Zakaz hodowli zwierząt futerkowych. Kogo ratuje, a komu szkodzi?

Trwające prace nad nowelizacją ustawy o ochronie zwierząt wzbudzają w ostatnim czasie wiele emocji zarówno wśród polityków, osób z branży, jak i aktywistów postulujących o ochronę praw zwierząt futerkowych. Po jednej stronie szali jest dobro zwierząt, po drugiej branża i jej przełożenie na gospodarkę. Czy zwolennicy jednej i drugiej strony muszą ze sobą walczyć czy jednak możliwy jest kompromis?

Celem projektu parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt jest zakaz hodowli zwierząt futerkowych, które to w bestialskich warunkach dokonują żywota, abyśmy mogli cieszyć się pięknymi futrami. Jest to przecież proceder okrutny i musimy go zakończyć. Wszystko to brzmi bardzo szlachetnie, natomiast autorzy i zwolennicy projektu zdają się patrzeć na całą sprawę w bardzo uproszczony, trochę wręcz ograniczony sposób. W kampaniach medialnych napotykamy bowiem na lukę informacyjną. Dane dotyczące wpływu hodowli zwierząt futerkowych na polską gospodarkę są zupełnie pomijane. Zwolennicy zaostrzenia prawa zdają się też zapominać o ludziach pracujących w sektorze. Wprowadzenie nowelizacji pozbawi pracy tysiące osób. Należy nadmienić, że znaczna część z nich to mieszkańcy terenów wiejskich, gdzie miejsca pracy są bardzo ograniczone, a poziom bezrobocia strukturalnego wysoki.

Według raportu PWC z maja 2014 roku, branża hodowców zwierząt futerkowych dynamicznie się rozwija. Wartość sprzedaży wzrosła 8-krotnie w latach 2009-2013. W roku 2013 wpływy do polskiej gospodarki wyniosły blisko 1,3 mld zł, co stanowi około 2,5% wartości polskiego rolnictwa. W tym samym roku wpływy do budżetu z tytułu podatków i składek społecznych od hodowców osiągnęły kwotę 291 mln zł. Eksport branży hodowców zwierząt futerkowych wynosi 4% całego eksportu rolno-spożywczego, tj. 1,3 mld zł.

W Polsce tradycja hodowli zwierząt futerkowych liczy niemal sto lat. Branża zapewnia 50 tys. miejsc pracy, z czego 10 tys. w gospodarstwach utrzymujących zwierzęta. Na fermach znajdują zatrudnienie osoby o niskich kwalifikacjach zawodowych, co w istotny sposób przyczynia się do zmniejszenia bezrobocia i polepszenia poziomu życia społeczeństwa. Około 40 tys. osób jest pośrednio zatrudniona w sektorze, a są to osoby i firmy współpracujące z branżą. Polska jest drugim w Europie, po Danii, producentem skór zwierząt futerkowych, sprzedającym miliony sztuk rocznie. 54% polskiego eksportu wszystkich skór stanowią skóry futerkowe. Sprzedaż odbywa się poprzez domy aukcyjne w Helsinkach, Kopenhadze, Toronto i Seattle.

Nie jest prawdą, że obecne przepisy są złe i dlatego zwierzęta są traktowane w okrutny sposób. Hodowcy podlegają nadzorowi Inspekcji Weterynaryjnej, Inspekcji Ochrony Środowiska, Inspekcji Budowlanej oraz Państwowej Inspekcji Pracy. Co więcej, polskie przepisy dotyczące hodowli zwierząt futerkowych są nie tylko zgodne z przepisami unijnymi, ale nawet bardziej rygorystyczne niż te wymagane przez Wspólnotę.

Coraz więcej jest kampanii społecznych na rzecz zwierząt, często z udziałem osób publicznych i celebrytów. Są to właściwe inicjatywy, ponieważ ważne jest, by społeczeństwo było wrażliwe na kwestie znęcania się nad zwierzętami. Ale powinny być to kampanie informacyjne, przedstawiające wszystkie dane w sposób rzetelny i obiektywny. Niestety rzadko tak się dzieje, a w dodatku często mamy do czynienia z pewną niespójnością. Celebryci apelują o wyrzucenie futer i o zakaz hodowli, po czym ich garderoby pełne są najróżniejszych wyrobów skórzanych.

Należy promować fermy, które postępują w sposób humanitarny, kontrolować hodowle, zapewniając tym samym, że przestrzegają one litery prawa. Wprowadzanie przepisów na pokaz, by przypodobać się organizacjom prozwierzęcym nie jest właściwą drogą. Stosowne jest zachowanie rozsądku i przeprowadzenie analizy zysków i strat, zamiast wprowadzania radykalnych rozwiązań o dotkliwych skutkach. Należy rozważyć jak polepszyć obecną sytuację przy użyciu już istniejącego prawa. Idąc krokiem zakazów, dlaczego również nie zabronić produkowania wszelkich wyrobów skórzanych? Tym tokiem argumentacji wystarczą nam buty, torebki, paski i portfele z materiałów syntetycznych. Zakażmy także uboju zwierząt w ogóle, bo przecież można przeżyć na diecie wegańskiej. To oczywiście przykłady skrajne, ale motywacja jest ta sama. Musimy w tym wszystkim zachować zdrowy rozsądek.

Rozwiązaniem nie jest zaostrzenie prawa do granic możliwości, lecz raczej egzekwowanie istniejących przepisów. Politycy zamiast wymyślać coraz to nowe sposoby na ratowanie świata powinni w końcu zacząć go ulepszać poprzez dbanie o przestrzeganie zasad. Zakazując hodowli norek, lisów, czy jenotów sami ograniczamy w znacznym stopniu wpływy do budżetu państwa i pozbawimy pracy wielu rodaków, a wcale nie polepszymy bytu zwierzętom. Niemcy i Duńczycy z chęcią zapełnią lukę na rynku i zaczną eksportować jeszcze więcej, a w Polsce osoby traktujące zwierzęta w sposób okrutny będą dalej robić swoje, tyle że w większym stopniu działając na czarnym rynku.

Organizacja FurEurope przygotowała system certyfikacji na podstawie badań naukowych
i norm unijnych. WelFur to europejski certyfikat jakości ferm futerkowych. Kontrole hodowli prowadzone przez firmę Baltic Control mają na celu ocenić dobrostan zwierząt, kierując się takimi kryteriami jak: odpowiednie karmienie, warunki bytowe, stan zdrowia i właściwe zachowania zwierząt. Dopiero po trzech kontrolach w ciągu roku dana ferma otrzyma ocenę ogólną. Proces kontroli został rozpoczęty w 2015 roku. Jeżeli wszystkie fermy będą musiały być certyfikowane, problem z męczeniem zwierząt sam zostanie rozwiązany.

Polska jest ważnym graczem na prestiżowym rynku futer i z ekonomicznego punktu widzenia nie stać nas na pozbawianie się tak ważnej gałęzi rolnictwa. Dlatego też powinniśmy zadbać, aby prawo było egzekwowane i zwierzęta traktowane w sposób humanitarny, a nie tworzyć zakazy uderzające w polską gospodarkę i pozbawiając pracy dziesiątki tysięcy osób. Działacze na rzecz ochrony zwierząt powinni kłaść nacisk na wzmożone kontrole, a nie na wprowadzanie zakazów, które niosą za sobą wiele negatywnych skutków. Walczmy
z patologią w branży, a nie z samą branżą.

Piotr Palutkiewicz
Piotr Palutkiewicz