Dama w vanie: studium dobroczynności

Gorzko-słodka historia pewnej damy, mieszkającej w vanie zaparkowanym na podjeździe domu pisarza. Studium o tym, jaki jest koszt dobroczynności, którego zwykle nie ponosimy.

Dama w vanie, materiały prasowe

Dama w vanie, materiały prasowe

 
Historia w większości prawdziwa – głosi napis otwierający seans. Prawdziwa, bo wydarzyła się naprawdę, w większości, bo opowiedział ją pisarz, a pisarze mają bogatą wyobraźnię.
Alan Bennett, dramaturg, scenarzysta i aktor, poznał pannę Shepherd w 1974 roku. Bezdomna kobieta nie była już młoda, mieszkała w vanie, który parkowała pod różnymi adresami. Gdy los zetknął ją z pisarzem, w jej życiu nastąpiła stabilizacja. Mężczyzna pozwolił jej zaparkować samochód na swoim podjeździe na kilka tygodni. Mieszkała tam przez 15 lat, do swojej śmierci. Wzajemna relacja pisarza i bezdomnej kobiety stała się inspiracją do słuchowiska radiowego, książki i – teraz – filmu.
W tej historii nic nie jest proste. Pisarz pozwala okupować bezdomnej swój podjazd, ale nie chce, by zamieszkała z nim jego własna matka, która wymaga opieki. Czyżby łatwiej było pomagać obcej bezdomnej? Nie, jeśli wziąć pod uwagę uciążliwości z tym związane – panna Shepherd nie mówi „dziękuję”, jest apodyktyczna, uparta, roszczeniowa, opryskliwa, a czasem sprawia wrażenie obłąkanej. Do tego dochodzi jeszcze kwestia jej higieny osobistej i zamiłowanie do zbieractwa. Bennett poświęca wiele uwagi opisowi jej zapachu i problemom sanitarnym. A jednak przez piętnaście lat nie robi nic, by się jej pozbyć, za to wiele, by jej pomóc. Kobieta fascynuje go, chce poznać jej historię i powód bezdomności. Jako pisarz, skupia się też na autoanalizie – jego samego ciekawi to, czemu panna Shepherd tak łatwo weszła w jego życie.

Nie jestem święty, tylko leniwy, by coś z tym zrobić. Jestem zbyt uprzejmy, by wtrącać się do jej spraw, ale to akurat pożądana cecha u Anglika – ironizuje. Ale jest się nad czym zastanawiać, bo Bennett pod warstewką autoironii podstępnie przemyca niepokojące wnioski. Dobroczynność wydaje nam się atrakcyjna, o ile nie kosztuje nas więcej, niż okazjonalny datek. Lubimy pomagać, o ile potrzebujący nie naruszają naszej prywatnej przestrzeni, póki nie są uciążliwymi sąsiadami.

W roli panny Shepherd fantastyczna Maggie Smith, aż dziw, że jej kreacja doceniona została tylko dwiema nominacjami, a żadną nagrodą. Już raz grała tę rolę – w słuchowisku, w którym partnerował jej wówczas sam Alan Bennett, jako Alan Bennett. W filmie, gdzie Bennetta gra Alex Jennings, możemy poznać tego dżentelmena w końcowej sekwencji – przyjeżdża rowerem na małą uroczystość.
Poza tym w filmie występuje cała plejada brytyjskich gwiazd, które chętnie zagrały nawet króciutkie epizody – jak James Corden czy Dominic Cooper, którzy pojawiają się na ekranie na minutę lub dwie.

Alex Jennings gra w tym filmie podwójną rolę: jest Alanem Bennettem, który odstąpił podjazd pannie Shepherd i Alanem Bennettem-pisarzem, który tylko obserwuje i opisuje wydarzenia. Sam sobie zadaje pytanie – a może tylko wykorzystywałem pannę Shepherd, by stała się tematem kolejnej sztuki? Nawet jeśli to prawda, to robienie notatek zajęło mu 15 lat. Świat byłby lepszym miejscem, gdybyśmy wszyscy wzorem Bennetta zajęli się zbieraniem materiałów do powieści o potrzebujących. Tematów nam nie zabraknie.

Dama w vanie, reżyseria Nicholas Hytner, scenariusz Alan Bennett, Wielka Brytania 2015

Izabela Matjasik
Izabela Matjasik