Referendum instrumentalne

W wywiadzie opublikowanym dziś w „SE” Andrzej Duda zapowiedział przeprowadzenie dwóch referendów – obok pytań ustrojowych prezydent chce, by Polacy wypowiedzieli się na temat przyjmowania imigrantów. Data pierwszego plebiscytu budzi duże kontrowersje – prezydent przewiduje, że odbędzie się 11 listopada. Ale termin referendum „imigranckiego” jest dużo bardziej podejrzany.

W kwestii imigrantów na pewno nie chodzi o poznanie zdania Polaków na ten temat. Takiej informacji dostarczają badania opinii społecznej – powszechnie wiadomo, że zdecydowana większość Polaków jest przeciwko przyjmowaniu i relokacji uchodźców. Oczywiście siła referendum jest o wiele większa niż sondażowe badanie – dlatego można podejrzewać, że głowa państwa chce umocnić prowadzoną przez siebie i rząd politykę dotyczącą imigrantów. Gdyby jednak chodziło o to, głosowanie odbyło by się niezwłocznie – wg kwietniowego badania CBOS-u 74 procent Polaków sprzeciwia się przyjmowaniu uchodźców.

Tymczasem referendum miałoby się odbyć razem z wyborami parlamentarnymi w 2019 roku. Oczywiście można powiedzieć, że chodzi o koszty – zorganizowanie parlamentarnej elekcji i plebiscytu jednego dnia znacznie je zmniejszy. Dlaczego jednak mamy czekać aż do 2019 roku, skoro czeka nas referendum konstytucyjne? Sam prezydent w wywiadzie dla „SE” mówi, że nie należy łączyć pytań o kwestie ustrojowe z tymi dotyczącymi bezpieczeństwa Polaków. Zapowiada jednak, że pytań o konstytucję będzie kilkanaście – czy naprawdę dorzucenie jednego lub dwóch na temat imigrantów robi taką dużą różnicę?

Podejrzewam, że większość czytelników zdążyła już sama wysnuć wniosek końcowy. Głowa państwa przygotowała bezpiecznik, który ma pomóc Prawu i Sprawiedliwości wygrać następne wybory parlamentarne nawet w sytuacji spadku poparcia na przestrzeni najbliższych dwóch lat. W razie czego łatwiej będzie sprowadzić dyskusję na emocjonalny temat imigrantów i zachęcić Polaków do głosowania „2X NIE” – dla imigrantów i dla Platformy Obywatelskiej, której przedstawiciele w tej kwestii wypowiadali się niejednoznacznie i niekonsekwentnie (a jeszcze w trakcie sprawowania rządów mówili zdecydowanie o konieczności przyjęcia uchodźców).

Można oczywiście powiedzieć: taka jest polityka – i będzie miało się dużo racji. Nie jest to jednak zagranie wybitne taktycznie – intencja jest bardzo łatwa do odczytania i w złym świetle stawia samego prezydenta, który w przyszłej konstytucji widziałby umocnienie pozycji głowy państwa. Tymczasem w sposób mało elegancki gra jedynie na umocnienie swojej rodzimej partii politycznej.

Mateusz Szymański
Mateusz Szymański