Wuj Sam rządzi się w Warszawie jak u siebie

Pobyt Donalda Trumpa będzie najkrótszą merytoryczną wizytą prezydenta USA w Polsce, które zapoczątkował Richard Nixon w 1972 r.

W 2014 r. Barack Obama przemawiający przed Zamkiem Królewskim chroniony był nadzwyczajnie, ale z oddali mógł zobaczyć go bezpośrednio każdy. Fot. FORUM

Rozpoczęły się manewry przed wieńczącym tydzień 7-8 lipca szczytem G20 w Hamburgu, zapowiadającym się konfrontacyjnie jak nigdy. Napięta atmosfera spotkania potentatów związana jest w znacznym stopniu z objęciem prezydentury Stanów Zjednoczonych Ameryki przez Donalda Trumpa. Obecny lokator Białego Domu podkreśla, że od poprzednika różni się biegunowo, prowadząc konsekwentnie tzw. deobamizację w polityce wewnętrznej i zagranicznej. M.in. wypowiedział ratyfikowane już przez Kongres USA i przyjęte przez cały cywilizowany świat ONZ-owskie porozumienieklimatyczne z Paryża z 2015 r., a także wyrzucił do kosza — chociaż jeszcze bez postawienia kropki nad „i” — unijno-amerykańską umowę TTIP (Transatlantic Trade and Investment Partnership), która byłaby największym porozumieniem gospodarczym w dziejach świata.

Fronty polityczno-gospodarczych interesów w Hamburgu trudno zliczyć. Gospodyni szczytu Angela Merkel nie zamierza okazywać wobec Donalda Trumpa poprawności politycznej, ponieważ twarda postawa daje jej punkty przed wrześniowymi wyborami. Ze wschodu przyleci zjednoczony po rozmowach w Moskwie rosyjsko-chiński duet prezydentów Władimir Putin i Xi Jinping. Notabene przed G20 najpierw spotkają się nieformalnie przywódcy państw BRICS (Brazylia, Rosja, Chiny, Indie i RPA), które uzgodnią stanowisko zarówno wobec USA, jak też Unii Europejskiej. Nasza wspólnota oraz Japonia odpowiadają finalizowaniem umowy o wolnym handlu, która ma być polityczną odpowiedzią na odrzucenie przez Donalda Trumpa dwóch umów — pacyficznej i atlantyckiej.

Powyższe akapity sytuują w szerszym kontekście króciutką wizytę Donalda Trumpa w Warszawie. Komentarzowi bezpośrednio po jej potwierdzeniu nadałem tytuł „Międzylądowanie przed ciężkim szczytem G20”. Jego zasadność potwierdziło konkretyzowanie się szczegółów. Pomijając czysto kurtuazyjne wpadnięcie w 2007 r. państwa Bushów do rezydencji państwa Kaczyńskich na Helu, pobyt Donalda Trumpa będzie najkrótszą merytoryczną wizytą prezydenta USA w Polsce, które zapoczątkował Richard Nixon w 1972 r. Zdumiewa jednak nie sama jej długość, czy raczej krótkość. Oto obecni władcy i w Warszawie, i w Waszyngtonie tworzą nową świecką tradycję. Plac Krasińskich na czas przemówienia Donalda Trumpa stanie się po prostu terytorium… USA. To nie Kancelaria Prezydenta RP, który teoretycznie jest gospodarzem wizyty, lecz Biały Dom za pośrednictwem ambasady zaprasza gości, akredytuje media etc. Takiej proceduralnej paranoi przy podobnych okazjach jeszcze w Polsce nie było. Na przykład otwarte, plenerowe spotkania z Polakami przed Zamkiem Królewskim prezydentów Billa Clintona w 1997 r. oraz Baracka Obamy w 2014 r. organizowali i zapraszali uczestników, rzecz jasna, nasi prezydenci Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski, na zasadach podobnych, jak organizuje się wielkie msze papieskie. Oczywiście wydzielona była strefa zerowa za zaproszeniami, ale sektory odległe dostępne były dla każdego, kto poddał się ostrej kontroli agentów nawet nie BOR, lecz US Secret Service. Tym razem terytorium w sercu polskiej stolicy zostało oddane nie merytorycznie, lecz wasalnie organizacyjnie Wujowi Samowi. A podobno Polska wstała z kolan…

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski