Sąd Najwyższy spacyfikowany

Żeby przeforsować ustawę przed przerwą urlopową, PiS drugi raz w tej kadencji pogwałciło procedurę Sejmu szanowaną od początku III RP.

O święta naiwności… Protestujące tłumy proszą prezydenta Andrzeja Dudę o zawetowanie pakietu trzech ustaw sądowniczych, w tym o Sądzie Najwyższym.Autor: Fot. Adam Chelstowski-FORUM

Błyskawiczna rozprawa PiS z niepokornym wobec tzw. dobrej zmiany Sądem Najwyższym (SN) była oczywistością już w chwili opublikowania wniesionego z zaskoczenia projektu ustawy. W poniedziałkowym komentarzu pt. „Prywatyzacja norm konstytucji” obstawiałem: „Polityczna logika podpowiada, że mimo czasochłonności punktów finansowych Sejm migiem uchwali ustawę o SN”. Dzisiaj Senat potulnie puści ją bez poprawek, dając kolejny dowód, że w Rzeczypospolitej unitarnej, a nie federalnej druga izba parlamentu jest niepotrzebna generalnie, zaś w roli wyznaczonej przez PiS niepotrzebna do kwadratu.

Nowa ustawa o SN ma znaczenie ustrojowe, zatem powinna być procedowana analogicznie do kodeksów. Minimalny okres uczciwej, merytorycznej pracy nad aktem prawnym o takiej randze to kilka miesięcy, a okres vacatio legis dla niezakłócającego funkcjonowania SN wdrożenia ustawy to przynajmniej kolejny kwartał. Celem PiS było jednak przejęcie SN w trybie rewolucyjnym. Żeby wykonać rozkaz Jarosława Kaczyńskiego i przeforsować ustawę przed przerwą urlopową, drugi raz w tej kadencji pogwałcono procedurę Sejmu szanowaną od początku III RP. 16 grudnia 2016 r. w anormalnych warunkach w Sali Kolumnowej, bez dostępu do elektronicznego systemu liczenia głosów, PiS dla zaoszczędzenia czasu (liczenie ręczne potrwałoby wtedy ze dwa dni) zblokowało w dwa głosowania kilkaset poprawek bardzo różnych merytorycznie. Władcy uznali własne hurtowo za „dobre”, a opozycyjne również hurtowo za „złe”. Tymczasem standardem parlamentarnym jest grupowanie w jedno głosowanie poprawek powiązanych tematycznie, często podobnych, czasem sprzecznych. Takie pakiety zawierają ich kilka, czasem kilkanaście, a ekstremalnym historycznym rekordem było wniesienie przez Ruch Palikota przy uchwalaniu budżetu na 2013 r. aż 5899 bardzo sprytnych poprawek do jednej kwoty — Funduszu Kościelnego. Wtedy jednak przeszła jeszcze sprytniejsza poprawka PO najdalej idąca i wszystkie wymienione stały się bezprzedmiotowe. Pamiętna rozgrywka proceduralna dotyczyła konkretnego punktu w budżecie i była jak najbardziej uprawniona. PiS natomiast w procedowaniu ustawy o SN powtórzyło hurtową dyskryminację poprawek opozycji wyłącznie z powodu ich… autorstwa. Konieczne i uczciwe było rozpatrzenie i najprawdopodobniej odrzucenie wszystkich, ale pogrupowanych merytorycznie, a nie partyjnie. No tak, ale zarówno 16 grudnia, jak i teraz 20 lipca procedura trochę by potrwała i nie dałoby się uchwalić tak strategicznych ustaw pod ciśnieniem czasu.

Komentarzowi pobudżetowemu nadałem tytuł przypomniany poniżej — obecnie nadaje się idealnie do skopiowania. Skoro wtedy wszystko przeszło bezkarnie, to przetarta została ścieżka proceduralnej recydywy. Ale teraz istnieje bardzo dokładna dokumentacja telewizyjna uchwalania ustawy o SN. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby np. stała się dowodem w hipotetycznej rozprawie Komisji Europejskiej przeciwko Polsce przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej…

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski