Walec budżetu się nie zatrzyma

Przywrócenie w kalendarzu czerwonej kartki w święto Trzech Króli upodobniło standardy życia politycznego w Warszawie do obyczajów eurokracji w Brukseli, gdzie unijna dzielnica do 6 stycznia jest wyludniona.

sejm fot. Marek Wiśniewski

sejm fot. Marek Wiśniewski

U nas wznowienie posiedzeń Sejmu i Senatu nastąpi dopiero 11 stycznia, zatem pozostaje cały tydzień dywagacji, jak pęknięty parlament odnajdzie się po długiej przerwie. Ale praktycznie stało się już pewne, że Senat bez dyskusji uchwali — zgodnie z rekomendacją komisji — puszczenie budżetu na 2017 r. w wersji przysłanej z Sejmu bez poprawek. A potem błyskawiczny podpis prezydenta i niezwłoczna publikacja w Dzienniku Ustaw.

Poprzedza to publikowanie wreszcie nagrań z kadłubowego posiedzenia Sejmu w piątek 16 grudnia 2016 r. wieczorem. Potwierdzają one, że mimo panującego w Sali Kolumnowej zgiełku i chaosu konstytucyjne quorum jednak wtedy było. Z ledwością osiągające próg co najmniej 230 głosujących posłów, ale było. Właśnie taką tezę postawiłem już dwa tygodnie temu w komentarzu: Owoc gwałtu na procedurze.

Zachowuje on w pełni aktualność, a dotyczy trybu rozpatrzenia 16 grudnia przez Sejm wniosków mniejszości i poprawek do budżetu. Zdumiewa, że przez cały okres świąteczno-noworoczny 99 proc. uwagi skonfliktowanych polityków oraz mediów i opinii publicznej w sprawie głosowań z 16 grudnia koncentrowało się na quorum. Tymczasem proceduralny gwałt na ustawie budżetowej naprawdę polegał na złamaniu art. 50 regulaminu Sejmu, który nakazuje „głosowanie poprawek do poszczególnych artykułów, przy czym w pierwszej kolejności głosuje się poprawki, których przyjęcie lub odrzucenie rozstrzyga o innych poprawkach”. Standardem bywa grupowanie w jedno głosowanie nawet kilku poprawek — podobnych lub przeciwstawnych — dotyczących tego samego przepisu czy punktu. Ale w blisko 28-letnich dziejach Sejmu III Rzeczypospolitej nigdy nikomu nawet nie przyszło do głowy zebranie w dwa głosowania aż kilkuset poprawek, zgrupowanych absolutnie nie merytorycznie, lecz ze względu na… podmiot je wnoszący! Wszystkie z klubu PiS przegłosowano hurtowo na tak, a całą resztę — hurtowo na nie. Na wniosek posła Jacka Sasina marszałek Marek Kuchciński przeforsował napisaną na poczekaniu nieregulaminową wykładnię, że tak ujdzie.

A przecież jedynym powodem zblokowania budżetowych poprawek był… kalendarz. W anormalnych okolicznościach na Sali Kolumnowej, bez dostępu do systemu elektronicznego liczenia głosów, klubowi PiS (oraz kilku posłom spoza) zajrzała w oczy groza siedzenia i ręcznego przyjmowania/odrzucania kolejnych poprawek co najmniej przez sobotę 17 grudnia, a może nawet i niedzielę 18 grudnia. Żadne techniczne okoliczności nie usprawiedliwiają jednak czynu, zdefiniowanego w tytule przypomnianym poniżej. © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski