Słowo KNF-u funta kłaków niewarte

Czy potraktowalibyście poważnie kogoś, kto najpierw twardo coś nakazuje, by później podwinąć ogon? Nie? Cóż, zatem wynika z tego, że w Waszym gronie „niepoważnych” znajduje się Komisja Nadzoru Finansowego.

Jak bowiem inaczej spojrzeć na ostatnią decyzję KNF-u? – Komisja Nadzoru Finansowego powstrzyma się od sankcji wobec Raiffeisen Bank International za niewykonanie złożonego KNF zobowiązania, jeśli Raiffeisen Bank Polska wejdzie na GPW do 15 maja 2018 r – możemy przeczytać w komunikacie wystosowanym przez urząd.

Tymczasem jeszcze w grudniu 2016 roku, po fiasku rozmów z Aliorem, KNF przekonywał, że Raiffeisen i tak musi dołączyć do grona giełdowych spółek, dając mu czas na dokonanie tego do końca pierwszego półrocza 2017 roku.

– Odstąpienie Alior Banku od zamiaru nabycia wydzielonej części Raiffeisen Bank Polska uczyniło niemożliwą realizację zobowiązania inwestorskiego Raiffeisen Bank International (RBI) poprzez sprzedaż w ustalonym harmonogramie wydzielonej części Raiffeisen Bank Polska bankowi krajowemu, którego akcje notowane są na GPW. W związku z tym realizacja złożonego zobowiązaniem powinna nastąpić poprzez przeprowadzenie IPO Raiffeisen Bank Polska w terminie do dnia 30 czerwca 2017 roku – przekonywał wówczas rzecznik KNF-u Jacek Barszczewski.

Bank jednak wskazanych przez KNF terminów nie dopełnił.  Ba, z ofertą wydaje się być nadal „w lesie”. Jak zareagowała Komisja? Przełożyła termin i dała Raiffeisenowi kolejny rok. Cieżko jednak nowej dacie przypisywać większą wartość, przeciez tak łatwo wszystko można przesunąć… A należy zaznaczyć, że mówimy tu nie o przyjacielskim postawieniu piwa, a wymogu od organu nadzorującego newralgiczny sektor o ogromnym wpływie na gospodarkę.

Oczywiście można przekonywać, że tylko krowa nie zmienia poglądów, a otoczenie (w tym kwestia franków) i sprawa z Aliorem rzeczywiście utrudniły Raiffeisenowi przeprowadzenie IPO. Problem polega jednak na tym, że to nie jest pierwszy raz, gdy giełdowy debiut się odkłada.  Cała historia urasta już powoli do rangi telenoweli. Przeprowadzenie Raiffeisenowi oferty KNF nakazał jeszcze w 2012 roku (mamy 2017 rok, minęło więc pięć długich lat), gdy bank przejmował akcje Polbanku Austriacy przystali na ten warunek transakcji, a „ostatecznym” terminem na debiut był wówczas czerwiec 2016 roku. Choć w międzyczasie podobne zobowiązanie zdołał wypełnić m.in. Banco Santander, Raiffeisen słowa nie dotrzymał, a KNF… ugiął się i dał Raiffeisenowi dodatkowe pół roku. Pod koniec 2016 roku sytuacja się powtórzyła. Teraz,, gdy minęło kolejne pół roku, jakby na przekór zasadzie „do trzech razy sztuka”, termin znów wydłużono, tym razem o niemal rok.

Raiffeisen okazji do debiutu miał więc już sporo, wyrozumiałość KNF-u wydaje się zatem zastanawiająca. Choć co prawda nadzór ma częściowo związane ręce, ewentualna kara mogłaby bowiem jeszcze bardziej opóźnić debiut. Ciągłe przesuwanie terminu, który już teraz, już na pewno ma być ostateczny, wydaje się jednak pomysłem wyjątkowo kiepskim. Od nadzorcy tak newralgicznej części rynku oczekiwałbym bowiem nie tylko wyrozumiałości, ale i stanowczości. A o tej w przypadku Raiffeisena nie może być mowy.

Adam Torchała
Adam Torchała