Selektywna zbiórka i inne braki KPGO

Potrzebujemy czegoś nowego. Krajowy Program Gospodarki Odpadami nam tego nie daje.

FOT. WIkipedia

Większość odpadów w Polsce jest przetwarzana w tzw. zakładach biologiczno – mechanicznego przetwarzania (MBP), które są połączeniem sortowni i kompostowni albo też w spalarniach. Te dwa elementy systemu zostały nam w pewnym sensie narzucone jako właściwe rozwiązanie przez Unię Europejską. UE wspierała finansowanie i budowę tych instalacji, dzięki czemu  dostaliśmy połowę kwoty na te instalacje. Tylko, że ja się nie cieszę kiedy dostaję połowę pieniędzy za coś, co zasadniczo nie działa. Wspólnym mianownikiem tych instalacji jest to, że te kompostownie i spalarnie nie są wstanie zbliżyć się do wymogów odzysku odpadów. Co osiągamy dzisiaj w tych RIPOK-ach? 6 procent! I nikt nie ma pomysłu na to jak de facto wyjść ponad 10-15 procent. Dla mnie największym żartem tego wszystkiego było to, niestety to, że kiedy my inwestowaliśmy w RIPOK-i oparte na MBP i spalarniach, na Zachodzie nikt tego nie budował. Dla mnie to był transfer technologii, która tam była przeżytkiem.

Naszą reformę odpadową powinniśmy zacząć od tego, że zbieramy selektywnie bioodpady. Tylko bioodpady. Nie zrobiliśmy tego kilka lat temu, a to był najwłaściwszy moment, więc teraz Ministerstwo próbuje to nadrobić. Zasadniczo chce, żeby te nieefektywne RIPOK-i zajęły się doczyszczaniem frakcji selektywnej i koniecznie chce narzucić wszystkim obowiązkową zbiórkę bioodpadów. Jest kawałek mnie, który się z tego cieszy. Firma Bioodpady.pl  na pewno z tego skorzysta. Prawda jest taka, że Ministerstwo Środowiska zachowuje się tu tak jakby było trochę państwem w państwie. Z odpadami kuchennymi jest tak, że wrzucanie ich do kompostowni trochę nie ma sensu. W tych odpadach jest zbyt dużo tłuszczu i cukrów, a one zaczynają bardzo szybko śmierdzieć. Mieszkańcy Szadółek w  Gdańsku, Radiowa w  Warszawie, dobrze wiedzą jak bardzo uciążliwe mogą być technologie związane z  mechaniczno-biologicznym przetwarzaniem odpadów. Próba kompostowania w nich materiału pochodzącego wprost z kuchni byłaby koszmarem, no więc wszędzie tam, mają być budowane biogazownie! Tylko, że my w Polsce biogazownie już mamy i to do tych biogazowni, które już istnieją, te odpady powinny po doczyszczeniu trafić. Łatwiej jest dostawić do istniejącej biogazowni moduł do sterylizacji odpadów albo ich pasteryzacji, po to żeby później były fermentowane z odpadami rolniczymi, niż budować nową biogazownię. Chociaż niewątpliwie motywacja unijna będzie duża, bo przecież dostaniemy 50 procent pieniędzy na te nowe biogazownie. Tylko, że one będą sprzedawane tymże RIPOK-om po mniej więcej 30 mln złotych, a biogazownie rolnicze kosztują 10 mln złotych. Dostawienie do nich modułów do pasteryzacji to jest kolejny 1 mln złotych.

W zasadzie to jest kolejne miejsce w którym możemy się przez Unię Europejska wykorzystani, bo technologie do przetwarzania bioodpadów pochodzących z odpadów kuchennych na rynku polskim już reklamują zagraniczne firmy. Uważam, że musimy tylko i  wyłącznie te odpady zebrać i wysłać je do istniejących biogazowni rolniczych. Tu mamy synergie między dwoma sektorami. Z jednej strony nie wydajemy niepotrzebnie pieniędzy na instalacje, z drugiej strony zasilamy strumieniem surowca, biogazownie rolnicze. I to jest pierwsza uwaga. W Polsce mamy wystarczająco dużo biogazowni, które sobie z całym tym materiałem zebranym selektywnie poradzą. Po co więc wyrzucać bez sensu pieniądze?

Selektywna zbiórka. To kolejny zarzut do Krajowego Planu Gospodarki Odpadami. Problem z  selektywną zbiórką polega na tym, że ona nie działa, zarówno u nas w Polsce jak i  zagranicą. Niestety, wciąż jeszcze w gronie bardzo wielu osób zaangażowanych w kwestie ochrony środowiska jest traktowana jak religia, coś co nie podlega żadnej dyskusji. Selektywna zbiórka nie jest i nie może być dogmatem. To jest tylko i wyłącznie jedno z  potencjalnych narzędzi do osiągnięcia celu jakim jest wysoki poziom recyklingu zmieszanych odpadów komunalnych, który 2030 roku mamy realizować w  65 procentach. To naprawdę jest duże wyzwanie. Jedyna rzecz, którą ja dzisiaj widzę po wieloletnich doświadczeniach zachodnich, związanych z selektywną zbiórką jest to, że ona nie daje szans na osiągnięcie tak wysokiego poziomu recyklingu. W świetle tego, nie jest zupełnie zrozumiałym to, że Ministerstwo Środowiska chce wszystkich zmusić do jednolitej zbiórki, która na pewno nie działa.

Chciałbym natomiast, żeby Ministerstwo postawiło sprawę jasno i dało nam wybór albo do 2022 roku sami podejmiemy innowacyjne i wszelkie możliwe sposoby na zebranie tych 65 proc. odpadów, i  przekażemy je do recyklingu, albo wchodzimy w system, który wiemy, że nie działa, ale wydaje się, że przynosi najlepsze dostępne efekty.

Takie podejście daje nam przedsiębiorcom przestrzeń, aby tworzyć, aby szukać nowych rozwiązań. W tej chwili mamy do czynienia trochę z taką sytuacją jak w szkole, gdzie uczeń boi się zakwestionować zdanie nauczyciela. Nauczycielem w tym przypadku jest Unia Europejska, która mówi segregować, a my jesteśmy uczniami i wychodzimy z założenia, że co prawda wiemy, że to nie działa, ale przynajmniej u wszystkich nie działa, więc my nie jesteśmy gorsi. Nie! To właśnie my musimy wymyślić coś nowego. Niestety Ministerstwo Środowiska ewidentnie nie jest do tego zdolne, więc jedynym rozwiązaniem w tej sytuacji jest odstąpienie od zakładania ograniczeń na przedsiębiorców i  samorządowców i pozwolenie znalezienia sposobu właśnie im. Nie warto upierać się tu, że selektywna zbiórka jest religią i musi być, bo tak na prawdę nie musi. To co musi być to osiągnięty cel czyli 65 proc. recykling. Nie zabijajcie unifikacją selektywnej zbiórki odpadów, kreatywności, przedsiębiorczości i inicjatywy, która jest na dole. A to niestety się dzieje i to przy braku chęci ze strony Ministerstwa do wzięcia odpowiedzialności za to jakie będą efekty tego recyklingu. Czy rozwiązaniem problemu mają być sąsiedzkie kontrole, kto i jak dobrze segreguje? Patrole społeczne weryfikujące kto co gdzie wyrzucił? Według mnie nie jest to wykonalne i tak na prawdę sprowadza się to do mankamentu, który tak często widzimy w gospodarce odpadami – przekonania o świetnie zaprojektowanych systemach i niewydolności ludzi, którzy zawiedli jako jego ogniwo. Gratulujemy sobie świetnie zaprojektowanych systemów, a  po kilku latach okazuje się, że ludzie nie sprostali.

Dzisiaj już wiemy, że ludzie nie sprostają, że selektywna zbiórka się nie sprawdza. Czas od niej odejść i  zostawić przestrzeń na to, żeby szukać innych rozwiązań. To co wiemy o tym co proponuje Ministerstwo Środowiska to jest jedno – że nie działa, choć podwyższy nam o kilka punktów procentowych wskaźniki recyklingu, ale nigdy nie zabierze nas do 65 proc.

 

Autor:  Michał Paca – ekspert gospodarki odpadami, Prezes Ziemia Polska z o.o. i Bioodpady.pl; autor bloga www.sortowniaopinii.pl

Michał Paca
Michał Paca