Prywatyzacja norm konstytucji

Ustawa o Sądzie Najwyższym wejdzie w życie najpóźniej 8 sierpnia, bowiem na 9 sierpnia wpisana została rozprawa ministrów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika.

Niedzielna manifestacja była zapowiedzią, że lipcowy tydzień zapowiada się gorąco zarówno na sali plenarnej, jak i pod Sejmem.

Rozpoczynające się we wtorek posiedzenie Sejmu jest ostatnim przed długimi wakacjami, izba zbierze się na następnym dopiero… 12 września. To przedurlopowe obejmuje punkty ważne dla finansów publicznych — rządowe sprawozdanie z wykonania budżetu w 2016 r. wraz z dokonaną przez Najwyższą Izbę Kontroli analizą wykonania budżetu i założeń polityki pieniężnej. W pakiecie Sejm przyjmuje również roczne sprawozdanie Narodowego Banku Polskiego oraz informację o państwowych poręczeniach i gwarancjach. Finałem finansowego bloku jest absolutorium dla Rady Ministrów, którego udzielenie to polityczny automat.

Lipcowe posiedzenia pobudżetowe zawsze przebiegały normalnie. Na pewno zdecydowanie spokojniej od okoliczności uchwalania owych szczególnych ustaw. Ekstremalny był rzecz jasna przypadek z 16 grudnia 2016 r., gdy budżet na 2017 r. uchwalony został na Sali Kolumnowej z pogwałceniem procedury — dla zaoszczędzenia czasu kadłubowy Sejm sztucznie połączył wtedy w dwa liczone ręcznie głosowania kilkaset poprawek bardzo różnych merytorycznie. Tamten kryzys wywołał głębokie świąteczno-noworoczne pęknięcie parlamentu. W tym tygodniu atmosfera zapowiada się podobnie, chociaż bez związku z budżetem. Ogrodzenie sejmowego kompleksu barierami i skoncentrowanie policji przeciw demonstrantom związane jest z pakietem ustaw sądowniczych.

Polityczna logika PiS podpowiada, że mimo czasochłonności punktów finansowych Sejm migiem uchwali ustawę o Sądzie Najwyższym (SN).

Do czwartku projekt przeleci przez trzy czytania, bez poprawek lub najwyżej z kosmetycznymi. Na razie zagadką jest wykorzystanie Senatu, który planowo ma obradować 26-28 lipca. Albo Sejm skróci przewidziane w projekcie 14-dniowe vacatio legis, albo Senat zbierze się przed 26 lipca dodatkowo, by puścić ustawę bez poprawek. Musi ona przecież wejść w życie najpóźniej 8 sierpnia. W wokandzie Izby Karnej SN wpisana została bowiem na 9 sierpnia rozprawa kasacyjna ministrów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika (oraz jeszcze dwóch funkcjonariuszy CBA), której następstwem może być ich powrót na ławę oskarżonych w procesie, w którym dostali w pierwszej instancji po trzy lata więzienia. Właśnie ten 9 sierpnia spowodował gwałtowne przyspieszenie przejęcia jeszcze przed wakacjami przez PiS pełni władzy nad sądownictwem. Rozprawa kasacyjna już się nie odbędzie, ponieważ w ogóle znika Izba Karna, a nowy SN będzie potulnie realizował zamówienia rządowe analogicznie do obecnego Trybunału Konstytucyjnego.

Projekt szokująco dla konstytucjonalistów umocowuje ministra sprawiedliwości. Przez jednorazowe powołanie zasługujących na jego łaskę sędziów SN, chytrze określone w ustawie „wskazaniem”, Zbigniew Ziobro zagarnia konstytucyjne uprawnienie… prezydenta RP. Ustrojowa ustawa realizuje jednak nie tylko prywatne ambicje wszechwładzy ministra, lecz — ze względu na kontekst terminowy — także osobisty interes Marusza Kamińskiego i jego ekipy. Naturalnie wypada zapytać — a gdzież w napiętym kalendarzu przejęcia SN mieści się aż 21-dniowy okres do namysłu dla prezydenta przed podpisem? Radykalnie się skróci, wszak doktor prawa Andrzej Duda już się namyślił, ułaskawiając w 2015 r. ekipę CBA przed wyrokiem prawomocnym.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski