. Bez własnej niezależności gospodarczej, wszelka inna, polityczna, społeczna, staje się tylko fikcją i dekoracją.

    Z wszelkich scenariuszy, to unia jedynie monetarna, ale bez unii fiskalnej, bez wspólnego budżetu, jednolitych podatków i prawa, bez wspólnej polityki socjalnej, jednym słowem bez wspólnej państwowości, wydaje mi się NAJGORSZYM Z MOŻLIWYCH rozwiązań. Na dodatek wrodzone, nieusuwalne wady takiego rozwiązania, moim zdaniem MUSZĄ doprowadzić do narastania konfliktów i rozpadu.

    Strefa państw użytkowników cudzej waluty Euro albo się rozpadnie, albo przekształci w państwo (prawdopodobnie totalitarną dyktaturę – trudno wyobrazić sobie inny efektywny sposób scalenia tak różnych i skonfliktowanych społeczności). Poruszamy się więc na zupełnie innych poziomach – Ty martwisz się o rentowność jakiegoś eksportowego biznesu, ja natomiast martwię się o upadek gospodarczy całego kraju i zgotowanie milinom losu drugiej Grecji, a w najlepszym razie Hiszpanii.

  32. @Jarek

    „[…] Nie ma dla nas dobrej przyszłości bez euro .”

    .
    Na szczęście to Euro, jako waluta nie ma żadnej przyszłości, więc wystarczy poczekać i ta kwestia stanie się bezprzedmiotowa. Szczęśliwie się składa, że największe straty, spowodowane tym Euro-przekrętem dotkną nas jedynie pośrednio. Niestety i tak za to zapłacimy.

    W twoim zdaniu tkwi bardzo niebezpieczny mit, który udało się ludziom wmówić, mianowicie fałszywie przekonano opinię publiczną, że „używanie jednej waluty” == „zjednoczenie Europy”. Przecież to bzdura, gdy się nad tym zastanowisz.

    Europa może się zjednoczyć, nawet posiadać wspólną politykę i prawodawstwo BEZ UNII MONETARNEJ. Istnieje nieskończenie wiele różnych scenariuszy integracji, począwszy od luźnych stosunków niepodległych państw, aż do jednego państwa europejskiego kończąc. Unia monetarna jest OSTATNIM etapem jednoczenia, nie pierwszym.

    Poczytaj książki historyczne. Pomysł wprowadzenia Euro nie jest pierwszą próbą sztywnego powiązania walut RÓŻNYCH państw! ŻADNA DOTYCHCZASOWA PRÓBA SIĘ NIE UDAŁA. Bo nie mogła. Nieudany projekt Euro już się rozpadł w 2011 roku – popatrz na twarde dane (bilans handlowy krajów, oprocentowanie obligacji, TARGET2), one o tym dobitnie świadczą. Ten projekt jest na siłę utrzymywany i podtrzymywany WBREW logice i pomimo jego szkodliwości.

    Proces jednoczenia Europy powinien się zacząć od natychmiastowej likwidacji Euro i urealnienia kursów lokalnych walut. W przeciwnym razie dalsze wymuszanie dysfunkcjonalnego Euro ROZBIJE EUROPĘ definitywnie.

  33. # „urlop menstruacyjny” (BTW, jak idiotycznie to brzmi)
    Okazuje się, że to jest inicjatywa posłanek włoskich. Robią to w kraju, gdzie poziom aktywizacji zawodowej kobiet (niespełna 51%) jest najniższy w Europie. Widać chcą, żeby ta resztka bab straciła pracę (bo w wersji hard dodatkowe 36 dni wolnych w roku uczynią kobietę praktycznie niezatrudnialną). Czyli feministki coś wymyśliły znowu, nie ma o czym gadać.

    Panie feministki powinny wiedzieć, że o swoją pozycję w społeczeństwie kobiety muszą walczyć inaczej. Wykształceniem, nie absurdalnymi przywilejami.

    Jak Kopernik.

  34. Panie Piotrze!

    Po dzisiejszym duzym spadku WIG20 zostal ponownie osiagniete lokalne dno – poziom 2174. Mimo ze rzadko kto spodziewal sie takiego fixingu, potwierdza to Panska teze o tym,ze moze to byc okazja do kupna bo nizej WIG20 raczej spasc nie powinien zwlaszcza ze w USA jest spokoj

    [Jest sygnał sprzedaży z zakresem spadku przynajmniej do 2.090 pkt. Tylko szybki powrót nad 2.190 pkt. może ten sygnał wymazać. PK]

  35. Panie Piotrze

    Zastanawiam sie tylko czy ten wczorajszy spadek to nie efekt ostatniego dnia kwartalu. Tego dnia rozne cuda sie zdarzaja, szczegolnie, ze stalo sie to dopiero w fazie fixingu (do fixingu bylismy ponad 2190)

  36. „Jak Kopernik”._jak Dorota 😉

    Z radością informujemy, iż z dniem 1 kwietnia 2017 Instytut Edukacji Ekonomicznej im. Ludwiga von Misesa zostaje przekształcony w Instytut Reedukacji Ekonomicznej im. Jana Marii Keynesa. Poniżej przedstawiamy krótki wywiad z nowym prezesem Instytutu, którym został docent Jan Turecki.

    keynesaInstytut Keynesa: Zdecydował się pan przekształcić dotychczasową instytucję w Instytut Reedukacji Ekonomicznej im. Jana Marii Keynesa.

    Jan Turecki: To dobra zmiana, przestrzegam przed sianiem defetyzmu i powszechnym w polskim społeczeństwie krytykanctwem. Zawsze podziwiałem kierunek ultrasubiektywistyczny w szkole austriackiej, nadający priorytetową wagę dla perspektywy subiektywnych oczekiwań. Oczekiwania niejednym zatrzęsły i działa to w każdą stronę: może być dobrze, może być źle, subiektywnie. Coś jak rynek. Nie ma co porywać się z motyką na księżyc. My uważamy, że powinno się zrobić tak, żeby było dobrze. Nie inaczej jest w tym wypadku. Jeśli wszyscy uwierzymy, że jest to krok w dobrą stronę, to się uda.

    IK: W jaki sposób zapoznał się pan z pracami Keynesa?

    JT: Pamiętam to bardzo dobrze. Po wyjechaniu w latach osiemdziesiątych na Fulbrighta (a Gwiazdowski nie wyjechał!) zapisałem się na Circle Furiat prowadzone na MIT przez Paula Krugmana. Wszystko zapowiadało się schematycznie i standardowo do momentu, gdy każdy z uczestników wyciągnął po egzemplarzu Ogólnej teorii zatrudnienia procentu i pieniądza i zaczął piszczeć z zachwytu. Nie ukrywam, że na początku byłem zszokowany. Po pewnym czasie zaczęło mi się to jednak podobać i pomyślałem, że być może Keynesowi należy jednak dać szansę. Jeśli poważnie potraktujemy profesjonalne badania opinii, to na świecie jest przecież ponad bilion osób dających wiarę postulatom Keynesa. Wszyscy nie mogą się w ponad stu procentach mylić.

    IK: Co ostatecznie skłoniło pana do porzucenia Misesa na rzecz Keynesa?

    JT: Podstawowym problemem z Misesem jest to, że nie odpowiedział na przełomową keynesowską literaturę z lat osiemdziesiątych wieku dwudziestego. Od tego momentu dramatycznie spadło moje zaufanie do opracowań wiedeńczyka. Uznałem, że jego milczenie należy w tym wypadku potraktować jako całkowitą kapitulację i przyznanie racji drugiej stronie sporu. Jak grochem o mur.

    IK: A co jeśli np. pracował nad swoją odpowiedzią?

    JT: Brak odpowiedzi to odpowiedź przegranego. Zawsze jest tak, że debatę wygrywa ten, który ma ostatnie słowo, co dobitnie pokazał w swoich opracowaniach Walter Cegła. Poza tym jest to również ewidentna złośliwość drugiej strony, kamuflująca poparcie dla standardu złota, czy też powinienem powiedzieć: standardu milczenia (!).

    IK: Keynes zasłynął z rekomendowania kontrowersyjnych programów fiskalnych np. na zakopywanie w butelkach wydrukowanych pieniędzy, a następnie ich wykopywanie. Czy to dobre ujęcie problemów alokacji?

    JT: Nie możemy mieć do niego o to pretensji. Zgadzam się w tym wypadku z Paulem Samuelsonem. To okropnie napisana książka, żenująco zorganizowana, bezsensowna, arogancka, pomieszana, poplątana, gruntownie błędna i do tego jednocześnie skowyrna. Inaczej mówiąc, jest to dzieło geniuszu. Nie można mieć o to pretensji do Keynesa, bowiem taki już był: zwariowany, ekscentryczny, nieprzewidywalny. I niezwykle wrażliwy społecznie. W przeciwieństwie do wszędobylskich maruderów potrafił dostrzegać wartość tam, gdzie inni widzieli tylko koszty. Możemy uznać go w zasadzie za największego romantyka w historii myśli ekonomicznej. Czy to nie piękne?

    IK: Z drugiej strony trudno zaprzeczyć temu, że istnieje mała płaszczyzna debaty w literaturze ekonomicznej.

    JT: To nieprawda, nie wywołujmy niedźwiedzia z lasu. Moim zdaniem najważniejsza w historii naukowa debata między przedstawicielem szkoły austriackiej a głównego nurtu miała kilka lat temu w Home&Garden. Po jednej stronie sporu stanął Paul Krugman, a po drugiej Joseph Stiglitz. Wiele różnych rzeczy możemy powiedzieć o tym pojedynku, ale jedno nie ulega najmniejszej wątpliwości: Austriacy te debatę przegrali z kretesem. Nie odpowiedzieli na ani jeden udokumentowany zarzut.

    IK: A co sądzi pan o książkach Hayeka z zakresu makroekonomii cyklów koniunkturalnych?

    JT: Wolałbym się nie wypowiadać. W języku pisanym rozumiem tylko to, co już wcześniej wiem.

    IK: Jakie działania zamierza Pan podjąć w najbliższym czasie?

    JT: Uważam, że należy skończyć z biernym nastawieniem wylansowanym przez think-tanki. Ekonomia zbyt długo nastawiona był na opisanie świata zamiast na jego zmianę. W pierwszej kolejności będziemy lobbować o wprowadzenie ustawy powołującej Grupę Szybkiego Reagowania na Bezrobocie im. Józefa Piłsudskiego. W wypadku nagłych załamań koniunktury będzie miała uprawnienia do przebijania opon, podkopywania budynków i wybijania szyb w oknach. Całość będzie zgodna z unijną dyrektywą o konkurencji, bo dotychczas monopol na te działania posiadały tylko niektóre związki zawodowe. My natomiast lubimy powszechną konkurencję. Działania chcemy połączyć ze stworzeniem wielkiej sieci ogólnopolskich tramwajów, które będą konkurować ze spółkami kolejowymi. Stanowi to dodatkowy bodziec zatrudnieniowy, nowe tory, nowe przystanki, nowe trasy, nowe wagony i nowe budy.

    IK: Jak odpowie pan na zarzuty, że nowojorskie środowisko skupione wokół Keynesa przypomina sektę?

    JT: To bzdury, środowiska Circle Furiat nie można nazwać sekciarskim, a wręcz przeciwnie. Ponadto jestem wdzięczny samemu Keynesowi zarówno na poziomie zawodowym jak i osobistym (chociażby za to, że wskrzesił mojego brata).

    IK: Dziękuję za rozmowę, panie Turecki.

  37. @ Krzys # 14

    Próbowałem Ci dwukrotnie odpowiedzieć, ale posty się nie ukazały. Nie były ani obelżywe ani ekstremalnie kontrowersyjne więc prawdopodobnie źle zadziałał filtr antyspamowy. Nigdy wcześniej nie miałem takiego problemu.

  38. @Doris
    Na koniec RF-y pokazuja szorciarzom fakisa. Piekny sygnal sprzedazy sztucznie w piatek wygenerowany aby drobnica i technicy sie nabrali zostal przeorany 30 minutowym rajdem oswieconych.

  39. http://krytykapolityczna.pl/felietony/piotr-kuczynski/polexit-jest-mozliwy-a-euro-nierealne/
    „Skutki gospodarcze Polexitu byłyby opłakane. Oczywiście zwolennicy opuszczenia UE opowiadaliby bajki takie, jakie snuli przed referendum w sprawie Brexitu jego główni poplecznicy. Twierdzono by, że nic wielkiego się nie stanie, że nic Polsce nie grozi. To byłaby oczywista nieprawda.”

    UK nie zbankrutuje i nie będzie, moim zdaniem, miała poważnych problemów w nadchodzących latach. Raczej będzie jedynie widowiskowe potrząsanie szabelkami z obu stron, w celu ugrania dla siebie korzystnego rozwiązania. Za dwa lata wszyscy zapomną nawet o tym, że można się tego bać. Oswoimy się i przywykniemy. To ośmieli zwolenników Polexitu, pokazując, że nie taki diabeł straszny, skoro w UK niebo nie zwaliło się im na głowę.

    Ja obstawiam powolny proces pełzającego rozpadu UE i stopniowe osłabianie związków Polski z UE. Strefie państw użytkowników cudzej waluty Euro życzę rychłego pozbycia się tego garba i powrotu do rozwoju na własny rachunek.

  40. @47
    Życzenia w tym pobożne nie maja tu żadnego znaczenia . UE jest i będzie nie ta to inna Karolińska ale od integracji nie ma odwrotu . UK dobrze mi znana, zapłaci za brexit dezintegracją terytorialną . Będę się przyglądał jak dawne UK kończy się płotem tuż za Bristolem . Wszystkiego najlepszego życzę sympatycznym Walijczykom z Cardiff, Szkotom i Irlandczykom .

  41. @ Gospodarz,

    „Mogę przyjąć zakład o to, że przed wyborami parlamentarnymi w 2019 roku pojawią się ugrupowania, które będą głosiły konieczność opuszczenia Unii Europejskiej. ”

    O wino? 🙂 Przy dodatkowym założeniu, że co najmniej jedno takie ugrupowanie (inne niż KORWIN) przekroczy próg wyborczy.

    Pozdr M

    [Jeśli weźmie Pan pod uwagę, że w tym swoim zdaniu biorę pod uwagę właśnie KORWiN i PiS to oczywiście przyjmę. „Pojawi się” nie jest równe „pojawi się nowe” 😉 PK]

  42. @Jarek #48
    „[…] UE jest i będzie nie ta to inna Karolińska ale od integracji nie ma odwrotu . UK dobrze mi znana, zapłaci za brexit dezintegracją terytorialną . […]”

    .
    Dostrzegam tu brak konsekwencji i życzeniowe myślenie. Według Ciebie Brytyjczycy. których tak wiele jednak łączy, nie dadzą rady żyć we wspólnocie, a jednocześnie odwiecznie skonfliktowane narody kontynentalne, które prawie wszystko dzieli, mimo tylu różnic i kryzysu będą pogłębiać wspólnotę?? Doprawdy?

  43. Wiele moich komentarzy, szczególnie tych poświęconych koniowi trojańskiemu (dez)integracji europejskiej, czyli Euro, może sprawiać wrażenie, że jestem przeciwnikiem wspólnej Europy.

    Nie jestem. I nie mam na myśli bzdur w rodzaju „wspólnoty ojczyzn”, „unii niepodległych państw”, itp. Ja jestem zwolennikiem powstania prawdziwej, realnej Unii. Niestety na drodze do zjednoczenia stanęła nam kasta politycznych rozbójników, dla których marzenie Europejczyków stało się pretekstem do prowadzenia swoich gierek, w których Francja miała wyd…ć Niemców, a Niemcy miały wyd…ć wszystkich pozostałych… itd. Pod sztandarami pięknych haseł powstał potworek zbudowany na micie socjaldemokratycznego państwa dobrobytu, już dawno utopionego w wannie przez spółkę Maggie z Ronaldem.

    Wszystko to oddala nas od wspólnej Europy. Pora zburzyć ten syf i zacząć jednoczyć się naprawdę. Zacząć od wytłumaczenia ludziom, że nie po to się jednoczą, aby wyrwać kasę DLA SIEBIE od tych INNYCH. Zakaz jakichkolwiek działań i wsparcia według kryteriów „kraju”, „państwa”, „narodu” czy „landu” powinien zostać wpisany w konstytucję europejską. Unia powinna dbać np. o biednych, a nie o „biednych w jakimś kraju”. Jeżeli tego nie potrafimy, to nie róbmy tego wcale.

  44. @jacek #52
    Problemem pozostaje decydowanie, kto jest biedny i jakimi metodami nalezy wyznaczac granice ubostwa? Trzeba takze wyznaczyc cele jakim ma sluzyc pomoc. Sa rejony Europy, ktore nie rokuja nadziei na poprawe, wiec po co tam kierowac pomoc? Lepiej zeby ludzie sami sie wyniesli!
    Czy wyliczac poslugujac sie waluta euro, czy korygowac sile nabywcza w danym kraju nawet tj Estonia bedacym w strefie euro?
    PS.
    Wykonuja ruch powrotny do przelamanego wsparcia czy to tylko wychlodzenie przed rajdem?

  45. Panie Piotrze co Pan sądzi o wczorajszym fixingu ?. Strasznie jestem ciekaw , bo ja skręcałem się ze śmiechu . Łatwość z jaka kreuje się wzrosty przypomina mi sceny z filmy doktor Strange . Ciach i gotowe .

    [To samo co sądziłem o piątkowym;-) PK]

  46. @PK
    Dlaczego wczorajszy komentarz dotyczacy cudofixu nie zostal zatwierdzony?
    Czy jest jakis powod?

  47. @ Gospodarz,

    „„Pojawi się” nie jest równe „pojawi się nowe” 😉 PK”

    To rozumiem i dlatego chciałbym KORWiN wykluczyć z zakładu ponieważ oni od dawna przeklinaja UE. Mikke na forum parlamentu europejskiego głosi potrzebę likwidacji UE, więc zakład obejmujący KORWIN nie ma chyba sensu.

    Zakładam, że żadne „poważniejsze” (takie, które przekroczy próg) nie odważy się wzywać do wystąpienia z UE już w 2019. Może później, kiedy już będziemy płatnikami i co raz mniej beneficjentami. Myślę, że 30% osób, do których argumenty za wyjściem będą przemawiać to i tak w dużej części „żelazny” elektorat – politykom nie będzie się opłacało ryzykować utraty poparcia ze strony mniej radykalnego elektoratu. Wieś nie zaakceptuje braku dopłat, nawet jeśli będą obiecywać zamienniki.

    Czyli możemy przyjąć, ze zakład odnosi się do PiS lub innego ugrupowania, które oficjalnie będzie za wyjściem z UE i przekroczy próg w 2019?
    M
    [Ok. Zakład stoi. PK]

  48. @52
    No sorry, ale walisz komułami jak na wiecu wyborczym . Przypisujesz ludziom i instytucją najgorsze cechy zupełnie nie zasadnie i bez cienia wysiłku aby oprzeć je na faktach . Fakty są takie że przede wszystkim polska a za nią i inne kraje zostały wciągnięte do UE na podstawie altruistycznych emocji wywołanych nie wygasłym wtedy poczuciem winy za skutki II wojny i późniejszej polaryzacji świata . Nie ma innego wytłumaczenia ani nie warto go szukać dla idei w której bogate państwa zachodu zgodziły się łożyć miliardy na biedne regiony odmienne im kulturowo i mentalnie . Dali nam marchewkę, dużo marchewki . Przeciwstawiam to polityce amerykańskiej zawsze pragmatycznej i interesownej . Nigdy nie altruistycznej . Od nich nic za darmo . I część z nas mimo tego że jesteśmy beneficjentem altruizmu zapragnęła być jak amerykanie . To między innymi objawia się w niechęci do przyjęcia waluty euro widząc w tym jedynie ewentualną szkodę we własnych interesach . Wyraża się to też w obawach jednych i nadziejach drugich że kiedy przestaniemy być beneficjentem altruizmu to opadnie z nas reszta poprawności ujawniając już dziś widoczna egoistyczną twarz, niezdolną do działań wspólnotowych wymagających wzajemnego poświęcenia, tolerancji i wzmożenia postaw demokratycznych .

  49. @Jarek #55
    „[…] Przypisujesz ludziom i instytucją najgorsze cechy […] polska a za nią i inne kraje zostały wciągnięte do UE na podstawie altruistycznych emocji […]”

    .
    Altruizm w geopolityce i makroekonomii NIE ISTNIEJE. Polemizowanie z jakimikolwiek opiniami odwołującymi się do altruizmu nie ma sensu, ponieważ te poglądy z definicji należą do świata fantazji i mitów.

    Historia bez altruizmu, za to z realizmem:
    http://bilbo.economicoutlook.net/blog/?p=35572
    Czasy i dylematy obecne:
    https://www.dissentmagazine.org/article/cautious-case-economic-nationalism-global-capitalism

  50. @ Gospodarz, _dorota

    Myślę, że zwycięzca powinien dokonać wyboru w 2019 lub zasugerować/nakierować – powiedzmy w zakresie nieprzekraczającym najniższą krajową żeby nikt nie mógł zarzucić, że „kawiorowo” konsumujemy miesięczny budżet ze ściany wschodniej ;-))))

    Pozdr M

    [Dla mnie ok. PK]

  51. @Doris
    Po zrzuceniu cieniasow na nowej czerwcowej serii mozna rozpoczac galopade na wyzsze poziomy wg schematu wzrostow „jak Trump pozwoli” bozek wzrostow AD2017 🙂
    Czy celem nowego ataku nie bedzie 2600? Niektorzy optymisci wieszcza 3000 w tym roku

  52. Ok. 3 tygodni temu 18.03. w #376 Warszawiak pisał tak:

    „Uczestnictwo w strefie euro daje tylko możliwość wejścia do pociągu z tą tzw najszybszą prędkością ale to nie jest warunkiem wystarcającym, dopiero odpowiedź twierdząca na w/w pytania lub pytania podobne umożliwia uzyskania miejscówki w tym pociągu…..”

    jaką lekkomyślnością trzeba się wykazać, żeby pomimo to pisać tak:

    „Teraz jednak zaczynam mieć poważne wątpliwości i gdybym musiał wybierać, to zapewne wybrałbym euro.”
    „Inaczej mówiąc, poświęciłbym przyszłe problemy rynku pracy (w razie kryzysu) na rzecz uczestniczenia w podejmowaniu decyzji rdzenia Unii Europejskiej.”

    Jak to w przysłowiu mówią….. „liczył Dziad na czyjś obiad” – jak już pisałem, posiadanie euro nie jest warunkiem niezbędnym bycia w rdzeniu UE ale nie jedynym i warunkiem niewystarczającym……
    między już wymienionymi warunkami, warunkiem jest również jedność i solidarność…. w sprawie uchodżców też… i żaden łamistrajk do jądra się nie dostanie. Kropka.

    „W latach 2008-2009 szybko słabnący złoty pomógł w zwiększeniu konkurencyjności naszego eksportu, co przyczyniło się do ograniczenia skutków kryzysu.”

    Złoty osłabiał się przez ok. 6 miesięcy tzn od sierpnia 2008 do lutego 2009…… a złoty w tym czasie znacznie się osłabił, ponieważ miał szczego, bo do sierpnia 2008 znacznie ale to b. znacznie się umocnił….. a jeżeli tak, to chcąc z wykresów wyciągać wnioski, trzeba podawać informacje, że Polska ze złotym poza czasami kryzysowymi jest narażona na niekontrolowane wzloty i upadki….. co wpływa, że ta niepewność przez cały czas wpływa ujemnie na bilans handlowy a tzn że posiadanie złoty w stosunku do euro jest wadą. Kropka.

    A tak na marginesie czy osłabienie złotego w czasie kryzysu ma wady…? Ma!….. ponieważ podobno każde osłabienie złotego o 1% powoduje zwiększenie kosztów obsługi długu zagranicznego o 6mld zł…… oczywiście rocznie….

    Serdecznie pozdrawiam, Warszawiak.

    PS. Ostrzeżenie, jeżeli ktoś…. szczególnie Gospodarz pozwoli sobie na komentarz w stylu: błazenada lub…. błazen….. moja reakcja będzie podobna….. „sam Pan jesteś Błazen”….. oczywiście z uzasadnieniem…. 😉

    Polecam wszystkim książkę, która wczoraj zacząłem czytać…. Tuskowi, Merkel też…. pt. „Nowa Odyseja” Patricka Kingsley, może wtedy mój postulat o natychmiastowym zamknięciu strefy Schengen zostanie wprowadzony….

  53. powinno być:

    „….jak już pisałem, posiadanie euro jest warunkiem niezbędnym bycia w rdzeniu UE …..”

  54. Moje wpisy w ogóle się nie ukazują. O co chodzi?

    [Jak widać wiele postów wylądowało ostatnio w spamie. Nie mam pojęcia dlaczego. Wszystkie przed chwilą przywróciłem. Dam znać Bankierowi, a sam będę co pewien czas sprawdzał folder spamu. PK]

  55. @Warszawiak #67
    „[…] posiadanie euro nie jest warunkiem niezbędnym bycia w rdzeniu UE ale nie jedynym i warunkiem niewystarczającym między już wymienionymi warunkami, warunkiem jest również jedność i solidarność. w sprawie uchodżców też i żaden łamistrajk do jądra się nie dostanie.”

    .
    Jedność i solidarność – jak słusznie zauważyłeś jest warunkiem istnienia Unii. Dlatego „łamistrajków” trzeba wyrzucić. Szczególnie takich, którzy chcą unii monetarnej, a nie chcą unii fiskalnej. Zacznijmy od Niemców. 🙂

  56. @krzys #58
    „Problemem pozostaje decydowanie, kto jest biedny i jakimi metodami nalezy wyznaczac granice ubostwa? Trzeba takze wyznaczyc cele jakim ma sluzyc pomoc. Sa rejony Europy, ktore nie rokuja nadziei na poprawe, wiec po co tam kierowac pomoc? Lepiej zeby ludzie sami sie wyniesli!”

    .
    To FUNDAMENTALNE pytanie. W każdym organizmie ZAWSZE będą słabsze i silniejsze regiony. To jest nieuniknione i nieusuwalne. Gdzieś będzie morze, gdzieś będą góry, gdzieś będą pustynie, a gdzieś miasta i fabryki. Gdzieś będzie gorąco, a gdzieś będzie deszczowo i chłodno. Skoro nie chcemy, już tak na stałe, wspierać słabego regionu, kosztem bogatego regionu, to właściwie PO CO nam unia (stany zjednoczone, państwo, czy jak tam sobie inaczej to nazwał)??

  57. Drogi Jacku!

    Pisałem:

    „A tak na marginesie czy osłabienie złotego w czasie kryzysu ma wady…? Ma!….. ponieważ podobno każde osłabienie złotego o 1% powoduje zwiększenie kosztów obsługi długu zagranicznego o 6mld zł…… oczywiście rocznie….”

    I co żadnej reakcji…. żadnego komentarza….. żadnych przeprosin za dotychczasowe Twoje lanie wody w tym temacie……?

    🙂 🙂 🙂

    Oczywiście przy założeniu, że moje w/w zdanie jest prawdziwe….

    Serdecznie pozdrawiam, Warszawiak.

    PS. Idę na rower.

  58. @Warszawiak #73
    „A tak na marginesie czy osłabienie złotego w czasie kryzysu ma wady? Ma! ponieważ podobno każde osłabienie złotego o 1% powoduje zwiększenie kosztów obsługi długu zagranicznego o 6mld zł. oczywiście rocznie.”

    .
    A może przy kolejnym rolowaniu zmniejszenie wielkości długu o $2 mld pomoże? Wyjdzie na to, że jeszcze się wtedy zarobi, a nie straci! :)) :))

    Komentarza nie było, bo i po co? Czepiłeś się jak rzep psiego ogona, tego co mało ważne, a ignorujesz sprawę podstawową – stabilność gospodarki, rozwój, bezrobocie, produkcję. Kurs spadnie? Bo musi spaść. Koszty pożyczania wzrosną? Bo muszą wzrosnąć. I bardzo dobrze, ceny się dostosują i urealnią.

    Never reason from price change!

  59. „Czepiłeś się jak rzep psiego ogona, tego co mało ważne, a ignorujesz sprawę podstawową…..”

    Z ust mi to wyjąłeś……
    Czy ja się czepiłem….? no czepiłem i dalej będę się czepiał….

    Jacku, czy te 6 mld zł rocznie Twoim zdaniem jest realną i wiarygodną liczbą….? pytam, ponieważ tą liczbę mam ze żródła mi nie za bardzo znanego a tzn niekoniecznie wiarygodnego…. ponownie zakładam, że ta liczba jest prawidłowa…. a jeżeli tak, to napisz proszę ile Twoim zdaniem należy podczas kryzysu osłabić przykładowo złoty, żeby miało to wpływ na odzyskanie konkurencyjności międzynarodowej…? jeżeli przykładowo ok 30% a tzn że 6×30=180 i właśnie o tyle mld zł wzrósłby koszt obsługi długu zagranicznego a jeżeli tak, to przyrównaj tą liczbę do całkowitych kosztów emerytalnych czy do rocznego bilansu handlowego a wtedy będziesz musiał przyznać, że ten Wasz argument o wyższści złotego nad euro można o kant d…. rozbić niestety….

    A tak właściwie czy pojęcie utrata konkurencyjności międzynarodowej powinno sotosować się podczas kryzysu…? przecież podczas kryzysu, to handel pada z tego powodu, że nikt nie ma pieniędzy…. i ten czas trzeba przeczekać, jak to w perfekcyjny sposób dokonały Niemcy wprowadzając czasowy za przeproszeniem „Kurzarbeit”.

    Serdecznie pozdrawiam, Warszawiak.

  60. @ogif #47
    Eyal P. wyszedl z aresztu i rozkreca nowy biznes…..ha „niewidzialna reka rynku” zadzialala 🙁 🙁
    Tworcy przeksztalcen wlasnosciowych anno domini 1989 moga w tym kraju naprawde wiele!
    http://www.scamner.com/check/fximperium.com
    Serwery ulokowane w USA zapewne sa serwisowe przez „niewidzialne raczeta” ot… przyroda sama sobie radzi = pozbywa sie niedostosowanych/zbuntowanych.

  61. Panowie, Panie Piotrze,

    Czy nikt nie jest w stanie mi odpowiedzieć na pytanie – post 17 ?

    I tak jakby na zawołanie kolejny element mojego pytania
    https://stooq.pl/n/?f=1171710

    Dlaczego kurs korony był utrzymywany sztywno do euro?
    Dlaczego teraz się umacnia mimo, że np. w stosunku do złotego jest o przynajmniej 30 -40 % mocniejsza względem euro a mimo to
    https://stooq.pl/mol/?id=2211
    https://stooq.pl/mol/?id=2212

    Jak to się ma do naszej gospodarki i słabego złotego, który podobno pomaga eksportowi? (Osobiście uważam, że słaby złoty jest zły dla całej naszej gospodarki a właściwy kurs to ok 3 zł)

    [Czechy szykowały się do przyjęcia euro i stąd utrzymywały prawie sztywny kurs walutowy wydając na to kilkadziesiąt miliardów euro. To warunek ERM2. Postanowiono nie marnować więcej kasy i stąd ruchy korony. PK]

  62. #77 Panie Piotrze,

    Dziękuje za odpowiedź.

    Nie wiedziałem, że Czechy były w ERM2.

    A wie Pan może dlaczego mają tak mocną walutę już od kilku lat coraz bardziej rozjeżdżają się ze złotówką. Z czego wynika ta siła? Tylko spekulacja zwiazana z wejściem do strefy euro czy jakieś fundamenty. Nie orientuje się zupełnie w strukturze eksportu importu Czech i np. Polski.

    [Właściwie to nie jestem pewien czy już są w ERM2. Za to wiem, że szykowali się do euro i dlatego starali się trzymać sztywny kurs 27 korony za euro. Są o wiele lepiej postrzegani niż Polska. Większość danych makro maja lepszych. PK]

  63. #mike

    Porównaj #79 i #80…… ten pierwszy nie pierwszy już raz na blogu pisze o dupie Maryni…. a ten drugi jakby troszkę inaczej….
    Weź i se wybierz…. 😉

    Warszawiak.

  64. @Warszawiak #75
    „Jacku, czy te 6 mld zł rocznie Twoim zdaniem jest realną i wiarygodną liczbą?”

    .
    W żadnym razie nie jest i dlatego moja odpowiedz była obróceniem pytania w żart!

    Nie podejmuję się odpowiedzieć dokładnie ile, ani nawet zweryfikować cudzych danych. Mam tylko nadzieję, że w MF wiedzą co robią. Problem jest bardzo złożony – ponieważ oczywiście nie ma prostego przełożenia typu: kurs złotego = koszty obsługi długu zagranicznego. Mogę natomiast pośrednio szacować wpływ zmian kursu obserwując ogólne koszty obsługi długu zagranicznego w ostatnich latach:
    http://www.finanse.mf.gov.pl/dlug-publiczny/publikacje/raporty-roczne
    porównując koszty w latach, gdy kurs PLN/Euro (waluta większości naszego długu zagranicznego) zmieniał się co najmniej o 10%.
    Przykładowo ostatnio dług zagraniczny był rzędu 300 mld PLN, jego koszty obsługi rzędu 10 mld PLN, czyli ok 3,3%. W 2009 dług zagraniczny był rzędu 170 mld PLN a jego koszty obsługi rzędu 6 mld PLN, czyli ok 3,5%. Trudno spodziewać się, przez analogię, zmian większych niż kilka mld PLN przy ewentualnych dużych zmianach kursu, o rząd wielkości większych niż podajesz. Wątpię, czy mała zmiana kursu PLN/Euro o 1% ma nawet jakikolwiek mierzalny wpływ.

    Zdając sobie w pełni sprawę z wszelkich wad mojego zgadywania, to podawane przez Ciebie liczby podzieliłbym co najmniej przez 10, jak nie jeszcze więcej.

    Poza tym nie da się abstrahować od ogólnego kontekstu i polityki. A tendencja jest wyraźna, widać dążenie do zmniejszenia długu zagranicznego i do zmniejszenia ryzyka. Moim zdaniem KOSZTY obsługi długu zagranicznego NIE są tak istotnym elementem gospodarki, ani nie będą odgrywać kluczowej roli w przypadku ewentualnego kryzysu, dlatego ustawianie argumentacji za rezygnacją z własnego pieniądza Złotego, tylko po to, by zajmować się pobocznym problemem wpływu zmiany KURSU PLN na zmianę kosztów obsługi długu zagranicznego, JEST BEZ SENSU!!

    .
    „[…] jeżeli przykładowo ok 30% a tzn że 6×30=180 i właśnie o tyle mld zł wzrósłby koszt obsługi długu zagranicznego”

    Hola, hola! Wzrost o 180 mld??? Jeżeli CAŁA roczna emisja obligacji zagranicznych nigdy nie przekroczyła 40 mld PLN, a ostatnio jest o połowę mniejsza? Przecież to jakaś bzdura widoczna gołym okiem.

  65. Jacek!

    Dane mam stąd:

    http://blog.kurencja.com/kurs-euro-zobacz-co-oznacza-dla-ciebie/Kurs euro decyduje o poziomie zadłużenia zagranicznego

    A tam piszą tak:

    „Według danych Narodowego Banku Polskiego (ostatnie dane na koniec III kw. 2015r.), zadłużenie zagraniczne Polski jest na poziomie 1 296,1 mld zł.

    W strukturze tego zadłużenia dominują dwie waluty (razem ich udział wynosi 81,5%): euro i złoty. Przy czym istotny jest przede wszystkim udział euro – największy, na poziomie aż 46%. (Zadłużenie w PLN to zakupione przez inwestorów obligacje skarbu państwa denominowane w złotych i kredyty zagraniczne polskich podmiotów).

    Ponownie możemy dostrzec, ze kurs euro ma ogromny wpływ na nasze życie. Zmiana ceny euro do złotego o 1% oznacza wzrost albo spadek naszego zadłużenia zagranicznego o blisko 6 mld zł, a zmiana o 10% stanowiłaby więcej niż obecne poziomy deficytu budżetowego…”

    A tzn że wszystkie liczby się zgadzają, o których pisalem….. jednak te 6mld dot. zwrostu zadłużenia a nie kosztów obsługi tego długu a jeżeli tak, to i 180mld też się zgadza tylko to byłaby kwota o którą wrosłoby nasze zadłużenie gdy złoty osłabnie o ok 30% a jeżeli tak, to czy Ty Drogi Jacku jak również Szanowny Gospodarz byliście świadomi takich skutków waszego majstrowania przy euro….. oraz grożby majstrowania przy tym kursie prawdziwych spekulantów…?

    Warszawiak.

  66. @Warszawiak
    W twoim źródle:
    „Według danych Narodowego Banku Polskiego (ostatnie dane na koniec III kw. 2015r.), zadłużenie zagraniczne Polski jest na poziomie 1 296,1 mld zł.”

    Należy przeczytać to:
    http://www.nbp.pl/statystyka/dwn/BoP-uwagi-metodyczne.pdf
    patrz strona 35

    Podtrzymuję w pełni to, co wcześniej napisałem, uważam, że dyskusja na temat konsekwencji zmiany kursu na obsługę długu zagranicznego ma sens na podstawie danych MF, a nie na podstawie danych z NBP. Odwoływanie się do liczb z sufitu ma ten sam sens, co stwierdzenie, że razem z psem mamy po 3 nogi. Twoje źródło jedynie sieje całkowicie nieuzasadnioną panikę, opierając się na wyjętych z kontekstu liczbach.

    Natomiast patrząc na CAŁĄ gospodarkę, to zmiana kursu wymiany do Euro ma OCZYWISTY skutek. Tyle, że właśnie o to chodzi, ABY WŁAŚNIE MIAŁA!! Kurs musi być płynny – MUSI się korzystnie / niekorzystnie odbijać na gospodarce – TAK WŁAŚNIE MA TO DZIAŁAĆ. To zaangażowane firmy, instytucje finansowe, inwestorzy, itd. mają PONOSIĆ konsekwencje zmiany warunków zewnętrznych, a NIE PODATNIK, poprzez dofinansowanie sztucznie utrzymywanego kursu wymiany (przez sztywne powiązanie kursu albo przez unię monetarną).

  67. Jacek!

    Jak wszyscy mogli zauważyć z wielką ostrożnością podawałem dane dot. zadłużenia zagranicznego zawarte pod tym adresem internetowym….. dlatego Ty mi tu nie opowiadaj głodnych kowałków o trzech nogach i nie kombinuj jak pies pod górkę tylko wstaw wiarygodne Twoim zdaniem liczby do tego stwierdzenia:

    „Według danych Narodowego Banku Polskiego (ostatnie dane na koniec III kw. 2015r.), zadłużenie zagraniczne Polski jest na poziomie 1 296,1 mld zł.
    W strukturze tego zadłużenia dominują dwie waluty (razem ich udział wynosi 81,5%): euro i złoty. Przy czym istotny jest przede wszystkim udział euro – największy, na poziomie aż 46%. (Zadłużenie w PLN to zakupione przez inwestorów obligacje skarbu państwa denominowane w złotych i kredyty zagraniczne polskich podmiotów).
    Ponownie możemy dostrzec, ze kurs euro ma ogromny wpływ na nasze życie. Zmiana ceny euro do złotego o 1% oznacza wzrost albo spadek naszego zadłużenia zagranicznego o blisko 6 mld zł, a zmiana o 10% stanowiłaby więcej niż obecne poziomy deficytu budżetowego…”

    Jeżeli nie podasz innych liczb i ich nie wstawisz do w/w stwierdzenia tzn że tych danych nie posiadasz a to mój Drogi eliminuje Cię z dyskusji…. a szkoda…. naprawdę szkoda…. ale takie są niestety reguły…. przykro mi….

    Serdecznie pozdrawiam, Warszawiak.

    PS.Jeżeli macie Chłopcy problemy ze zdobyciem danych dot. długu zagranicznego Polski, to może spróbujcie udowodnić swoje twierdzenia, że gdyby Grecja miała własną salutę , to mogłaby……
    Przyjmując, że średnie oprocentowanie tego długu wynosiło 10 czy 20 procent…. a nie przykładowo 3,5%

    🙂 🙂 🙂 🙂

  68. Drogi Jacku!

    Podaję dane aktualne za Bankier.pl dot. długu zagranicznego Polski:

    http://m.bankier.pl/wiadomosc/Zadluzenie-zagraniczne-zagraza-suwerennosci-Polska-musi-uwazac-3631368.html

    „Właśnie kanał walutowy jest tym, co przypadku długu zagranicznego może mieć kluczowy wpływ na gospodarkę. Około 307 mld zł polskiego długu publicznego czyli 33,8 proc., jest denominowana w walutach obcych. Jest on co prawda obłożony niższym oprocentowaniem, czyli tańszy w obsłudze niż denominowany w złotym, jednak osłabienie naszej waluty powoduje wzrost kosztów jego obsługi. Dokładnie tak, jak ma to miejsce w przypadku frankowych kredytów hipotecznych.”

    a tzn. że aktualne i prawidłowe liczby to

    3mld i 90mld zł.

    Kropka.

    Warszawiak.

    PS. Idę na rower.

  69. @Warszawiak @85
    „[…] Jeżeli nie podasz innych liczb i ich nie wstawisz do w/w stwierdzenia tzn że tych danych nie posiadasz a to […]”

    .
    Co Ty głupa zgrywasz?

    Przeczytaj moje odpowiedzi, bo podałem dane, link do źródła z MF i moją interpretację!!

    Po raz trzeci powtarzam, że stwierdzenie „Zmiana ceny euro do złotego o 1% oznacza wzrost albo spadek naszego zadłużenia zagranicznego o blisko 6 mld” jest zwyczajnie NIEPRAWDZIWE.

    Całe NASZE zadłużenie zagraniczne, za które odpowiadamy MY, a nie ktoś tam, jakaś prywatna firma, inwestor itp. wynosi w przeliczeniu ok 300 mld zł. NASZE zadłużenie, obsługiwane z NASZYCH podatków, kosztowało ostatnio jedynie ok 10 mld zł na rok. Wpływ zmian kursu był niewielki!

  70. @Warszawiak

    Spekuluję, na czym może polegać twoje opaczne pojmowanie kwestii ryzyka kursowego. Zgaduję, że postrzegasz np. istotne osłabienie kursu wymiany, jako zagrożenie dla zysków firm kupujących komponenty z zagranicy, czy też problem dla konsumentów, ponieważ może wzrosnąć cena importowanego gazu, czy cena benzyny. Upraszczając, widzisz problem w tym, że przeciętny obywatel nie będzie mógł sobie kupić nowego BMW, ponieważ cena importowanego samochodu istotnie wtedy wzrośnie.

    Sęk w tym, że właśnie to, co Ty prawdopodobnie widzisz jako negatywne konsekwencje wzrostu kursu wymiany Euro, dla mnie są POZYTYWNYM i POŻĄDANYM efektem, który ma nas chronić przed ruiną gospodarczą!

    Przestań mnie epatować katastroficzną wizją rzekomych STRAT po wzroście kursu Euro, ponieważ ja uważam je za absolutnie POZYTYWNE dostosowanie, a nie żadne tam straty. Właśnie o to chodzi, aby po umocnieniu się niemieckiej (czy jakiejś tam) waluty, umocnienia spowodowanego wyższą efektywnością produkcji w Niemczech i ich strategią forsowania eksportu, SPADŁA nasza zdolność importowania i kupowania ich samochodów! Spadła, a nie wzrosła, lub była zachowana na wcześniejszym poziomie.

    W przeciwnym razie, jeżeli NIEZBĘDNE dostosowanie (mam tłumaczyć dlaczego niezbędne?) nie nastąpi na ogólnym poziomie kursu wymiany, to JEDYNYM sposobem dostosowania popytu na przykładowe niemieckie samochody będzie takie ZUBOŻENIE ludzi, by nie było ich STAĆ na kupno. Czyli cięcia w wydatkach socjalnych, redukcje emerytur, wyrzucanie ludzi z pracy, obniżki ich wynagrodzeń, itd.

    Czyli model Grecki ewentualnie Hiszpański.

    Naprawdę, tak trudno to zrozumieć?

  71. Czy inwestorzy pozostaną z akcjami na weekend? Złoto drożeje … 🙂

    [Ale dolar się nie umacnia, a umacniałby się, gdyby naprawdę panował strach. Obawy o to, że rozpocznie się wojna USA – Rosja są zdecydowanie przesadzone. A teraz złoto zyskuje z powodu danych z amerykańskiego rynku pracy. PK]

  72. @ Gospodarz,

    Dziękuje za wyjaśnienie. W każdym razie, ja pozostaje w kopalniach złota – od zeszłego piatku Arca Gold Miners ładnie rośnie.
    Wojny nie bedzie, ale jakies reperkusje moga sie pojawic w weekend.

    Pozdr M

    [Ja powiedziałem PAP (i chyba w wywiadzie w Bankier TV), że wcale nie jestem pewien czy Rosjanie nie mają racji (że zbombardowano skład broni chemicznej). W końcu przecież zawsze trzeba szukać tego, komu dane działanie przynosi korzyści… A przynosi opozycji w Syrii i Trumpowi (poparcie wyraźnie mu wzrośnie). Jeśli Rosjanie mają rację to będą wściekli i coś z tego może się zrodzić. Jeśli tylko udają wściekłych to nic z tego nie będzie. PK]

  73. @Warszawiak #86

    Powołałeś się na felieton:
    Robert Szklarz „Zadłużenie zagraniczne zagraża suwerenności. Polska musi uważać” grudzień 2016

    Ten felieton aż roi się od przekłamań, propagandy i zwykłych mitów. Już sam tytuł jest oczywistą manipulacją. Nie samo zadłużenie, jako takie, grozi utratą suwerenności, ale właśnie rezygnacja z własnego pieniądza lub wprowadzenie sztywnego kursu wymiany JEST utratą niepodległości. Najpierw ekonomicznej, a w konsekwencji także politycznej.

    Dalej autor leje wodę na młyn propagandy aż miło. Przykłady, w pierwszym zdaniu:
    „Przykład Grecji pokazuje, jak […]”
    Tyle, że akurat Polska jest w zasadniczo odmiennej sytuacji, ponieważ posiada WŁASNY pieniądz. Jeżeli „przykład Grecji” cokolwiek nam pokazuje, to dokładnie coś przeciwnego do intencji autora.

    „Dwoma krajami charakteryzującymi się najwyższym długiem publicznym w stosunku do PKB na świecie są Japonia i Grecja, gdzie wskaźnik ten wynosi odpowiednio 229 i 177 proc. Pierwsza cechuje się wysoką wiarygodnością na rykach długu, natomiast druga od kilku lat zmaga się z potężnym kryzysem zadłużenia. Różni je wiele, ale zdecydowanie wyróżnia się udział inwestorów zagranicznych w strukturze długu. W przypadku Japonii jest to 7 proc., natomiast rząd Grecji jest zadłużony za granicą w około 75 proc.”
    Niby to „prawda” (w rodzaju Tischnerowskiej g.. prawdy), ale jednak w kontekście artykułu jest to propagandowe kłamstwo, gdy weźmie się pod uwagę, że autor pomija tutaj GŁÓWNĄ, istotną różnicę, czyli posiadanie WŁASNEGO pieniądza i „zadłużaniu się” we własnym pieniądzu.

    „Polsce jeszcze trochę brakuje do sytuacji, w której znalazła się Grecja. Nasz wskaźnik długu do PKB […]”
    Dalej ciągnie to zupełnie nieuprawnione porównywanie, licząc na efekt emocjonalny u czytelników.

    „W październiku [2015] zadłużenie skarbu państwa według danych Ministerstwa Finansów wynosiło 910,8 mld zł, z czego 488 mld zł było w rękach inwestorów zagranicznych.”
    I znowu kolejna manipulacja, tym razem zamiast długu w walutach obcych, według kryterium emisji, autor podaje dług według kryterium rezydenta. Najwyraźniej liczy na to, że czytelnik nie rozumie różnicy pomiędzy tym skąd pochodzi wierzyciel, a tym w jakiej walucie jest zobowiązanie.

    „Około 307 mld zł polskiego długu publicznego czyli 33,8 proc., jest denominowana w walutach obcych. Jest on co prawda obłożony niższym oprocentowaniem, czyli tańszy w obsłudze niż denominowany w złotym, jednak osłabienie naszej waluty powoduje wzrost kosztów jego obsługi. Dokładnie tak, jak ma to miejsce w przypadku frankowych kredytów hipotecznych.”
    Prawdziwe dane służą za ilustrację do bzdurnej tezy. Oczywiście, że nasz dług zagraniczny NIE JEST w żadnym razie „jak frankowe kredyty hipoteczne”. Autor liczy na wzbudzenie histerii strachu, rzucając bezsensowne porównanie. Dalej bzdura goni kolejną bzdurę.

    „Ponadto, w przypadku długu denominowanego w walucie emitowanej przez dane państwo, zawsze istnieje teoretyczna możliwość jego spłaty przez inflację, czyli po prostu dodruk pieniędzy.”
    To się kwalifikuje na konkurs kto w jednym zdaniu umieści więcej błędów. Inflacja to oczywiście nie jest „dodruk pieniędzy”, takie mity to wymarły jak monetaryzm z innej epoki. Zobowiązań państwa nie trzeba w żadnym razie „spłacać przez inflację”. Widać, że autor porusza się pod publiczkę, w obszarze schlebiania obiegowym mitom.

    „Szczyt udziału inwestorów zagranicznych w długu publicznym Polska przypadał na koniec 2014 roku, kiedy wyniósł on ponad 60 proc.”
    I znowu mylimy kryteria, trudno nie odnieść wrażenia, że robi to celowo.

    „Krótko mówiąc, krajowe oszczędności były zbyt małe, by mogły sfinansować potrzeby pożyczkowe państwa. Wtedy konieczny jest albo import kapitału z zagranicy, który uzupełnia te braki, albo redukcja wydatków budżetowych.”
    Kolejny, nieprawdziwy mit ze sztambucha neoliberalnego propagandzisty. Emitent własnej waluty nie potrzebuje żadnych „oszczędności” by emitować własny pieniądz. Jest dokładnie ODWROTNIE. Bez emisji nowego pieniądza, nie powstaną żadne oszczędności, ponieważ to one są REZULTATEM, a nie przyczyną! Szczytem propagandy jest także sugerowanie, że możemy IMPORTOWAĆ finansowanie w PLN. Nonsens, zagranica nie posiada żadnych środków w PLN. Dokładnie ZERO, więc nie jest w stanie „dostarczyć” nawet jednej złotówki!

    „Nieco ‚przypadkiem’ udział inwestorów krajowych w długu publicznym zwiększył tzw. podatek bankowy, którym nie są objęte skarbowe papiery wartościowe, więc instytucje finansowe mają dodatkową motywację, by je kupować. Ich wartość w portfelach banków zwiększyła się od początku roku o prawie 60 mld zł. Niestety odbiło się to na inwestycjach prywatnych, które zostały w pewnym stopniu wyparte z portfeli banków przez papiery skarbowe.”
    Inwestycje prywatne „wypierane” przez banki?? Bajki.

    „Wysokość polskiego długu publicznego nie jest jeszcze problemem, ale zacznie nim wkrótce być, jeżeli utrzymamy dotychczasowe tempo zadłużania naszego państwa. Warto w tym kontekście zastanowić się nad strukturą długu, by wydatki publiczne nie wypierały inwestycji prywatnych oraz by jak najmniej uzależniać Polskę od zagranicy, co nie jest łatwym połączeniem. Z pewnością nie obędzie się bez zwiększenia stopy oszczędności krajowych, co nie będzie proste w sytuacji, kiedy podatki pochłaniają dużą część dochodu obywateli.”
    To już jest szczyt neoliberalnych BAJEK: „[aby] wydatki publiczne nie wypierały inwestycji prywatnych”, kompletna bzdura i kpina z wiedzy ekonomicznej, z której przechodzi do propagandy: „nie obędzie się bez zwiększenia stopy oszczędności krajowych”. No jasne!

    Jak więc widzisz, trzeba uważać, by „wiedzy” nie czerpać z propagandowych gniotów pisanych ewidentnie przez propagatorów histerii długu i naganiaczy klientów.

  74. @PK #91
    Na 90% falszywy pretekst znany od 2013 roku, gdy Obama przebieral nozkami aby rozpetac wojne/wprowadzic demokracje a raczej jej wersje DEMO znana z Libii czy Afganistanu 🙁 🙁
    W wyniku polityki biskowschodniej Husajna Obamy powstal radykalizm Islamski, ktorego najbardziej wyrazista forma jest panstwo ISIS.
    Obecnie bardzo boja sie czy Al-Nusra (ramie Al-Kaidy zbuntowanego dziecka CIA) przetrwa po zniszczeniu ISIS. Zapobiegawczo nalezy powtorzyc atak i zniszczyc lotnictwo Syrii aby wspierajce Al-Nusre panstwa (Turcja i Arabia) odetchnely z ulga.
    Nalezy przyznac Trumpowi nagrode Pulitzera za szczere i bardzo emocjonalne klamstwa.
    Po co syryjczycy mieliby zrzucac jedna chemiczna bombke??? Dziecinada.
    PS.
    Donald T. chce odwrocic uwage od jego wyborczego niewypalu czyli braku planu na Fenomenalny Podatek!

  75. Drogi Jacku!

    Wklejając link felietonu Pana Roberta Szklarza, który ukazał się na bankier.pl uważałem i uważam, że liczby zawarte w tym felietonie są wiarygodne tzn godne polecenia iwykorzystania w dalszej naszej dyskusji……. szczególnie liczba 307mld zł…. skoro ten felieton firmuje bankier.pl, jeżeli uważasz, że to jest bełkot, to wklej ten swój ostatni wpis skierowany do mnie #92 przykładowo na Twiterze gdzie Pan Robert też się produkuje…… napewno się ucieszy…. 😉

    A wracając do tematu, to gdy liczba 307mld jest prawdziwa i prawidłowa, to osłabienie złotówki spowoduje powiększenie tej liczby tzn tego długu o 3mld o dokładnie czy po aptekarsku 3,07mld i to jest sprawa bezdyskusyjna i zamknięta i Twoje kilogramy tekstów nic nie zmienią.
    Kropka lub kropki dwie.

    Warszawiak.

    PS.Gdybyś zdecydował się zajrzeć na Twitera, to postaraj się być dla Pana Roberta miły i dosyć delikatny… On taki jeszcze młodziutki….;-)

  76. @Warszawiak #95
    „[…] gdy liczba 307mld jest prawdziwa i prawidłowa, to osłabienie złotówki spowoduje powiększenie tej liczby tzn tego długu o 3mld o dokładnie czy po aptekarsku 3,07mld i to jest sprawa bezdyskusyjna i zamknięta […]”

    .
    Czyżby?? Wydaje Ci się, że odwrócisz kota ogonem i uciekniesz od dyskusji? Przypomnę Ci ją, bo zapomniałeś, co sam napisałeś:

    #67 „czy osłabienie złotego w czasie kryzysu ma wady? Ma! ponieważ podobno każde osłabienie złotego o 1% powoduje zwiększenie kosztów obsługi długu zagranicznego o 6mld zł. oczywiście rocznie.”
    #75 „jeżeli przykładowo ok 30% a tzn że 6×30=180 i właśnie o tyle mld zł wzrósłby koszt obsługi długu zagranicznego”

    Więc już NIE O KOSZTY ZADŁUZENIA Ci chodzi? Tylko o wielkość długu zagranicznego?? Taaaaa…. OK.

    .
    No to zagadka dla Warszawiaka. O ile zwiększy się wielkość zadłużenia zagranicznego po osłabieniu PLN do Euro o 1%?

    Odpowiedz prawidłowa: o ZERO.

    Wielkość zadłużenia będzie wynosiła dokładnie tyle samo, co do centa, co przed zmianą kursu. Truizm. Ponieważ zobowiazanie NIE jest w PLN, tylko w Euro!

    .
    Następna zagadka dla Warszawiaka (dla reszty, to żart). Czy po osłabieniu PLN do Euro o 1% nasz dług publiczny wzrośnie, czy zmaleje?

    Odpowiedź: Zmaleje, o około 1,5 mld Euro.

    To proste, część długu publicznego w walutach obcych się nie zmieni, a kwota zadłużenia w PLN w przeliczeniu na Euro oczywiście ZMALEJE. Czy to nie piękne, co można z cyferkami zrobić, jak się je bez sensu zestawia? 🙂 🙂

    .
    p.s.
    Taką dyskusję o rezygnacji z własnego pieniądza, to sobie można wsadzić w „Kropka lub kropki dwie.” (albo nawet trzy) 🙂

  77. Jacku…. Drogi!

    Piszesz:

    #67……
    #75……

    a przecież w #83 pisałem tak:

    „A tzn że wszystkie liczby się zgadzają, o których pisalem….. jednak te 6mld dot. zwrostu zadłużenia a nie kosztów obsługi tego długu…..”

    Koniec tematu….. proponuję teraz skupienie, ponieważ Dorota podeśle nam zapewne „Słowo na niedzielę”….

    Warszawiak.

    PS.A tak na marginesie, to Pan redaktor prowadzący na bankier.tv miał rację mówiąc……. o kapiszonie i mając na myśli 1,5 procentowe wzmocnienie się korony czeskiej……. porównując przykładowo do ok. 20% zmiany złotego w stosunku do franka….

    „Umocnienie franka wobec euro przełożyło się także na wzrost jego wartości wobec innych walut, w tym polskiego złotego, wobec czego cena szwajcarskiej waluty podskoczyła z 3,55 złotych do 4,20-4,30 złotych.”

    a jeżeli tak, to co ma piernik do wiatraka a konkretnie co ma dźwignia…. nawet ta 1 : 500 do………. na CFD też jest dźwignia……
    Ten redaktor prowadzący podoba mi się….. nareszcie ktoś rozmawia z Panem Piotrem na bankier.tv nie będąc na kolanach…. 😉

    [Redaktor jest ok (wyrzucony przez dobrą zmianę z PR 3), ale nie miał racji. Porównywanie franka z koroną świadczy o kompletnym braku zrozumienia mechanizmów na forex. PK]

  78. „Redaktor jest ok (wyrzucony przez dobrą zmianę z PR 3), ale nie miał racji.”

    Moim zdaniem to redaktor miał rację…… ale to nie o rację chodzi tylko o wartośc rozmowy i czerpanie przyjemności ze słuchania Panów….

    ” Porównywanie franka z koroną świadczy o kompletnym braku zrozumienia mechanizmów na forex. PK]”

    A kto porównywał franka z koroną…? ja nie a jak już takie porównanie byłoby, to przecież łatwiej rzucić na kolana jak się chce koronę niż franka….. podobieństwo było tylko w dejściu od obrony danej waluty….
    A co jest takiego trudnego w zrozumieniu mechanizmów na forexie…? oprócz tego:

    „Czemu stosujemy dźwignię na rynku forex?

    Zmiany kursów walut na rynku forex są bardzo małe (pojedyncze pipsy to czwarte miejsce po przecinku), dlatego bez użycia dźwigni finansowej bardzo trudno byłoby osiągnąć zadowalający zysk. Aby zarobić, należałoby dysponować bardzo dużym kapitałem. Rynek forex byłby więc ograniczony tylko dla graczy posiadających spore sumy pieniędzy.”

    Proste? Proste! 😉

    [Dla prostych rozumów bardzo proste ;-). A co do porównania to fajne jest zdanie, w którym pisze Pan, że nie porównuje, po czym … Pan porównuje ;-)))). Szkoda czasu. PK]

  79. @PK
    Czy nie zauważa Pan, że Imperator TRUMP atakiem na Syrię zyskał poparcie części swoich przeciwników wśród republikanów i dodatkowo przełamał roczny pat przy wyborze Gorsucha na sędziego SN???

    [Zauważyłem, po to był ten atak (po to żeby poparcie dla DT wzrosło) , ale „opcja atomowa”, która umożliwiła przegłosowanie Gorsucha w Senacie została przegłosowana przed atakiem. PK]

  80. @Warszawiak #95
    „Wklejając link felietonu Pana Roberta Szklarza, który ukazał się na bankier.pl […] to postaraj się być dla Pana Roberta miły i dosyć delikatny […]”

    Szkoda czasu na prostowanie kręgosłupów pismaków-propagandzistów, przecież to tylko ich PRACA. Jeżeli myślisz, że p. Robert to jakiś szczyt polotu nachalnej propagandy neoliberalnej, to może przeczytaj sobie na przykład to:

    Andreas Aslund „Europe’s Other Populist Problem”
    https://www.project-syndicate.org/commentary/eurozone-economic-populism-by-anders-aslund-2017-04

    Internet jest pełen dyżurnych pismaków, których zawodem jest kolportowanie neoliberalnego śmiecia intelektualnego, zaprzeczającego wiedzy ekonomicznej, zdrowemu rozsądkowi, bez żenady posuwających się do pisania półprawd, wyciągania wniosków z sufitu, schlebiania obiegowym przekonaniom, uprzedzeniom i zawsze gotowych do ataków ad personam.

    Najlepszym komentarzem do podanego wyżej przykładu niech będzie komentarz czytelnika zamieszczony pod felietonem:
    „I do not like to insult, but the author is simply a liar”
    [nie chcę obrażać, ale autor jest zwyczajnie kłamcą]

  81. „Dla prostych rozumów bardzo proste ;-). PK]”

    Bardzo śmieszne.
    Czuję się zaatakowany…. obiecany rewanżyk…. 😉

    A tak na poważnie, to proszę nie robić wrażenia, że Pan jest na blogu autorytetem od ferexu…. bo nie jest…. już niejednokrotnie zostało na blogu udowodnione, że Pa na forexie ma braki i te luki to ja Warszawiak Szanownemu Panu wytykałem….. dlatego proszę nie brnąć dalej i przyznać, że to był kapiszon, bo był!
    Proszę spojrzeć na wyktes…. na prawdziwy wykres a nie na te swoje świeczki

    [Braki z forexu? Udowodnione? Mnie? Brednie, ale to przecież u Pana norma. Za to to, że Pan liczyć nie potrafi udowdoniono tutaj już wiele, wiele razy. PK]

    🙂 🙂

    to był kapiszon!

    „…. 1.5% procent jeżeli się gra z dżwignią 1 : 500 to jest potężna wartość….PK”

    a co tzn Panie Szanowny, że ktoś gra z dżwignią 1 : 500…? tzn że depozyt początkowy wynosi 0,2% a depozyt obowiązkowy 0,1% a tzn że jeżeli jakiś Wariat lub ktos kto dostał cynk, że to coś nie pójdzie w przeciwnym kierunku o 0,2 czy o 0,1%, to wtedy przykładowo po zmianie we właściwym kierunku o 1,5% ten ktoś ma 7, 5 razy więcej niż postawił (depozyt) czy to jest potężna wartość…. może i jest….. ale przy wstępnym założenie czy pewności, że……
    już nie za bardzo….

    [Jak widzę postanowił Pan udowodnić, że czarne jest czarne, a białe jest białe. Przezabawne ;-))))))))))))) PK]

    Jak widać forex jest prosty bardzo prosty…. jednak tylko dla tych co go znają i czują. Kropka.

    Szczególnie serdecznie pozdrawiam, Warszawiak.

  82. @ Słowo na niedzielę. Palmową.

    Możemy być jak Irlandia, wszystko zmierza ku temu:
    „Z jednej strony nadużycie władzy, przemoc i hipokryzja, z drugiej zastraszenie, ciężar grzechu i ogromny wstyd. Historie tysięcy młodych kobiet, uwięzionych w latach 50., 60. i 70. w irlandzkich pralniach sióstr magdalenek i przyklasztornych Domach Matki i Dziecka, to porażający i przerażający dowód na społeczne zakłamanie, obyczajowe tabu i zależności państwa od Kościoła. Nie da się go przemilczeć, ale też niełatwo o nim mówić. A nadal jest o czym.’

    http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/wymazane-bolesne-milczenie-kosciola/fqhm3

  83. @_dorota

    Pani jest zadaniowana? Po co spamować taki crap na blogu ekonomicznym?

    G.F.

  84. Tak, jestem zadaniowana przez Zjednoczone Siły Zła i Ciemności (wiecznej).

    A poważnie: blog – i to bardzo trafna decyzja Gospodarza – obejmuje teraz również zagadnienia polityczne i społeczne. Wobec intensywności tego, co dzieje się w kraju trudno zresztą inaczej.

    Ofensywa katolicka w Polsce jest faktem. Mogą śmieszyć grasujące po Sejmie RP radiomaryjne klempy i mogą śmieszyć ich fatimskie bełkoty. Ale za tym pójdą w końcu konkretne zmiany w prawie. A to już śmieszne nie będzie.
    Jest zagrożenie wariantem irlandzkim. Upiorna hipokryzja, która każe dyskutować w mediach tygodniami, czy zgwałconą (przez poczciwego tatusia koleżanki) 12-latkę skazywać na wymuszone macierzyństwo, czy nie.

    W poziomie praw kobiet możemy cofnąć się do dwudziestolecia międzywojennego z jego „piekłem kobiet”, opisanym przez Boya-Żeleńskiego.

    No pasaran. I to jest moje słowo na niedzielę.

  85. Jeśli chodzi o ofensywę katolicką, to pretensje bym kierował do Mieszka I.

    Jeśli chodzi o upiorną hipokryzję, to niestety lewica musi zacząć od siebie.

    http://www.fronda.pl/a/pedofilia-w-niemieckiej-polityce-historia-i-terazniejszosc,30293.html

    Dzisiejszy kryzys demograficzny i cywilizacyjny, to efekt ekscesów pokolenia ’68. Droga Doroto, za 25 lat wrócimy do tematu. Różnica będzie taka, że Pani będzie rozmawiała w burce, a ja nie. Wtedy zatęskni Pani to wstrętnego polskiego katolicyzmu. W kulturach wschodu gwałty dzieci są na porządku dziennym. Może dlatego zdegenerowana lewica jest tak przychylna zalewowi przez bliskowschodni islam.

    EOT

    G.F.

  86. @Goldfinger#106
    Takie porownania dla prostaczkow pasuja na plenum KC.
    Np:,,nie chcecie Ukladu Warszawskiego to bedziecie zalani Islamem”
    I to by nawet mialo w sobie wiecej prawdy niz alternatywa :Albo my Katole albo Islam.
    Ale taka juz natura zrytych beretow.

  87. @Nippon

    Masz rację, to samo mówiły lemingi w Konstantynopolu. Taki prostaczek jak Lord Byron to nawet z własnej kieszeni ufundował grecką flotę do walki z islamskim Imperium Otomańskim, bo nie dość, że znudziło mu się imprezowanie na ówczesnej Ibizie, to lokalne lemingi nie były w stanie walczyć z własnej inicjatywy.

    G.F.

  88. @Nippon

    Zryte berety traktują islam jako kompletną, doskonałą doktrynę polityczną, która między innymi jest, wspaniałym narzędziem jednoczącym wyznawców w drodze do ekspansji. To ideologia dużo bardziej nośna i żywotna od komunizmu czy socjalizmu. Czy pasożytująca na pozostałościach po cywilizacji łacińskiej liberalnej demokracji Europa w starciu z taką ideologią ma szanse obrony? Czy dzisiejsi obrońcy praw do „europejskiej sodomii” będą ginąć w jej obronie?

    Zachowujemy się jak Wizygoci i skończymy jak oni.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Arabski_podb%C3%B3j_Hiszpanii

    Nie traktuj chrześcijaństwa jako instytucję do klepania zdrowasiek tylko jako silne spoiwo naszej cywilizacji.

    G.F.

  89. @ 106
    1.”Jeśli chodzi o ofensywę katolicką, to pretensje bym kierował do Mieszka I”

    Ciekawy temat, nawiasem mówiąc. Mieszko z pewnością chciał osiągnąć cel polityczny: wprowadzić tworzone przez siebie państwo do grona innych państw jako równoprawny podmiot. Inaczej szans w starciu z Marchią nie miał – i Polanie podzieliliby los pogańskich Prusów czy Jaćwingów. Prawdopodobne też, że chciał skorzystać z chrześcijańskiego know-how w tworzeniu struktur państwowych (biskupstwa jako siatka administracyjna) i z piśmienności kleru. Czy liczył też na wyższą kulturę? Można się tylko domyślać. W każdym razie na początku miał problem z oddaleniem wszystkich nałożnic.

    Z całą pewnością jednak nie miał zamiaru poddawać swojego państwa pod władzę Rzymu. Tymczasem obchody 1050 rocznicy pojmowane są tak, jakbyśmy przyjęli ziemskie zwierzchnictwo papiestwa.

    2. Pojawia się w poście 106 zupełnie fałszywa (ale popularna w pewnych kręgach) myśl, że wojującemu islamowi może się przeciwstawić jedynie wojujący katolicyzm.
    Fanatyzm odtrutką na fanatyzm? Nie. Jeśli nie obronimy zdobyczy Oświecenia (kto czytał Woltera, ten wie, o czym mówię), to nasza cywilizacja i tak zginie.

  90. Przychodzi klient do banku po kredyt hipoteczny, a pracownik banku mówi mu: „Nie mogę Panu dać tego kredytu, ponieważ wszystkie środki wydaliśmy na zakup obligacji z ostatniej emisji, proszę przyjść za dwa miesiące, może wtedy będziemy mieć jakieś nowe pieniądze”.

    Jakub Sawulski „Podatek bankowy zmienia strukturę polskiego długu publicznego”
    https://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/bankowosc/podatek-bankowy-zmienia-strukture-polskiego-dlugu-publicznego/comment-page-1/

    Tak właśnie wyobraża sobie p. Sawulski funkcjonowanie banków w Polsce, gdyż napisał, i to dwa razy, w swoim felietonie: „Wzrost długu publicznego w Polsce w 2016 r. został sfinansowany w dużej części przez krajowy sektor bankowy. […] Istnieje ryzyko, że skutkiem będzie zmniejszenie oferty kredytowej. […] przy trwale niskim poziomie oszczędności działanie to będzie skutkowało efektem wypierania, a więc zmniejszeniem ilości pieniądza oferowanego przez banki w formie kredytów.”
    oraz
    „Istnieje jednak ryzyko, że wzrost zaangażowania sektora bankowego w dług publiczny będzie skutkował efektem wypierania, a więc zmniejszeniem ilości pieniądza oferowanego przez banki w formie kredytów.”

    Wypieranie? Najwyraźniej p. Sawulskiemu potrzebne jest wypieranie, ale raczej bzdur z głowy. Jednak nie należy ulegać pozorom, autor bynajmniej nie jest jakimś dinozaurem wykopanym z zasobów neoliberalnych mitów o rynkach finansowych. Uważny czytelnik zrozumie o co chodzi, gdy dojdzie do podsumowania:

    „Podstawowym warunkiem wysokiego udziału podmiotów krajowych w strukturze długu publicznego są wysokie oszczędności krajowe. Gwarantują one, że w systemie finansowym są wystarczające środki zarówno na finansowanie długu publicznego, jak i na kredyty inwestycyjne. Pożądane są więc zachęty do oszczędzania, w tym przede wszystkim do zwiększania oszczędności długoterminowych (emerytalnych).”

    Bingo! Tu Cię mam. Tyle było kręcenia, a na końcu okazuje się, że to tylko zwykły naganiacz.

  91. @ Sawulski

    „Istnieje jednak ryzyko, że wzrost zaangażowania sektora bankowego w dług publiczny będzie skutkował efektem wypierania, a więc zmniejszeniem ilości pieniądza oferowanego przez banki w formie kredytów.”

    Ten kto bierze kredyt, ten decyduje na co zostana wydane pieniadze, czyli np. co zbuduja koparki oplacane przed kredyt. Jezeli panstwo sie zadluza, to ono decyduje o tym, co sie buduje. Wtedy powstaja autostrady. Jezeli kredyt bierze Kowalski, to koparki prawdopodobnie zbuduja np. centrum handlowe. Ten efekt zapewne ma na mysli pan Sawicki.

    Chociaz z tym „zmiejszeniem ilosci pieniadza” troche sie osmieszyl. Czyzby sadzil, ze wydane pieniadze znikaja? Tak jak banknoty z portfela przy kasie w supermarkecie?

    „Podstawowym warunkiem wysokiego udziału podmiotów krajowych w strukturze długu publicznego są wysokie oszczędności krajowe”

    Oszczednosci krajowe sa tozsame z krajowymi mocami wytworczymi, tzw. kapitalem. Jezeli koparki naleza do Polakow, to panstwo moze sie zadluzac u obywateli i pieniadz krazy na linii banki-panstwo-obywatele-banki. A panstwo kredytem placi Polakom za prace koparek budujacych autostrady. Ktora to kasa laduje na kontach obywateli. I ten stan kont obywateli to wlasnie „wysokie oszczednosci krajowe”.

  92. @Naiwne pytania #113

    Wydatki publiczne w ŻADNYM względzie nie „wypierają” wydatków prywatnych. Wynika to wprost z natury ich finansowania.

    Teoretycznie możemy sobie wyobrazić jakieś inwestycje z publicznych pieniędzy będące prostą konkurencja dla inwestycji prywatnych, np. pomysł zbudowania finansowanej z budżetu galerii handlowej obok planowanej, podobnej inwestycji prywatnej. Wprawdzie taka sytuacja wydaje mi się sporo naciągana, ale nawet wtedy, finansowanie z budżetu nie „wypiera” samego finansowania prywatnego, jako takiego – inwestor po prostu zrezygnuje z danej inwestycji i zainwestuje W INNYM MIEJSCU. Sam fakt finansowania czegokolwiek z deficytu budżetowego NIE zmniejsza potencjału kredytowego jakiegokolwiek innego prywatnego podmiotu!

    Jest dokładnie odwrotnie – to ekspansywna polityka państwa zwiększa podaż pieniądza i ogólny popyt, a jego potencjał z kolei jest GŁÓWNYM motorem podejmowania ryzyka inwestycyjnego. Po prostu sektor prywatny inwestuje wtedy, gdy pojawia się realna perspektywa zysku.

    W żadnym razie autor nie może mieć także na myśli ewentualnej konkurencji nie o finansowanie, ale o realne zasoby – jak w przykładzie, gdzie ograniczona ilość koparek może budować albo autostradę, albo prywatne sklepy. To byłoby obecnie zakłamywaniem rzeczywistości, ponieważ od dawna jesteśmy w kręgu debilnej polityki austerity z całym jej dobrodziejstwem, czyli niewykorzystanymi zasobami i milionową armią zapasowej siły roboczej, na garnuszku podatników. Jak zrobimy tu sobie drugą Japonię z jej 2% bezrobociem oraz NORMALNYM rynkiem pracy z NADWYŻKĄ wakatów nad poszukującymi pracy, to może wtedy pogadamy.

    Ale już raczej nie z p. Sawulskim, on by tego nie przeżył, zapewne z rozpaczy palnąłby sobie w łeb. 🙂

    Dlatego agitki szkodników w rodzaju p. Sawulskiego są nie tylko fałszywe, one są także szkodliwe dla gospodarki. W istocie są nakłanianiem do powstrzymywania się od konsumpcji (a właściwie promowaniem forsowania przez rząd odpowiednich regulacji skłaniających do takiej postawy, np. odpowiednich ulg) co finalnie przynosi korzyści tylko wąskiej grupie interesów z sektora finansowego.

    Ponadto regularne odklepywanie tych obiegowych mitów podtrzymuje ich życie i utrzymuje plebs w ignorancji, która mu szkodzi. To przez szkodników pokroju p. Sawulskiego destrukcyjna polityka austerity nie trafia na powszechny i stanowczy odpór.

    p.s.
    W zdaniu:
    „Podstawowym warunkiem wysokiego udziału podmiotów krajowych w strukturze długu publicznego są wysokie oszczędności krajowe”
    tkwią dwa kłamstwa, nie jedno:
    1. To, jakie podmioty maja udział w strukturze długu publicznego, jest kwestia odgórnych decyzji, a nie braku, czy też nie, krajowych podmiotów.
    2. To deficyt przez wydatki budżetowe kreuje oszczędności krajowe, a nie odwrotnie.

  93. @ 116
    Jaka urocza Schadenfreude 🙂 Wipler to jednak mały misio w porównaniu z tą hordą, która grasuje teraz.

    [E tam… Żadna schadenfreude – od zawsze miałem bardzo złe zdanie o tym człowieku. Poza tym usiłował mnie kiedyś zwyzywać podczas publicznej dyskusji ;-). PK]

  94. @ 115

    -To zło­dziej!
    -I pijak! Bo każdy pijak to zło­dziej!

    [Hmm… rozumiem,, że to taki żart, ale chyba średni… Puszczam z sympatii dla twórcy, ale może już lepiej takich żartów nie robić? 😉 PK]

  95. @ Gospodarz,
    To tylko cytat, z „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz”

    Sprzątaczka: To złodziej!
    Ekspedientka: I pijak! Bo każdy pijak to złodziej!

    A jeśli chodzi o PW to rzeczywiście żart może nieco na wyrost, ale tylko nieco – to, co Pan podał wygląda na defraudacje, czyli złodziejstwo, natomiast ekscesy z policja po pijaku też miały miejsce i to jak wiemy nie tak dawno (jeszcze się nie przedawniły), więc cytat pasuje jak ulał.
    M

    [Dlatego myślałem, że to do PW – nie skojarzyłem cytatu filmowego. PK]

  96. @ jacek

    „To deficyt przez wydatki budżetowe kreuje oszczędności krajowe, a nie odwrotnie”

    Pod warunkiem, ze rzad nie wydaje na Pendolino. Wtedy deficyt kreuje oszczednosci Wlochom.

    „jesteśmy w kręgu debilnej polityki austerity z całym jej dobrodziejstwem, czyli niewykorzystanymi zasobam”

    Rowniez prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, pan Maczynska tak uwaza. Podajac za TVN: „mamy do czynienia z syndromem gospodarki nadmiaru, półki sie uginala od towaru, a kupujacych jest malo. Sytuacje ratuje Rodzina 500 PLUS”.

  97. @Naiwne #120
    ” ‚To deficyt przez wydatki budżetowe kreuje oszczędności krajowe, a nie odwrotnie’
    Pod warunkiem, ze rzad nie wydaje na Pendolino. Wtedy deficyt kreuje oszczednosci Wlochom.”

    .
    Oczywiście! Należy zawsze pamiętać o zasadniczej różnicy pomiędzy niby „długiem” publicznym we własnej walucie Złotym, a PRAWDZIWYM długiem publicznym w walutach obcych. Podawanie sumy tych dwóch wielkości razem, tak, jak gdyby był to jeden „dług”, to ewidentna manipulacja, służąca od lat budowaniu szkodliwego mitu w głowach ludzi.

  98. @ Wszyscy,

    Dyskusja coś przygasła przedswiatecznie …

    Wszystkim życze Wesołego Jajka!

    Pozdr M

    @ krzyś,
    Masz coś na święta w koszyku? Zamieniłem wczoraj kopalnie złota na jakies globalne akcje innowacyjnych/technologicznych.

  99. Fajna dyskusja w TVN24BiŚ – wielce kulturalna, miła pani, pianistka z zawodu mówi coś o kompetencjach wyższej kadry zarządzającej…
    Choć z drugiej strony: może lepsza pianistka niż pomocnik aptekarza. O tempora, o mores. Ale trzeba przyznać, że tu nikt nie jest bez winy.

    [Owszem, pianistka, ale Grażyna Piotrowska-Oliwa, bo o nią Pani chodzi, jest nie tylko pianistką (o tym co ukończyła doskonale Pni wie ;-)i na kilku stanowiskach się sprawdziła. PK]

  100. „- Czym zajmuje się pan? Mój mąż? Mój mąż z zawodu jest dyrektorem!”
    http://www.comedycentral.pl/newsy/29093-kultowe-cytatu-z-filmu-poszukiwany-poszukiwana

    Tak mi się jakoś skojarzyło, jak przeczytałam: „i na kilku stanowiskach się sprawdziła”.
    (jak już tak cytujemy tutaj nieśmiertelnego Bareję) 🙂

    [Dobrze Pani wie że podczas tej rozmowy krytykowałem współczesną nomenklaturę. A Pani uwagi do GP-O jakoś tak pachną zazdrością 😉 PK

  101. @ dorota,

    Może pianistka z wykształcenia albo z zamiłowania (nie wiem) bo z zawodu to raczej CEO 😉

    Sroce spod ogona nie wypadła.

    M

  102. @ _dorota,

    Dodam jeszcze, że talent muzyczny bardzo często idzie w parze ze zdolnosciami matematycznymi i analitycznymi. Znam kilka osób, które maja dyplom artysty z Akademii Muzycznej i jednocześnie tytuł matematyka. Nawiasem mówiąc, w akademii jest nawet taki przedmiot, który łączy obie dziedziny – nuty opisuje się matematycznie.
    Zarzadzanie i Marketing to jeden z najłatwiejszych kierunków studiów i żadnych kompetencji nie gwarantuje. Wyższemu szczeblowi potrzebny jest talent.

    Gdzie się podziała Twoja miłość do Szopena? 😉
    Pozdr M

  103. [A Pani uwagi do GP-O jakoś tak pachną zazdrością 😉 PK]

    Pewnie tak. Myślę, że wiele osób obserwując np. takiego Morawieckiego (młodszego) bezsilnie zgrzyta zębami. Znam osobiście kilku ludzi bardziej odpowiednich do tej drogi zawodowej, którą on jakimś cudem przeszedł.

    A w „zawód CEO” po prostu nie wierzę – chyba, że cała kompetencja polega na byciu poganiaczem niewolników i bezlitosnym (i bezsensownym) cięciu kosztów. Jedyna sensowna kariera jest (jakby to powiedzieć) „organiczna” – od niższych stanowisk w danej firmie, przez lata zgłębiając specyfikę branży. Chyba, że CEO przychodzi wyłącznie, żeby wywalić 30% załogi.

    [Tu się zgadzamy. Ja też w taki zawód nie wierzę. PK]

  104. PS. Jeśli czegoś jednak zazdroszczę wymienionej pani, to raczej tego, że jest pianistką po konserwatorium. Jeśli do tego ma własny dobry fortepian, to już w ogóle 🙂 (lubię piosenki Chopina, jak zauważył kiedyś M.).

  105. Ancien régime strzela sobie w stopę:
    http://www.rp.pl/Gospodarka/170419698-Schetyna-prof-Rzonca-glownym-ekonomista-PO-odpowiada-za-program-gospodarczy.html

    To nie tylko były członek Rady Polityki Pieniężnej, ale także były główny doradca rady i zarządu niesławnego Forum Obywatelskiego Rozwoju, wylęgarni neoliberalnego betonu i ekonomicznego zacofania. Od 1998 do 2000 był stażystą w gabinecie politycznym i społecznym asystentem ministra finansów Leszka Balcerowicza.

    Już on się teraz razem z Leszkiem Bee zajmie naszym dobrobytem tak, że w pięty nam pójdzie. Teraz już nie mam wątpliwości, że PiS będzie rządził wiecznie. Oby. Ja także będę musiał przełamać własny wstręt i głosować na jaśnie nam panującą. Co robić, taki mamy klimat.

  106. Pani Grażyna Piotrowska-Oliwa, prezes Virgin Mobile, pozwoliła sobie stwierdzić tak:

    [ciach. Ostrzegałem, że nie zniosę takich ataków i będę wycinał całość. I tak już teraz będzie. A z całą pewnością nie dopuszczę to rozpowszechniania kłamstw i do obrony bijącego policję pijaczka. PK]

  107. Szanowny Panie Piotrze!

    Jeżeli z jakiś względów uważa Pan za konieczne ciachnąć mój wpis, to trudno…. jednak w takim przypadku proszę sobie oszczędzić komentarza do tego skasowanego wpisu, ponieważ może to sugerować coś czego nie napisałem.
    Ostatni mój wpis był moim zdaniem calkowicie niewinny i polecał przeczytanie książki wszystkim w tym szczególnie Pani Grażynie a co do pijaka jak to łaskawie Panowie z Magnavoxem nazywacie Pana W. , to ja go nie broniłem i nie bronię, tylko zwracałem uwagę na przekroczenie blogowego dobrego smaku…..

    Warszawiak.

    [Pozostanę przy swoim zdaniu. PK]

  108. Panie Piotrze

    Dzis w Bankierze dwukrotnie uzyl Pan okreslenia Trumpolog, choc za pierwszym razem, gdy mowil Pan o amerykaniscie prof. Lewickim, chyba bardziej chodzilo Panu o Trumpofila (biorac pod uwage jak bardzo profesor zachwycony jest prezydentem USA). Zycze rodzinnych i spokojnych Swiat Wielkiej Nocy i radosci ze Zmartwychwstania Chrystusa

    [Owszem, Trumpofilem p. Lewicki też jest ;-), ale chodziło mi o to, że jako wielbiciel Trumpa chce uchodzić za znawcę jego myśli – stąd Trumpolog ;-). Też życzę wszystkiego najlepszego i rodzinnych Świąt. PK]

  109. Zastanawiam się, jak złożyć życzenia świąteczne w czasach, gdy kościół katolicki rozpycha się tak agresywnie i bezczelnie, że nawet u wierzących to budzi niesmak. Religia – pojęta najbardziej prymitywnie, jak można – jest podawana wiernym lewatywą. W każdej możliwej sytuacji: w szkole w postaci rekolekcji i spowiedzi w kanciapie wuefisty, w niektórych miejscach pracy (jak spółki Skarbu Państwa zawierzane Jezusowi), w czasie obchodów każdego święta państwowego, w mediach.

    Polsko-katolickie rozwydrzenie przekroczyło przy tym ostatnie granice śmieszności:
    gazetatrybunalska.pl/2017/04/ojciec-rydzyk-nastepca-swietego-piotra/

    Sytuacja stała się tak absurdalna, że zaczyna to budzić refleksję u bardziej inteligentnej części hierarchów (o dziwo, są tacy). Prymas Polski właśnie skrytykował akt uczczenia przez Sejm RP rocznicy objawień fatimskich. Mieszanie porządku boskiego i cesarskiego odbije się kiedyś na polskim kościele bardzo negatywnie – i abp Polak ma tego świadomość. Jednak radiomaryjnych klemp to nie powstrzyma, niestety.

    Co więc pozostało? Plwać na tę skorupę i zstąpić do głębi. Przeczekać do normalności. Najprościej: Wesołych Świąt.

    PS. Pisane z małej litery: trumpologia i trumpofil. To nie są nazwy własne.

  110. Wojny przestały mieć sens -Harari
    „Większość wielkich konfliktów w dzisiejszym świecie występuje na takich obszarach
    jak Bliski Wschód,
    gdzie główne źródła bogactwa są materialne – to ropa naftowa i gaz.”

    „W przeszłości
    można było sięgać po realne zasoby gospodarcze:
    pola pszenicy, kopalnie złota czy niewolników -wojny miały sens.
    Można się było wzbogacić, atakując sąsiadów.
    Dziś głównym zasobem gospodarczym jest wiedza -trudno jest zdobyć wiedzę drogą przemocy. „

  111. Potrzebna jest inteligencja ale nie świadomość Harari Noah Yuval:
    „Dzisiaj mówimy nie o tym, że komputery będą jak ludzie.
    Te wszystkie scenariusze z fantastyki naukowej, które zakładają coś takiego, są błędne.
    Komputerom jest bardzo, bardzo daleko do tego, żeby się stały jak ludzie,
    zwłaszcza jeżeli chodzi o świadomość. Problem jest inny.
    Chodzi o to, że
    system – militarny, ekonomiczny i polityczny – nie potrzebuje świadomości.”

  112. Noah Harari :dzisiaj więcej ludzi umiera z przejedzenia niż wskutek przemocy.
    „Wojny toczą się o realne zasoby
    – pola pszenicy, kopalnie złota, niewolników.
    Teraz głównym bogactwem jest wiedza, a
    jej nie zdobędziesz, napadając na sąsiada.
    Już dzisiaj więcej ludzi umiera z przejedzenia niż wskutek przemocy.
    Rozmowa z izraelskim historykiem wizjonerem Yuvalem Noahem Hararim.”
    -Więcej w Wyborczej lub u kota

  113. Bardzo rzadko ,niestety, mam czas aby napisać jakikolwiek komentarz, często natomiast
    czytam komentarze zamieszczone przez innych, ale dziś znalazłem chwilę i chciałbym wszystkim autorom komentarzy Tu zamieszczonych złożyć najlepsze życzenia z okazji Świąt Wielkanocnych a Panu Piotrowi życzyć dodatkowo wszystkiego co dobre i miłe z okazji urodzin 🙂
    Pozdrawiam.

    [Dzięki:-) PK]

  114. Witam Panie Piotrze

    Wlasnie podpatrzylem na Linkedin, ze ma Pan dzis urodziny. Przepraszam wiec,ze pisze w pierwszy dzien Swiat ale mysle,ze w kontekscie urodzin nie jest to nietaktem. Zycze wielu rownie trafnych analiz rynkow jak dotychczas, rownie ciekawych codziennych komentarzy i wielu jeszcze wywiadow dla Bankiera. I oczywiscie wszystkiego najlepszego w zyciu osobistym

    [Dziękuję:-) PK]

  115. Wszystkiego najlepszego, p. Piotrze. Może złożymy życzenia jakoś zbiorczo, żeby nie musiał Pan odpowiadać za każdym razem? Magnavox jeszcze powie wierszyk.

    PS. Człowiek jest egoistą (świadomym lub nie), więc najbardziej Panu życzę prowadzenia tego bloga jak najdłużej 🙂

    [Dziękuję:-). Traktuję, że to od wszystkich i zamykamy temat. PK]

  116. Wszystkiego najlepszego Gospodarzowi!
    ———————————————————–

    Pani Doroto zaintrygowała mnie pani wstępem (15 kwietnia 2017 o 09:41 ), zwykle nie pracuję w szabas, więc dziś zapytam. Co to miało być?

    „Zastanawiam się, jak złożyć życzenia świąteczne w czasach, gdy kościół katolicki rozpycha się tak agresywnie i bezczelnie, że nawet u wierzących to budzi niesmak (…)”

    Co Pani właściwie świętowała? Idy marcowe?

    ;-D

    G.F.

  117. PS. Przejrzałam dalsze strony linku przed zamknięciem – i na widok biskupa Pacyfika odprawiającego mszę w towarzystwie wypchanego dzika i jelonka aż jęknęłam ( z zachwytu) 🙂
    Brak biskupa Krasickiego, żeby opisać tą wspaniałość.

  118. @ Gospodarz
    O co chodzi Brytyjczykom? Czy chcą się wycofać z Brexitu po nowych wyborach?

    [Nie. Chodzi o wdeptanie Labour w ziemię i o umocnienie władzy torysów i to takich, którzy bardzo popierają Brexit. Na to właśnie wskazują sondaże, więc premie postanowiła zaryzykować. PK]

  119. Wcześniejsze wybory w UK. Partia rządząca chce odkręcić Brexit czy przedłużyć swoje rządy?

    [Zanim zada się pytanie warto przeczytać to co jest wyżej… PK]

  120. Nie odświeżyłem strony przed zadaniem pytania. Pokarało mnie. Ale idźmy dalej – co ze Szkocją? Będzie chciała się oderwać przy okazji wyborów od UK?
    Jednocześnie mamy kompletnie nieprzewidywalne wybory prezydenckie we Francji. Czasy są stanowczo zbyt ciekawe. Za dużo się dzieje jak na moją głowę, a może to świat oszalał??:-)

  121. @ Kot # 137

    Zaiste komputerom jest bardzo daleko do ludzi. Dzisiaj najlepsze superkomputery za miliardy dolarów mają moc poniżej jednego eksaflopsa. Zaś mózg przeciętnego człowieka to 15 eksaflopsów. Sęk w tym że za 20 lat te proporcje się odwrócą.
    Więc niech dysponent 15 eksaflopsów nie tłumaczy co będzie w przyszłości możliwe, ponieważ tak słaba maszyna informatyczna jak ludzki mózg nie jest w stanie przewidzieć tego co będą wyrabiały byty sto razy inteligentniejsze.

  122. @ jacek #130

    Opozycja wyczucia nie ma za grosz, choc niby poslodzili troche 13-ta emerytura i rozszerzeniem 500+.
    Twoj imiennik pisze podobnie:
    „Gdybym musiał wybierać tylko między dzisiejszym PiS a programem Rzońcy, jakiego znamy od lat, to wybrałbym PiS. Choć autorytaryzm PiS bardzo mi się nie podoba i wciąż daję temu wyraz. Głosowałbym na PiS, bo Rzońca reprezentuje poglądy ekonomiczne, pod wpływem których od lat 90. polityka prowadzona była w wielu państwach Zachodu i w większości z nich doprowadziła do populistycznej, antydemokratycznej, antywolnościowej, antyrozwojowej rebelii symbolizowanej przez Trumpa, Orbána, LePen, Kaczyńskiego i Brexit. Gdyby po upadku PiS rząd PO znalazł się pod wpływem szkoły, której kryzys demokratycznego kapitalizmu niczego nie nauczył, na następnym zakręcie wpadlibyśmy w ręce jeszcze brutalniejszej autorytarnej władzy. Wolę brunatny dramat od czarnej katastrofy.”

  123. [System, który uniemożliwia liberalne relacje rynkowe, tworzy problemy społeczne i wymusza złodziejstwo
    Liberalizm gospodarczy zakłada, że na jednolitym rynku
    konkurują podmioty gospodarcze, którym system zapewnia jednakowe systemowo warunki konkurencji.

    Jeśli system dopuszcza sytuacje
    aby
    mali i średni płacili podatek np.19%, a wielcy 3%
    -na skutek optymalizacji podatkowej
    -to co to jest?……….. i jakie to niesie
    skutki
    dla gospodarki i społeczeństwa i polityki]

    – „…. jeśli pan płaci podatki, a ja – działając w tej samej branży – agresywnie podatki optymalizuję, to kto wygrywa? Z oszczędności na podatkach mam dodatkowe spore pieniądze i przerzucam je na walkę z panem. Na przykład przez rok oferuję swoje produkty poniżej kosztów.”
    „Optymalizacja podatkowa ma poważne konsekwencje dla małych i średnich firm. Dusi je.”
    „..ten wielki ma dzięki temu środki, żeby konkurencję zadusić w zarodku…”
    Ile budżety państw Europy tracą?
    – Co roku 300 mld euro. To kwota wyliczona na podstawie dokumentów z Luksemburga.
    To dużo?
    – Kosmos.
    Polska traci na optymalizacji podatku CIT? – 46 mld zł rocznie.
    Wynika to m.in. z dokumentów Luxleaks. Pokazały, z których krajów ile pieniędzy ucieka.
    To prawie tyle co polski deficyt.

    Dla Europy nie jest problemem raj podatkowy w Panamie czy na Kajmanach, bo
    z tym jako tako potrafimy sobie radzić. Problemem jest nieuczciwość między partnerami.

    [Austriacy zrobili to wobec Czechów, a teraz Czesi robią to wobec Polaków – takie podaj dalej, Anglicy jak już wyjdą z Europy staną się nowym rajem podatkowym]
    „…..monitorują państwa, sprawdzają na bieżąco orzecznictwo sądów i słabe punkty urzędów skarbowych. Wiedzą, jakie słabości ma nasza Krystyna, a jakie brytyjska Christine. Azja jest teraz głównym ośrodkiem optymalizacji podatkowej z intelektualnym centrum w Kuala Lumpur. Zatrudnili najlepszych specjalistów z USA i Europy, dali im kosmiczne stawki. Jako prezes wielkiej firmy może pan polecieć do Kuala Lumpur i powiedzieć tak: „Chcę wytransferować z Europy Środkowo-Wschodniej 30 mld euro”. I oni sprzedadzą panu strategię szytą na miarę.

    [Z wywiadu Grzegorza Sroczyńskiego z prof. Dominikiem Grajewskim,
    który (wywiad) znikł z Gazety Wyborczej równie jak prof. Grajewski z Wikipedii.Jeśli ktoś znajdzie ten wywiad w Wyborczej to proszę o link, na razie rozbiór wypowiedzi prof. Grajewskiego jest wyłącznie w „gazecie kota” , prof. Grajewski mówi jeszcze o swojej pracy za granicą i w Polsce, . O tym jak widać nie lubią słuchać zarówno media liberalne jak i nie za bardzo interesują się lewicowe.]

  124. @ Marcin # 150

    Nawet człowiek potrafiłby skonstruować zabezpieczenie w postaci kondensatorów. Sądzisz że sztuczna inteligencja sto razy bystrzejsza od najmądrzejszych ludzi nie będzie potrafiła?

  125. Pan Tomasz Symonowicz pozwolił w internecie zapalić tak o Analitykach:

    „Wiesz, coś Ci uświadomię i mam nadzieję, że się nie obrazisz. Otóż robienie analiz dla samych analiz manieruje. Z prostego powodu. Analiza typu zawodowego czy gazetowego to zwykle układanie scenariuszy z dość sporą dawką indolencji wobec ryzyka. Przechodziłem sam przez to w życiu również. Koncentrujesz się w nich, aby albo się wykazać, albo obronić swoje wcześniejsze prognozy, albo żeby udowodnić swoją rację za cenę dopasowania faktów do przekonań. Zupełnie odmienny cel, chronisz siebie i ego, a jako trader masz za zadanie coś zupełnie innego, a mianowicie zmaksymalizować swoje działania na ryzyku. Twoje samopoczucie ma mniejsze znaczenie, a jeśli już to pochodzi z zysków a nie analiz. Z tego wychodzą dlatego dysonanse. Świetny analityk może potknąć się na przekuwaniu prognoz na transakcje, bo właśnie w ryzyku zgrzyta.”

    Mam również nadzieję, że nikt 🙂 na blogu się nie obrazi, pomimo że na „naszym” blogu wiele razy była zastosowana obrona Częstochowy i lęk przed wejściem do giełdowego ryngu, pomimo wielu propozycji ……

    Serdecznie pozdrawiam, Warszawiak.

    [Przecież to jest kompletny bełkot. Nawet nie po polsku napisane. Ale skoro to do Pana przemawia to gratuluję 😉 PK]

  126. „Ale skoro to do Pana przemawia to gratuluję 😉 PK]”

    Oj tam, oj tam….. zaraz przemawia czy przekonuje 😉 , po prostu uważałem, że jest to dobry materiał na poświąteczną zaczepkę….. i proszę sobie Panie Piotrze Drogi wyobrazić, że to pisał jeden z autorytetów giełdowych i forexowych naszej Doroty…. 😉

    Serdecznie pozdrawiam, Warszawiak
    [Wątpię, żeby p. Dorota miała autorytety giełdowe… Szczególnie, jeśli źle mówią po polsku 😉 PK]

  127. # 153 i # 127

    Moim zdaniem, wbrew poglądom Gospodarza i Doroty, istnieje realna profesja CEO. Natomiast nie istnieje realna profesja analityka giełdowego. Gospodarz w ramach ochrony swojego ego nigdy tego nie przyzna (nawet przed samym sobą), ale realia są takie że ani on ani nikt inny z branży nie potrafią nic przewidzieć. NIC! Więc na przykład opowieści o przewidywaniu z 60% prawdopodobieństwem (AT) są tylko chwytem retorycznym bez żadnego pokrycia w realu.

    Nominaci w spółkach państwowych (czasem także w prywatnych z bardzo rozdrobnionym akcjonariatem) ośmieszają zawód CEO, ale on jednak istnieje, są fachowcy którzy potrafią dobrze kierować spółkami i dostarczać zysków akcjonariuszom.

    Oczywiście nawet osoba wróżąca z kart może zarabiać pieniądze w swoim „zawodzie” dopóki znajdują się głupole gotowi za to płacić. Tym bardziej analityk giełdowy może sprzedawać swoje usługi. Zwłaszcza że ponad 90% ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego że profesja przewidywacza ruchów rynku nie istnieje.

    [Oczywiste jest, że nie powinien istnieć „zawód” CEO.

    Oczywiste też jest (ale jak widać nie dla każdego), że „…istnieje realna profesja analityka giełdowego”. Za kilkanaście- kilkadziesiąt lat zastąpi go komputer.

    Od dawna zresztą twierdzę, że analityk to nie jest tylko zawód – to sposób rozumowania. Zgadzam się z Edgarem Allanem Poe, który wyróżniał dwa typy rozumu (wśród myślących ludzi ;-): analityczny i syntetyczny. Analityk rozkłada daną dziedzinę na czynniki pierwsze i szuka logicznych powiazań, a syntetyk potrafi tworzyć coś zupełnie nowego. Dla lepszego zrozumienia: syntetyk potrafi wymyślić proch (ze znanego przysłowia), a analityk potrafi jedynie przeanalizować skład i to do czego może on posłużyć.

    I na koniec. Pisanie, że „…opowieści o przewidywaniu z 60% prawdopodobieństwem (AT) są tylko chwytem retorycznym bez żadnego pokrycia w realu.” są właśnie chwytami retorycznymi bez śladowego pokrycia w realu. Są tylko i wyłącznie przejawem rozgoryczenia człowieka, który nieumiejętnie stosował AT i ponosił klęski. Współczuję.

    I na koniec. Pisanie „Gospodarz w ramach ochrony swojego ego nigdy tego nie przyzna (nawet przed samym sobą)” jest z kolei klasycznym chwytem erystycznym. To jest mniej więcej odpowiednik tego, gdybym napisał, że „Ogif doskonale wie, że pisze bzdury, ale za nic się do tego nie przyzna” ;-))))))))))))

    PK]

  128. ” [Wątpię, żeby p. Dorota miała autorytety giełdowe…… PK]”

    Pani Dorota autorytety giełdowe miała i ma….. do tego stopnia ich wielbi, że kilka miesiecy temu, pozwoliła sobie zwrócić mi uwagę gdy w dosyć przypadkowy sposób znalazłem się w ich internetowym towarzystwie…. żebym zdjął swój berecik jak z nimi rozmawiam….. a obecnie siedzą zagonieni w rogu jak jakieś myszki pod miotłą…. Dorota zresztą też…. 🙂 🙂 🙂

    Serdecznie pozdrawiam, Wasz Warszawiak.

    PS. Idę na rower…

  129. @ Gospodarz, 155

    „[Oczywiste jest, że nie powinien istnieć „zawód” CEO. ”

    Dlaczego nie powinien istnieć? Jakie są te oczywiste powody? Ja tego nie rozumiem, tym bardziej tego co wczesniej pisała Dorota, że „Jedyna sensowna kariera jest (jakby to powiedzieć) „organiczna” – od niższych stanowisk w danej firmie, przez lata zgłębiając specyfikę branży.”
    M

    [Uważa Pan, że wszystko jedno czy CEO kieruje firmą od produkcji płytek ceramicznych czy telekomunikacyjną (prawdziwy przykład)? Uważa Pan, że tak samo kieruje się w obu przypadkach? Może też (również przykład z życia) wpierw kieruje się firmą „gazową”, a potem telekomunikacyjną? Ja uważam, że powinno się kierować firmą, której zasadniczą część działalności dobrze się zna, a nie tylko dlatego, że zna się ogólne zasady kierowania firmami. Z praktyki wiem, że ta ostatnia zasada prowadzi w wielu przypadkach albo do problemów dla firmy albo prezes jest figurantem.PK]

  130. Jak widzę, Warszawiak się nudzi i próbuje (w różnych miejscach) wywołać dyskusję (swoim stylem, więc raczej topornie). Ponieważ p. Piotr z uprzejmości odpowiada, to tutaj się troszkę udaje 🙂

    W ewentualne rozważania o wyższości jednych blogów nad innymi wciągnąć się nie dam. Mam twardą zasadę, że chwalę za plecami a ganię prosto w oczy. Stosowałam wielokrotnie, i w odniesieniu do tego bloga i do tamtych.

    Co do autorytetów giełdowych: musiałabym się zastanowić. Są osoby, które zawsze czytam (słucham) z zaciekawieniem, ale niczego absolutnie na wiarę nie biorę. W zasadzie musiałabym pomyśleć generalnie nad definicją autorytetu.

    @ Gospodarz, dopisek do 155
    Dobra analiza 🙂 ale uzupełniłabym tą wypowiedź.

    Jak tak czytam różne rzeczy (a czytam dużo), to zauważam coś, co nazwałabym „wzorcem kompetencji”. Umiejętność analizy to dopiero pierwszy krok. Dopiero ktoś, kto z – wieloletniej na ogół – analizy danej dziedziny potrafi zmontować syntezę wniosków jest interesujący. Dopiero synteza daje wartość dodaną. Takich ludzi czyta się wnikliwie, słowo po słowie, bo synteza wnosi coś nowego.

    Dlatego poprawiłabym Poe: nie analiza i synteza jako przeciwstawne sposoby rozumowania, ale jako uzupełniające się (dopiero) w całość następujące po sobie etapy rozumowania.

    [W tym jednak rzecz, że Poe twierdził iż dobry umysł analityczny nie będzie nigdy dobrym syntetycznym… PK]

  131. @ 157
    Z kilku powodów kariera w firmie powinna być „organiczna”.

    1. Banał: każda branża ma swoją specyfikę, którą poznaje się długo i praktycznie. Ogromna ilość szczegółów do opanowania, sieć powiązań logicznych. Jak układanka z tysiąca puzzli.
    2. CEO „zawodowy”, niezwiązany z branżą może mieć tylko jedno zastosowanie. Przynoszony jest do firmy w teczce po to, żeby bezwzględnie ciąć koszty. A ponieważ w dzisiejszych czasach znaczna część kosztów jest osobowa, to oznacza to wyrzucanie na bruk kogo się tylko da.
    W krótkim terminie poprawia to rachunek wyników, CEO dostaje sutą premię – i z kolejnym sukcesem na koncie zmienia firmę. W długim terminie firma jest okaleczona, relacje wewnątrz zrujnowane.
    3. Taki CEO nie potrafiłby poprowadzić biznesu na dłuższą metę, bo nic nie wie o rynku, branży, jej technologiach, możliwych kierunkach rozwoju, zagrożeniach, etc. To tylko doraźny wykidajło.

    A ponieważ mówimy o pracy w białych rękawiczkach, to takim „wykidajłą” może być także kulturalna, miła pani 🙂 Praktycznie każdy.

  132. @ Gospodarz # 155

    Dokładnie takiego chwytu (poniżej pasa) z Pańskiej strony się spodziewałem. Ogif przegrał więc pisze głupoty.

    [Kolejny chwycik erystyczny. Odpowiem tym, samym – Dokładnie tego się po Panu spodziewałem ;-))) PK]

    Akurat jesienią podałem na Forum że wchodzę L-kami po 1690 i będę je rolował do 2500. Każdy może to sprawdzić jak przegrywam. Ale za współczucie oczywiście dziękuję 😉

    [Nie wiem, czy to prawda i nie sprawdzam, ale to, że raz się Panu udało BEZ AT nie znaczy, że dziesięć razy z AT się Panu nie udało, co zniechęciło Pana do AT. Znowu erystyka 😉 PK]

    Pański pogląd jest pozbawiony logiki. Użycie komputerów wcale nie potęguje działania AT lecz właśnie sprowadza ją do zerowej przewagi. Nikt normalny nie ustawi komputerów wg książkowej klasyki, lecz wyłącznie wg tego co aktualnie wygrywa. Takie dostrajanie kompów każdą przewagę szybko sprowadza do zera (lub w pobliże).

    [Kompy dostraja się do ogólnie znanych formacji, wykorzystuje bieżące informacje rynkowe i dziesiątki z setek oscylatorów. Dlatego też strategii komputerowych jest wiele i stosowania AT nie zeruje przewagi. Widać, że pisze Pan o czymś, na czym się Pan nie zna. PK]

    Kilkanaście lat temu nawet wiejski głupek potrafił napisać system który będzie wygrywał przez najbliższy rok lub dwa. Głównym problemem było powstrzymanie emocji aby przestrzegać zasad. Teraz zrobiło się dokładnie odwrotnie. Można ustawić automat, nie śledzić notowań i w ten sposób całkowicie wyeliminować problem emocji. Natomiast napisanie wygrywającego systemu stało się niewykonalne. To znaczy na historycznych danych zawsze da się napisać, ale to co kiedyś spokojnie działało rok lub dwa teraz działa tak krótko że nie zdąży pokonać przypadkowości (więc nie działa).
    Takie są nieuniknione konsekwencje powszechnego zastosowania programów samouczących się. Dziwne że analityczny umysł Gospodarza tego nie pojmuje.

    [Ostatni akapit jest tak mało logiczny (posługuję się Pańskim słownictwem ;-), że nie wymaga komentarza. PK]

  133. @ Gospodarz, Dorota,

    [Uważa Pan, że wszystko jedno czy CEO kieruje firmą od produkcji płytek ceramicznych czy telekomunikacyjną (prawdziwy przykład)? Uważa Pan, że tak samo kieruje się w obu przypadkach? Może też (również przykład z życia) wpierw kieruje się firmą „gazową”, a potem telekomunikacyjną?
    Ja uważam, że powinno się kierować firmą, której zasadniczą część działalności dobrze się zna, a nie tylko dlatego, że zna się ogólne zasady kierowania firmami. Z praktyki wiem, że ta ostatnia zasada prowadzi w wielu przypadkach albo do problemów dla firmy albo prezes jest figurantem.PK]

    Jeśli patrzeć tylko na krajowe podwórko (a nie firmy międzynarodowe) to częściowo podzielam to, co Pan pisze, bo im mniejsze przedsiębiorstwo tym prezes bliżej specyfiki danej branży.

    Generalnie uważam, że doświadczenie w obrębie konkretnej branży ma znaczenie drugorzędne a najważniejsze są osobiste kompetencje, które częściowo nabywa się z wiekiem. Nikt nie twierdzi, ze jest to zawód dla ludzi bez doświadczenia, ale uważam, że można z sukcesem zmieniać branże. Są firmy, prowadzące programy „talent management, które pozwalają nawet młodym ludziom zajmować stanowiska wyższego szczebla bez kilkudziesięciu czy kilkunastu lat doświadczenia.

    Im większa firma tym bardziej zarzadzanie jest sztuką dobierania ludzi i zarządzania nimi, ludźmi, którzy są managerami/specjalistami.

    Pojmowanie takie jak zaprezentowała Dorota „cała kompetencja polega na byciu poganiaczem niewolników i bezlitosnym (i bezsensownym) cięciu kosztów” to jest jakaś karykatura, jakieś skrzywione spojrzenie, tym bardziej, ze cięciem kosztów zajmuje się CFO.
    Nawiasem mówiąc, w przypadku CFO branża ma jeszcze mniejsze znaczenie, finanse wszędzie są podobne a różnice wynikające ze specyfiki branży nie są czymś, czego utalentowana osoba nie jest w stanie ogarnąć w relatywnie krótkim czasie.

    Firmy, które zawodowo zajmują się rekrutowaniem na stanowiska wyższego szczebla (np. Korn Ferry – najlepsza jaką znam w obszarze executive) badają analitycznie głównie kompetencje osobiste, cechy osobowościowe, które zostały określone, jako kluczowe dla danego stanowiska i odpowiadają firmie – np. empatię, pokorę, umiejętność złożonego myślenia, umiejętność kreatywnego myślenia itd. doświadczenie z branży jest znacznie mniej ważne niż doświadczenie w zarzadzaniu ludźmi, które buduje kompetencje. Rekrutując określa się style decyzyjne, style poznawcze itd.

    Wg Korn Ferry wynik firmy/managera to:
    – Wiedza (Wykształcenie, Umiejętności, Doświadczenie) to tylko 10% wagi
    – Zachowania (Style Przywódcze, Style Myślenia, Inteligencja Emocjonalna) to aż 50%
    – Motywacja (Wartości, Motywacje, Oczekiwania) to 40%

    CEO, który zarządza międzynarodową korporacja musi umieć przede wszystkim szybko i trafnie podejmować decyzje i zarządzać ludźmi. Jeśli niemal, co kwartał kupuje się małe lokalne spółki, start-upy, kupuje się produkty i prawa od innych podmiotów to w samy obszarze strategii i rozwoju jest cały sztab specjalistów.

    Z moich doświadczeń (to tylko osobiste obserwacje) wynika, ze zarządy i management wyższego szczebla zasiedziałe w branży, a nie rzadko w tej samej firmie od kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu lat to raczej nieszczęście niż wartość. Świeża krew jest potrzebna każdej firmie, co najmniej niewielki, stały jej dopływ na wyższym szczeblu. Zawsze będą źli i dobrzy CEO – jedni są bezdusznymi egzekutorami a inni liderami z prawdziwego zdarzenia, którzy wspaniale zarządzają ludźmi i mogą z powodzeniem zmieniać branże.

    @ Dorota, w 159 piszesz chyba pod wpływem jakichś przykrych, osobistych obserwacji? Zawsze się znajda jakieś czarne owce, ale takie pojedyncze przykłady nie są regułą mam nadzieje.

    Troche bzdury piszez – CEO i ogromna ilość szczegółów? Chyba, ze CEO zarządza małą mleczarnia i ma 15 pracowników. CEO, który skupia sie na szczegółach nie odniesie sukcesu – tego jestem pewien. Szczegółami zajmują sie specjalisci, czasem dyrektorzy departamentów, ale tylko do pewnego stopnia.

    Pozdr M

  134. @ 162
    „CEO i ogromna ilość szczegółów?”
    Dotyczących nie tyle firmy, co branży. Nie da się inaczej (m.zd.) rozpoznać zagrożeń i wyznaczyć kierunku rozwoju.

    Ciekawa rzecz wypłynęła w tej dyskusji: rola kompetencji tzw. miękkich. Skąd to się bierze? Ludziska schamieli nagle czy może pracownicy mają większe oczekiwania co do warunków pracy, a więc i atmosfery w firmie? A może to się wiąże z rozwojem branży rekrutacyjnej i HR w samych przedsiębiorstwach? Firmy rekrutacyjne muszą jakoś uzasadnić swoje istnienie, więc dorabiają ideologię (i nową dziedzinę wiedzy) do swojego swatania firm z menedżerami.
    A może ktoś doszedł do wniosku, że pracowników taniej jest motywować pozapłacowo, więc poprawia się „atmosferę” zamiast podnosić pensje? Może zresztą wszystko to po trochu.

  135. @ Gospodarz # 161

    Po prostu nie zgadzam się z wszystkim co Pan napisał. Najbardziej błędna jest fraza „kompy dostraja się do ogólnie znanych formacji”. Już dawno tak nie jest!!! Teraz kompy karmione big data same się dostrajają.

    [A ja się nie zgadzam z większością tego, co Pan napisał. Z większością, bo big data ma jakiś wpływ, ale zdecydowanie nie taki jak Pan sobie wyobraża. Problem jest w tym, że Pan sobie właśnie wyobraża, a ja wiem. Pozostańmy wiec przy swoich wyobrażeniach/zdaniach. PK]

    #162 i 163
    Zdecydowanie jestem po stronie Magnavoxa i pozostaję w zdziwieniu po zapoznaniu się co Gospodarz i Dorota piszą o pracy CEO. Ale mam zastrzeżenie – najważniejszy jest właściwy wybór strategii działania firmy. Wszyscy przeceniacie kwestię zarządzania ludźmi.

    [Skoro Ogif jest za tym, że facet od płytek może kierować (dobrze) telekomem to pozostaje mi z jeszcze większą pewnością się nie zgadzać 😉 PK]

  136. @ Dorota, 163

    Dlaczego ludzie mieli schamieć? Nie rozumiem tej uwagi.

    Ktoś, kto kieruje biznesem na kilku kontynentach albo nawet tylko sprzedażą w wielu krajach nigdy nie bedzie znał specyfiki każdego kraju. Różnice wynikajace choćby z lokalnego prawa i kulturowe/historyczne moga być ogromne. Branże warto znać, ale nie szczegóły, bo sa niepotrzebne i często się zmieniają, zmieniają się, coraz szybciej. Przecież oni często nie znają nawet wszystkich swoich produktów (nikt nie jest w stanie ich poznać), jeśli firma jest globalna.

    To, ze pieniądze generalnie nie są jedyna ani najważniejszą motywacją wiadomo od dawna i wiadomo, ze na pewnym poziomie podwyżki, o których piszesz przestają mieć znaczenie.
    Pokolenia X, Y i Z różnią się od siebie a wymagania rosną. Co raz bardziej cenią aspekty pozapłacowe – np. swobodę, elastyczność czasu i miejsca pracy. Kiedyś nowi pracownicy składali CV drżącą ręką a dziś pytają „Co możesz mi zaoferować” i dobrze, ze tak pytają!

    Profesjonalny head-hunter jest bardzo skuteczny i warto mu płacić. Jeśli chcesz CEO, który jest egzekutorem i przeprowadzi bolesna transformacje to takiego znajdą (o określonym stylu myślenia, zarzadzania i określonych „prymitywnych” motywacjach), zorientowany na tu i teraz, na akcje (jak kierowca) dostanie kontrakt, w którym 90% wynagrodzenia to będzie bonus zależny od redukcji kosztów. A jeśli firmie zależy na jakichś wartościach, na zrównoważonym, stabilnym rozwoju to potrzebny jest zupełnie inny, długookresowy lider o dojrzałym stylu poznawczym, który angażuje, rozwija, jest bardziej wizjonerem niż dyrektorem itd. Narzędzia (głównie testy), jakimi posługują się firmy rekrutacyjne są bardzo skuteczne w doborze osób zgodnym z założeniami klienta i nie da się oszukać tych testów, wszystko wychodzi jak na dłoni. Mówisz i masz 

    „Firmy rekrutacyjne muszą jakoś uzasadnić swoje istnienie, więc dorabiają ideologię (i nową dziedzinę wiedzy) do swojego swatania firm z menedżerami.”
    Nic nie musza dorabiać – psychologia, socjologia, nauka o pracy istnieją od dawna a one wykorzystują je coraz lepiej dzięki nowym narzędziom.
    M

    [Rozumiem Pana tezy, ale trudno mi się z nimi zgodzić. Choćby dlatego, że „psychologia, socjologia, nauka o pracy” to wg mnie (oczywiście tutaj jak widać bardzo się różnimy) to swoiste mumbo jumbo ;-). Nie znam się jednak na tym i bazuję swoje uprzedzenia na tym, że generalnie jestem bardzo podejrzliwy jeśli chodzi o wyniki prac różnych shrink’ów. Jak rozumiem ci znakomici head hunterzy tworzą swoistą nomenklaturę, bo nikt spoza tego wąskiego kręgu nie jest godny zostać prezesem. A to, że taka nomenklatura istnieje (wszędzie, nie tylko w Polsce) jest przecież faktem. PK]

  137. @ Gospodarz # 164

    Pan już dawno nie gra więc to Pan nie wie. Opowieści kolegów o sukcesach giełdowych są skrajnie mało wiarygodne. Nawet nie warto tego słuchać. Oczywiście sami zwycięzcy-bajkopisarze.

    [A kto mówi o „graniu”? I o kolegach graczach? Wymyśla Pan niestworzone historie. Po prostu mam dobry kontakt z twórcami oprogramowania inwestycyjnego. PK]

    Przez CEO należy rozumieć kierownika dużej organizacji gospodarczej. Bardzo dziwne rzeczy Pan pisze o „facecie od płytek”. CEO koncernu produkującego glazurę wcale nie musi być z branży, nawet nie powinien. On ma się znać na skutecznym zarządzaniu organizacją, a nie na technologii wytwarzania produktu. Zupełnie wystarczy że CEO w ramach dobrego zarządzania zatrudni ludzi którzy od wielu lat z powodzeniem pracują w branży płytek.

    [A potem przejdzie do firmy IT i też zatrudni sobie ludzi. To po co on jest? Kto ma wytyczać kierunek rozwoju firmy skoro CEO może się nie znać na jej działalności? Wynika z tego, że byle kto może być CEO. I w sumie może mieć Pan rację 😉 PK]

  138. @ 165
    „Dlaczego ludzie mieli schamieć? Nie rozumiem tej uwagi.”

    Wszystkie te „miękkie kompetencje”, o których mówimy (które zresztą mieszczą się w kategorii inteligencji emocjonalnej wspomnianej przez Ciebie) to nowe nazwy dla dawno znanych pojęć.
    Kiedyś nazywano to kulturą osobistą, a jeszcze dawniej kindersztubą. I to jest również umiejętność współpracy i dostrzegania potrzeb innych.

    Może przesadziłam z twierdzeniem, że ludzie schamieli, bo zawsze kindersztuba była bardziej postulatem niż opisem szerokiej rzeczywistości. To, że miękkie kompetencje znalazły się jako pojęcie w nauce zarządzania także o tym świadczy. Tych kompetencji brakuje – choć nie powiedziałabym, że są ważniejsze (waga 50%) od merytorycznych.

    Ja widzę w tym rozwoju nauki zarządzania i branży headhunterskiej przejaw czystego wyrachowania. Powstała potrzeba, żeby wycisnąć z pracownika maksimum wydajności przez wzrost zaangażowania. Dorabia się do tego nowy dział nauki. Warto mieć tego świadomość.

  139. @ Gospodarz # 166

    Dwa razy NIE i na tym wypadałoby zakończyć ze względu na brak możliwości zbliżenia stanowisk. Ale dodam że nie ma Pan żadnego dostępu do twórców oprogramowania dla podmiotów które kształtują obraz rynku. Programiki dla indywidualnych inwestorów …… szkoda słów.

    [Naprawdę Pan przegina… Nie wiedząc z kim rozmawiam wyrażać takie zdanie to trzeba być albo jasnowidzem albo niezbyt mądrym człowiekiem (eufemizm). Oczywiste jest, że nie mówiłem o „programikach dla indywidualnych inwestorów”. Ale rzeczywiście na tym poziomie rozmowa nie ma najmniejszego sensu. PK]

    Dobry CEO jest po to żeby mieć dobry plan, dobrać do niego odpowiednich ludzi i narzędzia, całość sprawnie i zyskownie zrealizować. Księgowość zarządczą musi dobrze rozumieć, a nie technologię wytwarzania produktu lub usługi.

    [„Księgowość zarządczą” ??? Ble, ble, ble ;-))) PK]

  140. @ 166
    „CEO koncernu produkującego glazurę wcale nie musi być z branży, nawet nie powinien.”
    To „nawet nie powinien” jest raczej śmiałą tezą 🙂

    Jerzy Dobrowolski jako zawodowy dyrektor z filmu „Poszukiwany, poszukiwana” wprowadza poprawki na makiecie inwestycji:
    „- Panie dyrektorze! Tu jest jezioro!
    – A to nie, nie… A nie, dobrze! To jezioro damy tutaj… a ten niech sobie stoi w zieleni.”

    (profetycznie o zawodowych CEO).

  141. @ Gospodarz,

    [Rozumiem Pana tezy, ale trudno mi się z nimi zgodzić. Choćby dlatego, że „psychologia, socjologia, nauka o pracy” to wg mnie (oczywiście tutaj jak widać bardzo się różnimy) to swoiste mumbo jumbo ;-). Nie znam się jednak na tym i bazuję swoje uprzedzenia na tym, że generalnie jestem bardzo podejrzliwy jeśli chodzi o wyniki prac różnych shrink’ów. Jak rozumiem ci znakomici head hunterzy tworzą swoistą nomenklaturę, bo nikt spoza tego wąskiego kręgu nie jest godny zostać prezesem. A to, że taka nomenklatura istnieje (wszędzie, nie tylko w Polsce) jest przecież faktem. PK]

    Myślę, ze istnienie nomenklatury nie wynika z tego, że narzędzia rekrutacji są nieobiektywne tylko raczej z tego, ze klient / rada nadzorcza określa pewne założenia np., że kandydat musi mieć co najmniej 15-20 lat doświadczenia w branży albo nawet doświadczenia z konkretnych konkurencyjnych firm.
    Paradoksalnie właśnie wymóg doświadczenia też sprzyja nomenklaturze, w branżach powstają kółka wzajemnej adoracji. Head-hunter nie decyduje za klienta, management/właściciel dostaje wyniki – opisy kandydatów w odniesieniu do swoich wymogów i założeń wraz z rekomendacjami i sam podejmuje decyzję.

    Nomenklatura jest patologią, ale korporacja może zdrowo wykorzystać firmę rekrutacyjną np. do przebadania kandydatów wewnętrznych i takie przykłady znam.

    Bywa, ze testy potwierdzają, ze ktoś jest beznadziejny i wynik prowadzi do degradacji, odsunięcia od ludzi lub nawet zwolnienia – czasem testuje się by sprawdzić zarzuty współpracowników/podwładnych. W korporacjach odsetek psychopatów jest większy niż przeciętna w społeczeństwie 🙂 Testy sporo pokazują.

    Ja pisze głównie na podstawie własnych doświadczeń – kilka razy brałem udział w profesjonalnym badaniu razem ze współpracownikami z firmy i niezależnie od różnych wyników wszyscy zgodziliśmy się, co do tego, ze testy i rozmowy pozwoliły im baaardzo trafnie opisać każdego z nas.
    W naturalny sposób każdy starał się wypaść jak najlepiej (test i wyniki mogą wydawać się w dużej części deklaratywne) dostosowując odpowiedzi do naszego wyobrażenia o wymaganiach na konkretnym stanowisku i założeniach, jakie stawia nasza firma, ale wszyscy stwierdziliśmy, ze prześwietlili nas na wylot. Wnioski były takie, ze testów nie da się oszukać. Można skłamać nawet kilka razy, ale prawda wychodzi w kolejnym pytaniu lub scenariuszu, ujawniamy ją nawet nieświadomie.

    Podaje Pan dość skrajny przykład – z branży ceramicznej do telekomu, ale sa branże podobne, pokrewne. Jedne sa bardziej złożone i wymagające niż inne, do mniej złożonej zawsze łatwiej przejść.

    Myślę, że z branży farmaceutycznej można bez problemu przejść do spożywczej albo pokrewnej branży elektronicznych urządzeń medycznych i tak się często dzieje. Branża healthcare & beauty jest szeroka. Produkcja czekoladowych batoników, proszków do prania a nawet małe AGD to jedna branża FMCG. Nie widzę nic niestosownego w przechodzeniu do innych branż pod warunkiem, ze CEO ma podstawowe kompetencje. Ja nie lekceważę ani nie wykluczam „organicznej” kariery, ale jestem przekonany ze to nie jest jedyna dobra droga.
    M

    [Pozostaniemy w tej sprawie zdecydowanie przy swoich poglądach. PK]

  142. @ Dorota,

    „Kiedyś nazywano to kulturą osobistą, a jeszcze dawniej kindersztubą. I to jest również umiejętność współpracy i dostrzegania potrzeb innych.”

    Nie wiem czy Ty to spłycasz wszystko od początku dyskusji celowo czy nie rozumiesz. Nie chodzi przecież o to, ze prezes ma mówić sprzątacze dzień dobry i umieć z nią porozmawiać, bo to raczej oczywiste jest.

    Ja nie pisze tylko o tzw. „potocznych” miękkich kompetencjach (odporność na stres, zarzadzanie czasem, praca w zespole itd.)

    Np. style zarzadzania, myślenia, działania czy styl podejmowania decyzji, samoświadomość, podejście do zmiany itd., są badane odrębnie i są wyodrębnione różne style (czasem mieszane) i nie ma zawsze złych ani zawsze dobrych. W zależności od szczebla i rodzaju organizacji/specyfiki biznesu różne style mogą być pożądane i rzecz w tym by optymalnie je dobrać.

    Jeśli bada się empatię to, dlatego, ze na konkretnym stanowisku musi być ona na odpowiednim poziomie. Nie może być ani zbyt niska ani zbyt wysoka. Cel jest precyzyjnie określony. Jeśli jest zbyt niska to wiadomo – oczywiście źle, ale zbyt wysoka tez być nie może, bo osoby nadwrażliwe na stanowisku prezesa np. będą miały duży problem ze zwolnieniem pracownika, który szkodzi firmie / innym pracownikom. Nawet podświadomie będą unikać takiego radykalnego rozwiązania, choć obiektywnie uznane by zostało za najwłaściwsze.

    Wartość pożądana badanej cechy/kompetencji/stylu poznawczego/stylu podejmowania decyzji będzie bardzo zależna od rodzaju organizacji, jej kultury, przyjetych wartości, specyfiki biznesu i jest określana na podstawie wyników/wartości, jakie osiągają najbardziej utalentowani managerowie na rynku w podobnych organizacjach.

    Inny przykład: Prezes powinien myśleć w sposób twórczy, złożony, ale do pewnego wysokiego stopnia, jeśli jego myślenie jest zbyt złożone to będzie wygłaszał wykłady, teoretyzował, komplikował i rozważał a nie zawsze to jest pożądane (czasem trzeba bardziej działać – inny styl) może mieć problem z przekazywaniem swoich koncepcji/myśli pracownikom. Wszystko na odpowiednim poziomie – taki jest cel badań a odniesieniem są najbardziej utalentowani. Jeśli ma się w bazie wyniki 180.000 managerów to jest to jakieś odniesienie.
    M

  143. @ Gospodarz # 168

    Założyłem że nie rozmawia Pan z decydentami z czołowych banków inwestycyjnych. To oni wytyczają trendy. Wszystko jest pochodną ich gry, oprogramowania ich komputerów.

    [Źle Pan, jak to się Panu często zdarza, założył.PK]

    Ble ble ble nazywa się controllingiem i ma krytyczne znaczenie dla zarządzania dużą firmą.

    [W pośpiechu wynalazł Pan termin: „Controlling – system sterowania przedsiębiorstwem zorientowanym na wynik, łączący w sobie jednocześnie procesy poszukiwania informacji, planowania i kontroli funkcjonowania przedsiębiorstwa”. Gdzie tu jest księgowość? PK]

    @ Dorota # 169

    Odleciałaś. Wytłumacz proszę czemu jedna sieć sklepów geometrycznie rośnie a druga bankrutuje i upada. Czy to przypadkiem nie jest efekt pracy CEO?

  144. @ Gospodarz # 172

    Guzik tam źle założyłem. Pański dostęp do programistów banków inwestycyjnych jest mniej niż zerowy. Przecież nie chodzi o Pekao. Zaś controlling jest rachunkowością zarządczą. Bez dobrej informacji o stanie rzeczy nie da się poprawnie zarządzać. ALE ZOSTAWMY TO. Jakoś nic nie pisze Pan o wrażeniach z lektury Bostroma. Czemu? Wciąż leży na półce? Nie spodobało się?

    [Oczywiście, że źle Pan założył, ale nie mam zamiaru tłumaczyć Panu dlaczego. Przesuwa Pan tylko swoje wyobrażenie w górę będąc ciągle odległym od rzeczywistości. Radzę przestać wyobrażać sobie, co inna osoba wie i jakie ma kontakty – tylko się Pan tym ośmiesza. Tak jak controllingiem = księgowości zarządczej ;-)))).

    Bostroma czytam, a równolegle czytam też „Homo Deus: A Brief History of Tomorrow” autor to znany już z „Biblioteki” Yuval Noah Harari. Po polsku chyba jeszcze nie jest dostępna. Zresztą nie wiem, czytam po angielsku. PK]

  145. @ Gospodarz # 173

    Klasyka subiektywizmu. Pan uważa że ja się ośmieszam, ja uważam że Pan się ośmiesza. Obaj pozostaniemy przy swoim zdaniu.

    [Owszem, ale moje zdanie jest zdecydowanie prawdziwe i ja zawsze jak będę chciał (choćby dla zabawy) będę miał ostatnie słowo 😉 PK]

    Niestety nie znam aż tak dobrze angielskiego żeby się męczyć z poważną literaturą w tym języku. Może dałbym radę , ale zbytnio bym się upocił. Poczekam na tłumaczenie.

    [Uczyć się, uczyć i jeszcze raz uczyć ;-)))) PK]

  146. @ Gospodarz # 174

    Po co się uczyć? Zaraz będą doskonałe translatory. Ale na swoje usprawiedliwienie mogę dodać że oprócz angielskiego znam (zupełnie niepotrzebnie) niemiecki i francuski. Jednak nie jest to znajomość na poziomie C2, lecz co najwyżej B2+ (angielski i niemiecki) oraz B1 (francuski).

    [Gratuluję. Ja na tym poziomie znam francuski (uczyłem się 7 lat, ale nie praktykowałem :-(. Za to moja żona zna biegle niemiecki, nieźle angielski, francuski i uczy się hiszpańskiego 😉 w razie potrzeby mam w niej wyrękę. PK]

  147. @ Magnavox, 171
    Oczywiście nie chodzi o kłanianie się sprzątaczkom. Chodzi o gotowość i umiejętność współpracy.

    Po przemyśleniu Twoich argumentów: dalej nie jestem przekonana o konieczności istnienia odrębnego zawodu CEO, ale w moim nieprzekonaniu zrobiłeś pewien wyłom 🙂 Rzecz jest bardziej skomplikowana niż wcześniej myślałam. W pewnych obszarach tej dyskusji możesz mieć rację.

  148. @ Magnavox

    Lata temu startowałem z pozycji poglądów na temat CEO bardzo zbliżonych do twoich. Może wynikało to także z respektu dla osób z większym doświadczeniem i pozycją. Jednak lata poznawania praktyki od środka i ludzi z którymi zetknął mnie los, poczyniły spore wyrwy w moich pierwotnych przekonaniach. Dzisiaj jestem o wiele bardziej sceptyczny, niż kiedyś. Może miałem pecha spotykać niewłaściwych ludzi, a może teoria faktycznie rozmija się z rzeczywistością. Przynajmniej co do jednej rzeczy jestem przekonany – rola CEO jest powszechnie przeceniana, wpływ na wyniki firmy wyolbrzymiany, a wynagrodzenia prawie zawsze są ustawione sporo powyżej ich wartości.

  149. Dotyczy CEO
    1.inteligencja emocjonalna, w wybranych aspektach przejawiająca się w tzw. umiejętnościach interpersonalnych – jest od lat jedną z najbardziej poszukiwanych przez pracodawców kompetencjach pracowniczych. Co pewnie może dziwić, ale odnosi się do większości stanowisk zawodowych: od sprzedawców, poprzez fryzjerów, a i na owych CEO skończywszy. Tak rozumiane oczekiwania pracodawców, a tym samym przedsiębiorców, przedsiębiorstw, itp., itd. – są czymś całkowicie odmiennym od tego co dorota nazwała wychowaniem, kindersztubą – czy ogólnie rzecz biorąc rozumieniem i internalizacją tzw. norm społecznych – przydatnych w kontaktach interpersonalnych, ale jak powiedziałem to coś zupełnie innego niż umiejętności interpersonalne, które w części powinny prowadzić do rozumienia i przewidywania atmosfery emocjonalnej pomiędzy ludźmi, widzenia granic tego co i jak można człowiekowi powiedzieć, przewidywania reakcji, a tym samym wiązać się będzie z rozumieniem reakcji ludzi z którymi się przebywa – na gratyfikacje, umiejętnościami motywowania, itp. I dalej w przypadku owych CEO takie umiejętności będą skorelowane (dodatnio oczywiście) z umiejętnościami przywódczymi, itp. A to są już kompetencje pożądane. Najśmieszniejsze, że pożądane przez każdą firmę/ pracodawcę, często twierdzącego, że obsługi kasy fiskalnej to się sprzedawca nauczy, ale nawiązywania kontaktu i podnoszenia sprzedaży bez umiejętności interpersonalnych już nie.
    2.niewątpliwie mają rację ci, którzy twierdzą, że same umiejętności interpersonalne lub szerzej te elementy inteligencji emocjonalnej, które mogą się przydać w skutecznej pracy (przynoszącej korzyści firmie) – nie wystarczą. Trzeba rozumieć branżę, jej niuanse, przynajmniej wybrane kwestie techniczne, itp.
    3.biorąc to wszystko pod uwagę dobry CEO powinien mieć i to co w 1 i to co w 2, ale ja także nie mogę się pogodzić z tym, że istnieje zawód CEO – bo każdy z nas ma przed oczami film „Poszukiwany poszukiwana”, z którym dogłębnie się zgadza. A wielu z nas ma przekonanie, że jak ktoś umie wszystko to nie umie nic – czy to jest podstawa UPRAWNIAJĄCA do pełnienia zawodu CEO?

  150. Dalej CEO
    4.Nie wiem jak Wy, ale ja mam dodatkowo przekonanie, że kierowanie wielką korporacją, szczególnie taką, której przychody są wypadkową przepisów i warunków – typu ORLEN – nie wymaga przesadnych kwalifikacji. W każdym razie niewielkie są szanse, żeby stało się coś złego, jak co 2 lata na jakieś rok czy dwa przyjdzie kompletny nieudacznik. Wyniki finansowe takiego molocha są wypadkową zarządzania się strukturą samą w sobie, więc zwykle dominująca w swej skuteczności jest zasada „dłużej klasztora niż przeora”. A jak jeszcze raz na jakiś czas trafi się takiemu ORLENOWI – CEO z głową na karku, to sprawy pójdą w dobrym kierunku i większość CEO będzie twierdzić, że są urodzonymi dyrektorami, co należało dowieść (haha), bo widać to po wyniku spółki. Inaczej mieć się będzie sprawa z małymi firmami, które nie zarządzają się strukturą i procedurami obiegu decyzji. Dlatego małą firmę trudno sprzedać, a jej sukcesy są bezpośrednią wypadkową ich szefów (CEO to wtedy za duże słowo) – ich umiejętności społecznych i kwalifikacji merytorycznych (twardych)

  151. Temat CEO bardzo ciekawy a Magnavox dobrze to ujął podstawowe kwestie.
    Jednak jest jeszcze jeden zasadniczy aspekt – kto jest właścicielem danej firmy.
    Jeśli akcjonariat jest rozproszony a celem jest poprawianie wyników z roku na rok ( mimo że oczywiste jest iż w pewnych branżach to niemożliwe albo głupie ) to mamy potem efekty takie jak wielokrotnie tu wspominane.
    A taka jest większość współczesnych CEO – i nie odmawiając im talentu ani kompetencji trzeba zapytać czy są one rzeczywiście tyle warte ( albo inaczej tak unikalne) ile obecnie się za nie płacić przyjęło.

  152. @Doris
    Rozpoczynamy sezon wyników, więc powinni windować wyceny pod wyniki.
    Trzymam LONGI przez najbliższy tydzień, spoglądając na DM czy nie chcą wykręcić czegoś więcej!?

  153. @krzys
    Ja dziś zamknęłam L po 2298.Na weekend bez pozycji. Chcę kupić po korekcie niżej. Co na to rynek?

  154. @Doris #183
    Spóźniłem się, bo poranna podbitka do 2300 byla idealnym pioziomem realizacji 50pkt zyskow.
    Jeszcze trzymam a powinienem czekać na wejście w trakcie dołowania związanego z wyborem Marine Le Pen i związane z tym niskie otwarcie w poniedziałkowy poranek!

  155. W przytoczonej przez kota w 137 wypowiedzi,
    Harari
    stwierdza, że świadomość nie jest funkcją inteligencji
    wbrew dotychczasowej opinii!!!
    ogif w 148 zrobił zgrabny wpis, o niczym,………..i nie zauważył tego co jest przełomowe.

    Bo, jaką świadomość ma maszyna zaprojektowana do wygrywania z szachistami i mistrzami GO? -Zerową!
    Słynny pantofelek, wiciowiec, jest bardziej świadomy od maszyny lejącej najinteligentniejszych szachistów i graczy GO.

    Ludzie potrzebują inteligentnych maszyn,
    ale….. nie potrzebują świadomych maszyn.
    Dopóki więc ktoś nie zaprojektuje świadomej siebie maszyny dopóty taka maszyna nie powstanie

    Na podstawie twierdzenia Haraiego o braku zależności między świadomością, a inteligencją nawet wykładniczy wzrost inteligencji maszyn nie spowoduje powstania maszyn świadomych.

  156. @ Kot # 186

    Oczywiście że przyszłe maszyny informatyczne będą miały świadomość. Łatwo to udowodnić przeprowadzając eksperyment myślowy. Ludzki mózg ma świadomość. Inżynieria odwrotna mózgu niedługo będzie możliwa. Więc stworzenie świadomych maszyn jest tylko kwestią czasu.

    Wpis # 148 był sensowny. Po prostu go nie zrozumiałeś. W ogóle niewiele łapiesz. Moc obliczeniowa jest kluczem do wszystkiego (ale dopiero ta liczona w setkach eksaflopsów czyli trzeba poczekać na lata trzydzieste). Tu na Forum możesz dowolnie nakłamać i dla zabawy opluć ogifa, ale realiów tym nie zmienisz. Singularity is coming. Szybkimi krokami. Dbaj o siebie to może doczekasz.

  157. @ Wszyscy,
    Podsumowanie:
    http://bankier.tv/gielda/4298/kuczynski-francuskie-napiecia/?a=1

    @ Dorota, 176,
    Nie wiem czy istnieje konieczność istnienia takiego zawodu, ale myślę, ze on istnieje i że w wielu przypadkach nie jest to wcale dziwne.

    W przypadku wielobranżowych firm, których wielobranżowość jest unikalna jedynym sposobem na wyhodowanie CEO, który zna, chociaż pobieżnie wszystkie branże byłoby ustawienie mu kariery na 20 lat przed objęciem stanowiska. Będzie jak królewicz, który z góry wie, ze dostanie stołek, bo konkurencja z zewnątrz nie zagraża.

    Philips kiedyś miał 4 dywizje: Oswietlenie, Półprzewodniki, Medyczne i AGD/elektronika. Z jednej strony jarzeniowe żarówki za 30 groszy a z drugiej tomografy, aparaty rezonansu magnetycznego gdzie projekt wstawienia do szpitala trwa długie miesiące i kosztuje dosłownie miliony Euro. Takich skrajnych zestawień można znaleźć setki w wielu korporacjach.

    HP produkuje laptopy i dostarcza zewnętrznym klientom usługi w zakresie HR – to są zupełnie inne bajki, do tego cały biznes drukarek, usług IT i inne. CEO jest i musi być jeden i nie może się na tym wszystkim znać, to niemożliwe. Wiedza pomaga, ale niuanse branż są na jego poziomie bez znaczenia.

    Popatrz na branże w których działa Bosch – w zasadzie można twierdzić, ze CEO nie musi się znać na niczym, poza tym, że musi umieć sprawić, ze CFO, COO, CIO, cały Leadership Team i 350.000 pracowników w kilkudziesięciu krajach świata będzie realizować dobrze wyznaczone cele i spójnie realizować strategie przyjętą na najbliższe kilka czy kilkanaście lat. Tylko tyle i aż tyle. Nawet strategie tworzą konsultanci McKinsey, warianty, scenariusze do wyboru. Sztuka polega na tym by zarządzić ludźmi tak, ze wdrożą strategie zgodnie z planem.

    Im większa korporacja tym wiedza i doświadczenie branżowe maja mniejsze znaczenie. Szczegóły będą w zasadzie im przeszkadzać, nie mogą się na nich skupiać. Zasiedzenie może szkodzić.
    Oni sa jak prezydenci, reprezentują, podpisują, nawet nie mówia swoim jezykiem, czytają z promptera, wszystko istotne i oficjalnie redaguje Corporate Communication. Jeżdżą z kraju do kraju, wysłuchują i koordynują działanie Leadeship Team. 🙂

    Jak w polityce, premier musi się znać na polityce a resortami zajmują się ministrowie i musza dobrze współpracować!

    Japońskie firmy długo miały (i niektóre nadal mają) bardzo tradycyjne podejście, kariera i rozwój są bardzo organiczne, najczęściej w obrębie jednej firmy – jeśli ktoś w trakcie życia zmienia prace więcej niż 2 razy to jest uznany za niestabilnego pracownika (nie przesadzam). Managerowie przechodzą przez wszystkie działy a wszystko niby po to żeby dojść na szczyt z pełnym doświadczeniem – moim zdaniem to wiele sensu nie ma. Wyniki pokazują, ze musza otwierać się na management europejski, amerykański (mam na myśli styl i ludzi) bo w przeciwnym razie przegrywają. Awans przez zasiedzenie to błąd.

    Wygrywają marzyciele, wizjonerzy, którzy potrafią zaskoczyć McKinsey’a 🙂 wiem, ze to trochę brzmi jak korpo bullshit (global picture, helicopter view), ale uważam, ze jest w tym sporo prawdy. Zamiast jeziora przesuwają fabryki i centra R&D miedzy kontynentami, kupuja i sprzedają całe dywizje/branże i biznesy.

    @ Jacek, 178,

    Ja mam ogromny dystans do doświadczenia i pozycji innych. Szanuje starszych, ale siwa głowa albo stołek nie oznacza, ze ktoś jest autorytetem albo, ze jest dobry. Pisałem przecież, ze zasiedzenie i doświadczenie może być obciążeniem. Są prezesi, którymi trzeba zarządzać, czasem w grę wchodzi nawet mikromanagement i dużo związanej tym zabawy i śmiechu a ‘fun at work’ jest bardzo ważny 🙂

    W Polsce ze względu na transformacje w latach ’90 rynek jest wypaczony. Jest obcnie wielu prezesów 40+, którzy sa bardzo przeciętni, awansowali przez zasiedzenie. W tamtych czasach ktokolwiek skończył jakiekolwiek studia związane z zarzadzaniem/biznesem/marketingiem (nawet jeśli ledwo skończył), znał trochę jakiś język dostawał stołek i szybko awansował, konkurencji nie mieli żadnej (mam na myśli głównie wchodzące wtedy do polski obcy kapitał i nowe spółki, czasem najwazniejszy był jezyk obcy). Pierwsze roczniki nowych kierunków zarządzania wyglądały tak, ze na 4 i 5 roku prawie każdy student miał już prace, umowę, dziś są w zarządach, namaszczeni przez wlasciciela, zaufani (mierni, bierni, ale wierni) nawet jeśli byli przeciętni albo słabi już na studiach. Wiem, ze tylko generalizuje i kazdy przypadek inny, ale ogolny obraz slabo wypada. W kolejnych pokoleniach było już znacznie więcej naturalnej konkurencji i rynek stopniowo będzie się zmieniał na lepsze mam nadzieje.

    W krajowych spółkach zbliżonych do monopolu, bez międzynarodowych ambicji, bez innowacji i rozwoju np. takich jak bank (albo paliwowa) może być tak, ze przez kilka lat prezesem może być koń Kaliguli a kula śniegowa będzie się toczyć siłą rozpędu, bezwładność jest taka duża, ze nikt na konia nie zwróci nawet uwagi.
    Natomiast, jeśli potrzebny jest rozwój i właściciel żąda żeby spółka globalnie rosła 2 x szybciej niż rynek i każdego roku zwiększała w nim udział pnąc się stabilnie w rankingu światowym to CEO musi być bardzo dobry, albo po kilku latach odchodzi. Wpływ na wyniki jest zależny od tego, o jakiej firmie rozmawiamy! CEO Nokii popełnił kilka błędów i szybko upadli. Zgadzam się ze wynagrodzenia są chore, jeśli bankier nie był wystarczająco zmotywowany za 10 mln to 12 mln pln rocznie nie poprawi jego motywacji wcale.

    Pozdr M

  158. Macron prezydentem czyli sukces UE.
    Problem w tym że aby UE przetrwała potrzebuje takiego sukcesu w KAŻDYCH przyszłych wyborach we Francji i Włoszech. Czy w przyszłości zawsze wygra Europa??? Śmiem wątpić. Przydarzył się Brexit niewielką większością głosów. Kiedyś przydarzy się Frexit lub wyjście Włoch. Może za 5 lat, a może za 15, ale w sytuacji gdy narodowe wybory w poszczególnych państwach mają siłę rozwalenia całej UE to Europę należy uznać za twór niestabilny.

    Wcale mnie ta niestabilność nie cieszy, ale trzeba pamiętać o niej gdy planuje się np. przyjmowanie euro lub inne posunięcia integracyjne. Dlatego Jarozbaw nie zawsze jest gorszy niż lemingi.

  159. Macron prezydentem czyli Polska przez następne lata nie ma żadnych szans, żeby być w jądrze Europy czy to prowincji eurpejskiej się podoba czy nie.Kropka.

    Serdecznie pozdrawiam, Warszawiak.

  160. @ Warszawiak # 190

    Mamy nieustającą możliwość wejścia do jądra Europy. Po prostu nie chcemy tego robić. Wejść łatwo, wyjść trudno. W dodatku jest duże prawdopodobieństwo że w ciągu najbliższych kilkunastu lat jądro (czyli właściwie strefa euro) przestanie istnieć. Więc lepiej poczekać, rozwijać się szybciej niż Europa i zobaczyć co zostanie z jądra za 10-15 lat.

  161. ” W dodatku jest duże prawdopodobieństwo że w ciągu najbliższych kilkunastu lat jądro (czyli właściwie strefa euro) przestanie istnieć. ”

    Ogif, Ty i wielu, jak nie prawie wszyscy na blogu tak przed wielu laty twierdziło i dalej twierdzi a strefa euro jak istniała tak istnieje i istnieć będzie….. a Polska za Jarosława do jądra nigdy nie wejdzie, ponieważ jak pisałem wejście do tej strefy jest warunkiem niezbędnym ale niewystarczającym do tego żeby do tego jądra zostać przyjętym….
    A tak na marginesie, to nie byłbym taki pewny tego, że Jarosław nie zmieni zdania i do strefy euro jednak wejdzie….. wtedy Tuskowi b. utrudni powrót na polską scenę polityczną…..
    Krótko: Ty Drogi Ogifie i pozostali módlcie się, żeby to Merkelowa wygrała a nie Schulz…. Schulz taki wyrozumiały dla a zagubionych Europejczyków jak Merkelowa już nie będzie…. i złamistrajkami z dziubków nie będzie sobie pił….. 😉

    Warszawiak.

  162. @Warszawiak #192
    „[…] wielu, jak nie prawie wszyscy na blogu tak przed wielu laty twierdziło i dalej twierdzi [że strefa Euro się rozpadnie] a strefa euro jak istniała tak istnieje i istnieć będzie […]”

    .
    Butem, kłamstwem i za mordę plebs, tak też można! Ciągnąć skutecznie i długo. Co Ty sobie myślisz, że jak kilka osób przejrzy na oczy, to jądro (raczej „jądro ciemności”) tak samo z siebie się rozpadnie? Niedoczekanie.

    Masz tu jak znalazł czytankę na dzisiaj:
    „German trade surpluses demonstrate the failure of the Eurozone”
    http://bilbo.economicoutlook.net/blog/?p=35846

  163. Jacek!

    „Największa nadwyżka w handlu Niemiec jest już od dawna krytykowana na arenie międzynarodowej m.in. przez amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa. Ostatnio krytycznie wyraził się o niej kandydat na prezydenta Francji Emmanuel Macron, podkreślając, że siła niemieckiego handlu „jest nie do zaakceptowania”.

    „Nadwyżka handlowa jest dowodem na konkurencyjność niemieckich produktów i usług“ – podkreślał we wtorek (18.04.2017) wiceszef Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej / Deutschen Industrie-und Handelskammertages (DIHK) Achim Dercks. „Reakcją na to nie może być jednak osłabianie silniejszego” – zauważył.”

    http://www.dw.com/pl/lagarde-niemcy-musz%C4%85-inwestowa%C4%87-nadwy%C5%BCk%C4%99-handlow%C4%85/a-38474691

    Powtórzę jeszcze raz:

    „Reakcją na to nie może być jednak osłabianie silniejszego” !!!

    Macron o tej nadwyżce wie a pomimo to, jest za jeszcze ściślejszą współpracą z Niemcami i …….
    ale prawdopodobnie na innych zasadach, b. zdrowych….. czy to jest możliwe? jest…. tym b. że jest co dzielić….. sprawiedliwiej dzielić….. omijając krzyworyjników….

    Warszawiak.

  164. @ Warszawiak # 192

    1.Nie wiesz tego jak długo będzie istnieć strefa euro. Nikt nie wie. Niewątpliwie jest duże ryzyko że eurozona przestanie istnieć podczas najbliższego dużego kryzysu gospodarczego.

    2.Uporczywie i BEZZASADNIE nazywasz Polskę łamistrajkiem Europy. Zdrajcami UE są Włosi i Grecy ponieważ nie strzegą swoich granic. Polska strzeże i nie przepuszcza masowych migrantów. Poza tym rozjaśniamy Frau Merkel i innym błądzącym że przyjmowanie zbyt licznych obcych kulturowo migrantów szkodzi Europie.

    3.Herr Schultz nas może w d… pocałować. Właśnie o to chodzi żeby tak pozostało. Aby władza nad Polską była w Warszawie, a nie w Berlinie. Ty jako Niemiec chciałbyś odwrotnej sytuacji. Rozumiem to.

    4.Nie przyjmiemy euro ponieważ zdecydowana większość Polaków tego nie chce. Oprócz tego w Konstytucji jest zapisana złotówka. Nie dostaniecie Polski w wasze szkopskie łapy.

  165. @Doris
    Zamknalem LONGI po tym podbiciu.
    Obecnie ruch w bok i podejscie z lekkim nadbiciem wydaje sie zbyt ryzykowne. Pozostaja 4 sesje kwietnia i wystarczy gdy utrzymaja sie blisko szczytow czyli 2300.

  166. „Zdrajcami UE są Włosi i Grecy ponieważ nie strzegą swoich granic. Polska strzeże i nie przepuszcza masowych migrantów. ”

    Zgoda……. tym b. zgodzę się z tym po przeczytaniu książki „Nowa Odyseja” Patricka Kingsley….. postępowanie Grecji i Włoch oceniam jako współpracę z przemytnikami i handlarzami ludźmi…. jednak nie zgadzam się z wnioskami autora tej książki…. moja propozycja była i jest:

    Natychmiast zlikwidować strefę Schengen!

    „Nie przyjmiemy euro ponieważ zdecydowana większość Polaków tego nie chce.”

    Nie chce, ponieważ była ogłupiana przez krótkowzroczne gwiazdy telewizyjne… w tym przez analityków też….. , którzy teraz jak zwykle po pomyłce mają rączki w nocniku i informują….. o k. pomyliłem się…. 😉

    W.

  167. @ Warszawiak # 194

    Zapomnij proszę na chwilę, że to jest generalnie fajne, gdy silny grabi słabego, bo ten silniejszy zwyczajnie MOŻE i na dokładkę przynosi mu to zyski. Z punktu widzenia Kalego, to jest takie proste i takie korzystne. Jak już wyłączysz właśnie TEN ARGUMENT, to odpowiedz mi na proste pytania:

    a) Czy znasz JAKIŚ inny argument, moralny, społeczny, polityczny itp. który by uzasadnił – jakiekolwiek WIĘKSZE NIŻ ZERO – nadwyżki eksportowe???

    b) Czy wszyscy (wszystkie państwa) mogą mieć nadwyżki, skoro to jest (hipotetycznie zakładając) „dobre”?

    Tylko uważaj, żeby Ci się szare komórki nie zagotowały od kombinowania.

  168. Panie Piotrze!

    Czy po wyborach we Francji planuje Pan kolejny wpis? Patrzac na dzisiejsza euforie w Europie i przebicie oporow (np na DAX) byc moze mamy poczatek nowego cyklu wzrostow i stad moje pytanie.

    [Opisałem w komentarzu porannym co o tym myślę. Nie widzę powodu do dłuższego rozpisywania się na ten temat. Wyłącznie z powodu wyborów we Francji dalszego ciągu hossy nie będzie. Poza tym mam za tydzień przez tydzień urlop. PK]

  169. Panie Piotrze

    Poranny komentarz oczywiscie czytalem. Myslalem jednak, ze skala dzisiejszych wzrostow nieco przerosla Pana oczekiwania ale po odpowiedzi wnioskuje, ze nie. Zycze Panu udanego urlopu bez wzgledu na miejsce, do ktorego sie Pan udaje . Przez tydzien tez mozna odetchnac

  170. ad #148
    Jeśli za pomocą odwrócenia tego co nie udowodnione można cokolwiek udowodnić,
    to taki sam dowód jak Berczyńskiego dowody na przyczynę Katastrofy Smoleńskiej.
    Mamy do czynienia z klasycznym myśleniem PISowskim.
    Najpierw stawiamy tezę oświadczając ,że jest prawdziwa, a skoro jest prawdziwa, to trzeba tylko… poszukać dowodu na jej prawdziwość. Jeżeli takiego dowodu nie możemy znaleźć
    to świadczy tylko o niepełnej wiedzy ale nie -tezy,
    która założenia jest przecież prawdziwa.
    Natomiast wszelkie dowody na nieprawdziwość tezy są ignorowane,
    bo jako sprzeczne z tezą z założenia prawdziwą nie mogą być prawdziwe.

  171. ad #187
    Jeśli za pomocą odwrócenia tego co nie udowodnione można cokolwiek udowodnić,
    to taki sam dowód jak Berczyńskiego dowody na przyczynę Katastrofy Smoleńskiej.
    Mamy do czynienia z klasycznym myśleniem PISowskim.
    Najpierw stawiamy tezę oświadczając ,że jest prawdziwa, a skoro jest prawdziwa, to trzeba tylko… poszukać dowodu na jej prawdziwość. Jeżeli takiego dowodu nie możemy znaleźć
    to świadczy tylko o niepełnej wiedzy ale nie -tezy,
    która założenia jest przecież prawdziwa.
    Natomiast wszelkie dowody na nieprawdziwość tezy są ignorowane,
    bo jako sprzeczne z tezą z założenia prawdziwą nie mogą być prawdziwe.

  172. „a) Czy znasz JAKIŚ inny argument, moralny, społeczny, polityczny itp. który by uzasadnił – jakiekolwiek WIĘKSZE NIŻ ZERO – nadwyżki eksportowe???”

    Kilka lat temu wkleiłem na blogu cytat z przeczytanej i polecanej prawdopodobnie przez Pan Piotra książki, gdzie autor tej książki twierdził i udowodnił to, że chcąc mieć z roku na rok wzrost gospodarczy, to można to osiągnąć tylko dzięki kredytom lub nadwyżkom w handlu zagranicznym a jeżeli tak, to…

    Ty jesteś za kredytami a ja za nadwyżką.Kropka.

    „b) Czy wszyscy (wszystkie państwa) mogą mieć nadwyżki, skoro to jest (hipotetycznie zakładając) „dobre”?”

    Nie marudź. A z wrodzonej grzeczności odpowiem jednak – nie.

    Kolejny raz pytam czy czytałeś książkę ” Chiny światowym hegemonem?” a jeżeli nie to przeczytaj… koniecznie.
    Nigdy nie będzie tak, żeby wszystkie kraje wychodziły na zero w handlu zagranicznym a tzn że w strefie euro….. tzn w tym jądrze, powinien zostać wprowadzony taki przepis, że cała nadwyżka, która jest większa niz 6 czy 4% zostaje przekazana na fudusz wspomagajacy kraje z deficytem a tzn że to Niemcy czy inne kraje np Holandia będą zainteresowane ograniczenie swojego eksportu…. Kropka.

    Warszawiak.

  173. @ Kot

    Akurat metoda eksperymentu myślowego pochodzi od Alberta Einsteina, a nie z Komisji Smoleńskiej.
    Zresztą naukowcy już zbudowali elektroniczne odpowiedniki biologicznych mózgów prostych organizmów. Zbudowanie odpowiednika ludzkiego mózgu jest tylko kwestią czasu. Europejski program naukowy Blue Brain Project spróbuje to zrobić już w przyszłej dekadzie, ale nie wiemy czy im się uda. Być może trzeba będzie dłużej poczekać na sukces. Może nawet całkiem długo np. kilkadziesiąt lat. Tego nie wiemy. Ale tylko timing jest niepewny. Samo zbudowanie elektronicznego odpowiednika ludzkiego mózgu jest praktycznie pewne. Potrzeba tylko dużo więcej mocy obliczeniowej. Ona będzie.

    Z czym masz problem? Czy naprawdę nic nie rozumiesz z nadchodzącej rewolucji elektronicznej czy tylko chcesz potrollować przeciwko ogifowi?

  174. @ Warszawiak # 197

    Likwidacja strefy Schengen może być w przyszłości konieczna, ale to miałoby złe konsekwencje gospodarcze więc należy próbować ratować strefę. Chyba wystarczyłoby postraszyć Włochy i Grecję wyrzuceniem ze strefy.

  175. @ Magnavox, 188
    „Philips kiedyś miał 4 dywizje”
    „Zamiast jeziora przesuwają fabryki i centra R&D miedzy kontynentami, kupuja i sprzedają całe dywizje/branże i biznesy.”

    Ciekawy post, dziękuję. Korporacyjna nowomowa jest tutaj bardzo na miejscu 🙂
    Przyjmuję do wiadomości, że firma działająca na poziomie globalnym jest na tyle skomplikowana, że CEO nie musi znać się na poszczególnych biznesach. Każda jednak inna sytuacja tej znajomości m.zd. wymaga. Niemniej opisałeś to ciekawie.

    @ Gospodarz
    No to zabawny się jak zwykle w zgadywanie, gdzie Pan pojedzie – proszę podać strefę czasową.
    Nie wiem, czy Pan zdaje sobie sprawę, że jest nam coraz łatwiej – coraz mniej miejsc, gdzie Pan jeszcze nie był.

    Majówka na Antarktydzie? 😉

    [Przegapiłem, sorry ;-). Nie tym razem tam, gdzie już byłem i tylko tydzień 😉 – strefa +2h. W inne miejsca mam lecieć (każdy po dwa tygodnie) w listopadzie i w styczniu ;-). Im jestem starszy tym bardziej nie lubię ponurej jesieni i zimy :-(PK]

  176. @Warszawiak #203
    „[…] Ty jesteś za kredytami a ja za nadwyżką.Kropka.[…] powinien zostać wprowadzony taki przepis, że cała nadwyżka, która jest większa niz 6 czy 4% zostaje przekazana na fudusz wspomagajacy kraje z deficytem […]”

    .
    Cieszę się niezmiernie, że w końcu ustaliłem jednoznacznie TWOJE stanowisko w sprawie nierównowagi handlowej. Przyjmujesz postawę Kalego, czyli zakładasz, że wykorzystywanie sąsiada jest „dobre”, bo skoro to on jest słabszy, to jego wina, że daje się wykorzystywać. Zgaduję, że taka postawa jest Ci miła, ponieważ akurat żyjesz w kraju który eksploatuje słabszych, a nie w kraju wykorzystywanym. OK, twoja sprawa. Oby Ci się los kiedyś nie odwrócił.

    Rozumiem, że propozycja ograniczenia bezkarności wyzysku do 6% to kpina, to tak, jak gdyby sąsiad mógł mi ukraść z domu co chce bez kary, pod warunkiem że nie więcej niż za 10k PLN i nie częściej niż raz na rok. Jak ukradnie więcej, to nadwyżkę ukradzionego ma oddać na policyjny fundusz pomocy ofiarom kradzieży? Dobrze zrozumiałem twoją ideę „funduszu z nadwyżek ponad dozwolonym poziomem łupienia sąsiadów”??

    Generalnie się z Tobą nie zgadzam, zarówno z powodów merytorycznych, jak i z powodów etycznych.

    Na freeriderów jest jedno proste rozwiązanie, nazywa się CŁA ochronne. Wojny walutowe i własna waluta także może chronić przez chciwością silniejszego.

    Kryzys jasno pokazał, że Niemieckie elity nie są zdolne do samoograniczenia własnej chciwości w imię wspólnego interesu. Może dlatego, że „wspólny” interes europejski to od zawsze była fikcja. Dlatego lepiej szybko skończyć z UE i rozwalić to bagno w drzazgi, a nie liczyć na cud i zmianę postawy Kalego.

  177. @ krzyś,
    Konwertuje w polskie akcje. Niech będą wzrosty 🙂 i silny sygnał. Trzeba dać im szanse, choćby na jeden dzień.
    M

  178. @ Gospodarz,

    A listopad i styczeń jakie strefy?
    Był Pan w Cancun na Jukatanie?
    M

    [Byłem. Dwa razy – raz podczas zwiedzania Meksyku (dłuższa wycieczka jakieś 25 lat temu), a drugi raz na przełomie 2008/2009 – tylko Jukatan (Cancun nie było docelowym miejscem, ale też byłem). Listopad też +2h ale dość daleko, a styczeń -2h. Dla mnie nowe miejsca. PK]

  179. @ Gospodarz,

    Kenia i Azory?
    M

    [W Kenii i Tanzanii byłem ćwierć wieku temu (około), na Azorach nie byłem, ale nie wybieram się tym razem 😉 PK]

  180. Mayotte i Wyspy Zielonego Przylądka?

    [WZP na przełomie 16/17 spędziliśmy 2 tyg. Mayotte? Nie wiedziałem, że coś takiego istnieje ;-). PK]

  181. @Magnavox #210 @ogif
    Sprobuje jutro w poludnie po porannym podbiciu wejsc szortami i wymienic sie z panikujacymi i zamykajacymi pozycje. Silnym wsparciem do czasu rozliczenia czerwcowej serii powinien byc poziom 2300, bo na wykresie zainicjowana jest 5-ta fala (12 kwietnia-16czerwca?) (hmm z celem 2550-2700?)
    PS.
    Przypominam, ze niektorzy zartowali sobie po przebiciu poziomu 1830, ze Rajd Swietego Mikolaja skonczy sie dopiero w przyszlym 2017 roku na 3000pkt! Czy obserwujemy komputerowa super AI w natarciu!?

  182. Wyspy były, ale mnie się opcje kończą na strefe UTC-1, chyba, że San Escobar?

    A UTC+3 Sudan!!!

    [No dobrze, Mauritius i Gambia 😉 PK]

  183. @Gospodarz,
    Za trudne. To sa strefy UTC+4 i UTC+/-0, ale tam chyba nie ma czasu letniego i stad teraz roznice 2h. W listopadzie i styczniu bedzie +3h i -1h 😉
    M
    [Bazowałem na obecnej różnicy. PL]

  184. @Warszawiak

    Zapewne myślisz sobie, że ukochane Niemcy są takie cacy, bo są takie cwane i skutecznie rolują sąsiadów polityką „beggar thy neighbour’? Myślisz sobie, że to dobrze, bo coś skapnie z pańskiego stołu także dla Ciebie?

    Błąd! To NIE potrwa wiecznie, a zyski nie są dla Ciebie. Zastanów się nad historią stosunków gospodarczych Meksyk-US i wspólnym interesie oligarchicznych elit w poszukiwaniu zysków kosztem własnych społeczeństw.

    Konflikty wbudowane w politykę nierównowagi w wymianie handlowej, tak naprawdę, nie przebiegają w płaszczyźnie bogate państwo vs. biedne państwo, bo to jest przede wszystkim konflikt pomiędzy oligarchią i ponadnarodowym kapitałem, a wykorzystywanymi społeczeństwami OBU krajów, z drugiej strony. W OBU państwach społeczeństwa jako całość odnoszą straty, tylko innego rodzaju. Wygranymi są zawsze TYLKO elity obu państw.

    Przeczytaj i przemyśl:
    http://www.monde-diplomatique.pl/index.php?id=1_4

  185. „Myślisz sobie, że to dobrze, bo coś skapnie z pańskiego stołu także dla Ciebie?”

    Drogi Jacku… myślę, że poruszasz się na granicy bezczelności…… a niby co miałoby mi spaść…? a co masz na myśli pod określeniem „pański stół” …..

    „….. a zyski nie są dla Ciebie.”

    No nie są i nie były…… chociaż im mniejsze bezrobocie i im większa stopa zatrudnienia tym lepiej… tzn lepiej powinno być….

    Warszawiak.

    PS. Przeczytam.
    A tak na marginesie w ostatnim wpisie pisałem o Bożence….. i wpisu brak….. 😉

    [I będzie brak. Pisałem, że będę usuwał Pana posty, jeśli dojdę do wniosku, że nie zasługują na publikację i tak będę robił. A zawiść niemieckiego emeryta naprawdę nikogo tutaj nie interesuje. PK]

  186. @ Warszawiak,

    Jaki brak? O Bożence, co zdjęcia nie chciała? Nie widzisz?

    M

    [Był jeszcze jeden post, w którym Warszawiak usiłował udawać warszawiaka cwaniaka i wbijał się między wódkę i zakąskę (między naszą wymianę). PK]

  187. @ Gospodarz,

    Widziałem.

    @ Warszawiak,

    Nie ma bajki o Bożence co zdjęcia nie chciała, jest tylko legenda o Wandzie, co Niemca nie chciała 😉

    M.

  188. No dobra, będzie bez PS……. .

    [ciach. Proszę się nie wygłupiać. I mocno oszczędzać, żeby nie musieć zazdrościć ;-). Nawiasem mówiąc nie bardzo wiadomo czego w obecnych czasach… PK]

  189. Drogi Jacku!

    [ciach. I znowu całość do kosza. Jakże mi przykro ;-))) Trzeba być wyjątkowo o(d)pornym, żeby z moderatorem walczyć.PK]

  190. @Doris
    5L 2374 piekny poziom choc obawiam sie, ze moga 2430 wykonac na dobre zakonczenie kwietnia.

  191. -Eksperyment myślowy natchnął Einsteina wynalezieniem szczególnej teorii względności,
    ogif dokonał czegoś większego, udowodnił -odwracając nieudowodnione.
    ps.
    ogif również udoskonalił myślenie PISowskie polegające na pomijaniu argumentów , które dezawuują ich PS-prawdę, która z założenia prawdziwa i niepodważalna, jak przyczyna katastrofy smoleńskiej , musi zwyciężyć mimo wszystko, bo przecież prawda zwycięża.
    Dla ogifa panaceum na wszystko jest wykładniczy wzrost mocy obliczeniowych, więc nie musi szukać
    argumentów, uzasadniających, że to panaceum ludzi nie musi uszczęśliwić,
    bo z założenia uszczęśliwi,
    ale tak jak każdy dobry PISowiec jest ślepy na wszystko co może, tę jego ogifowa prawe podważyć.

  192. @krzys
    Tak to widzę: wybicie oporu 2389 to wzrost do 2400-10 lub 2430-45 ; wybicie wsparcia 2362 to zejście do 2340-50 lub 2300. Co na to rynek?

  193. Jacek!

    Artykuł dosyć długi i zapewne interesujący, jednak w ramach protestu dot. bezprawnej i bezpodstawnej cenzury blogowej udaję się na czasową blogową banicję….. a ze swojej strony polecam tym, ktorzy tak polubili latanie samolotami książkę, o której dzisiaj w TVN rozmawiano

    „Twoje zdrowie w twoich rękach ebook”. Dr Frédéric Saldmann

    od ok. 10 min mam ją już na tablecie…

    Serdecznie pozdrawiam, Warszawiak.

  194. @ Kot # 224

    Dalszy dynamiczny wzrost mocy obliczeniowej spowoduje eksplozję elektronicznej inteligencji. To całkowicie zmieni świat. Kropka.

    Patrzysz sobie w telewizor, patrzysz sobie przez okno i nie dostrzegasz przełomowych zmian. Więc wydaje ci się że opowieści Kurzweila, Hawkinga, Kaku, Bostroma, Markrama, Muska to takie bajdurzenie science fiction i wszystko pozostanie po staremu. Twój problem.

  195. @Warszawiak

    Przyjęty właśnie przez rząd federalny specjalny raport o bogactwie i ubóstwie Niemców:
    https://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/makroekonomia/biedni-niemcy/
    zawiera między innymi takie informacje:
    „Zatrudnieni, którzy sytuują się w grupie 40 proc. osób z najniższymi płacami, zarabiają mniej niż w połowie lat 90.”
    „Już 14 proc. Niemców jest zagrożonych ubóstwem […] w latach 90. wynosił on poniżej 12 proc.”

    Zaiste, wspaniała to miara niemieckiego „sukcesu”. Jeżeli właśnie takie mają być rezultaty debilnej polityki austerity i używania cudzej waluty Euro, to ja poproszę o niezwłoczne wypisanie z tego klubu.

    A Tobie życzę zaliczenia się do tych Niemców, których dochody NIE zmalały. A jeżeli masz akurat pecha nie należeć do tej lepszej części, to polecam wydrukowanie sobie kolorowych wykresów wzrostu nadwyżek eksportowych, przyklejenie ich w kiblu na ścianie, z dużym dopiskiem: „wszystko to dzięki mojemu poświęceniu dla Vaterland”. Dla polepszenia samopoczucia i utrzymania wysokiego morale, oczywiście (w nagłej potrzebie, gdy skończy się rolka, także może się przydać… 🙂 🙂 ).

  196. @Doris
    Zamykam pozycje, bo wyglada ze nie maja juz sily pompowac!
    Dodatkowo poznalismy: zarys „fenomenalnego podatku” = tylko obnizenie CIT-u z 35 do 15% i same ogolniki co do innych ograniczen podatkowych! Nadal niejasne! Poznalismy obiecanki dot CIT-u uzasadniajace usiackie wyceny…..a to jest zwiastun nadchodzacej korekty! Kiedy? Za tydzien czy „Sell in May and Go away”?

  197. @ Krzys # 230

    Zamykam. W tym ruchu możemy nie dojść do 2500. Mnie 2400 wystarczy. 700 punktów w pół roku piechotą nie chodzi. Rzadko miewam tak dobry wynik.

  198. @ogif #231
    Nigdy nie chwaliles sie wynikami…. nawet za starych czasow jako figo fago…
    moze trzeba teraz aby szczeka opadla „naszemu marynarzowi”?
    Gdzie jest F, ktory wiescil zwale gdy falowalismy wokol 1750?
    Przesmiewcy drukowali 3000 na koniec roku, nie wierzac w moc obietnic TRUMPA w windowaniu wycen.

  199. @ Ogif,

    Gratulacje! To teraz prywatnym odrzutowcem na majówke w słońcu do Las Vegas … :-)))))))

    M

  200. @Ogif
    Jesli zamykac to wszystko i koniecznie trzeba zafundowac sobie kilka miesiecy wakacji.
    Najgorzej jest zostawic sobie ogonek, o ktorym niepotrzebnie trzeba myslec zamiast odpoczywac!
    Wtedy wakacje staja sie udreka! Nie popelniaj takich bledow!

  201. @ Kryzs # 232

    Najłatwiej chwalić się nieprawdziwymi wynikami. Wtedy nawet można śmiało pisać że AT nadal się sprawdza w 60% 😉
    Niestety realia są pszenno-buraczane. Komputery coraz sprytniejsze. Moja średnia z kilkunastu lat to zaledwie 276 punktów rocznie na jednym kontrakcie. Nie ma się czym chwalić. 700 w pół roku to ewenement. Kiedyś zdarzyło się jeszcze lepiej, ale przecież straty też bywały dotkliwe.

  202. @ogif #236
    Kto chwali sie nieprawdziwymi wynikami? Dawaj goscia zaraz go sprawdzimy 🙂
    Gdy zechcialem zagrac przeciwko AT, ktore wygenerowalo olbrzymi sygnal kupna 5 gru 2016 to ponioslem olbrzymie straty!! Przestan wyglupiac sie ze sprawdzalnoscia AT, bo nie probowales aktywnie grac!

    Czy zauwazyles, ze plan Trumpa polega na przesunieciu dodrukowanej kasy z bankow do kieszeni najbogatszych? Czy jest z czego cieszyc sie???
    Druga sprawa to wybory we Francji: czy jest jakis wybor? Ponad polowa Francuzow to zagorzali socjalisci! Czy socjalisci pojda przeciwko bankierowi i zaglosuja na Marine Le Pen??
    Wtedy RF znowu beda zdumione: glownie (tylko) azjatyckie!
    Potem Superinteligentne komputery Wall Street zrobia kolejna fale wzrostowa!!

  203. Timothy Ash; „Niemiecki polityk powiedział mi niedawno, że Unia daje Polsce ok. 12 mld euro rocznie. Z tego 8 mld to są pieniądze niemieckie.
    – A Polacy nie przyjęli ani jednego uchodźcy! Czy Polska ma wobec tego prawo oczekiwać od Unii przez kolejne siedem lat takich pieniędzy z budżetu unijnego!? Nie ma żadnego powiązania wartości europejskich i pieniędzy europejskich. Tak ma być dalej?

  204. @ Krzys # 237

    Grywam aktywnie. Ostatnio faktycznie mniej, ponieważ równie dobrze można zajmować pozycje przeciwne do AT jak zgodne z klasyką. Oczywiście diabeł tkwi w szczegółach czyli w ustawieniu stopa, ale zasadniczo jeszcze 10 lat temu AT dawała (niedużą) przewagę, a teraz zupełnie tego nie widzę. Komputery robią swoje.

    @ Kot # 238

    Podstawową wartością europejską jest nie wpuszczanie kolejnych milionów nie asymilujących się muzułmanów. PODSTAWOWĄ. Imigrantolubni Niemcy, Włosi, Grecy, Szwedzi działają przeciwko Europie.

    Ile dywidend i odsetek (od kiedyś polskiego majątku przejętego za grosze gdy byliśmy słabiuteńcy w latach 90-tych) płynie rocznie w drugą stronę, z Polski do Niemiec? Ile Niemcy korzystają na tym że ich końcowy eksporter kosi większość marży, a polski poddostawca niewiele zysku ogląda?
    To są znacznie większe sumy niż 8 mld euro rocznie!
    Więc niech bajki o tym jak to Niemcy nam pomagają opowiada Warszawiak i jego rodacy. Ty jako Polak nie pleć takich głupot. Niestety to my im pomagamy, a gdybyśmy przyjęli euro to nasza pomoc dla Niemiec znacznie by wzrosła.

  205. @kot

    Powiedz Timothiemu, że w związku z niemieckimi pretensjami do wyceny prawa do zarządzania Polską na aż na 8 mld euro rocznie, by optowali nad wykluczeniem nas z UE i powrotu do normalnej wymiany międzynarodowej, chronionej cłami dla strony niemieckiej. Na pewno to poprze. 😉

    A doraźnie bym wprowadził prawo mówiące o tym, że środki unijne mogą się ubiegać tylko podmioty polskie, z zablokowaniem możliwości wypływu środków unijnych poza kraj poprzez zachodnie firmy.

    G.F.

  206. @Goldfinger
    […] A doraźnie bym wprowadził prawo mówiące o tym, że środki unijne mogą się ubiegać tylko podmioty polskie, z zablokowaniem możliwości wypływu środków unijnych poza kraj poprzez zachodnie firmy.”

    .
    To na ch.. te środki? Przecież będą wtedy bezużyteczne. Mają tylko leżeć w bilansie NBP? Znasz jakiegoś chłopa, który dostał Euro z UE? Ja o takim nie słyszałem. Jechałeś jakąś drogą, której budowę zapłacono w Euro? Ja nie słyszałem o takim przypadku.

    Mogłyby się może przydać Ukraińcom, do wysyłania zarobionych tutaj pieniędzy do siebie. :))

  207. @jacek

    Nie wiem po co nam ta cała kasa z Unii jeśli potem dajemy się wpychać w takie coś:

    http://www.pap.pl/aktualnosci/news,917209,ke-przeglosowala-nowe-normy-emisji–polske-moze-to-kosztowac-10-mld-zl.html

    Nie podają tylko czy rocznie czy ogółem. Normalnie się wściekłem. Zwłaszcza takimi debilami:

    „…Nowe unijne standardy z zadowoleniem przyjęły organizacje ekologiczne. „Dzięki dzisiejszemu porozumieniu, rządy państw poprawią warunki życia wielu Europejczyków” – skomentowała Julia Gogolewska z organizacji ekologicznej HEAL. Magdalena Zowsik z Greenpeace Polska dodaje, że na skutek działalności elektrowni węglowych, w Europie umiera niemal 23 tys. osób rocznie.
    Według niej ambitniejsze limity na emisje zanieczyszczeń to też szansa na przeobrażenie naszej energetyki na bardziej innowacyjną i czystą. „Operatorzy, stając przed koniecznością wydania dużych środków na modernizacje elektrowni i jednocześnie mając świadomość tego, że te normy będą ulegały dalszemu zaostrzeniu, już teraz mogą zdecydować się na wygaszenie działania elektrowni i postawić na inwestycję w nowoczesne technologie, które będą produkować czystą energię, bez uszczerbku dla zdrowia ludzi i środowiska” – dodała Zowsik.
    Podobnie uważa Marek Józefiak z Polskiej Zielonej Sieci, który ocenił, że koszty modernizacji elektrowni, zwrócą się z nawiązką dzięki obniżeniu ogromnych, ponoszonych obecnie kosztów zdrowotnych. ”

    To takie sam mechanizm działania zielonych, jak ulżenie ciężkiej doli koni wożących turystów na Morskie Oko przez zastąpienie ich meleksami i tym samym wysyłając je do rzeźni.

    Koszty modernizacji zostaną przerzucone na na klientów, którzy już teraz palą syfem w piecach. Zamiast likwidacji niskiej emisji i małych przydomowych kotłowni, uzbrajania infrastruktury miejskiej w ciepło systemowe Unia zafunduje nam ekstra kryzys energetyczny.

  208. @Goldfinger #244

    „Nie wiem po co nam ta cała kasa z Unii jeśli potem dajemy się wpychać w takie coś: […] Normalnie się wściekłem. […]”

    .
    Mówiąc całkiem serio, to moim zdaniem, problem nie leży w tym, że podnoszone są normy, co wymusza ponoszenie kosztów na ulepszenia, ani też nie w tym, że funkcjonują dofinansowania do jakichś projektów. Problem leży w samej naturze UE, nie wspominając o katastrofie Euro i debilnej polityce austerity.

    Diabelski przekręt polega na stosowaniu na poziomie luźnego stowarzyszenia państw, mechanizmów właściwych i naturalnych tylko dla pełnej wspólnoty jaką jest państwowość (obojętnie jak ją nazywamy). Wybiera się do stosowania pewne mechanizmy (np. prawo „wspólnotowe”, wolność handlu inwestycji, czy przepływów kapitału), a pomija inne (np. prawo pracy, płace, świadczenia socjalne, ochronę zdrowia).

    Taki asymetryczny układ staje się przez to złodziejstwem, tym bardziej perfidnym, że większość plebsu kompletnie nie rozumie w jaki sposób jest w takim „związku” okradana, albo też jak ona okrada innych. Dezintegracja jest nieunikniona.

    Wydaje mi się najzupełniej naturalne, że powinniśmy ponieść koszty modernizacji elektrowni węglowych. W pełni się z tym zgadzam i w pełni to popieram. Oczywiście pod warunkiem, że poniesiemy te koszty WSZYSCY RAZEM, z Niemcami i Francuzami tak samo, a nasze płace i podatki będą trafiać do wspólnej kasy, nasze emerytury i renty będą takie same i wypłacane ze wspólnego systemu, na tych samych zasadach. I tak dalej, i tak dalej, jak w normalnej społeczności. To jest przecież bardzo proste, jeżeli Francuz ma mieć inne prawa do zasiłków niż ja, to nigdy nie zgodzę się ponosić kosztów inwestycji w jego interesie.

    System stowarzyszonych państw, w których wybiórczo stosuje się tylko powiązania, które nam pasują, a inne, które komuś nie pasują, się pomija, nie będzie NIGDY stabilny. Taki układ NIEUCHRONNIE jest grą interesów zorientowanych na zyskach kosztem tej drugiej strony. Osiągniecie względnej „sprawiedliwości” w relacjach jest tytanicznym wyzwaniem, do realizacji którego można się co najwyżej zbliżać.

    Ale nawet wtedy, przy zrównoważonych i korzystnych relacjach w których OBIE strony zyskują, nie ma żadnej gwarancji, że obce sobie nawzajem społeczeństwa stowarzyszonych ze sobą państw, będą postrzegać te relacje jako „sprawiedliwe”. Taka jest rzeczywistość i trzeba się przestać z nią kopać. Albo wprowadzajmy jedno, wspólne państwo europejskie, albo kijami trzeba rozgonić całą tą bandę.

  209. @ogif #239
    Rozwój Silnej AI zaczynamy od tokamaka RF, gdzie banksterzy i socjopaci realizują swoje pomysły na naszych oczach. Wykorzystują AT skuteczniej i reagują dynamiczniej. Czy nie zauważasz tego?
    Następuje eliminacja czynnika ludzkiego z RF.
    Następnym krokiem będzie wyeliminowanie MARYNARZY ze statków, gdy powstaną autonomiczne kontenerowce i tankowce (bezzałogowe, sterowane przez komputery), poruszające się samodzielnie na długich trasach pomiędzy Fabrykami Świata a odbiorcami z Europy i Ameryki.
    http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/najwiekszy-bezzalogowy-okret-rozpoczal-proby-morskie,640751.html
    Zeszłoroczny eksperyment dystansujący chińczyków.

    POLITYKA.
    Macron jest banksterem, wiec jest wrogiem lewicy. Le Pen wystarczą lekkie ustępstwa na rzecz lewicy aby uzyskać znaczącą przewagę nad banksterem Macronem (twarzą bardzo przypomina mniejszego rzezimieszka z filmu „był sobie człowiek”) 🙂
    Macron dyskryminuje ze względu na dochody. Le Pen ze względu na narodowość. Co jest lepsze dla Wschodniej Biednej Europy???
    Marine Le Pen nie będzie mieszać się w Niemiecką wschodnioeuropejską strefę wpływów lecz Macron będzie pomagał kapo Schulzowi w wyduszaniu niezadowolenia, zachcianek wolnościowych itp ciągotek wschodnioeuropejskiej biedy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

(komentarz pojawi się po zatwierdzeniu)

Piotr Kuczyński
Piotr Kuczyński