Spółki tylko skarbu państwa

Powoli trzeba się przyzwyczaić do sytuacji, w której jedna, dwie wypowiedzi ministrów rządu PiS znacząco wpływają na wycenę spółek notowanych na warszawskiej giełdzie. Takie przypadki można znaleźć także za poprzednich rządów, ale teraz jest ich więcej. Dodając to tego brak precyzji w przekazie medialnym, mamy efekt w postaci nagłego załamania kursów kilku spółek. Kilka dni temu, po depeszach PAP, giełdowa wycena akcji PGE, Enei, Tauronu i Energi spadła o około 2 mld zł. To reakcja na wiadomość: „skarb państwa podniesie wartość nominalną spółek energetycznych o 50 mld zł”. To nie tak.

Fot. Marek Kuwak / FORUM

Fot. Marek Kuwak / FORUM

Krzysztof Tchórzewski, minister energii, bynajmniej tego nie powiedział. Znakomicie jednak wytłumaczył, jak będzie wyglądała polityka właścicielska rządów PiS. Na podstawie tej wypowiedzi można stworzyć trzypunktowy zbiór zasad, którymi będzie się kierował rząd PiS względem spółek skarbu państwa.

Po pierwsze. Drobni akcjonariusze (czyli wszyscy poza skarbem państwa) nie są mile widziani w spółkach, chyba że inwestują długoterminowo. Ci, którzy kupują akcje, bo liczą np. na dywidendę, a później je sprzedają, nie leżą w kręgu zainteresowań rządu (a więc skarb państwa nie będzie dbał o ich interesy). To skarb państwa będzie podejmował decyzje w spółkach, i to takie, które uzna za najlepsze dla interesów państwa, a nie tych spółek. Więcej — akcjonariusze mniejszościowi muszą zaakceptować fakt, że uchwały przegłosowują większościowi.

Po drugie, i chyba najważniejsze. Spółki skarbu, które mają wpisane w statuty dbanie o bezpieczeństwo energetyczne państwa, mają o to bezpieczeństwo dbać. Kropka. Priorytetem nie jest wypracowywanie zysku, a już na pewno nie dzielenie się pieniędzmi z akcjonariuszami. Tu padł przykład Tauronu, który zdaniem ministra był w fatalnej kondycji finansowej, a mimo to akcjonariusze zdecydowali na wypłatę dywidendy – z kapitału zapasowego.

Po trzecie. Zgromadzony przez lata kapitał w rubryce „kapitał zapasowy” ma trafić, w ramach akcji kilkuletniego porządkowania, na podwyższenie kapitału nominalnego. To, zdaniem ministra, najlepszy sposób na zwiększenie ich bezpieczeństwa, wagi, powagi i siły na rynku. Krótkoterminowa wycena giełdowa nie leży w kręgu zainteresowań ministra. W kapitałach zapasowych leży kilkadziesiąt miliardów złotych – nie trafią one do akcjonariuszy. Z operacji przesunięcia ich do rubryki „kapitał nominalny” zyska skarb państwa (podatek od operacji).

Liczę, że teraz będzie łatwiej podjąć mniejszościowym akcjonariuszom decyzję, czy jest im po drodze ze skarbem państwa.

Skąd 50 mld zł? Z sufitu. Otóż posłowie PO zrobili proste równanie. Gdyby skorzystać z rozwiązań przetestowanych w PGE (spółka podniosła kapitał nominalny o 467 mln zł, płacąc prawie 110 mln zł podatku) w innych firmach, do budżetu państwa trafiłoby około 10 mld zł. Stopa podatkowa przy tej operacji to około 20 proc. – 10 mld to 20 proc. z 50. Zdaniem posłów PO, podatek od wzrostu nominału mogłyby zapłacić po 2 mld zł: PKO BP, PGNiG, KGHM, a od 500 mln zł do 1 mld zł – Orlen, Enea, PZU i Tauron. Łącznie to 10 mld zł. Około.

Marcin Goralewski
Marcin Goralewski