Skok ministra energii na nasze pieniądze

10 mld zł w ciągu kilku lat – tyle ze spółek energetycznych chce wyjąć w formie dodatkowego podatku minister energii. Kosztem klientów OFE, TFI, ubezpieczycieli i wizerunku Polski za granicą.

FOT MAREK WISNIEWSKI

FOT MAREK WISNIEWSKI

50 mld zł – o tyle w ciągu najbliższych kliku lat ma wzrosnąć wartość nominalna akcji spółek energetycznych, zapowiedział w czwartek na sejmowej komisji Krzysztof Tchórzewski, minister energii.

 

Tłumaczy, że „zwiększy to bezpieczeństwo inwestowania kapitału i bezpieczeństwo finansowe”, dlatego z tego punktu widzenia jest to „działanie prawidłowe”. W jaki sposób ma to się stać, już nie tłumaczy, a nie ma eksperta, który poparłby jego tezę.  W dalszym wywodzie minister przekonuje że „wartość nominalna akcji mocno wpływa na wartość giełdową akcji”. Nie, panie ministrze, nie wpływa. To dwie odrębne rzeczy – na giełdzie są spółki, których aktualne kursy są znacząco poniżej wartości nominalnej, jak też takie, których obecna wartość wielokrotnie przekracza nominał. Dopiero dociskany przez posłów przyznał, że będzie to miało efekt podatkowy – konkretny, bo wart aż 10 MILIARDÓW ZŁOTYCH.

W pierwszej transakcji tego typu przeprowadzonej przez PGE efektywna stopa podatkowa wyniosła aż 23 proc. I tak dzięki podniesieniu kapitału o 467,4 mln zł do budżetu trafiło 109,6 mln zł.

Kto na tym traci? Parafrazując klasyka: Pan straci, pani straci, my stracimy… To są nasze pieniądze, społeczeństwo straci. Otóż rząd wypłaci tę kasę tylko sobie (budżetowi), akcjonariusze mniejszościowi, m.in. wszyscy odkładający w OFE, ale też klienci TFI, firm ubezpieczeniowych czy banków, obejdą się smakiem. W cywilizowanym świecie jest tak: jeśli spółka ma zyski, to akcjonariusze decydują, czy wolą, żeby te pieniądze firma dalej inwestowała czy też wypłaciła właścicielom w formie dywidendy. Sprytny minister znalazł metodę, jak wypłacić tylko sobie, czyli okraść pozostałych akcjonariuszy (przypominam, że z dużym prawdopodobieństwem również Ciebie, Drogi Czytelniku). Na dodatek wypowiedzią zdołował kursy gigantów o ponad 8 proc., więc strata podwójna.

Jednak największą stratę poniesiemy w długim terminie. Mateusz Morawiecki, wicepremier i minister rozwoju, namawiał ostatnio w Londynie inwestorów do inwestowania w Polsce. Od jednego z dużych funduszy usłyszał ponoć: „OK, chcemy inwestować w Polsce, nawet już to robimy, bo jesteśmy akcjonariuszem PGE i właśnie nas okradacie”. Po dzisiejszej akcji takich opinii przybędzie. Co będzie dalej, łatwo przewidzieć – kto kupi akcje spółek, wiedząc, że w każdej chwili czołowy akcjonariusz może zechcieć go sfaulować. Jeśli wśród inwestorów zagranicznych zacznie przeważać pogląd, że warszawska giełda to miejsce, gdzie nie szanuje się ogólnie przyjętych zasad, to zwyczajnie przestaną tu lokować kapitał. Będzie to ostateczny gwóźdź do trumny GPW, która i tak już walczy o przetrwanie. Wtedy wszystkie polskie przedsiębiorstwa szukające kapitału i polscy oszczędzający szukający zysków będą mogli spokojnie się udać do Wiednia, Frankfurtu i Londynu… Tylko aby czy na pewno tego chcemy, Panie Ministrze?

 

Grzegorz Nawacki
Grzegorz Nawacki