Wyrok na pośredników kredytowych w 27 słowach

W największym skrócie mówiąc właśnie w Sejmie waży się w dużym stopniu przyszłość sektora firm pośrednictwa kredytowego, zaś polega to na tym, iż ustawodawca może podtrzymać (bądź uchylić) wprowadzony tuż przed Świętami Bożego Narodzenia do projektu ustawy o kredycie hipotecznym oraz o nadzorze nad pośrednikami kredytu hipotecznego i agentami, zakaz w brzmieniu: „Kredytodawca nie może przekazywać pośrednikowi kredytu hipotecznego lub jego agentowi wynagrodzenia w formie pieniężnej lub innej uzgodnionej formie korzyści finansowej z tytułu wykonywania czynności pośrednictwa kredytu hipotecznego.” Owe 27 wyrazów użytych w tym przepisie stanowić będzie dla pośredników kredytu hipotecznego właściwie wyrok bez prawa do apelacji. Zobaczmy, jakie to może wywołać (czy wręcz wywoła) skutki systemowe.

Fot. By Chris Potter [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Fot. By Chris Potter [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Struktura sprzedaży

Usługi i produkty finansowe są przeważnie oferowane poprzez, tzw. sprzedaż bezpośrednią, z zastosowaniem np. takiej techniki jak telemarketing lub z wykorzystaniem internetu. Organizacyjnie polega to na bądź to tworzeniu wydzielonych zespołów sprzedażowych w ramach struktury organizacyjnej danego oferenta (np. instytucji kredytowej, takiej jak bank) bądź poprzez zlecanie tych czynności podmiotom zewnętrznym w ramach, tzw. „outsourcingu” usług. Oba rozwiązania mają zapewne swoje wady jak i zalety. Oba zresztą zależą od specyfiki i profilu biznesowego przyjętego przez daną instytucję kredytową. Jedne banki decydują się na to, by w segmencie kredytów mieć klientów „blisko siebie”, inne jakby „wydzierżawiają” ich pośrednikom kredytowym, z kolei inne jeszcze wybierają warianty pośrednie, np. „przy sobie” zatrzymują klientów mogących stwarzać jak najmniejsze problemy, innych, „trudniejszych” wypychają w stronę sektora pośredników kredytowych. Warte podkreślenia jest to, że i banki i firmy pośrednictwa kredytowego żyją jakby w symbiozie. Przepływ klientów z banków do firm pośrednictwa pozwala żyć tym ostatnim, z kolei, te pierwsze są nierzadko odciążone od masy różnych problemów, których źródłem mogą być i są klienci, tzw. trudni. Wszystko to dzieje się nie w jakiejś próżni lecz w twardej rzeczywistości rynkowej.

Skąd się bierze ta symbioza pomiędzy bankami a firmami pośrednictwa kredytowego? Czy tylko stąd, że szczęśliwie banki mają komu sprzedać ryzyko akcji kredytowej przy stale wysokim popycie na kredyt i to na wszystkie jego rodzaje? A może dlatego, że tak się niecnie zmówiły między sobą przeciwko nic nie świadomemu konsumentowi? Miłośnikom teorii spiskowych zostawimy tak frapujące zajęcie, jak szukanie tutaj jakiegoś drugiego dna, sami spróbujemy znaleźć na te pytania odpowiedzi bliższe rzeczywistości.

Gdy popatrzymy na życiorysy osób, szczególnie ze szczebli kierowniczych, związanych z branżą pośredników kredytowych (czy może szerzej, firm pośrednictwa finansowego), to zobaczymy, że wielu z nich ma solidne, twarde, wszechstronne doświadczenie w branży bankowej czy pozostałych sektorach finansowych. To są ludzie znający doskonale struktury instytucjonalne, towarzyskie, wreszcie produktowe i usługowe funkcjonujące w tej branży. Wiedzą, jak zarządzać procesami sprzedażowymi, finansowymi, organizacyjnymi itp. w obrębie produktów czy usług finansowych, bo się tego nauczyli i spraktykowali przechodząc wszystkie właściwie szczeble kariery, począwszy od asystentów dysponentów w bankach, poprzez kierowników sekcji, działów, departamentów, szczeble dyrektorskie na poziomie oddziałów i/lub centrali, aż nierzadko funkcje kierownicze w zarządach banków. Znają oni bankowość (czy szerzej, finanse) od podszewki, mając to zresztą podbudowane masą rozlicznych szkoleń, kursów, odbytych studiów itp. Są w każdym calu merytokratami. Oni w branży pośrednictwa kredytowego się nie wzięli z przypadku, są natomiast twardymi partnerami dla banków czy innych instytucji finansowych.

Jak to powstawało.

Mając zatem takie przygotowanie, jak powyższe wielu z nich swego czasu zaryzykowało otwierając firmy pośrednictwa kredytowego. I znowu? Czy zostali oni przez swoich kolegów w bankach namówieni, by pozakładać biznesy w celu zrobienia nieświadomych klientów w przysłowiowego balona? Ten trop znowu pozostawimy miłośnikom teorii spiskowych, bowiem było zgoła inaczej. W największym skrócie mówiąc polegało to na tym, iż wraz z zaciskaniem (ustawy, rozporządzenia i rekomendacje) gorsetu regulacyjnego bankom, szczególnie w obszarze norm ostrożnościowych, zostały one zmuszone do podniesienia norm wewnętrznych w zakresie obsługi popytu na kredyt przy silnie rosnących potrzebach konsumpcyjnych społeczeństwa.

Proces ten rozpoczął się około 2004 r., to jest wraz z przystąpieniem Polski do Unii, gwarantującej skok cywilizacyjny w postaci swobody przede wszystkim pracy w państwach o znacznie wyższych bogactwie niż Polska. Relatywnie wówczas siła nabywcza Polaków uległa poprawie. Polacy wyjeżdżając na Zachód i tam pracując przywozili (bądź przysyłali do rodzin) do kraju coraz większe środki finansowe, które zamierzali wydać na coraz bardziej rosnącą konsumpcję, przede wszystkim na zakup (budowę) domów lub mieszkań. Polacy z czasem uwierzyli, że mogą żyć na porównywalnej stopie życiowej co ich rówieśnicy na Zachodzie. Co więcej, że jest to ich immanentne prawo. Podnosząc zatem poprzeczkę popytu konsumpcyjnego, z trudem uznali (o ile w ogóle), że z czasem przyjdzie im ją znowu obniżyć.

W bankach pozostała jednak zakumulowana przez kilkanaście lat nadwyżka finansowa, której zaczęła grozić stopniowa utrata wartości wskutek wytworzenia się środowiska ujemnych stóp procentowych i nadciągającej deflacji. Menedżerowie w tych instytucjach dostrzegli, że przy tak rozwierających się nożycach systemowych, tj. narastającego reżymu regulacyjnego i utrzymującego się wysokiego popytu na kredyt trzeba zapobiec realnemu zamrażaniu środków finansowych, spadku ich płynności i powstania niebezpiecznego dla systemu finansowego zjawiska luki czasowej (zwanej niekiedy luką terminu). Podjęli zatem kroki sprzyjające rozwojowi sektora ogólnie rozumianego pośrednictwa finansowego, w tym m.in. pośrednictwa kredytowego. Działając w ten sposób stworzyli coś w rodzaju wentylu bezpieczeństwa, za pomocą którego mogli zapobiec implozji systemowej. Polegało to z grubsza na tym, że jakby komunikat był prosty: „Zapraszamy, kto chce przyjść po kredyt mając w ręku mocne papiery, to niech przechodzi tymi drzwiami. Kto takich papierów nie ma to niech wejdzie tamtymi do innego pomieszczenia.” Tym innym pomieszczeniem, to była coraz prężniej rozwijająca się branża pośrednictwa kredytowego.

Stworzenie, bądź właściwie sprzyjanie temu, nowego kanału w dostępie do kredytu (szczególnie hipotecznego) było w zasadzie „wytransferowaniem” ryzyka operacyjnego tam, gdzie wiedziano jak nim zarządzać i jak go minimalizować. Ponieważ rynek finansowy, aczkolwiek intensywnie biorący udział w różnych akcjach charytatywnych, zawsze dąży do ustalenia jakiejś wartości mającej znaczenie handlowe, to w związku z tym jego charakter nie może cechować się altruizmem. Mechanizm zatem był prosty. Banki powiedziały profesjonalnym firmom pośrednictwa kredytowego „Kupcie od nas ten zakres ryzyka operacyjnego, który nie mieści się w naszych buforach i grozi stabilności sektora bankowego. W zamian oferujemy preferencyjne warunki premii za ryzyko w postaci wynagrodzenia za hurtowy obrót pakietami kredytowymi. Jak upłynnicie tą masę kredytową, to zależeć będzie od waszej biznesowej strategii, włącznie z wysokością marży. My się wtrącać nie będziemy.” Firmy pośrednictwa odpowiedziały natomiast, „W porządku, przejmiemy to ryzyko, z zastrzeżeniem, że im większy wolumen kredytów będzie przez nas przechodził, tym lepszych warunków oczekujemy w zakresie wynagrodzenia.” Stąd właśnie pojawiła się oferta rynkowa w zakresie kredytów hipotecznych dostępna dla tych, którzy w bankach nie mieli na nią żadnej zdolności kredytowej. Owszem, z punktu widzenia konsumenta miał on ów kredyt droższy niż wówczas, gdyby uzyskał go z banku, wszelako oczywiście, gdyby tak się stało i ten kredyt by uzyskał. A tak się stać nie mogło, z przyczyn powyższych.

Fotografia branży

Jak wygląda zatem owa zbiorowa fotografia branży? Szczególnie interesuje nas kwestia relacji tych firm z bankami, jako kanały dystrybucji kredytów. Zrobił ją niedawno Główny Urząd Statystyczny w opracowaniu, pt. „Wyspecjalizowane segmenty rynku finansowego 2015” (stan na 2016 r.) Zobaczmy, „W 2015 r. w badaniu uczestniczyło 168 przedsiębiorstw prowadzących działalność pośrednictwa kredytowego. … W badanej zbiorowości 95 podmiotów udzielało pożyczek ze środków własnych, 59 pośredniczyło w udzielaniu kredytów i pożyczek we współpracy z bankami, a 14 jednocześnie udzielało pożyczek ze środków własnych i współpracowało z bankami. (…) Spośród badanej zbiorowości podmiotów prowadzących działalność pośrednictwa kredytowego w 123 przedsiębiorstwach dominował kapitał krajowy, a w 45 kapitał zagraniczny. Głównymi udziałowcami w 126 firmach były osoby prawne, prywatne i spoza sektora finansowego, w 29 instytucje finansowe, a 13 podmiotów było kontrolowanych przez banki.

Co nam mówią powyższe dane? Ano zawierają bardzo ciekawe informacje. Mianowicie, że w blisko 43 proc. akcji pożyczkowej/kredytowej obsługiwanej przez firmy pośrednictwa kredytowego dzieje się to ze źródła, które pochodzi z sektora bankowego. Z kolei ten, żeby zabezpieczyć swoje interesy, w ledwie 7 proc. struktury właścicielskiej trzyma kontrolę nad firmami pożyczkowymi. No prawie że wydaje się to niesamowite iż banki, zdawałoby się, by tak lekko odpuściły wgląd na to, co się dzieje z tym przecież niemałym strumieniem finansowym, za który odpowiadają przed depozytariuszami oraz swoimi akcjonariuszami. A jakie to wobec tego są wielkości? Znowu, policzył to GUS.

 

2017-01-21_191919

Z powyższego widać, że firmy pośredniczące obsługują (obliczenia na podstawie 2015 r.) wartościowo blisko 71,5 proc. pożyczek (bezpośrednio i pośrednio), będąc kanałem dystrybucji banków, zaś blisko połowa z kwoty globalnej przypada im na jakościowo wysokie kredyty hipoteczne. Zresztą, dane z roku poprzedniego to potwierdzają. Co to nam mówi? Dużo. Otóż, w branży finansowej pasuje przekonanie, że im większy jest udział w wartości sprzedaży produktów coraz bardziej złożonych, a przy tym jakościowo coraz lepszych, tym większym zaufaniem ze strony konsumentów cieszy się ich oferujący. Mogą to potwierdzić kolejne dane wskazujące na liczbę udzielonych pożyczek/kredytów ze względu na podmiot i rodzaj.

2017-01-21_192112

Zaskoczenia tutaj nie ma. Firmy udzielające pożyczek ze środków własnych są nieobecne w segmencie kredytów hipotecznych. Czy w 2014 r. nie mogły? A w 2015 r.? Pytania to problematyczne, bowiem dopiero teraz ich status na rynku w segmencie kredytów hipotecznych zostanie określony ustawowo. Zresztą, pośredników będących kanałem dystrybucji dla banków również. Właściwie stwierdzając „status” powinno się raczej użyć sformułowania „status quo”, gdyż ustawa, o której mowa na wstępie może radykalnie przeciąć te więzi.

Pytania pod rozwagę

Zadać należy w związku z tym pytanie. Kto, jak nie bank, najlepiej znający „swój” kanał dystrybucji, z którym współpracuje od ponad dekady i który go w dużym stopniu rozwinął, ma ten kanał wynagradzać? Opcje są właściwie trzy. Ów bank? Jak widać aktywny w tym segmencie rynku finansowego, konsument? Czy też może budżet państwa? I kolejne pytanie, a właściwie konkluzja. Jeśli nie bank? Jeśli nie konsument? Jeśli nie budżet państwa? To czemu ma służyć wprowadzanie takiego zakazu, który jak widać dziesiątkom tysięcy klientów utrudni uzyskanie kredytów i pożyczek, bez których gospodarka towarowo-pieniężna (a w takiej jesteśmy, czego są uczone dzieci już w gimnazjum na przedmiocie „Wiedza o społeczeństwie”) właściwie nie istnieje? Cui bono?

Bo o tym, ile to mieszkań nie zostanie z powyższego powodu kupione, wyremontowane, przebudowane lub ile domów nie zostanie wybudowanych i jak to się odbije na budownictwie (w nim zatrudnionych) i branżach z nim kooperujących, to nie ma się co rozwodzić. Jak to w końcu może się przełożyć na perspektywę kolejnych programów mieszkaniowych rządu (w rodzaju „Mieszkanie +” czy tym podobne), to jest to również temat na osobną analizę. I jeszcze należałoby spytać, czy rząd jest całkowicie pewien sukcesu takiego programu, jak ów wspomniany, jeśli kanał dystrybucji kredytu hipotecznego bank ↔ pośrednik kredytu hipotecznego, miałby zostać zastąpiony przez kanał bank ↔ sektor będący owym cui bono? O ile owe cui bono w ogóle istnieje. I czyżby chodziło o jakiś nowy rodzący się typ instytucji shadow banking? Ale przecież nie o teoriach spiskowych miało tutaj być.

Marcin Daniecki
Marcin Daniecki