ZUS morderca – po raz drugi

W drugiej połowie XX wieku i na początku XXI wieku, gdy ZUS nie wtrącał się jeszcze do tego, jakie umowy podpisują przedsiębiorcy z osobami wykonującymi pracę, sądy nie miały problemu z ustaleniem, co jest umową o dzieło, a co nią nie jest. Wystarczyło, że jakaś umowa polegała na zamówieniu u kogoś jakiejś pracy, która prowadziła do osiągnięcia określonego rezultatu we wskazanym terminie – i już (słusznie) traktowano ją jako umowę o dzieło.

"OFE czy ZUS?" zdaniem blogerów

Jeszcze nie przebrzmiały wygłoszone niedawno (10 lutego 2016) w Sejmie słowa posłanki Błeńskiej o „ZUS-ie mordercy”:

a już mamy kolejną ZUS-owską aferę. Kilka dni temu wszyscy posłowie i senatorowie RP otrzymali „list otwarty”. Warto się z nim zapoznać. Przytaczam ten list w całości i wstrzymuję się od jakiegokolwiek komentarza, bo treść tego listu mówi sama za siebie:

Umowy o dzieło: masowe łamanie prawa przez ZUS, NFZ i sądy

Przykładowo, takie czynności jak: prace polowe (orka, siew, zebranie plonów, zniszczenie szkodników, wymłócenie), naprawa lub wykonanie przedmiotów codziennego użytku (np. butów, stołu), a także remont lokalu, okazyjny przewóz dokonany odpłatnie, realizacja programu wycieczki, chemiczne pranie odzieży, usługi świadczone przez zakład kosmetyczny, naprawa samochodu były traktowane przez sądy (w tym przez Sąd Najwyższy), jako mogące być przedmiotem umów o dzieło.

Mniej więcej w 2008 roku pojawiły się pierwsze kontrole ZUS, które zaczęły kwestionować zawarte umowy o dzieło (od tych umów nie trzeba płacić składek na ZUS) i uznawać je za umowy o świadczenie usług nie uregulowanych innymi przepisami (od tych umów trzeba płacić składki na ZUS). Powodem tych kontroli był narastający deficyt finansowy ZUS, co spowodowało, że ZUS za wszelką cenę chciał „wycisnąć” z przedsiębiorców jak największą ilość pieniędzy, aby ten deficyt pokryć. Nie bez znaczenia była też, nagłaśniana przez media i partie polityczne, krytyka umów cywilno-prawnych (zwanych pogardliwie „umowami śmieciowymi”), której pierwsze symptomy miały miejsce w 2012 roku, a która trwa do dzisiaj.

Sądy zaczęły więc stopniowo zaostrzać kryteria, jakie powinny spełniać umowy o dzieło, mimo tego że prawo w tym zakresie się nie zmieniło. Raptem „okazało się”, że dzieło musi być czymś szczególnym, unikalnym i zindywidualizowanym, a także przejawem twórczej myśli i wiedzy technicznej; że nie może być osiągnięte przez proste, powtarzalne i ciągłe prace; że powinno być poddane drobiazgowej kontroli przez ekspertów z użyciem obiektywnych kryteriów, ale zarazem powinno spełniać osobiste gusty i upodobania zamawiającego; że nie może być częścią większej całości, musi być trwałe i pewne do osiągnięcia, nie może być określone zbyt ogólnie, ale także i zbyt szczegółowo, jego wykonawca musi być obdarzony, oprócz zawodowych umiejętności, również unikalnymi, wyjątkowymi zdolnościami, a także mieć pełną swobodę działania i nie może pracować starannie; że powinno być możliwe uchwycenie istoty dzieła; że wola stron zawierających umowę o dzieło nie ma znaczenia itd. itp. Litania tych błędnych i pozaprawnych, a czasem nawet i groteskowych wymogów wobec umów o dzieło nie byłaby warta uwagi, gdyby nie to, że w praktyce są one stosowane przez część sądów oraz zawsze przez ZUS i NFZ.

Gdyby zastosować te wszystkie fałszywe wymogi, to nic nie byłoby dziełem. Tymczasem umowa o dzieło jest najbardziej podstawową, powszechną, stosowaną od wieków (zna ją już prawo rzymskie) metodą zamawiania i rozliczania pracy, gdyż dotyczy ona prostej, bardzo często zdarzającej się w codziennym życiu, sytuacji: ktoś na czyjeś zamówienie wykonuje jakąś pracę, która ma doprowadzić do określonego rezultatu (dzieła) i z tego rezultatu jest rozliczany i za jego osiągnięcie wynagradzany. Aktualnie obowiązujące w Polsce prawo w tym zakresie, czyli kodeks cywilny, określa umowę o dzieło dokładnie w ten właśnie sposób.

Jednak ZUS nie zważając na obowiązujący i oczywisty stan prawny dotyczący umów o dzieło przeprowadza od kilku lat zmasowane kontrole, które kwestionują praktycznie każdą umowę o dzieło i przekwalifikowuje je na umowy zlecenia żądając „zaległych składek” wraz z odsetkami. Kontrole te sięgają nawet 10 lat wstecz.

Te działania ZUS mają charakter masowy: w ciągu kilku ostatnich lat liczba zakwestionowanych bezprawnie przez ZUS umów wynosi prawdopodobnie ponad sto tysięcy. Kontrolerzy ZUS otwarcie przyznają, że wymaga się od nich unieważnienia każdej umowy o dzieło, bez względu na to jaka jest jej treść. I te kontrole będą kontynuowane, co zapowiedział publicznie (w wywiadzie dla Polskiego Radia z dnia 15 lipca 2015) członek zarządu ZUS Paweł Jaroszek odpowiedzialny m. in. za dział kontroli ZUS, który stwierdził także, że dzieło powinno być „unikalne, albo wręcz unikatowe” oraz „stanowić podmiot praw autorskich”. To stwierdzenie członka zarządu ZUS jest w oczywisty sposób sprzeczne z obowiązującym prawem – prawo absolutnie nie wymaga, aby dzieło będące rezultatem określonej w kodeksie cywilnym umowy o dzieło miało te cechy. Zatem członek zarządu ZUS publicznie poświadczył nieprawdę, wręcz nawoływał do łamania prawa.

Cześć przedsiębiorców i instytucji odwołuje się do sądów od tych w oczywisty sposób niezgodnych z prawem decyzji ZUS. I tu czeka ich niemiła niespodzianka: znaczna część sędziów (choć na szczęście nie wszyscy!) najwyraźniej sprzyja ZUSowi i oddala słuszne odwołania przedsiębiorców. Dlaczego niektórzy sędziowie wydają w sprawach dotyczących umów o dzieło ewidentnie błędne wyroki? Wynika to m. in. z tego, że nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za treść tych wyroków. Jest to zresztą zjawisko szersze, bo dotyczące także wszystkich innych spraw rozstrzyganych przez sądy w Polsce. Niezależność i niezawisłość sędziów to ważne wartości, nie powinno być jednak tak, że sędziowie mogą zupełnie bezkarnie wydawać wyroki ewidentnie błędne, sprzeczne z prawem. Potrzebne są w tym zakresie odpowiednie zmiany systemowe.

Podsumujmy: ogromna większość decyzji ZUS (a także NFZ) oraz znaczna część wyroków sądowych kwestionujących umowy o dzieło została wydana z rażącym naruszeniem prawa.

Warto zaznaczyć, że sprzeczne z prawem decyzje ZUS i wyroki sądów nie dotyczą tylko przedsiębiorców ale także fundacji i stowarzyszeń oraz wszelkich instytucji państwowych: jednostek samorządu terytorialnego, państwowych szkół i uczelni wyższych, państwowych instytutów naukowych, itp.

Sprzeczne z prawem i wręcz agresywne działania ZUS i sądów wobec przedsiębiorców i innych podmiotów są, co oczywiste, zjawiskami patologicznymi – zjawiskami, które w demokratycznym państwie prawa nie powinny mieć miejsca. Apeluję o szybkie podjęcie odpowiednich kroków, aby te zjawiska wyeliminować. Oczywiście osoby odpowiedzialne za te nieprawidłowości powinny ponieść przewidziane prawem konsekwencje (w tym kodeksem karnym) a pokrzywdzeni przedsiębiorcy i instytucje powinni otrzymać odpowiednie zadośćuczynienie.

 

Jacek Chołoniewski