Przed nami ciekawy rok w bankowości

Na bankowej scenie w Polsce zaczęła się zmiana scenografii. Stare rekwizyty robią miejsce dla nowych. Nie da się nie zauważyć, że dotychczasowe ceny zastępowane są wyższymi. Co prawda stopy procentowe wciąż są te same, ale jest przekonanie, że ich wymiana na wyższe to tylko kwestia czasu. Zaczyna się też dyskusja o tym, czy ze sceny nie powinny zostać stopniowo usuwane kredyty, które są oprocentowane zmienną stopą. Choć już widać, że będzie drożej, to jednocześnie ma być bezpieczniej. Ubyć ma pokus.

financial-penny-coins-currency-money-metal_121-70581

13 stycznia Komitet Stabilności Finansowej (KSF) ogłosił swoje zalecenia w sprawie rozwiązania problemu frankowych kredytów hipotecznych. W ubiegłym tygodniu zostały one przedstawione Prezydentowi RP przez Prezesa NBP. Zgodnie z wcześniejszymi komunikatami Komitetu zalecenia są formułowane tak, by stworzyć ramy i bodźce do wypracowywania indywidualnych, dwustronnych rozwiązań restrukturyzujących walutowe zadłużenie pomiędzy bankami a ich klientami. Kluczowe rekomendacje dotyczą podniesienia wag ryzyka dla walutowych kredytów hipotecznych ze 100% do 150% i podwyższenia bufora ryzyka systemowego do 3%. Nasuwają się w związku z tym dwa pytania. Po pierwsze, jaki wpływ będzie to mieć na stan sektora bankowego w Polsce? Po drugie, jakie są szanse na rozwiązanie problemu frankowego w ten sposób?

 

Skąd dodatkowy kapitał własny?

Na każde z tych pytań można odpowiedzieć osobno, choć obie odpowiedzi są ze sobą powiązane. Wyższe wymogi kapitałowe oznaczają dodatkowe koszty dla banków. Muszą one utrzymywać wyższy kapitał własny. Z finansowego punktu widzenia nie ma droższego kapitału (szacuje się, że obecnie dla banków w Polsce kosztuje on 8-10% rocznie). Wymogi te można spełnić na dwa sposoby: zatrzymując zyski albo podnosząc kapitał poprzez nowe emisje. W pewnym sensie w obecnych warunkach rynkowych jedno i drugie może być problematyczne.

To pierwsze, ponieważ zyski banków za 2016 r. były wyraźnie niższe niż rok wcześniej, m.in. wskutek nowych regulacji (podatek bankowy). Niższa rentowność sprawiła, że część banków już od pewnego czasu nie wypłaca dywidend. Z kolei to drugie stoi pod znakiem zapytania, ponieważ pozyskanie dodatkowego finansowania zewnętrznego może być trudne w warunkach wielu wewnętrznych presji wywieranych jednocześnie na sektor bankowy i towarzyszącej temu niepewności co do jego przyszłości. Nakładają się na to problemy dużych grup bankowych w niektórych krajach Unii Europejskiej, które były dotychczas mocno zaangażowane inwestycyjnie w sektorze bankowym w Polsce. Jeśli znajdą się nowi inwestorzy, to prawdopodobnie raczej w kraju niż za granicą.

 

Mniej, ale za to drożej

Taka sytuacja musi skutkować tym, że produkty bankowe podrożeją, i to jeszcze zanim stopy procentowe zaczną rosnąć. Zmiany cenowe widać już teraz w ofertach wielu banków, które podatek od aktywów skłonił do podniesienia marż i zmiany struktury portfela kredytowego na taką, w której większy udział mają wysokomarżowe kredyty konsumpcyjne i korporacyjne, a mniejszy – niskomarżowe kredyty hipoteczne. Ostatni Raport AMRON SARFiN za III kwartał 2016 r. zwraca uwagę na to, że liczba nowych umów o kredyt mieszkaniowy (chodzi w zasadzie o kredyty złotowe, bo walutowe mają już marginalne znaczenie) spadła w porównaniu z poprzednim kwartałem o 13,2%, podczas gdy ich wartość – o 8,78%.

Nasuwa się przy tym pytanie, na ile spadek wolumenu i wartości kredytów hipotecznych może zostać skompensowany wzrostem w innych produktowych segmentach rynku. Większe obroty w segmencie kredytów korporacyjnych mogą być problematyczne w kontekście żywo dyskutowanego ostatnio wyhamowania inwestycji. Co do kredytów konsumpcyjnych, to trzeba się liczyć z wystąpieniem efektu podobnego do tego, który dotknął rynek firm pożyczkowych, gdzie program 500+ wyraźnie zmniejszył zainteresowanie zaciąganiem zobowiązań. Jeśli na rynek w większym stopniu niż dotychczas wejdą złotowe kredyty hipoteczne o stałej stopie procentowej, to dodatkowo przyczynią się one do wrażenia, że w bankowości zrobiło się drogo. Tego rodzaju kredyty przenoszą ryzyko stopy procentowej wyłącznie na banki, które kompensują to sobie wyższą ceną pożyczanego pieniądza.

 

Prosty rachunek

Wdrożenie rekomendacji KSF spowoduje więc prawdopodobnie zmiany w strukturze oferty kredytowej i podniesienie cen usług bankowych. Jeśli będzie mieć wpływ na wielkość akcji kredytowej, to raczej poprzez naturalne rynkowe przełożenie wynikające z prawa popytu. Przekonanie o tym, że w wyniku przyjęcia zaleceń KSF rynkowi nie grożą perturbacje w podaży kredytu w Polsce wyraziła niedawno agencja Moody’s. I to jest odpowiedź na pierwsze z postawionych pytań: sektor bankowy będzie się dostosowywał do nowej sytuacji w sposób, który nie będzie miał szokowego charakteru, przy czym częściowo będą to dostosowania cenowe (w górę).

To, czy zalecenia KSF skłonią banki do restrukturyzacji kredytów frankowych, zależeć będzie od wyniku rachunku ekonomicznego, który wykona każdy bank. Kluczowe znaczenie ma tu fakt, że mimo wszystko dyscyplina spłat kredytów frankowych jest bardzo duża. W rezultacie, zagregowana wartość portfela kredytów frankowych w całym sektorze spada średnio o 5% rocznie (w niektórych bankach dużo szybciej). Niektórzy szacują, że przy względnie stabilnym kursie franka, wszystkie zobowiązania frankowe być może udałoby się spłacić już za 12-15 lat. Banki mają więc następujący wybór: sprostać wymaganiom wynikającym z rekomendacji KSF, ale jednocześnie nie zmieniać nic, jeśli chodzi o portfel kredytów frankowych, albo uniknąć skutków rekomendacji KSF decydując się na przewalutowanie kredytów frankowych na zasadach ustalonych z dłużnikami. Jedno i drugie oznacza koszty. Jest oczywiste, że wybrane zostanie rozwiązanie, w którym są one niższe. Szacuje się, że przy wagach ryzyka na poziomie 150% jest nim dostosowanie się do rekomendacji KSF i zaabsorbowanie jest skutków.

 

Kredyty pod napięciem

Wydaje się zatem, że banki będą się opierać bodźcom wynikającym z zaleceń KSF. Jeśli przewalutowania w wyniku porozumień z klientami będą realizowane, to raczej w wydaniu slow motion. Czy wtedy wagi ryzyka powędrują jeszcze wyżej? Jaka ich wysokość skłoni banki do zmiany stanowiska? W sumie pytań i wątpliwości więc nie ubywa. Napięcie się utrzymuje, choć po wypowiedzi prezesa PiS z 10 lutego rynek kapitałowy przynajmniej chwilowo je odreagował, co znalazło odzwierciedlenie we wzroście wycen najbardziej „ufrankowionych” banków. Wygląda więc na to, że choć wiele się zmieni w bankowości w tym roku, to sektor jednak uniknie zadekretowanego przez państwo rozwiązania problemów frankowych – nie tylko kosztownego dla banków, ale także kontrowersyjnego.

Andrzej Cwynar
Andrzej Cwynar