Wizy były i są ostrym cierniem

Wszyscy XXI-wieczni prezydenci USA w sprawie wiz dla Polaków są Pinokiami z długimi nochalami kłamczuchów.

Elementem postępowania wizowego jest pobieranie odcisków palców, porównywanych później przy wjeździe do USA – ale akurat tę procedurę wszyscy rozumieją. Fot. Reuters - Forum

Donald Trump jest ósmym prezydentem USA składającym w Polsce wizytę — w sumie już czternastą, jako że niektórzy bywali nawet po trzy razy. Przypomnieniem tej statystyki podkreślam prozaiczność dzisiejszego wydarzenia. Już nie do wytrzymania jest nuworyszowska propaganda obecnych władców, którzy entej wizycie nadają znaczenie niemal lądowania na Księżycu, jako że ich świat zaczął się od wyborów — naszych w 2015 r., amerykańskich zaś w 2016 r.

W dwustronnych relacjach naprawdę nie było czarnej dziury. W tytule przypominam najbardziej zapalny problem, który od naszej akcesji do NATO poniża Polskę (Amerykanie do nas wiz nie potrzebują). Uruchomiony w 1988 r. Visa Waiver Program (VWP) umożliwia bezwizowe wjeżdżanie do USA na okres do 90 dni, pod warunkiem posiadania m.in. paszportu biometrycznego i biletu powrotnego. Na dłuższe pobyty wizy muszą uzyskiwać wszyscy obcokrajowcy. VWP obejmuje obecnie 38 państw, w tym niemal całą UE oprócz: pękniętego Cypru, nienależących jeszcze do strefy Schengen Bułgarii, Chorwacji i Rumunii oraz… dyskryminowanej Rzeczypospolitej. Mała pociecha, że naszym towarzyszem niedoli na liście wciąż oczekujących sojuszników USA jest m.in. Izrael.

Głównym warunkiem włączenia państwa do VWP jest zejście liczby odmów wiz nieimigracyjnych poniżej 3 proc. Polski odsetek schodzi w dół, w 2015 r. konsulowie w Warszawie i Krakowie odrzucili 6,37 proc. wniosków, a w 2016 r. tylko 5,3 proc. Przy utrzymaniu tego trendu rysuje się szansa na VWP już około… 2025 r. Notabene w latach 2007-09 ustawa epizodyczna podniosła próg odmów do 10 proc., z czego skorzystały w 2008 r. wszystkie (poza Cyprem) państwa, które wspólnie z Polską weszły w 2004 r. do UE. U nas poziom odmów znacznie jeszcze przekraczał 10 proc. i jako jedyni z regionu zostaliśmy z ręką w… no, w formularzu wizowym, którego każdorazowe wniesienie (bez względu na rezultat) kosztuje obecnie 160 USD.

Wszyscy XXI-wieczni prezydenci USA w sprawie wiz są Pinokiami z długimi nochalami kłamczuchów. George W. Bush, Barack Obama i Donald Trump uciekali/uciekają od uczciwego podejścia do problemu, wskazując na Kongres, który nie chce złagodzić ustawy. Ich przechodzące z kadencji na kadencję kłamstwo polega na tym, że bez tykania ustawy wystarczyłoby, gdyby sekretarz stanu nakazał konsulom w Warszawie i Krakowie zmianę podejścia do polskiego petenta. Powinni koncentrować się na wychwytywaniu wrogów USA — terrorystów, pedofili lub narkomanów — a nie tropić na podstawie widzimisię, czy wnioskodawca ma w Polsce wystarczająco mocne korzenie. Przy ich mentalności nie dostaliby wizy ani Kazimierz Pułaski, ani Tadeusz Kościuszko — obaj kawalerowie, bez stałego miejsca zamieszkania i źródła utrzymania…

Podczas dzisiejszych rozmów wizy zostaną zamiecione pod dywan, żeby w atmosferze uniesienia nic nie zazgrzytało. Podczas niedawnego kongresu w Katowicach usłyszałem z ust Krzysztofa Szczerskiego, szefa gabinetu prezydenta RP, pyszne określenie hołubionego gościa — „trampiszon”. Przy takim poziomie skumplowania nie powinno być problemem przekazanie mu postulatu, by nakazał sekretarzowi stanu Reksowi Tillersonowi zmianę polityki konsulatów w wiernej, sojuszniczej Polsce. Wtedy bez łaski Kongresu szybko zeszlibyśmy poniżej 3 proc. i tytułowy cierń by zniknął. Przynajmniej spróbujmy podnieść się z kolan…

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski