Prezes musi odejść!

Poluzować sztywny gorset nadzoru, procedur i hierarchii to jedno, a tworzyć firmę bez szefów to coś zupełnie innego. Dlaczego koncepcja turkusowej organizacji przegra w konfrontacji z rzeczywistością?

Z dwa lata temu wyszła w Polsce książka Frederica Lalouxa „Pracować inaczej”. Od tamtego czasu co rusz dostaję zaproszenia (ostatnio od Grzegorza Turniaka) na różne konferencje, debaty i szkolenia poświęcone turkusowym organizacjom. Tak Laloux nazywa firmy bez szefów, hierarchii i służbowych zależności. Swój model przedsiębiorstwa – stawiającego na samozarządzanie i samorozwój – autor uważa za najwyższe stadium ewolucji w biznesie. Na marginesie: w czasach mojej młodości najwyższym stadium ewolucji społecznej określano komunizm. Ale nie to podobieństwo sprawia, że koncepcja coacha z Belgii wygląda dla mnie podejrzanie – czego nie zmieni nawet moja organiczna niechęć do korpo i tępych menedżerów!

Frederic Laloux (a w Polsce na przykład prof. Andrzej Blikle) uważa, że wystarczy wyeliminować kontrolę, by natychmiast zapanowały: partnerstwo, zaufanie i harmonijna współpraca. Bzdura! Z nauk ewolucyjnych wynika coś przeciwnego: człowiek jest istotą hierarchiczną. Wielu z nas lubi rządzić, szefować, rozstawiać maluczkich po kątach. Inni – dla odmiany – czują się lepiej, gdy mają nad sobą bossa, choćby idiotę, cwaniaka lub tyrana.

W książce „Korporacyjne zwierzę” amerykański dziennikarz Richard Conniff twierdzi, że wyraźnie zaznaczona hierarchia studzi rozgrzane do czerwoności ambicje i agresję. Jako przykład podaje stado szympansów: nie zazna ono spokoju, aż w wyniku ostrych, jeśli nie krwawych, walk wyłoni się osobnik alfa. Bójki zdarzają się tam pięć razy częściej niż w stabilnych grupach z silnym przywódcą. To samo – pisze dziennikarz – dotyczy korporacji po fuzji. Pracownicy skaczą sobie do gardeł, szarpią się, obrzucają obelgami, jakby potrzebowali natychmiastowej interwencji egzorcysty. Ale po rozdaniu stanowisk, miejsc w open space’ie i nowych wizytówek sytuacja wraca do normy. Nawet najbardziej konfliktowe i żądne władzy jednostki rezygnują z otwartych ataków – to zbyt ryzykowne.

Aby była jasność: nie podobają mi się – używając typologii Lalouxa – byty czerwone, czyli autorytarne, na wzór mafii. Ani pomarańczowe, sformalizowane do maksimum korporacje globalne. Ale zachwalany przez Belga i prof. Bliklego turkus to kolejna ściema guru biznesu – i skuteczny sposób na drenaż firmowych budżetów szkoleniowych.

Miro Konkel
Miro Konkel