Bez (po)widoku na Oscara

Moja wizyta w kinie na ostatnim filmie Andrzeja Wajdy zbiegła się z ogłoszeniem oscarowych nominacji. „Powidoki” odpadły w przedbiegach, czego za wielkie zaskoczenie uznać nie można. Bardziej dziwi fakt, że w ogóle brały w tej rywalizacji udział.

"Powidoki" 2015 rez. Andrzej WajdaFot. Anna Wloch www.annawloch.comanna@annawloch.comNa zdj: Boguslaw Linda /Strzeminski/

"Powidoki" 2015 rez. Andrzej WajdaFot. Anna Wloch www.annawloch.comanna@annawloch.comNa zdj: Boguslaw Linda /Strzeminski/

„Powidoki” nie są złym filmem. Będąc w kinie nie nudziłem się, choć pewne rzeczy raziły. Zaczynając od gry aktorskiej córki głównego bohatera (w tej roli Bronisława Zamachowska), przez sztywne momentami dialogi, po sam pomysł na głównego bohatera. Władysław Strzemiński to człowiek, który postanowił przeciwstawić się systemowi, system zaś go niszczy. Podczas gdy ten drugi proces przedstawiony jest bardzo wiarygodnie i stanowi mocną stronę „Powidoków”, tak sam bohater jest u Wajdy niemal pozbawiony wad. Linda świetnie wywiązuje się ze swojej roli, bez scenariusza jednak nawet najlepsza gra aktorska nie uratuje wiarygodności postaci. Szczególnie, że Strzemińskiego otacza grupa studentów, których również „kupić” nie sposób. Wszystko to sprawia, że „Powidoki” ciężko uznać za film wybitny. Tymczasem – jeszcze przed śmiercią Wajdy – zdecydowano, że to on będzie polskim kandydatem do Oscara.

Fakt ten razi tym bardziej, że ostatnie miesiące były dla polskiego kina naprawdę bardzo dobre. Niektórzy chętniej na miejscu „Powidoków” widzieliby np. „Wołyń”, który świetnie udźwignął presję związaną z trudnością zagadnień jakich dotyczył i wydaje się filmem od „Powidoków” lepszym, a na pewno ważniejszym.

Alternatywy nie trzeba jednak szukać aż na Kresach. Z Łodzi Strzemińskiego zdecydowanie bliżej jest do Warszawy Beksińskich. Tak się złożyło, że polską kinematografię w krótkim czasie wzbogaciły dwa filmy przedstawiające ostatnią fazę kariery dwóch wybitnych polskich malarzy. Forma „Ostatniej Rodziny” wydaje się łatwiejsza do przełknięcia, a przy tym film jest po prostu inną ligą niż „Powidoki”. Postacie, pomysł, gra aktorska – na wszystkich tych polach „Ostatnia rodzina” wygrywa z dziełem Wajdy. Czy zdobyłaby Oscara? Pewnie nie. Ale przynajmniej mielibyśmy świadomość, że w oscarowym wyścigu reprezentuje nas film świetny, a nie – tylko poprawny.

Adam Torchała
Adam Torchała