Wspólnota przy rozwijaniu dropsa

Polska powinna produkować więcej rodzimych, unikalnych produktów. Takich, z których moglibyśmy być dumni i zasłynąć w świecie. Ta idea przyświeca dziś najpoważniejszym politykom i ekonomistom, którzy pracują nad tym, byśmy wreszcie mieli polskie rozpoznawalne brandy.

Był taki okres, gdy wszystko co było na rynku – było nasze. To czas PRL, który w świadomości wielu Polaków przemienił się z kraju wszechwładnej nomenklatury, uległości wobec imperium i katastrofy gospodarczej w królestwo oldskulowych gadżetów.

Dawno nieistniejące, przechodzą w opowieściach z pokolenie na pokolenie:

Oranżada w proszku – opakowana w kolorowe torebeczki. Nieznane były przypadki użycia  takiej oranżady w proszku zgodnie z przepisem producenta, tj. w stanie płynnym, po uprzednim rozcieńczeniu. Wyjadało się ją w czasie dużej przerwy paluchem prosto z torebki. Prócz tego, że piekła w język, to jeszcze cudownie barwiła na żółto palce i wargi.

Pralka Frania –  królowa zaginionych brandów PRL. Okrąglutka jak polska mężatka, niezniszczalna pralka wirnikowa. Przetrwała niezmieniona od 1958 r.

Kawa zbożowa Inka–  najsłynniejszy brand spożywczy PRL-u. W szkolnych i pracowniczych stołówkach Inka stale pyrkała na ogniu w wielkich kotłach, z których rozczochrane kucharki nalewały ją chochlami do wyszczerbionych kubków. Inka była niezawodnym środkiem płatniczym w Bułgarii i Rumunii, gdzie przedsiębiorczy Polacy wymieniali ją na kożuszki z barankiem.

Stolik-jamnik – tak, od końca lat 50-tych życie towarzyskie Polaków niczym Włochów obracało się wokół kawy. W maleńkich mieszkankach niezbędny stał się stoliczek do kawy. I oto w 1961 r zaprojektowano niezawodny stolik-jamnik. Półmetrowe nóżki podtrzymywały długi blat, za którym zasiadało do ośmiu obywateli. W tamtych czasach Polak bez kawy nie rozmawiał.

Suszarka Fema – PRL to były też czasy długich włosów. W domach królowała suszarka Fema. A tym Polkom, które jej nie zdobyły, pisma kobiece polecały używanie w zastępstwie suszarki – odkurzacza.

Mleko z kapslem – obywateli PRL budził o szóstej rano brzęk butelek z mlekiem, ustawianych pod każdymi drzwiami przez roznosicieli. Mleko tłuste  miało złoty kapsel, chude-srebrny. Do końca Polski komunistycznej nie udało się rozwiązać problemu wypijania mleka uczciwym klientom przez skacowanych rodaków,wracających nad ranem z balangi.

Pocztówka dźwiękowa – polski patent, wytwarzany masowo przez sektor prywatny. Stworzony głównie po to, by i niezamożni obywatele, poprzez upiorne trzaski, mogli słuchać hitów Elvisa Presleya i Helen Shapiro. Pocztówki i odtwarzający je rachityczny adapter Bambino przegrały z zestawami Radmor z kolumnami, w których produkcji Polska została na krótko supermocarstwem.

Dropsy – okrągłe cukierki, które nigdy nie odklejały sie od papierka.

Saturator – pomalowane na kremowo wózeczki z gazowaną wodą i dwoma pojemnikami z uwielbianymi przez każdego małego Polaka sokami- czerwonym i żółtym. Sprzedawca niedbale opłukiwał ciężką, graniastą szklankę i podawał kolejnemu z długiej kolejki – z sokiem za 80 gr.

Mleko w tubce – słodkie do obrzydliwości. Wysysało się je wprost z tubki. Był to produkt indywidualistyczny, bo przy takim sposobie konsumpcji nie było jak się nim podzielić. Kilka lat temu wróciło na rynek i… ma się całkiem dobrze.

Cytronada – żółty płyn, sprzedawany w foliowym woreczku, zaopatrzonym w słomkę. Nie sposób było przebić woreczka bez zmoczenia koszuli, krawata i wszystkich, którzy stali lub siedzieli dookoła.

Po co te wspomnienia? Otóż, zauważmy: jeśli dziś 60-latek i 20-latek w rozmowie wspomną gumę do żucia Donald, z rysunkową historyjką w środku, to dzieje się coś niezwykłego. Natychmiast rodzi się między nimi ponadpokoleniowa wspólnota – nagle „są z jednej bajki”.

A o takie poczucie wspólnotowości Polaków nam właśnie teraz chodzi. Zwłaszcza przed szczytem NATO.

frania Fot. youtube

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Sławomir Majman
Sławomir Majman