Wszystkie prognozy wicepremiera Morawieckiego

Najnowsze statystyki produktu krajowego brutto były szokująco słabe dla niejednego ekonomisty. Ale jedną z największych klęsk prognostycznych zanotował minister finansów i wicepremier Mateusz Morawiecki.

„Chcielibyśmy, aby PKB w Polsce sięgał powyżej 4 procent. Wierzymy, że poprzez inwestycje, eksport będziemy w stanie nie tylko doprowadzić do wzrostu PKB przewyższającego dzisiejsze założenia, ale również do zrównoważonego i zdrowego wzrostu” – deklarował w listopadzie 2015 roku minister rozwoju Mateusz Morawiecki. W budżecie państwa zapisano wzrost PKB o 3,8%.

„Spodziewam się solidnych danych, mocnego wzrostu nieco powyżej 3,5 proc. z tendencją lekko rosnącą (…)W tym roku mamy szansę i myślę, że będzie 3,7-3,8 proc.” – powiedział w styczniu 2016 roku wicepremier Morawiecki.

Było dobrze, dopóki 13 maja GUS nie opublikował szacunków PKB za pierwszy kwartał, które pokazały sensacyjny spadek o 0,1% względem poprzedniego kwartału i wzrost o 3,0% w relacji rok do roku. Ten odczyt można było jeszcze tłumaczyć efektem bazy z ostatniego kwartału 2015 roku lub kontrolowanym „poślizgiem” w realizacji inwestycji infrastrukturalnych. Ministerstwo Rozwoju także nie pękało i jeszcze w czerwcu dzielnie podtrzymało prognozę wzrostu PKB o 3,8% w całym roku.

Wicepremier Morawiecki także był twardy i nie zrobił na nim żadnego wrażenia fakt, że swoje prognozy dla Polski obniżali wszyscy inni. OECD już w połowie roku spodziewała się wzrostu o 3% w całym 2016. Optymizm wicepremiera nieco przygasł dopiero w sierpniu, gdy zapowiadał „możliwy” wzrost PKB o 3,3-3,4%. „Poczekajmy na dane o PKB za III i IV kwartał. Jest w nich szansa na odbicie do poziomu powyżej 3,5 proc. To by oznaczało, że w całym roku PKB wzrośnie o 3,4-3,5 proc., niewiele poniżej założeń” – bronił swych prognoz główny architekt polityki gospodarczej rządu.

PKB_Polska

Było to już po tym, jak załamanie w inwestycjach (nie tylko publicznych) stało się powszechnie znanym faktem, a wzrost PKB w drugim kwartale wyniósł 3,1%. Prosta arytmetyka już wtedy wskazywała, że całoroczny wzrost o  3,5% byłby możliwy tylko wtedy, jeśli w trzecim i czwartym kwartale wzrost PKB przyspieszyłby w okolice 4% (sezonowo czwarty kwartał cechuje najwyższym nominalnym PKB, więc jego waga jest większa od pozostałych kwartałów).

Mimo prezentowanych liczb jeszcze w październiku – już jako minister finansów, minister rozwoju, wicepremier i szef KERM – Mateusz Morawiecki obstawał przy całorocznej prognozie wzrostu PKB o 3,4%. Miesiąc później nadeszły kolejne hiobowe wieści z GUS-u: w trzecim kwartale roczna dynamika PKB spowolniła do zaledwie 2,5%, co było najsłabszym wynikiem od trzech lat. Trzeba uczciwie przyznać, że prawie nikt nie spodziewał się tak marnego wyniku. Ale też nikt nie oczekiwał zapowiadanych przez wicepremiera 3,5% – mediana prognoz ekonomistów zakładała wzrost o 2,9%.

W tym momencie jest już niemal pewne, że załamanie w inwestycjach jest dłuższe i trwalsze, niż się można było spodziewać jeszcze kilka miesięcy temu. Zaś osiągnięcie choćby 3,3% w całym roku wymagałoby fantastycznego czwartego kwartału, co będzie ekstremalnie trudne zważywszy na wysoką bazę z Q4 2015 (gdy PKB napompowany wydatkami publicznymi wzrósł o 4,3%).

I co w tym momencie zrobił wicepremier Morawiecki? Jakby nigdy nic zaczął prognozować wzrost PKB…. w 2017 roku. „Baza z II półrocza jest stosunkowo wysoka i to 2,5 proc. (z III kw. – przyp. red.) mnie nie dziwi” – tak minister rozwoju skomentował dane za trzeci kwartał. Tylko skoro nie dziwi, to chyba wicepremier przewidywał to przed faktem? A skoro tak, to czemu nie podzielił się tą wiedzą z opinią publiczną, zamiast karmić ludzi mrzonkami o niemal 4-procentowym wzroście gospodarczym.

Żeby było jasne – każdy ekonomista się czasem myli. Większość (w tym także niżej podpisany) myli się nawet dość często. Gorzej, gdy ekonomista tkwi w błędzie pomimo nadchodzących informacji sugerujących zmianę prognozy. „Gdy zmieniają się fakty, ja zmieniam zdanie. A Pan co robi?” – ten cytat Johna M. Keynesa można śmiało zadedykować panu wicepremierowi Morawieckiemu.

Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany