W pogoni za e-Mobility

Właśnie przeczytałem komunikat informujący, że Prezes UOKiK wydał zgodę na utworzenie przez cztery największe polskie spółki energetyczne wspólnego podmiotu, który ma przyczynić się do rozwoju branży pojazdów elektrycznych w Polsce (e-Mobility). Jak donoszą od kilku dni serwisy informacyjne, celem spółki ma być stworzenie podstaw ekonomiczno-organizacyjnych, technologicznych, naukowych do kreacji i rozwoju elektromobilności w Polsce.

Działalność spółki ma stymulować rozwój rynku pojazdów elektrycznych i rynków powiązanych (w pierwotnym wniosku złożonym do UOKiK miała być budowa prototypu i uruchomienie produkcji samochodów elektrycznych). Informacja ta zbiegła się z publikacją przez Ministerstwo Energii dokumentu, pt. „Plan Rozwoju Elektromobilności w Polsce”. Z jednej strony to dobrze, że instytucje rządowe oraz przedsiębiorstwa, tak szybko, na tak wczesnym etapie rozwoju e-Mobility starają się wejść do gry, prezentują plany i rozpoczynają działania. Z drugiej strony nie jestem pewien czy mamy świadomość z jak potężnym wyzwaniem chcemy się zmierzyć. Przyjrzyjmy się więc kilku kwestiom, które trzeba wziąć pod uwagę podchodząc do tak ambitnego projektu…

Rozwój technologii we współczesnym świecie można porównać do pędzącego pociągu Shinkansen, który dzielący Tokio i Nagoję dystans 286 km pokonuje w zaledwie 88 minut (co ciekawe w 2027 r. Japończycy planują zakończyć budowę kolei nowej generacji – Maglev, która wykorzystuje zjawisko lewitacji magnetycznej a dzięki której nowy pociąg pokona ten sam dystans w 40 minut). Niedawno The Economist porównał tempo przyswajania nowych technologii w USA, pokazując ile lat potrzeba na „uproduktowienie” różnych, innowacyjnych rozwiązań w skali 25% populacji. I tak w przypadku elektryczności (1873 r.) zajęło to 46 lat, telewizji (1926 r.) 26 lat, telefonu komórkowego (1985 r.) 12 lat a Internetu (1991 r.) już tylko 7 lat. Świat przyspieszył niewiarygodnie, a tzw. disruptive technologies, które dzisiaj awizują globalne firmy doradcze i instytuty badawcze, mają jeszcze bardziej zmienić obraz świata, który znamy.

Spośród wielu sfer gospodarki, postęp technologiczny ma szczególnie silny wpływ na branżą motoryzacyjną. Na przestrzeni ostatnich kilku lat i w perspektywie najbliższych dziesięciu, pojawiło lub pojawi się więcej rozwiązań innowacyjnych niż łącznie w ciągu ostatnich 50 lat! Dzisiaj, na świecie prym wiedzie 14 grup przemysłowych, takich jak GM, Volkswagen, Daimler, FCA czy też Toyota. Oferują one kilka tuzinów marek samochodów, które znamy z naszych dróg. To Ci potentaci nadają obecnie ton rozwojowi branży a ich pozycja rynkowa wydaje się być niezagrożona. Dlaczego? Ponieważ bariery wejścia to tego biznesu są gigantyczne, a olbrzymie wydatki na R&D ponoszone każdego roku (szacuje się, że jest to ponad 100 mld USD), tylko umacniają pozycję obecnych graczy. A jest się o co bić. W 2015 r. na świecie sprzedano ponad 80 milionów nowych samochodów osobowych.

Potężne koncerny mogą jednak czuć się zagrożone. Postęp technologiczny (rozwój alternatywnych napędów, autonomiczne pojazdy) ale też nowe trendy społeczne i modele biznesowe mogą zburzyć status quo. Próbują to wykorzystać nowi, równie potężni gracze, którzy stopniowo przemieszczają się ze swoich tradycyjnych biznesów do łańcucha wartości branży motoryzacyjnej. Są to takie firmy jak Alphabet Inc., Apple (ich kapitalizacja rynkowa i zasoby gotówki pozwalają się mierzyć z największymi graczami z branży motoryzacyjnej) czy też kierowana przez Elona Muska, Tesla Motors. Nawiasem mówiąc, ten przebojowy wizjoner, który pierwsze pieniądze zarobił już w wieku 12 lat sprzedając własną grę komputerową Blaster, chce podbić świat jeszcze innym śmiałym projektem – Solar City. Patrząc na krajobraz bitwy, do której dołączają tacy potężni gracze, jedno jest jasne – potrzeba olbrzymiego potencjału żeby wejść do gry. Na pewno żadna polska firma a nawet konsorcjum firm takim potencjałem nie dysponuje.

Pomimo, że tak dużo pisze się i mówi o sektorze e-Mobilty, to nadal znajduje się on we wczesnej fazie rozwoju. Co więcej, nikt dzisiaj nie potrafi precyzyjnie określić ani tempa rozwoju e-Mobility  na świecie ani tego jakie będzie przyszłe oblicze branży motoryzacyjnej w przyszłości. A właśnie to drugie jest kluczowe! Potencjalne scenariusze przyszłości bardzo ciekawie przedstawia raport autorstwa firmy doradczej Deloitte z ubiegłego roku.  Autorzy raportu doszli do wniosku, że zmiany będą zachodziły na całym świecie nierównomiernie, gdyż zapotrzebowanie na poszczególne rodzaje transportu będzie różne w różnych częściach globu, co oznacza, że w przyszłości całkiem prawdopodobne będzie współistnienie czterech różnych modeli.

Jedno jest niestety pewne. Polska nie będzie liderem przemian i to nie nasz kraj (choć nasz potencjał gospodarczy i rynek wewnętrzny wcale nie są takie małe) będzie wiodącym graczem w zakresie e-Mobility czy też określania nowych modeli biznesowych.  Według różnych szacunków po polskich drogach jeździ około 15 mln. samochodów osobowych.  W 2015 r. sprzedaż nowych samochodów przekroczyła barierę 400 tys., nadal  jednak cykl  życia  samochodu  w  Polsce  jest  dłuższy niż  w  krajach  rozwiniętych,  a  w  efekcie  flota samochodowa  rotuje wolniej (średni wiek samochodu osobowego w Polsce to 15 lat). Jeżeli chodzi o samochody z napędem elektrycznym, w Polsce w 2014 r. zarejestrowano jedynie 150 sztuk… W całej Europie w ubiegłym roku łączna liczba rejestracji nie przekroczyła 100 tyś. Liderami, jeżeli chodzi o przyrost nowych samochodów o napędzie elektrycznym, są Norwegia (~26 000  sztuk), Francja (~22 000 sztuk), Niemcy (~13 000 sztuk). Ale te kraje, poza oczywistą kwestia jaką jest zamożność społeczeństwa, od dłuższego czasu tworzą lub właśnie wprowadzają rozwiązania stymulujące sprzedaż samochodów o alternatywnych napędach.

No dobrze, wróćmy więc do perspektyw polskiego projektu rozwoju e-Mobility. Czy mając na uwadze powyższe wyzwania ma on sens? Odpowiedź nie jest oczywista. Jeżeli rzucimy się z przysłowiową motyką na słońce, sukcesu na pewno nie osiągniemy. Jednak nawet biorąc pod uwagę niewielki potencjał jakim obecnie dysponujemy, przy odpowiednim podejściu mamy szansę. Szczęścia trzeba jednak szukać w znalezieniu niszy w mocno rozbudowanym łańcuchu wartości e-Mobility, który oferuje naprawdę wiele możliwości dla polskich firm. Na początku zamiast mierzyć w budowę prototypu osobowego samochodu elektrycznego, trzeba wykorzystać już istniejące doświadczenia i przewagi konkurencyjne. A takie posiadają polskie firmy już dzisiaj projektujące i produkujące seryjnie autobusy elektryczne. Dalej naturalnym krokiem będzie rozwój i produkcja pojazdów dostawczych dedykowanych dla centrów miast i szansa na zdobycie znaczących udziałów na rynkach zagranicznych w tym właśnie segmencie. Jeżeli równolegle państwo zacznie aktywnie wspierać budowę ekosystemu i modelu zachęt dla rozwoju e-Mobility, przyjdzie czas na bardziej ambitne projekty. Jestem przekonany, że nie zbudujemy samochodu elektrycznego na miarę BMW i3  (nie wspominając o „polskiej Tesli”) ale jeżeli wierzyć prognozą Deloitte, o której wspominałem powyżej, być może w dalszej przyszłości naszą niszą może się okazać nowe wcielenie „samochodu dla wszystkich” – małego i taniego samochodu miejskiego.

Andrzej Kozłowski
Andrzej Kozłowski