Rząd nie chce grać o dużą stawkę

Pierwszy szkic tego wpisu powstał dwa miesiące temu. Jego tytuł brzmiał: „Idzie dobra zmiana dla pokera?”. Nie dokończyłem go – i jak się okazuje, oszczędziłem dzięki temu sporo czasu, bo projekt nowelizacji ustawy hazardowej autorstwa Jarosława Gowina, do którego się odnosiłem, poszedł do kosza.

Fot. YAY Foto

A szkoda – bo był całkiem sensowny. Niestety – wychodzi na to, że za bardzo wolnorynkowy, co obecna nowelizacja skutecznie ograniczy. Pozwolę sobie skupić się na kilku najbardziej zastanawiających zmianach.

Poker internetowy legalny – ale nie ma się z czego cieszyć

Pierwsza dotyczy liberalizacji przepisów dotyczących gry w pokera. Gra w internecie zostanie zalegalizowana, ale… objęta będzie monopolem państwowym. W  praktyce oznacza to tyle, że istnieć będzie jeden operator gier (prawdopodobnie Totalizator Sportowy), a rywalizować będą ze sobą jedynie gracze z Polski.

To bardzo restrykcyjne rozwiązanie (gorszy jest tylko zakaz) Atrakcyjność serwisu oferującego pokera mierzy się przede wszystkim liczbą graczy (bo od tego zależy m.in. wysokość wygranych w turniejach). Wobec tego dla wielu graczy korzystanie z usług państwowego monopolu nie będzie opłacalne. W niektórych krajach europejskich (Hiszpania, Francja) przyjęto nieco podobne, choć bardziej liberalne rozwiązanie – licencję mogą uzyskać różne podmioty, ale pula graczy jest ograniczona tylko do jednego kraju. To rozwiązanie okazało się niezbyt efektywne – pojawiają się propozycje, by łączyć pule graczy. Można się spodziewać, że wielu graczy pozostanie przy nielegalnej grze. Dla budżetu oznacza to znaczy spadek przychodów.

Zostając jeszcze przy pokerze – rząd chce pozwolić na organizację gry poza kasynami. Niestety – tylko w odmianie turniejowej i tylko po uprzednim zgłoszeniu turnieju do izby celnej. To znaczy, że o spontanicznej grze w pubie możemy zapomnieć. Co więcej – nielegalna pozostanie gra… we własnym domu.

Wrócą małe salony gier

Druga istotna zmiana dotyczy automatów do gier. Poprzedni szef służby celnej Jacek Kapica wytoczył im wojnę – zgodnie z obowiązującą ustawą hazardową miały zostać zamknięte w kasynach i zniknąć z małych salonów miast i wsi. Niespecjalnie się to udało. Nie dość, że nielegalna działalność kwitła, pojawiły się problemy z Komisją Europejską, która uznała, że przepisy dotyczące automatów wymagają notyfikacji.

Abstrahując od tego – mimo że jestem zwolennikiem wolnego rynku, na ograniczenie rynku automatów patrzyłem dość przychylnym okiem. Przede wszystkim dlatego, że uważam to za najgorszą formę hazardu, w dodatku bardzo mocno uzależniającą. Co więcej, nieraz opartą na oszustwie. Zgodnie z ustawą automat do gier powinien zwracać minimum 75 procent wpłaconych środków. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że maszyny są często „kręcone”, a wskaźnik ten nie jest zachowywany.

Poza tym biznes automatów do gier od dawna jest w pewnej części powiązany w działalnością mafijną. Był częścią działalności mafii pruszkowskiej (o czym pisał „Wprost”). Dociekliwych odsyłam do internetu – materiałów na ten temat nie brakuje.

Mimo tego, że w uzasadnieniu nowelizacji wspomina się o ochronie obywateli przed hazardem, pozwala się na powrót jednej z jej najbardziej niebezpiecznych form – obejmie monopolem automaty, które znów pojawią się w salonach. Choć – muszę przyznać – jeśli już ma być ona legalna, to monopol państwa jest tu najlepszym rozwiązaniem. Trzeba jednak pamiętać, że maszyny stojące w kasynach nie będą nim objęte i wciąż będą należały do prywatnych właścicieli.

Reklama zakładów wciąż nielegalna

Wciąż zakazana będzie reklama zakładów wzajemnych (czyli popularnej bumacherki). To również dość zastanawiające – przede wszystkim dlatego, że w praktyce przepis nie działa, co udowodniła choćby firma STS. Dozwolone jest bowiem informowanie o sponsorowaniu drużyn czy wydarzeń, co sprawia, że logo spółki widnieje na koszulkach Lecha Poznań, było również pokazywane w internecie.

Zatrzymanie w połowie drogi

Zarówno gracze jak i branża sporo obiecywali sobie po nowelizacji ustawy hazardowej. Pojawiły się pewne przesłanki, które cieszą – rząd zauważył chociażby, że poker znacząco różni się od innych gier hazardowych i nie jest oparty jedynie na losowości. Okazało się niestety, że rząd niespecjalnie zna zasady obowiązujące na rynku hazardowym – może się to skończyć tym, że gracze wciąż będą woleli bawić się nielegalnie, choć będzie to trudniejsze. Operatorzy będą bowiem zmuszeni do blokowania stron oferujących hazard niezgodny z prawem (powstanie rejestr tych stron).

Rząd najwyraźniej zauważył, że nie ma sensu traktować całego hazardu jako zła wcielonego. Poza tym – nie oszukujmy się – z pewnością chodzi też o wpływy budżetowe, wszak obietnice same się nie spłacą. Problem w tym, że postanowił grać o małą stawkę. Gdyby znacznie zliberalizować przepisy dotyczące dwóch najbardziej miękkich form hazardu – zakładów wzajemnych i gry w pokera (zwłaszcza w internecie) korzyści z pewnością byłyby większe, a gracze zdecydowanie bardziej zadowoleni.

Mateusz Szymański
Mateusz Szymański