Wszystkie umowy są śmieciowe

Debata publiczna na temat umów śmieciowych trwa od lat. Prawda jest taka, że wszystkie umowy w Polsce są śmieciowe. Równocześnie nie prowadzi się absolutnie żadnych prac nad wprowadzeniem zmian, które mogłyby przyczynić się do rozwoju rynku pracy. Ignorowanie problemu nie sprawi, że nie będzie się on nasilał.

Wszystkie umowy są śmieciowe

Czym jest umowa śmieciowa? To kontrakt podpisywany z pracownikiem, który szkodzi zarówno jemu jak i pracodawcy. Krępuje możliwości rozwoju oraz stwarza możliwość zagrożenia dla każdej ze stron. W tym kontekście umową śmieciową mogą być nie tylko potępiane kontrakty cywilno-prawne, ale także umowy o pracę, które szkodzą pracownikom, bo sam fakt wykonywania pracy na ich podstawie daje państwu prawo do pobierania 41% prowizji miesięcznej od wartości umowy. Słowem, umowa o pracę to też śmieć i to jeszcze gorszy niż inne, bo poddany „recyklingowi”!

Parę słów na temat umów

W Polsce mamy kilka rodzajów umów. Umowy o dzieło to takie, od których płaci się tylko podatek. Od umowy zlecenia płaci się prawie wszystkie składki. Obowiązkowe nie jest tylko chorobowe. Jest to korzystny kontrakt pod warunkiem, że ktoś ma status studenta. W każdym innym wypadku jest ona za droga. Praca na własnej działalności gospodarczej ma same zalety, ale niestety nakłada na nas przykry obowiązek prowadzenia odpowiedniej ewidencji, samodzielnego naliczania podatków, a także płacenia ZUS-u, który po dwóch latach wzrasta do ponad tysiąca złotych.

Praca na własnej działalności gospodarczej opłaca się, gdy ktoś zarabia już 4,5 tys. zł brutto (dla dużego ZUS-), bo wtedy suma zapłaconych składek i podatków będzie niższa od tych zawartych w umowie o pracę. Na koniec zostaje umowa o pracę, czyli tak naprawdę jedyna legalna umowa, którą należy stosować, gdy pracodawca zapewnia nam biuro, wyznacza godziny pracy, a także jesteśmy zobowiązani się go słuchać.

41% kwoty, jaką pracodawca przeznacza na nasze wynagrodzenie stanowią podatki i składki. Dodatkowo nie wprowadza ona żadnego rozróżnienia dla poszczególnych zawodów (nie licząc składki na ubezpieczenie wypadkowe) czy wieku pracowników. Wprowadza natomiast rozróżnienie ze względu na staż pracy i płeć – kobiety mają coś takiego jak urlop macierzyński, a panowie mogą się cieszyć urlopem ojcowskim. Osoba z dłuższym stażem pracy ma dłuższy urlop.

Czas śmieci wyrzucić do kosza

Związkowcy narzekają, że młodzi pracują na umowach śmieciowych, a nie na umowach o pracę. Część młodych krzyczy, że dobrze, bo dzięki temu w ogóle mają pracę. Inni wrzeszczą, że płaca minimalna jest za niska. Liberalni ekonomiści odpierają, że w ogóle jej nie powinno być. Resort finansów płacze, że 800 tys. ludzi pracujących na umowach cywilno-prawnych nie będzie miało wyskocz emerytur i w ogóle płacą za niskie podatki. Ludzie z umowami o pracę z pogardą patrzą na tych prowadzących własną działalność gospodarczą.

Z pogardą połączoną z zazdrością. Ludzie prowadzący własną działalność twierdzą, że są przedsiębiorcami, ale w rzeczywistości siedzą biurko w biurko z człowiekiem na umowie o pracę i młodszym kolegą lub koleżanką na zleceniu. Państwowa Inspekcja Pracy w ogóle już tego nie kontroluje. ZUS mógłby to zrobić, ale gdy tylko się do tego zabierze, to prawdopodobnie miliony ludzi z dnia na dzień wyjedzie i nigdy nie wróci. I tak od lat tkwimy w bagnie.

I to jest właśnie największy kłopot

Przez te kilka lat można było spokojnie opracować kompleksowe rozwiązania, które odpowiadałyby na potrzeby zarówno pracowników, pracodawców jak i fiskusa. Kto powiedział, że w Kodeksie pracy może być tylko jeden rodzaj umowy? Przecież można wprowadzić zupełnie nowe formy zatrudnienia, np. takie, które promowałyby kobiety w ciąży albo młodych bez doświadczenia, za których nie trzeba by płacić tak wysokiego ZUS-u.

A czemu nie stworzyć kontraktów, które byłyby dobrą alternatywą dla osób prowadzących własną działalność gospodarczą, gdzie w pewnym momencie ZUS byłby po prostu zryczałtowany, a pracownik miałby prawo do odliczeń KUP-ów. Oczywiście zamiast tego lepiej po prostu obniżyć podatki. W teorii też nic nie stoi na przeszkodzie, by inne składki pobierać od młodego, który nie ma jeszcze mieszkania i samochodu, a inne od starego pracownika, który zaraz będzie przechodzić na emeryturę. Płacę minimalną wręcz trzeba ustalić na różnych poziomach w zależności od regionu, stopy bezrobocia i branży. Inna powinna być w Sanoku, a inna w Warszawie. To wszystko jest na wyciągnięcie ręki.

Prawo pracy wymaga reformy, bo jest stare i niedostosowane do obecnych realiów rynkowych. Było dobre w 1974 roku, kiedy w Polsce praktycznie każdy miał nakaz pracy i nie mógł stąd wyjechać. W obecnych czasach prawo jest nie tylko zbiorem regulacji, ale także czynnikiem decydującym o popularności imigracyjnej i sukcesie gospodarczym państwa. Jeżeli nasze prawo będzie atrakcyjne dla imigrantów, których chcemy zachęcić do przyjeżdżania do Polski (czyli wykształconych w określonych dziedzinach ludzi, którzy chcą tu mieszkać, pracować i żyć w pokoju), to równocześnie nikt też nie będzie chciał stąd wyjeżdżać. Rynek pracy ma tu decydujące znaczenie.

Podejrzewam, że pomogłoby to lepiej walczyć z szarą strefą i wysokim bezrobociem niż ciągłe wydawanie publicznych pieniędzy na kosztowne działania kontrolne i prewencyjne.

Łukasz Piechowiak
Łukasz Piechowiak